Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Wpisy otagowane : zarzadzanie-czasem

Virtus in Arduis, czyli jak zostać milionerem ze swojej własnej pracy?

pfornalski

Tak. To będzie kolejny tekst o tym, jak zostać milionerem. Tylko tym razem nic nie musisz płacić, nigdzie jechać. Ten tekst nie będzie o tym, jak zostać milionerem z pracy innych ludzi, spekulacji, bogatego ożenku i innych sposobach od jakich kipi Internet i które to zarabianie określa się „pasywnym dochodem”. Ten tekst będzie o czymś, co kieruje moją własną pracą i rozwojem, czymś co określam filozofią „Virtus in Arduis”.

Dawno temu przeczytałem po raz pierwszy „Bogaty ojciec, biedny ojciec” R. Kiyosakiego. Jeszcze jako niezbyt zamożny młody człowiek, stwierdziłem że książka ma spor racji, ale nie zgadzam się z jej podejściem do zarabiania i wydawania. Zgadzam się z tym i tak postępuję, jak robi „Bogaty ojciec”: nie wydaję więcej niż zarabiam, nie mam kredytów i rat i kupuję za gotówkę, starając się część dochodu oszczędzić. Nie mam nawet karty kredytowej. Nie zgadzam się jednak z interpretacją tej książki, która mówi, że należy inwestować wszytko czego nie „musisz wydawać”. Dla mnie to oszczędzanie na szczęściu, na zdrowiu, rodzinie, wolnym czasie, pasjach itp. w myśl maksymalizacji wartości inwestycji. Zazwyczaj książki z tego trendu mówią o tym, że jak maksymalnie dużo odłożysz, zainwestujesz, to będziesz bogatszy. Ale przyjrzyj się równaniu:

100 000zł * 30% = 50 000zł * 60% = 33 333zł * 90%

To samo równanie pokazuje, że zarabiając 100 tys. złotych rocznie i odkładając tylko 30%, odłożysz / zainwestujesz dokładnie tyle samo co zarabiając 50 tys. złotych rocznie i inwestując aż 60%. Te 60% oznacza, że Twoja córka nie dostanie lalki o której marzy od dawna, Twoja żona nie kupi sobie torebki o której marzy, a Ty sam zrezygnujesz ze wszystkich pasji oprócz biegania, które będzie najtańsze. Jak obserwuję początkujących, aspirujących do klasy średniej czy wyższej, to zbyt często mówią o inwestowaniu, a zbyt mało o zarabianiu.

Z domu nie wyniosłem pieniędzy (żadnych). Ale wyniosłem coś cenniejszego: bardzo mądre nauki. Jedna z nich mówi, że prościej jest zarobić więcej, niż oszczędzić. Tak! To nie pomyłka. Zapamiętaj; Łatwiej jest zarobić więcej, niż oszczędzić więcej. Ile bowiem możesz zaoszczędzić zarabiając 33333zł rocznie? 80%, może 90% jak przyswoisz sobie książkę w rodzaju „Jak przeżyć za dolara dziennie”. Tylko ile tak pożyjesz? Jak długo zachowasz 100% motywacji do pracy i zdrowie? Może przez to, że przez cały dotychczasowy czas skupiałem się na tym, jak efektywniej i mądrzej pracować, jestem tu gdzie jestem. Nie jestem miliarderem, nie posiadam 3 kamienic. Przede wszystkim nie posiadam ich, bo ich nie potrzebuję a ich posiadanie ani trochę nie uczyni mnie szczęśliwszym. W żaden sposób nie przełoży się na to, że będę lepiej wykonywał moje powołanie, moją pracę.

Dzięki temu, że nie oszczędzam na zdrowiu, pasjach i tym wszystkim co czyni życie fajnym, mam 100% energii każdego tygodnia do pracy. Czuję też, że to droga jest nagrodą, a nie cel do którego zmierzam. Jak mam ochotę iść do kina, to idę i wydaję 100zł na bilety, bez bólu poniżej pleców, bo mógłbym kupić za to 1 jednostkę uczestnictwa funduszu inwestycyjnego. I to mi się cholernie opłacało, bo tylko moje udziały w IAI S.A. są dziś warte ponad 80 milionów złotych. Nie wspomnę przy tym, że nie czuję, abym przez to "zmarnował dotychczasowe 18 lat życia" i gdybym miał jutro przemieścić się w czasie, to samemu sobie nie doradziłbym niczego innego. Jestem szczęśliwy i zamierzam pracować i żyć tak dalej. A jak będę dalej dobrze pracował, to pewnego dnia będą warte 200 i może 500 milionów. A jak nie i będzie to wszystko warte połowę mniej, to też mi to nie popsuje humoru. Przy okazji zapraszam do przeczytania „Moja filozofia sukcesu”.

Zwyczajny ja jaki jestem w niedzielę, z moją córką, Oliwią. Spędzając po prostu czas na luzie w niedzielne popołudnie. Nie spędzam go w klubie krasomówczym, czy "jedząc wystawne kolacje z wysoko postawionymi biznesmenami".

Jak zatem doszedłem do tego, do czego doszedłem?

Przede wszystkim uświadomiłem sobie odpowiednio wcześnie, że jedynym zasobem jakim dysponuję, nie rodząc się szejkiem lub dziedzicem kopalni złota, jest nasz czas. To ten czas mogę inwestować w naukę, a nauczone umiejętności w podnoszenie albo zaawansowania (za czym idzie wyższe wynagrodzenie) albo efektywności (za czym idzie możliwość generowania większej ilości przychodu). Po drodze czas mija, bezpowrotnie. Moęg go spędzać na „głupotach” jak mówią książki motywacyjne, albo mogę go zainwestować w siebie. Czym jest to owe mityczne inwestowanie w siebie? Guru od motywacji i sprzedawania Ci kursów, przekonują, że to kwestia wykupowania drogich kursów i inwestowania w siebie „milionów”. Ja temu zaprzeczę. Żaden kurs nie uczynił mnie multimilionerem. Uczyniły to:

  1. Wychowanie i wartości wyniesione z domu
  2. Dobra nauka w szkole, odpowiednio dobrany kierunek studiów (informatyka)
  3. Nauka samodzielna
  4. Mądrze wykonywana praca

Niektórym wydaje się, że inwestują w siebie. Jeżdżą na drogie sympozja z ulubionymi mówcami motywacyjnymi, chodzą na StartupWeekend mimo iż nie mają startupu, Aulę, Czwartki Social Media, TeDx. Są wręcz przeedukowani i przemotywowani, w złym tego znaczeniu. Uczą się rzeczy, jakie są potrzebne na dużo późniejszym etapie rozwoju, gdy masz średnią lub dużą firmę. A tak naprawdę gdy ją masz, to ta wiedza jest oczywista. Bardzo często uczycie się od ludzi, którzy sami nic nie osiągnęli, a uczą innych aby dopiero zarobić. Na początku drogi naucz się jak być dobrą księgową, programistą, spawaczem lub kafelkarzem. To ma większe znaczenie. Co więcej, robiąc coś pożytecznego dla ludzi, będziesz miał to fajne poczucie, że Twoja praca nie jest pasożytowaniem na pracy innych i nie będziesz myślał o tym jak piątkowy wieczór zapić drogą whisky, tylko spokojnie weźmiesz go na trzeźwo.

Jak zaczynałem, moim marzeniem było zarabiać 5000zł na miesiąc. Przemyślałem się co zamierzam zrobić i plan był następujący. Jeżeli chcę zarabiać 5000zł i jestem gotowy pracować do 50 godzin tygoniowo (210 godzin miesięcznie) to prosta kalkulacja pokazała mi, że muszę zarabiać na każdej godzinie 25zł (dokładniej 23,81zł). Wyeliminowałem pracę za mniej, mimo, że „coś” mi dawała. Robiąc to konsekwentnie i a pozostałym czasie ucząc się aby być najlepszym w tym co chciałem robić, szybko ten czas się wypełnił i zarabiałem 5000zł na miesiąc. Co zrobiłem wtedy? Stwierdziłem, że chcę zarabiać 10000zł na miesiąc, czyli wyeliminowałem wszystko co generowało mniej niż 50zł przychodu.

Dzisiaj jestem trochę dalej, mam udziały w spółce akcyjnej i pensję, która wynosi 40000zł brutto. Nie jest to ani dużo, ani mało jak na stanowisko o takim stopniu odpowiedzialności. Mam przekonanie, że to odpowiednia kwota, a resztę powinienem jak inni akcjonariusze czerpać z dywidendy (o tym napiszę kiedyś osobny post). Kwota jednak nie tak mała, sprawia, że stale muszę pamiętać, że każdy mój dzień jest warty dzisiaj 2000zł. Tyle płacą mi akcjonariusze (w tym ja sam) aby firma rosła, aby klienci byli zadowoleni i co miesiąc na jej konto płynęły gładko pieniądze. Nie oznacza, to że nie idę z moją córką na plac zabaw, spacerczy nie popracuję w weekend, wynajmując kogoś do zrobienia tego za mnie. Oddzielam czas prywatny od czasu biznesowego. Czas prywatny spędzam jak chcę, nie przeliczając go na zarobki, z czystym sumieniem gapiąc się z dzieckiem w bajkę czy ulubiony serial. Robię to tak długo, jak długo czyni mnie to szczęśliwym. Pamiętam jednak, że czas pracy, te 40 godzin tygodniowo, mam być wypoczęty, zdrowy i pełen energii do tego aby wykonywać swoją pracę, wartą 2000zł na dzień. Kiedy przychodzę o 9:15 do biura, ten czas jest tylko dla firmy, klientów i wyciskam z niego 100%. Robię to tak, aby na koniec dnia sam, przed sobą mógł pokazać, że wygenerowałem efekty warte 2000zł. A jak idę na „czwartek social media” to idę tam w moim czasie rozrywki i nie nazywam tego pracą. Bo lubię geek-klimat, ale udział w tej imprezie nigdy nie przełoży się na moje zarobki. A jeżeli przychodzi mi do głowy, że może powinienem to zakwalifikować do „czasu biznesowego” wtedy zastanawiam się czy na serio, 4 godziny spędzone na nim przełożą się na dodatkowe 1000zł przychodu dla IAI?

Paweł Fornalski - biuro w IAI 2017

Moje biurko w IAI w poniedziałek rano, kolejnego dnia po poprzednim zdjęciu. Tu już nie ma miejsce na bałagan i dres.

Możesz na koniec pomyśleć sobie: „udało mu się, cedzi kacapoły, ja muszę robić takie rzeczy aby się przebić”. Masz wybór: posłuchać mojej rady, albo nie. Ale jeżeli będziesz tak zarządzał swoim czasem, że na koniec czasu, który poświęcasz nie będzie z tego pieniędzy, czyli nie będziesz wykonywał pracy, za którą Ci ktoś zapłaci, czyli ta praca będzie dla niego coś warta, to wszystko co robisz; to uświadom sobie, że nigdy nie spełnisz swoich marzeń. Akcja-reakcja, pamiętaj.

Przykład na jakim tłumaczę te zasady moim własnym pracownikom

W IAI S.A. obowiązuje zasada stawki godzinowej. W zależności od stanowiska i rangi, płacimy za każdą przepracowaną godzinę określoną stawkę. Do tego dochodzą premie, ale główne wynagrodzenie stanowi stawka godzinowa razy ilość przepracowanych godzin. Rangę zmienia się, nie bezpośrednio przez doświadczenie, co rozwój.

Czasami nowi pracownicy biorą np. urlop 2 tygodniowy, aby np. „wyremontować mieszkanie”. Bardzo często robię im taką kalkulację. Załóżmy, że jesteś początkującym programistą i zarabiasz średnio 9000zł (60zł * 150h). Wtedy te 2 tygodnie (80 godzin) są warte 4800zł. W tym czasie będziesz uczył się malować (czego nie lubisz), tapetować (nie oszukujmy się, wytapetujesz krzywo), kłaść kafelki (z których część spadnie) i na koniec coś powstanie co najwyżej przeciętnego. Tę pracę wykona ktoś kto zrobi to szybciej, efektywniej i lepiej za powiedzmy 3000zł. Przy okazji tej kalkulacji tłumaczę im, że warto wykonywać im tylko tę pracę, która jest warta jest więcej niż te 60zł/h. Każda inna praca, która pozornie oszczędza im pieniędzy:

  1. Zmniejsza ich roczne wynagrodzenie
  2. Opóźnia ich rozwój i awans

Punkt 2 to właśnie inwestycja w siebie. Czasami to właśnie praca nad tym, co nas interesuje i w czym chcemy być najlepsi, jest najlepszą inwestycją. Bowiem jako programista np. w randze Regular, dzięki pracy o 20h miesięcznie więcej, opanujesz o rok wcześniej rzeczy, które opanuje ktoś kto będzie pracował o 20h mniej (zakładając że część dnia to np. Daily Scrum, planowanie pracy, obsługa komunikacji itp.). Dzięki awansowi Twoje wynagrodzenie skoczy z 60zł/h na 75zł/h i tylko w pierwszym roku zarobisz więcej o 45000zł ((75-60)zł*150h*12 miesięcy + 75zł*20h*12miesięcy). Jeżeli tylko te pieniądze odłożysz i zainwestujesz, będziesz po 10 latach znacznie bogatszy, niż ktoś kto brał urlop na malowanie mieszkania.

Masz minutę na podjęcie decyzji, więc wyłącz emocje i pracuj proaktywnie

pfornalski

Od czasu gdy napisałem posta „Szlachetne zdrowie...” minęło 8,5 roku. Sporo, gdy uświadomi się, że to było raptem wczoraj. Jak po latach postrzegam temat dbania o zdrowie w kategoriach intensywnej pracy? Czy coś się zmieniło?

Na początku, w etapie budowania firmy, musiałem robić większość sam. Wszystkie sytuacje losowe, spadały na mnie ot np. padły serwery i pracowałem do 5 nad ranem, aby je postawić ponownie. Z każdym nowym klientem, pracowałem więc coraz więcej i coraz dłużej. Aby sobie z tym poradzić, musiałem wdrożyć program „proaktywność ponad wszystko”. Ci, którzy pracują lub pracowali w IAI, wiedzą, że w systemie wartości z którym zapoznaję każdą nową osobę, która zaczyna pracę, na pierwszym miejscu jest „proaktywność”. Postawienie na proaktywność było najlepszą decyzją jaką podjąłem, zasługującą na osobny temat. W skrócie proaktywność polega to na tym, aby inwestować czas i środki wtedy gdy można zrobić to tanio, a nie gdy sytuacja się do tego zmusza. Doskonałym przykładem jest backup laptopa. Gdy robisz go systematycznie, koszt jest śmiesznie niski. Jeżeli padnie Ci dysk, a każdy dysk kiedyś padnie, to odtworzenie danych i przestój będą kosztowały ogromną ilość pieniędzy. Proaktywne podejście to takie podejście, w którym inwestujesz stałą ilość godzin „na zapas”. Dzięki temu sytuacje losowe, mają coraz mniejszy wpływ na Twoje obciążenie, czy w skali firmy na koszty. Jeżeli realizujesz taką strategię konsekwentnie, możesz zajść bardzo daleko.

Aby zrealizować wizję proaktywności, należało zakupić możliwie najlepszy sprzęt, przenieść się do możliwie najlepszej serwerowni, napisać kupę narzędzi, które za mnie i inne osoby, wykonają większość czynności. To wymaga środków i czasu. Na to w zasadzie spędziłem minione 8,5 roku od czasu napisania tego posta. Aktualnie zatrudniam ponad 90 osób i bez nich nie byłoby możliwe wprowadzenie totalnej proaktywności. Sam bym nie znalazł tyle czasu, aby te wszystkie narzędzia stworzyć. Sam, biegałbym do tej pory z wiaderkiem i całodobowo gasił pożary (patrz post „Wszystko ja = wąskie gardło”). To się sprawdziło i zadziałało doskonale.

Jednym z problemów rozrastających się firm (patrz post „Jak szybko może rosnąć firma?”) jest to, że w pewnym momencie masz ochotę przestać się martwić drobnymi rzeczami. I większość ludzi ma wyobrażenie, że prowadzenie firmy z 90 pracownikami polega na tym, że już nic nie robisz. Co ciekawe, rady aby nie zajmować się "drobnymi kwestiami" dają mi ludzie, których firmy zatrudniają 4-10 osób. Mówią "Przecież masz ludzi od wszystkiego". To naturalna skłonność, do odpoczęcia, „odcinania kuponów”. Strategia "odcinania kuponów" jest fajna i kusząca, ale bardzo krótkowzroczna i każda firma, która zbyt szybko przejdzie na taką fazę rozwoju, znika po kilku kolejnych latach, albo w najlepszym przypadku jest cieniem samej siebie. Dlatego jako tzw. „Founder” muszę pilnować, aby każda kolejna osoba, myślała tym samym systemem wartości oraz wiosłowała w tym samym kierunku co pozostałe osoby. Tylko tak, mogę zbudować organizację, która przetrwa dziesiątki lat. Czy 90 osób, to dużo? Uwzględniając, że statystycznie 50% czasu zajmuje mi tzw. reprezentacja spółki (np. spotkania z klientami, partnerami itp., bynajmniej robocze i czasami mało przyjemne), to zakładając, że pracujesz 40h na tydzień, statystycznie na 1 osobę masz 2 minuty i 40 sekund czasu. Masakra co? Ale na tym nie koniec, bo aktualnie pracuję już nad tym, aby IAI zatrudniało do końca roku 120 osób, czyli czas spadnie do 2 minut. Jak zarządzam ludźmi to już temat na osobnego posta. Chciałem tylko podać jedną fascynującą statystykę.

Kiedyś policzyłem ile decyzji, opinii w różnych sprawach wydaję. Jest to nawet 200 takich spraw na dzień, rzadko poniżej 100, więc średnio minuta na każdą. Czy może powinienem skupić się na kilku, najważniejszych? Skupiam, o ile jest to niezbędne i optymalne w danym momencie. W pozostałych przypadkach lepiej zaglądać tam gdzie inni nie mają ochoty i pilnować jak największego obszaru firmy, tak aby upewnić się, że wszyscy wiosłują w tym samym kierunku. Prośba w tym miejscu, aby nie wypaczać moich słów i nie twierdzić, że zajmuję się wszystkim. Nie zatwierdzam np. ile kawy trzeba zamówić do biura (przykład pierwszy lepszy). Zdecydowałem o tym raz, kiedyś, że konkretna osoba, według ustalonej procedury u konkretnego dostawcy będzie tą kawę zamawiała. Ale od czasu do czasu, gdy zabraknie kawy, to moją odpowiedzialnością jest sprawdzić temat osobiście lub wskazać osobę, która to ustali, dlaczego tak się stało. To zawsze wymaga jednak podjęcia działania, poświęcenie chwili i podjęcia decyzji lub jej delegowania i sprawdzenie zaraportowania efektów.

Zacząłem jednak od przytoczenia posta „Szlachetne zdrowie...”. Co on ma wspólnego z omawianym tematem? Ostatnio komuś udzielałem rad, takiego mentoringu. I po kilku zdaniach tłumaczenia jak to w ogóle możliwe że robię tak wiele, dałem sobie sprawę, że po 10 latach życia w takim tempie, mój mózg dostosował się niejako ewolucyjnie do takiej pracy. Z jednej strony zawęził się czas koncentracji na jednym zadaniu, z drugiej wyłączyłem do tych spraw emocje. Nawet jeżeli to 200 spraw wagi życia lub śmierci, dla mnie to 200 spraw, szybkich decyzji, krótka piłka. Nie oznacza to też, że załatwiam równolegle 200 spraw. Każda z nich jest załatwiana od początku do końca i dopiero przechodzę do kolejnej. Jak potrzebuję przemyśleć temat, „wgrywam go do głowy” i w czasie poza biurem myślę nad nim, ale wtedy jestem już off-line.

Około 1,5 roku temu dostrzegłem problem braku koncentracji np. gdy jestem po pracy, w domu. Gdy uświadomiłem sobie, że mam problem z koncentracją wyrobiłem w sobie nawyk 2 stanów umysłu:

  1. Szybki w którym podejmuję decyzje bez emocji. Zazwyczaj to tryb biurowy, ale czasami w sytuacjach stresowych można go włączyć także w życiu prywatnym.
  2. Analityczny, w którym zastanawiam się i potrafię koncentrować np. przez 3 godziny tylko na jednej czynności. Zazwyczaj stosuję go w domu, ale czasami gdy mam np. do przeczytania jakieś umowy, wprowdzam się w taki stan w biurze.

Tak jak pracowałem nad przystosowaniem się do szybkiego myślenia, tak udało mi się po około pół roku treningu nauczyć ponownie koncentrować tylko na jednej czynności. Pomaga w tym nie pracowanie z domu. Przychodząc do biura, odruchowo wprowadzam się w tryb 1, a w domu w tryb 2. Dlatego odradzam pracę z domu, każdemu kto może sobie na to pozwolić. Drugi to przejście możliwie pełnie na pracę asynchronicznie-zadaniową (patrz np. post "Synu czemu piszesz do mnie e-mail?"). To działa i dlatego z góry przepraszam wszystkich telefonujących do mnie i zaczynających 5 minutowy wstęp "Cześć, co słychać, mamy ładną pogodę". Lubię pogadać, jak każdy, ale w trybie nr 2.

Posiadanie takich 2 trybów, jest niesamowitym narzędziem, pozwalającym pracować niczym maszyna, bez zmęczenia i stresu gdy jest wiele spraw, albo analitycznie gdy coś wymaga skupienia przez dłuższy czas. To fascynujące, jak praca i stres zmienia nasze ciało i umysł. Nie zawsze musi to być coś negatywnego i nie zawsze trzeba walczyć, zawalając sprawy, zamiast szukać trzeciego wyjścia, które pogodzi ilość spraw i zdrowie. Warto szukać swojego sposobu i nie ulegać zbyt szybko uczuciu zmęczenia, trenując swój umysł do tego, aby osiągał rzeczy do tej pory nieosiągalne. No i oczywiście niezmiennie twierdzę, że trzeba o swoje ciało i umysł dbać.

 

p.s. Posta dedykuję Szymonowi, który od jakiegoś czasu czyta bardzo wnikliwie mojego bloga i ma mnóstwo pytań. Mam nadzieję, że ten post jakoś Ci też pomoże się odnaleźć.

Nie dzielę kalendarzy na prywatny i służbowy - to nie ma sensu

pfornalski

Jeżeli prowadzisz swoją firmę lub rzeczywiście utożsamiasz się z pracą w firmie w której pracujesz dzielenie kalendarza na prywatny i służbowy nie ma sensu. Serio.

Wcześniej czytałem takie przemyślenia innych menedżerów i przytakiwałem im, ale miałem kilka kalendarzy, zbiorów kontaktów itp. Zrozumiałem bezsens takiego dzielenia gdy przesiadałem się na iPhone, którego synchronizuję przez protokół MS Exchange z Google Calendar. I niestety, kiedy to robiłem można było synchronizować tylko jeden kalendarz. Ponieważ wcześniej używałem Thunderbird z Lightning (dodatek do prowadzenia kalendarza), wyeksportowałem do pliku poszczególne kalendarze z Lighting: Prywatny, IAI, Hip-Hop.pl, hokej itp. i zaimportowałem je do Google Caneldar. W wyniku tej operacji powstał jeden kalendarz. To samo zrobiłem z kontaktami. Od tej pory mojej uwagi w ogóle nie zajmuje segregowanie mojego życia na prywatny, służbowy itp. Ten system działa u mnie od 2 lat, więc czas podzielić się z Tobą moimi przemyśleniami.

Jeżeli jednak zastanowisz się nad tym głębiej, staramy się dokonać takiego segregowania w wielu innych aspektach. Staramy się dzielić czas na prywatny i służbowy. Tym czasem telefon komórkowy i Internet zatarły granice pomiędzy tym co prywatne i służbowe. Czy jeżeli piszę tego bloga to działam służbowo czy prywatnie? Co złego w odebraniu na krótką rozmowę telefonu od mamy kiedy jestem w firmie i co złego w odebraniu telefonu od klienta po pracy, aby poprosić go aby zadzwonił jutro o 10:00? Czy jeżeli dostaję za poprowadzenie jakiegoś wykładu 1000zł to czy robię to prywatnie czy służbowo, zwłaszcza gdy opowiadam o moich przemyśleniach które zdobyłem prowadząc IAI?

Dzielenie czasu na prywatny i służbowy zupełnie nie ma sensu. Im bardziej starasz się to robić, tym więcej energii tracisz niepotrzebnie i dzielisz się na 2 osoby: służbową i prywatną. A przecież nie nazywam się Paweł IAI Fornalski, Paweł Hip-Hop.pl Fornalski i Praweł Krzysztof Fornalski tylko mam jedno imię i nazwisko i 24 godziny na dobę, które staram się wykorzystać maksymalnie efektywnie. Dlatego jeżeli mogę załatwić sprawę w urzędzie o 13:00 gdy inne osoby są w biurze i nie muszę czekać w kolejce, robię to o 13:00, zamiast siedzieć w biurze. Za to jeżeli jakiś partner technologiczny w drodze nad morze na majowy wypad z rodziną będzie mógł się ze mną spotkać w sobotę o 13:00 – spotkam się z nim w sobotę o 13:00. Po co mam dzielić czas na dwie kupki jak jakiś robotnik azbestu w fabryce, podbijający tępo kartę zegarową o 9:00 i wychodzić o 17:00? Działam wtedy gdy jest to najbardziej efektywne. Gdy jestem zmęczony, odpoczywam, gdy mam ochotę popracować w niedzielę na laptopie, bo czekam na to aż pralka skończy pranie, to po prostu to robię. Nie zastanawiam się czy w niedzielę wypada pracować, czy nie. Jestem dzięki temu po prostu szczęśliwszy.

Czas to pieniądz - Za ciężką pracę nikt nie da Ci medalu - cz. 5

pfornalski

Bardzo się cieszę, że poprzednie cztery części serii „Za ciężką pracę nikt nie da Ci medalu znalazły tak spory odzew”. Miło wiedzieć, że opisane zmiany wprowadzone przeze mnie w swojej organizacji czasu, zainspirowały inne osoby. Pierwotnie seria miała liczyć tylko 3 części. Tym czasem napisałem już piątą, a w głowie powstaje już szósta. Czy będzie więcej? To zależy od pomysłów z komentarzy i e-maili.

Opisane w poprzednim poście zmiany pozwalają na wygospodarowanie energii na zmiany. Sama reorganizacja da Ci więcej energii, poczujesz się bardziej wolny. Jednak to nie jest jeszcze komplet. Do tego aby mieć sukces w wymiarze finansowym, mieć sprawnie działającą firmę lub być bardzo wydajnym pracownikiem. Samo siedzenie krócej w biurze może niektórym mylić się z wychodzeniem z przysłowiową syreną z firmy. To błąd. Dobra organizacja czasu, powoduje, że poświęcasz czas rzeczom ważnym. Wychodzenie na akord jest wtedy gdy wychodzisz o stałej godzinie, bez względu na to czy pomiędzy syrenami poświęciłeś czas na rzeczy istotne.

Pamiętaj, że dysponujesz ściśle określonym budżetem czasu. Jeżeli pracujesz 40h w tygodniu, to rocznie przepracowujesz 2160 godzin, a w ciągu 40 lat pracy tylko 86400 godzin. Każdy z nas potrafi w miarę szybko policzyć od 1 do 86400 aby uświadomić sobie jak jest to niewiele. A tylko tyle czasu poświęcisz w trakcie swojej kariery na pracę. Czas trzeba nauczyć się szanować, bo masz go ściśle określoną ilość. Można wydłużyć czas poprzez dbanie o zdrowie. Nie zwiększysz jednak ilości swojego czasu w tygodniu czy roku.

 

Czas jest zatem cenny. Tak jak każda cenna rzecz, może zostać zamieniony na pieniądze i częściowo możesz za pieniądze kupować czas. Nauczenie się stosowania dźwigni czasowo-pieniężnej pozwala budować imperia. Śmieszy mnie, kiedy ktoś dla przykładu nie zamawia IAI-Shop.com ponieważ abonament kosztuje 59zł na miesiąc, a np. Magento można mieć za darmo. Nie ważne, że w IAI-Shop.com ma więcej, nie musi się o nic martwić. Decyduje to, że nie musi płacić za inny program. Problem w tym, że Magento, OsCommerce czy inne programy nie są za darmo. Aby utrzymać je w sprawności trzeba poświęcić kupę czasu na ich uruchomienie i utrzymanie w sprawności. Jeżeli co miesiąc poświęcisz tylko 10h na aspekty techniczne, to swoją godzinę sprzedajesz za 5,90zł. A czy rzeczywiście poświęca się na nie 10h? Obstawiam, że więcej. Jeżeli zatrudniasz pracownika, aby wykonał Twoją pracę w tym czasie lub zatrudnisz go do kwestii technicznych to płacisz mu więcej, bo nikt za tyle nie będzie pracował. A więc taki szef wykonuje pracę taniej niż najbardziej szeregowy pracownik?

Za pieniądze można kupować czas, w przenośni oczywiście, bo można za niego kupić czas innych ludzi. Rozwiązanie tego typu ma swoje wady. Czas ludzi też jest ograniczony, a kupowanie czasu od zbyt wielu ludzi budzi dodatkowe problemy. Dlatego w pierwszej kolejności należy kupować możliwie najbardziej oszczędzające czas i zwiększające wydajność narzędzia. Zarówno dla siebie jak i dla pracowników. Osobiście ubolewam, że Polacy ciągle rzadko to rozumieją, a właśnie to jest jednym z powodów niskiej siły nabywczej naszych pensji. Moja lista rzeczy, które dla przykładu oszczędzają menedżerom czas:

Zmierzam do tego, że nie warto ganiać za oszczędnościami rzędu kilka czy kilkadziesiąt złotych, jeżeli do takiej oszczędności przyczynia się strata cennych godzin. Godziny te albo kupisz drożej zatrudniając pracownika, albo bezpowrotnie stracisz, nie poświęcając ich na cenną pracę najlepszego pracownika w Twojej firmie – Ciebie.

Jednym ze sposobów na wzrost firmy, jest delegowanie kolejnych obowiązków na pracowników lub outsourcing. Ty jako szef lub ambitny pracownik skup się tylko bardziej na wykonywaniu wyłącznie nowych czynności, pracy twórczej. Dzięki temu zyskasz pewność, że firma będzie się rozwijała. Konsekwencją będzie też wzrost ilości pracowników i ogólny rozwój firmy. Jeżeli zastosujesz dźwignię czasowo-pieniężną, wygenerujesz zysk przewyższający wielokrotnie możliwość zarobienia na posadzie. To daje dodatkową energię.

Oczywiście, jeżeli będziesz jednym z tych szefów, którzy wydelegują wszystko na pracowników po czym układają w zaciszu swojego przez cały dzień pasjansa, to operacja taka nie ma sensu, bo kupiłeś czas, tylko po to aby go zmarnować. Pamiętaj zatem, że musisz sprawę dobrze przepracować u siebie, aby z zapracowanego szefa nie stać się leniem.

Najważniejsze jest zatem podjęcie decyzji. Musisz zastanowić się, czy chcesz być zapracowany czy odnieść sukces? Jeżeli chcesz odnieść sukces to zacznij zdobywać czas i czas ten efektywnie wykorzystuj. Jeżeli będziesz nim umiejętnie gospodarował i wykonywał w większości wydajną pracę, skierowaną na efekty, to gwarantuję Ci sukces. Zarówno dotyczy się to pracy dla siebie jak i dla kogoś. Czas to pieniądz i tak na niego patrz, jeżeli chcesz mieć na raz czas i pieniądze.

Dyplom ukończenia studiów doktoranckich - Paweł Fornalski

Pamiętasz post "Nie bronię mojego doktoratu"? Odbił się wielkim echem w środowisku akademickim. Aby było jasnym, że studia ukończyłem, postanowiłem dodać swoje świadectwo ukończenia studiów.

Zmień sposób organizacji swojego dnia - Za ciężką pracę nikt nie da Ci medalu – cz. 4

pfornalski

Myślę, że interesujące może być spojrzenie na to, jak w praktyce ja sam organizuję sobie dzień pracy. Oto garść porad, dodająca bardziej konkretny wymiar do ostatniego postu na temat tego jak po prostu pracować krócej i robić tyle samo.

Każdego wieczora, przed pójściem spać z poziomu iPhone lub laptopa, przeglądam swoją listę todo oraz plan dnia. Ustalam przy tym godziny w których będę w biurze. Załóżmy, że będzie to od 10:00 do 18:00. Po znalezieniu się w biurze, skupiam się na realizacji zadań od najważniejszego do najmniej ważnego, nie na odwrót. Jest to bardzo ważna, jeżeli nie najważniejsza zmiana. Zanim wprowadziłem te zmiany, ciągle miałem poczucie, że z czymś ważnym nie zdążyłem. Dzięki tej zmianie czuję co najwyżej, że nie zdążyłem zrobić jakiejś pierdoły. Chociaż przyznaję, że to zajęło mi najwięcej czasu. Nie wiem czemu, ale odruchowo mam zawsze ochotę zrobić najpierw najłatwiejszą rzecz, żeby mieć ją już z głowy. Ale w ten sposób dopiero o 16:00 zaczynałem robić rzeczy istotne.

Kiedy przychodzi godzina 17:45 zaczynam po prostu zbierać się do wyjścia. Ostatni rzut oka na system ticketów, e-maile, RSSy. Wysyłam ostatnie e-maile i zapisuję to czego nie zdążyłem zrobić na ToDo list. Następnie o godzinie 18:00 po prostu wychodzę. Brzmi to kosmicznie? Dla mnie jeszcze 3 miesiące temu też tak to brzmiało.

Najważniejsza w tej metodzie, okazała się tak na prawdę zmiana świadomości. Musiałem zmienić w głowie pojęcie, za co „mi płacą”. Używając „płacą mi” mam na myśli również właścicieli i nieusuwalnych ludzi. Przecież, jeżeli ktoś poprowadzi Twoją firmę lepiej i taniej, to możesz się spakować i iść do domu i posadzić tę osobę na swoim krześle.

No więc najważniejszą zmianą jaka się dokonała jest właśnie zmiana myślenia, że praca po kilkanaście godzin dziennie świadczy o małej wydajności, sprawności, sprycie czyli inteligencji. Nie postrzegam siebie jako osoby mało inteligentnej, więc na dłuższą metę praca po godzinach wystawia raczej złe świadectwo niż dobre. Swoją energię zacząłem zatem kierować ku temu, aby tak jak w podanym w pierwszej części przykład z pracownikiem, pracując nad czymś, doprowadzić za kilka-kilkadziesiąt dni do tego, aby taki problem w ogóle nie występował lub praca zajmowała mi ułamek pierwotnego czasu.

Wygospodarowany czas zacząłem przeznaczać dla siebie: na sport, przyjemności, zadbanie o siebie, dla rodziny. Moje sprawy prywatne też na tym zyskały, bo dzięki uregulowaniu godzin pracy, zacząłem móc wykonywać zadania także z ToDo list prywatnej. Ale najważniejsze jest to, że już po około 2 tygodniach stosowania tej techniki, poczułem niesamowitą chęć zmian. Taką samą jaką się ma po urlopie. Ponieważ mam wolne wieczory, mogę czytać o najnowszych rozwiązaniach, artykuły innych ludzi. Wreszcie, zauważ, że miałem czas na napisanie czegoś na bloga, czyli czegoś co dawno nie robiłem, bo nie miałem na to już czasu. Jednym zdaniem, życie znowu zaczęło być pasjonujące.

Za ciężką pracę nie należy ci się medal – cz. 3 - leczenie zdiagnozowanej choroby

pfornalski

W poprzednich dwóch częściach opisałem problem niewolniczej i bezsensownej pracy z punktu widzenia pracownika i szefa. W części trzeciej przejdę do leczenia zdiagnozowanej choroby. Opiszę to co zrobiłem u siebie. Jak zatem ja wprowadziłem zmiany do swojego życia?

Na pewno nie pomagają w tym same listy Todo, czy inne magiczne metody, w których najczęściej upatruje się wyzwolenia. Stosuję todo i kalendarze od wielu lat i niestety, nie było to rozwiązaniem na zbyt długą pracę. Dla mnie rozwiązaniem okazało się być planowanie od razu całego dnia i ograniczanie go w sposób sztuczny. W ten sposób wytwarzam stan motywacji jak w ostatnim tygodniu przed urlopem.

Planuję zatem cały dzień w kalendarzu (iPhone i iCal na moim Macbooku synchronizowany z Google Calendar), ale oprócz pojedynczych terminów, robię sobie jedno duże zadanie na 8 godzin. Jeżeli danego dnia istnieje potrzeba, abym w biurze był o 8:00, wtedy dodaję sobie zadanie Praca biurowa od 8:00 do 16:00. Jeżeli potrzeba dnia wskazuje, że powinienem być w biurze od 8:00 do 17:00, to taki termin sobie ustawiam.

Jak to działa? Po prostu nie zakładam innej opcji, niż skończenie pracy zgodnie z planem. Oczywiście jeżeli pojawi się jakaś wielka awaria, to zostanę nawet do 24:00. Natomiast nie pozwalam aby wydarzenia przejęły kontrolę nad moim dniem. Okazuje się wtedy że 8 godzin to nie jest wcale mała ilość czasu. Będzie odpowiednia, jeżeli podczas spotkania przejdziesz od razu do rzeczy i poprowadzisz je szybko i sprawnie. Jeżeli zaczniesz prowadzić rozmowy telefoniczne bez zbędnego przeciągania, a w trakcie dnia nie będziesz robić przerwy na pogadanie ze znajomym na komunikatorze, wtedy 8 godzin jest odpowiednią ilością czasu. Jeżeli Twoja sytuacja jest napięta i chcesz dynamicznie rozwijać firmę, niech będzie to 10 godzin. Tylko niech będzie to zgodne z planem.

W ten sposób, jeżeli o godzinie 16:50 wchodzi do mojego biura pracownik i pyta się „Czy masz 5 minut?” odpowiadam „Za 10 minut wychodzę z biura, więc tak.”. A więc nawet nie proszę go aby usiadł i wyrabiam się w 5 minut, a nie prowadzę 2 godzinne spotkanie. Również planując dzień, nie przychodzi mi o godzinie 17:05 aby zrobić coś jeszcze z listy. Robię to następnego dnia.

Co zrobić aby dobrze zacząć z wprowadzeniem tej metody? Najlepiej poprzedzić przygotowania wprowadzeniem:

  1. GTD (Get Things Done – pogooglaj i poszukaj sobie informacji lub kup książkę „Sztuka Efektywności” David Allen).

  2. Wprowadzeniem systemu planowania dnia, polecam centralizację w postaci Google Calendar. Połącz swój kalendarz prywatny ze służbowym. Oddzielanie życia prywatnego i służbowego może wydawać się czymś dobrym, ale nie ma to sensu. Dla dobrego szefa, praca i życie to jedno (może kiedyś napiszę więcej przemyśleń na ten temat).

  3. Naucz się w kalendarz wpisywać wszystkie terminy, nie tylko te związane z pracą. Przede wszystkim planuj z wyprzedzeniem wakacje i zajęcia na weekend lub wieczory. Kiedy będziesz zmęczony po pracy, zaplanowanie wyjścia do kina czy na kręgle ze znajomymi, będzie ostatnią rzeczą na jaką masz ochotę.

  4. Znajdź sobie jakieś hobby – często menedżerowie go nie mają. Wygospodarowany czas, jeżeli zostanie spożytkowany na dalsza pracę z domu, to nie będzie miało to sensu.

  5. Naucz się delegować zadania i prace.

Długo pracujący szefowie - Za ciężką pracę nie należy ci się medal – cz. 2

pfornalski

Kontynuując przedwczorajszy temat pracy po kilkanaście godzin dziennie, chciałem zająć się tymi, którzy kierują firmami, czyli ludźmi takimi jak ja. O ile syndrom pracy reaktywnej łatwo mi było zauważyć u pracowników, to ciężko było mi go zauważyć wśród osób kierownictwa.

U mnie ciężka praca była czymś, co uważałem że mnie uszlachetnia. Na pewno pomogło IAI w zostaniu potęgą w sprzedaży systemów dla sklepów internetowych. Natomiast u mnie oznaczało to pracę po 60-80 godzin tygodniowo i 7 dni urlopu raz na 2 lata. Jednym słowem masakra, a nie sukces.

Osoby z kierownictwa podzielmy na 3 grupy:

  1. Menedżerów od 9:00 do 17:00, skupiających się na skrupulatnym wypełnianiu „papierków”

  2. Menedżerowie, którzy pracują tyle ile trzeba w danym momencie, skupiając się pracy proaktywnej

  3. Menedżerowie, którzy siedzą całymi dniami w swoim biurze

Nie chcę się zajmować grupą pierwszą menedżerów, z uwagi na to, że lenie i figuranci, nie mieszczą się w ogóle w strefie mojego zainteresowania. Ja jestem typem menedżera rodzaju 3.

Na początek pytanie. Czy masz tak, że sprawy, które czekały po 2 lub 3 miesiące na załatwienie, nagle były załatwione w ostatnim tygodniu przed urlopem, bez żadnego trudu ku wielkiej radości. Zaryzykuję stwierdzenie, że w ostatnim tygodniu przed urlopem wykonujesz efektywnej pracy więcej niż w 3 tygodniach normalnej pracy. To spostrzeżenie sprawiło, że zacząłem problem dokładniej analizować.

Udało mi się wyczytać, że praca po kilkanaście godzin dziennie, zabija całą chęć do przeprowadzania zmian. To fakt, przynajmniej u mnie. Skupiam się wtedy na reagowaniu tylko na bieżące wydarzenia. Nawet mając dzień lub dwa wolnego, miałem wrażenie, że za chwilę znowu coś na mnie wyskoczy, więc lepiej posiedzieć i na to poczekać. Fakt jest jednak taki, że jeżeli jestem menedżerem typu 3 i nie wezmę się za zmiany, to problemy będą wyskakiwały na mnie stale. Jeżeli jeszcze firma rozwija się równie dynamicznie jak moja, wtedy problemy będą pojawiały się coraz częściej. Wtedy też odpowiedź może być tylko jedna, zostanę godzinę dłużej i to zrobię. A po miesiącu zostawania dłużej, znowu będziesz musiał zostać jeszcze godzinę dłużej. W ten sposób w ciągu paru lat, tak jak ja, zaczniesz pracować po 60-80 godzin tygodniowo, cały rok, bez urlopu.

Jednak nie po to jestem w firmie szefem. Jestem szefem po to, aby kierować czyli dokonywać zmian. Nie liczę na to, że bez Twojego przywództwa i dobrego prowadzenia firmy, pracownicy poprowadzą moją firmę ku lepszej przyszłości. Jeżeli tak by miało być, to ja pracowałbym w ich firmie. Dlatego jako szef, muszę mieć zawsze czas i energię do podjęcia nowego wyzwania. Tylko tak firma będzie stale liderem.

Za ciężką pracę nie należy ci się medal - problem długo pracujących pracowników

pfornalski

Startujesz ze start upem, pracujesz całe rano, dzień i w nocy. Mało śpisz i niedojadasz. Brzmi to całkiem naturalnie. Problem w tym, że o ile taka strategia jest konieczna do tego, żeby przedsięwzięcie wystartowało, o tyle kontynuowanie takiej tyry przez lata nie da wcale super efektów. Większość ludzi, ze mną włącznie, myśli, że ciężka praca, po kilkanaście godzin dziennie to coś czym powinni się szczycić. Fakt jest jednak taki, że za pracę po kilkanaście godzin nie należy się medal.

W pierwszej kolejności zauważyłem syndrom problemu u moich pracowników. Podzieliłem ich na 3 grupy:

  1. Ci, którzy pracują z zegarkiem w ręku, równo 8 godzin

  2. Pracownicy, którzy pracują raz więcej, raz mniej – zazwyczaj są bardzo efektywni

  3. Pracownicy, którzy pracują mnóstwo godzin, co niekoniecznie przekłada się na efekty

Pracowników z pierwszej grupy nie lubię i w tej chwili nie chcę zajmować nimi. Staram się ich również nie zatrudniać. Natomiast obserwacja drugiej i trzeciej grupy doprowadziła mnie do ciekawych przemyśleń. Której z nich należy się nagroda?

Grupa trzecia pracowników, to ludzie dobrzy, poczciwi, pracowici. Problem w tym, że zamiast dostrzegać pewne problemy i starać się im przeciwdziałać, pracownicy skupiają się na usuwaniu szkód. W razie problemu słyszę tekst „Przyjdę w sobotę i to nadrobię”. Tak jak by należał się za to medal. Fakt jest jednak taki, że jeżeli ma to miejsce ciągle, to zamiast pracować proaktywnie, działają reaktywnie.

Aby posłużyć się rzeczywistym przykładem, weźmy moduł integracji IAI-Shop.com z jednym systemem sprzedaży zewnętrznej, z którym zintegrowaliśmy system parę lat temu. Programista, który pisał ten moduł kwalifikował się do grupy 3. Skupiał się przez 2 lata na usuwaniu skutków wynikających z błędów w działaniu tego systemu. Doszło do tego, że pracował znacznie ponad normę godzinową, a klienci ciągle postrzegali naszą pracę jako słabą. Rozwiązaniem okazało się całkowite przedefiniowanie założeń i wykonanie systemu w sposób proaktywny. Praca przy tym module integracji z 8 godzin dziennie spadła do godziny, półtorej. Problem w tym, że to nie ten pracownik usprawnił, ale ja, definiując znacznie rozszerzony zakres zadań i wskazując mu jak ma to wszystko przebudować. Pomogło.

I docieramy do sedna. Czy za kilkanaście godzin pracy, należały się temu pracownikowi nagrody czy wyróżnienia, skoro tą samą pracę mógł wykonać w 1,5 godziny dziennie? Absolutnie nie. W efekcie bezmyślnej, wielogodzinnej pracy, firma ponosiła znacznie większe nakłady na jego wynagrodzenie, a oceny klientów były przeciętne. Dodatkowo człowiek ten stopniowo się wypalał, mając coraz mniejszą motywację do pracy.

Czy też masz takich pracowników? Co z nimi robisz? Wynagradzasz ich ponad tych, którzy pracują mądrze i mieszczą się w 8 godzinach pracy?

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci