Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Wpisy otagowane : Hip-Hoppl

Mój wywiad dla MarketingiBiznes.pl - czyli dlaczego nie mam ambicji być szefem wszystkich szefów w 100 spółkach

pfornalski

2 tygodnie temu na MarketingiBiznes.pl ukazał się wywiad ze mną, przeprowadzony przez Michała Bąka pt. "Wywiad z Pawłem Fornalskim (IAI S.A) – nie mam ambicji być szefem wszystkich szefów w 100 spółkach". Wywiad jest dla mnie szczególnie fajny, bo dotyka tematów, o których zazwyczaj nie opowiadam za wiele. A przy okazji jakiegoś letniego uniesienia, skomentowałem kilka spraw wykraczających nieco poza bycie prezesem IAI S.A.

Michał Bąk: Zawsze zastanawiała mnie jedna rzecz. Byłeś twórcą portalu hip-hopowego, powiedź proszę czy nadal utrzymujesz kontakt z tą kulturą, czy nadal u siebie w mieście jesteś kojarzony z tamtym czasem?

Paweł Fornalski: Słucham rapu i nadal sympatyzuję z tym co się w świecie hip-hopu dzieje. Jeszcze w czasach gdy prowadziliśmy portal razem z Sebastianem Mulińskim, w jego ostatnich latach funkcjonowania pod naszym kierownictwem, ja zajmowałem się bardziej e-commerce i technologią, a Sebastian Hip-Hop.pl, którego był redaktorem naczelnym. Więc mimo iż początkowo ja go stworzyłem i kierowałem, wątpię aby ktoś mnie kojarzył jako „Hex” (czyli mój pseudonim z tego portalu). Chyba, że ludzie mający tyle lat co ja. Tych jednak nie spotkasz na koncertach.

wywiadmarketingbiznes2

W 2015r. odbieram statuetkę eKomersa dla Najlepsza platforma sklepowa. Na ten moment uważam to wyróżnienie za jedno z ważniejszych.

 

MB: Jak w tamtym czasie monetyzowaliście pierwszy w Polsce serwis o hip-hopie i co spowodowało, że projekt w pewnym momencie został zaniechany?

PF: Projekt nigdy nie został zaniechany. Zmalało jego znaczenie. Osiągnęliśmy szybko pozycję lidera, w tamtym czasie praktycznie monopolisty. Polski hip-hop nie liczy się na arenie międzynarodowej, więc skalowanie biznesu poza Polskę nie miało sensu. Ponad to wydawaliśmy w tym czasie w największym nakładzie magazyn papierowy. Najpierw uznaliśmy, że prasa papierowa po prostu się skończy, co dla mnie jako osoby z wykształceniem informatycznym i zapaleńca nowych technologii było dosyć oczywiste. Dla innych mniej i potem okazało się, że ja miałem rację. Potem zauważyłem, że biznes opary o klasyczne modele reklamowe czyli takie jak stosowaliśmy w Hip-Hop.pl, oparty o agencje, które pośredniczą w sprzedaży reklam dla portali też się skończy. Taki wniosek wyciągnąłem znowu z obserwacji, że coraz więcej ruchu pozyskiwaliśmy, a przychody z reklamy spadały. Umiejąc przewidywać przyszłość w technologii, stwierdziłem że dalsze inwestowanie ogromnych pieniędzy i energii w ten projekt, nie ma sensu. Funkcjonował on z powodzeniem przez lata a później w 2013 go sprzedaliśmy firmie, która zadbała o kontynuację naszej idei. Hip-Hop.pl był dla mnie genialnym treningiem jak zbudować pozycję lidera i wiedzę o tym, co pozycja lidera daje na każdym rynku. Do tego dał pieniądze na stworzenie IAI-Shop.com, gdy ten sprzedawany od początku jako usługa SaaS był nierentowny.

MB: Jakiś czas temu, powiedziałeś, że myślicie o ekspansji poza granicę Polski. Powiedz proszę jaki jest stan, jeżeli chodzi o Wasze wyjście poza granicę kraju?

PF: To cel bardzo ambitny i nadal aktualny. Pracujemy nad tym na różne sposoby. Część działań jest innowacyjnych i długofalowych. Dlatego nie chcę za wiele o tym teraz opowiadać. Przyjdzie czas, że się pochwalę, jak osiągnęliśmy wielki sukces. Ważne jest jednak dla nas to, że polski e-commerce ciągle się dynamicznie rozwija. Obecnie wielu dotychczasowych liderów zmienia właścicieli, albo znika. My trwamy i rozwijamy się. Więc ciągle daleko nam do pozycji niekwestionowanego lidera, ale zmiany na rynku nas przybliżają do tego i dają ogromne szanse. Dlatego ekspansja zagraniczna za wszelką cenę, np. kosztem przegapienia okazji do ogromnego wzrostu w Polsce, byłaby nierozsądna.

wywiadmarketingbiznes3

Z moją córką Oliwią. Mam nadzieję, że pewnego dnia to ona będzie zarządzała IAI. Póki co nie mówi nie ;)

 

MB: Inwestycja w Cupsell, była chyba jak dotąd jedyną Waszą inwestycją w inny, niż własny brand. Czy planujecie kontynuację inwestycji?

PF: Rok wcześniej zainwestowaliśmy też w Traffic Trends sp. z o.o., lidera w pozycjonowaniu sklepów internetowych, obejmując w spółce 49% udziałów. Stale analizujemy różne oferty inwestycyjne. Nie jesteśmy typowym funduszem, który ma pieniądze inwestorów do wydania i wybiera najlepsze z projektów jakie do niego trafią. My wybieramy to co ma sens inwestycyjny i tworzy synergię z tym co już robimy. Jeżeli kolejny projekt będzie uzupełniał to co już robimy w IAI S.A., Traffic Trends i Cupsell, zainwestujemy w niego.

Nadmienię też, że samo IAI S.A. dzisiaj rozwija kilka dużych produktów, które mogłyby się stać osobnymi spółkami. Wspomnę np. o IAI Broker, czyli usłudze pośrednictwa sprzedaży usług kurierskich, IAI Pay czyli system płatności, IAI RS czyli system inteligentnych rekomendacji i wiele innych. Od 4 lat też bardzo mocno inwestujemy i angażuję się w stworzenie drugiej nogi biznesu, czyli systemu do prowadzenia strony internetowej i rezerwacji internetowych (tzw. Booking Engine) dla hoteli, pensjonatów, agroturystyki, apartamentów itp. Chodzi o IdoSell Booking, który dzisiaj zbiera bardzo pozytywne opinie i ma szansę stać się takim IAI-Shop.com ale na jeszcze większym polu, jaki stanowią rezerwacje noclegów – branża która dopiero startuje. Nie musimy więc na siłę szukać projektów, które są słabsze niż nasze własne produkty, a które przez takie inwestycje by ucierpiały. Absolutnie nie mam ambicji bycia „szefem wszystkich szefów” w 100 spółkach.

MB: Prowadzisz niezwykłego bloga o e-commerce. Spojrzenie praktyka z wieloletnim doświadczeniem. Powiedź co Cię na co dzień inspiruje do tworzenia treści, czy za sprawą bloga nie otrzymywałeś propozycji consultingu projektów e-commerce?

Odpowiada na wewnętrzną potrzebę dzielenia się wiedzą. Im więcej jednak wiem i w więcej sprawach uczestniczę, tym trudniej mi się wypowiadać, bez ryzyka naruszenia jakiejś tajemnicy. Gdy mam czas i temat, który nie narusza tajemnicy IAI ani żadnej z licznych rozmów z firmami z branży prowadzę, dziele się wiedzą. Consultingpełnoetatowo robię dla pracowników i menedżerów w IAI, których jest już grubo ponad 100 i partnerów. Często wymyślamy jakieś projekty, które nie istnieją nigdzie poza naszymi głowami. Pracuję wtedy z partnerami, zmieniam ich biznes aby dało się go dostosować do ecommerce i w ten sposób tworzę nową rzeczywistość. Consulting wtedy jest gratis. A mi to poszerza jeszcze bardziej horyzonty i odpłaca się rozwojem moim, IAI, klientów i partnerów. To wszystko w 100% zaspokaja moją ambicję i nie zamierzam na siłę „prostytuować” się sprzedając za grosze, wiedzę wartą miliony. Oczywiście nie jestem zamknięty na wszelkie ciekawe propozycje, ale zwyczajnie finansowo to co zarabiam w IAI mnie satysfakcjonuje i wolę skupić się na poprawianiu usług czy biznesów klientów IAI. Za to mi przede wszystkim oni płacą.

wywiadmarketingbiznes1

Z Pawłem Tkaczykiem, w skrzydla dla programistów w IAI, nazwanym "Galeria Superbohaterów".

 

MB: Wielu rozmówców pytam o skalowanie zatrudnienia. Czy myślisz o poszerzeniu swojego zespołu oraz czy nie boisz się, że Szczecin, w którym mieści się siedziba IAI S.A nie daje Wam takich możliwości rekrutacyjnych jak Warszawa czy inne tego typu ośrodki?

PF: W IAI na dzisiaj pracuje 107 osób. Zatrudnienie rośnie od lat, w miarę wzrostu naszych przychodów. Szczecin jest dużym i fajnym ośrodkiem akademickim. Jest tu mnóstwo fantastycznych specjalistów, którzy w przeszłości aby znaleźć fajną firmę wyjeżdżali. Obecnie w Szczecinie działa IAI i kilkanaście innych podobnie fajnych pracodawców. Ludzie nie muszą wyjeżdżać za pracą. A że co roku pojawiają się nowi absolwenci uczelni i nowi ludzie chcą się uczyć programowania czy technologii webowych, nie mamy najmniejszego problemu z zatrudnianiem świetnych osób. Wręcz jako dobry, renomowany pracodawca, możemy selekcjonować kandydatów i wybierać tych, którzy do nas pasują. Mamy też jeden z najwyższych wskaźników retencji kadry. Wybieranie osób, które pasują do zespołu i nie zgubią kultury firmy i jakości, dla mnie było zawsze ważniejsze, niż ilość.

MB: Osiągnąłeś ogromny sukces w e-commerce. Powiedź proszę jakie były Wasze kamienie milowe, które zadecydowały o Twoim miejscu dziś.

PF: Nieskromnie stwierdzę, że każdy dzień mojej pracy jest fascynujący i stanowi kamień milowy na drodze jaką wytyczyłem sobie 16 lat temu. Projekty nad którymi pracujemy, za parę lat są tak innowacyjne, że nie przeczyta się o nich w żadnych magazynach branżowych, zanim powstaną. Zmieniamy rzeczywistość, bo w sklepy które obsługujemy to ponad 20% rynku i odwiedza je kilkanaście milionów Polaków. Mamy ambicję obsługiwać jeszcze większą część rynku. Tworzymy coś nie wirtualnego, ale rzeczywistego, co zmienia życie każdego Polaka. Czujemy odpowiedzialność i dumę z tego co robimy. Idąc ulicami, które pustoszeją z tradycyjnych sklepów, mamy świadomość, że nasza praca się do tego przyczynia. Każdy projekt ecommerce jaki w Polsce startuje, wiąże się z rozmowami z IAI. To sprawia, że trudno dzisiaj wskazać jeden kamień milowy. Było ich tak wiele, że można by było napisać pół książki. Ponieważ drugie pół przede mną, nie postrzegam tego co osiągnęliśmy jako sukcesu, raczej jako drogę do sukcesu.

 

O Status quo w biznesie internetowym i medialnym i o Piśmie Hip-Hop.pl po 7 latach

pfornalski

Od zamknięcia Pisma Hip-Hop.pl minęło już 7 lat. W ostatnich dniach natrafiłem na 2 ciekawe artykuły, które przypomniały mi, że 6 lat temu napisałem bardzo dobry tekst "O macierzy BCG słów kilka, czyli jak ubiłem gazetę Hip-Hop.pl". Opisuje on jak to się stało, że w 2005 roku, gdy wszyscy mówili nam, że papierowa gazeta to coś super prestiżowego i nie powinniśmy jej likwidować, ja postawiłem na Internet i dobrze na tym wyszliśmy.

A teraz 2 obiecane teksty:

  1. "Rekordowo niska sprzedaż "Rzeczpospolitej", zyskał "Fakt"
  2. Agora na zakręcie?

Z obu tekstów wyłania się potwierdzenie tego co kierowało mną gdy zamykałem Pismo Hip-Hop.pl, czyli brak przyszłości dla prasy drukowanej. Teraz fala zmian rozlewa się dalej. Zadyszka z przychodami z Onetu, WP i innych portali pokazuje, że giganty z przeszłości mogą się rozsypać. Czytam to między wierszami z tekstów takich jak "Duży sukces TVN - Onet sprzedany za blisko miliard złotych". I owszem, Onet jest nadal potęgą i miliard i sexier than milion, ale nie zmienia to tego, że jeszcze niedawno był on wyceniany na 1,37 miliarda złotych, podczas gdy teraz poszedł za 1,27 miliarda złotych. Dlaczego TVN miałby sprzedawać coś rozwojowego na co ma pomysł?

Jakie wnioski wyciągam z tych wszystkich artykułów, jakie ostatnio się ukazały? Nie ma status quo. W Internecie i mediach wszystko zmienia się bardzo szybko. Stale trzeba analizować szanse i zagrożenia, unikać skakania po biznesach (patrz "5-10-15 - ile badziewnych startupów jeszcze potrzeba?"), ale i nie można zostać za długo w miejscu.

Czy Rzeczpospolita, Agora, Onet znikną z rynku? Nie, jeżeli dostosują się do zmian, podobnie jak my zdecydowaliśmy się na zamknięcie czasopisma, a Portal Hip-Hop.pl ma się nadal świetnie. Siłą tych firm jest treść i tak długo jak będzie się ona wybijała pozytywnie na tle byle jakich treści na Facebooku, Kwejku itp. (patrz post "Fejsbukizacja społeczeństwa") tak długo firmy te ocaleją. Oczywiście przychody mogą mieć wielokrotnie mniejsze, ale to w niczym nie przeszkadza aby mieć taki sam zysk albo i wyższy niż na prasie drukowanej. Często czytam Gazeta.pl i Gazeta Biz na iPhone na aplikacjach i natrafiam na ich artykuły jako cytowane czy udostępniane na Facebooku. Dla mnie to znak, że mają to czego ludzie potrzebują. Teraz kwestia znalezienia odpowiedniego modelu biznesowego i dostosowanie firmy do niego. Mam nadzieję, że to się uda i przyszłość nie będzie należała do serwisów takich jak Kwejk, którego nie trawię i będę pierwszym który wypije gdy zniknie. No, ale cóż, młody już taki całkiem nie jestem, więc mogę się nie znać ...

5-10-15 - ile badziewnych startupów jeszcze potrzeba?

pfornalski

Większość osób, nie znających historii rynku IT nie wie, że wprowadzony w styczniu 1984r. Słynny komputer Macintosh wcale nie był sukcesem firmy Apple. Przez parę następnych lat firma żyła głównie ze sprzedaży Apple II swojego starszego komputera, a komputery takie jak Comodore były dużo większym sukcesem rynkowym. Czego zabrakło po szumnym przedstawieniu Macintosha? Zabrakło tzw. Follow-up, lub jak nazywa to Guy Kawasaki – zabrakło „churn” (ang., termin Guy'a Kawasaki).

Potwierdza to lektura wielu książek które przeczytałem o historiach firm. Zwłaszcza dwie: Revolution in The Valley Andy Hertzfeld, Rules For Revolutionaries Guy Kawasaki. Jest to dwóch insiderów Apple. Prawda jest taka, że kilkunastoosobowy zespół tworzący Macintosha wykonał nadludzką, genialną i zadziwiającą pracę. Prawda jest jednak również taka, że po premierze wszyscy oni byli tak wypaleni i chcieli odpocząć i w efekcie zabrakło energii na poprawienie wszystkiego tego co trzeba było ulepszyć i poprawić. Potrzebne były kolejne 2 lata pracy nad nową wersją. Tego zabrakło i Apple o mało nie zbankrutował. Tak, tak, wspaniały Apple miał być kupiony przez Oracle za grosze w latach 90-tych. Jeżeli ktoś nie wierzy, polecam książkę On The Firing Line Gill Amelio.

Bez dwóch zdań na nogi postawił Apple Steve Jobs, który wrócił do niego w 1997r. Mamy rok 2010 i Apple ostatnio czytałem że Apple jest już większą firmą niż Microsoft. Ile zajęło Jobsowi postawienie na nowi wielkiej, znanej firmy z historią i klientami, będącej spółką publiczną i pupilką amerykańskich władz? Bez mała 10 lat. Tyle trzeba często aby osiągnąć coś stabilnego i udowodnić sobie i inwestorom, że pomysł ma sens. Tyle czasu kontynuowano konsekwentne poprawianie linii produktowej.

Jak to się ma do polskiego podwórka? Otóż co chwila słyszę o Start-up Jam, Start-up Chalange. Na barcampach, seedcampach i crap-campach ciągle mówi się o kolejnych start-upach tych samych ludzi. Wypada wiedzieć co X teraz założył, albo co Y teraz współtworzy. Za to Z od 9:00 do 11:00 pracuje w Abla, by od 12:00 do 14:00 pracować w Babla i wieczorkiem jeszcze dłubać przy Chabla, będąc w międzyczasie konsultantem w Dubli. Światek blogów i start-upów zaczął żyć swoim życiem, oderwanym moim zdaniem od rynku. Jest rynkiem dla samego siebie, a to nie wróży zrobieniem na prawdę użytecznych rzeczy. Powstał nowy gatunek człowieka – Startauphapiens i UEconomy. Startuphapiens żywi się kolejnymi startupami, niusikami, bankiecikami i informacjami o newsikach. Ma już nawet Magazyn START UP. Żeby zwiększyć szansę przetrwania w ewolucji czyli szansę na dotację zakłada się 5, 10 i 15 start-upów jednocześnie. Ciekawe czy przy 20 dają zniżkę w KRS i ekstra kupon na 2 ZUSy? A przecież w ten sposób przypomina to loterię w której skreśla się 20 losów w nadziei, że jeden z nich wyjdzie. Rzadko się jednak zdarza, że za pierwszym razem strzela się w dziesiątkę. Dowodzą tego opisane w książce Founders At Work historie (patrz post „Recenzja książki Founders at work).

Taka sama historia jak np. PayPal dotyczy IAI którą kieruję. Zaczęliśmy od Hip-Hop.pl, wydawaliśmy papierową gazetę (patrz „O macierzy BCG słów kilka, czyli jak ubiłem gazetę Hip-Hop.pl”), zrobiliśmy 4 inne serwisy społecznościowe i w których wydawało nam się, że leży przyszłość firmy, aby ostatecznie to biznes, który był efektem ubocznym reklamy stał się biznesem nr 1. Czy zakładając kolejne start-upy wstrzelilibyśmy się w prawdziwe rozwiązania chmurowe, to co parę lat później nazwano SaaS i obwieszczono przyszłością informatyki? Na 100% nie. Tym czasem potrzebowałem 10 lat aby wiedzieć, że to co robię może być baaaaardzo duże i zmieni świat jak Facebook. Opowiem o tym kiedyś w osobnym poście. Fakt jest jednak taki, że potrzeba jeszcze parę lat aby tą pracę dokończyć i dlatego nie stać mnie na rozpraszanie się na cokolwiek innego.

Tak więc drogi, młody przedsiębiorco: zanim zrobisz 5 start-upów zastanów się który ma największą szansę zmiany świata na lepszy, wygenerowania dla Ciebie odpowiedniej ilości pieniędzy i zrób to najlepiej na świecie. Nie rób wszystkiego po łebkach, zatrudnionym na 100 godzin programistą i kolegą marketingowcem pracującym w 3 innych firmach. Przecież Steve Jobs nie zrobił obok Apple, 4 innych firm. Przecież Lary Page i Sergey Brin nie zrobili 10 innych start-upów tylko pracowali w Google i jemu poświęcali 100% energii, aby ostatecznie wprowadzić Ad Sense i zarobić miliardy. Nawet jeżeli duża firma Amerykańska na której się wzorujesz zrobiła coś rewolucyjnego, to i tak później pracowano kilka lat nad tym aby idea przetrwała. Tylko za taki produkt ludzie są skłonni płacić. Jeżeli można coś zrobić w 5 minut i zarobić krocie, za chwilę wszyscy to zrobią i zarobisz nic.

Mam nadzieję, że start-upowe szaleństwo skończy się wkrótce i ludzie zajmą się udoskonalaniem swoich gównianych pomyślików i w ten sposób powstaną fajne produkty których będę używał. Mam nadzieję, że zgliszcza upadłych start-upów uświadomią wszystkim że to nie o to chodzi, aby działalność zakładać, ale żeby ta działalność dawała zysk, podatki pracę a przede wszystkim aby ludzie pracującym tam mieli przekonanie, że zmieniają świat na lepszy i są w stanie utrzymać siebie i rodzinę bez wyjeżdżania za granicę. Pracuj tak aby Twoja firma stała się globalną marką i zapłaciła milion CITu. Wtedy przyrzekam Ci, że będziesz miał milion na dom, milion na jego dokończenie i milion co kolejny rok aby to wszystko utrzymać i to co miesiąc.

To tak dla tych, którzy chcieli by się trochę zainspirować, film na weekend:

Welcome to Macintosh

The documentary for the rest of us

Więcej na http://www.welcometomacintosh.com

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci