Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Wpisy otagowane : SaaS

Wywiad na tematy różne dla BZ WBK przeprowadzony przez Dominika Kaznowskiego

pfornalski

Poniższy wywiad przeprowadził ze mną Dominik Kaznowski na potrzeby nowego bloga FIRMOWE EWOLUCJE BZ WBK. Wyszedł na tyle fajnie, że szkoda by było aby jego treści umknęły. Dosyć fajnie podsumowuje on moje poglądy na różne tematy, jakie obecnie się dzieją w polskim e-biznesie. Oryginał dostępny jest na https://blog.bzwbk.pl/2016/03/wywiad-z-pawlem-fornalskim-z-iai 

Paweł Fornalski wywiad z Dominik Kaznowski

Panie Pawle, proszę powiedzieć czym zajmuje się IAI?

Biznes IAI S.A. polega na dostarczaniu rozwiązań obsługujących sprzedaż dla sklepów i hurtowni internetowych lub właścicieli małych obiektów noclegowych, takich jak pensjonaty, apartamenty. Nasz obszar działalności koncentruje się na zdobywaniu ruchu, jego obsłudze – tak aby wszystko działało z punktu widzenia klienta poprawnie, czyli np. aby paczka dotarła do niego terminowo. Nie boimy się przy tym wyzwań takich jak skomplikowane integracje, czy dostarczanie skomplikowanych algorytmów (np. system wspierający logistykę, tzw. WMS czy działający w czasie rzeczywistym system integracji z serwisami rezerwacyjnymi, tzw. Channel Manager). Naszą specyfiką jest 100% SaaS ujęty z każdej możliwej strony.

Dla osób spoza branży internetowej skrót SaaS może być tajemniczy, jak go rozszyfrować i wyjaśnić? Co to jest?

Dawniej „kupowało się programy”. Czyli kupowało się kopię programu, który instalowało się na swoim komputerze lub serwerze, konfigurowało, aktualizowało, łatało, administrowało. SaaS czyli anglojęzyczne Software as a Service, to model dostarczania programu jako usługi. Klient zamawia sobie konto np. w usłudze takiej jak IAI-Shop.com i obsługuje swoją firmę bez potrzeby instalowania czegokolwiek. Najczęściej wystarczy przeglądarka, chociaż dostarczamy też elementy systemu w postaci programów na komputery Windows (np. programy na stanowiska kasowe POS) czy kolektory danych i te elementy się instaluje.

SaaS w Polsce praktycznie wymyśliliśmy, ponieważ w 15 lat temu, taki termin nawet nie istniał. A to w SaaS dzisiaj dostarcza się praktycznie każdy produkt. Dzięki temu, klient otrzymuje zawsze sprawną usługę, którą ktoś rozwija o aktualne potrzeby, zmiany na rynku, zapewnia serwery i wsparcie. Dzięki SaaS zyskuje zarówno dostawca, bo ma stały dopływ pieniędzy na rozwój i administrację i klient, który zyskuje tańsze wsparcie, stałe aktualizacje i niższą cenę. 

Skąd pomysł na taki biznes?

E-commerce był moją pasją od zawsze. Pierwszą stronę internetową za pieniądze zrobiłem jeszcze w liceum (rok 1996), potem były zabawy z Flashem i praca w agencji interaktywnej. Kiedy jednak zobaczyłem pierwszy koszyk czyli, że ktoś umieszczał towary w koszyku, potem je przesyłał formularzem, opłacał zamówienie, wiedziałem że to moje powołanie.

W roku 2000 założyliśmy z moim obecnym wspólnikiem Sebastianem Mulińskim portal muzyczny Hip-Hop.pl, potem wydawaliśmy papierowy magazyn. Był to w pewnym momencie najpopularniejszy serwis muzyczny. W 2001 r. aby zadowolić sponsora Hip-Hop.pl napisałem dla niego pierwszą wersję jego sklepu internetowego, który miał sprzedawać coś, czego wtedy nikt inny nie sprzedawał: odzież i obuwie. Sklep odniósł ogromny sukces, m.in. dlatego że rozliczając się prowizyjnie, sprawiliśmy, że był to sklep nr 4 w Polsce. Jego sukces zaczął przyciągać kolejnych klientów.

Dosyć szybko zauważyłem, że model usługowy to przyszłość, ponieważ klienci chcą mieć gwarancję aktualnego systemu, który jest bezpieczny. Nie chcą kupować programu, instalować go, doglądać. To IAI wymyśliło SaaS jaki dzisiaj znamy. Dzisiaj praktycznie nikt inaczej nie tworzy i nie sprzedaje swoich programów inaczej niż w SaaS, ale w roku 2003 nikt inny poza nami nie robił tego w tym modelu.

Przełomowych punktów było mnóstwo. Ważnymi było: odejście od prowizji na rzecz abonamentu w 2004, potem debiut giełdowy w 2009. Kolejnym ważnym momentem było zrozumienie, że przyszłość nie leży w tanich, prostych skryptach, na których koncentruje się nasza konkurencja, ale na obsłudze profesjonalistów i tym samym zdystansowanie całego rynku.

Co udało się wam osiągnąć w ciągu ostatnich lat?

Dużym sukcesem było to, że dzięki naszej pracy zmieniło się oblicze polskiego e-commerce, który dzisiaj jest jednym z najdynamiczniejszych w Europie. Podam przykład: dzięki implementacji webservice’ów przez IAI praktycznie od początku, dzisiejsze sklepy internetowe nie wyobrażają sobie innej integracji np. z kurierami. Każdy polski kurier ma wdrożone to rozwiązanie. Nawet międzynarodowe firmy, które w innych krajach ich nie mają. Dla porównania na rynku brytyjskim praktycznie nikt go nie stosuje, bo jest to zbyt trudne. Tam standardem jest generowanie pliku CSV i import do programu. Sukcesem jest to, że udało nam się konsekwentnie trwać i rosnąć przez 15 lat, rosnąć do rozmiaru który trudno dzisiaj ignorować komukolwiek w Polsce.

Jakimś sukcesem prywatnie, jest to że zaczynając od fizycznego zera, bez kapitału, pracując nieustannie przez 9 lat udało nam się doprowadzić do dofinansowania i debiutu giełdowego. A następnie, że udało nam się osiągnąć całkiem dobre wyniki i wypłacać dywidendy dla inwestorów.

Dzisiaj IAI jest stawiane jako wzór dobrej i zdrowej spółki z NewConnect.

Co Was inspiruje i daje siłę do działania?

Ja i pracownicy IAI bardzo dużo kupujemy przez Internet i mamy w biurze nawet coś, co nazywamy „paczkomat”, czyli specjalne miejsce w którym lądują zamówienia ze sklepów internetowych. Czasami kilkadziesiąt paczek dziennie. Kupowanie przez Internet jest dla nas kontaktem ze światem rzeczywistym, dla którego pracujemy.

Inspirują nas błędy i rzeczy, które sami jako konsumenci chcielibyśmy, aby się zmieniły. A ponieważ w Polsce kupuje przez Internet kilka milionów osób rocznie, czujemy że nasza praca ma ogromny sens: robimy to, co robimy abyśmy my sami, nasi znajomi i rodziny, mogli kupować wygodnie, bezpiecznie i bezproblemowo.

Sukcesami, które nas inspirują, są sukcesy naszych klientów. A te są imponujące. Mamy już setki klientów, którzy z naszą pomocą osiągnęli sprzedaż przekraczającą kilkaset tysięcy złotych. Łącznie obsługujemy ponad 3000 sklepów. Stanowi to więc całkiem spory kawałek polskiej gospodarki – wysyłkę towarów na ponad 3 mld złotych rocznie, w kilkunastu milionach przesyłek.

Działacie na bardzo konkurencyjnym rynku. Jak działać w takiej sferze?

Faktycznie, biznes dostawców sklepów internetowych stał się polem do zaciętej konkurencji, najczęściej cenowej, często poniżej opłacalności. My jednak nie dajemy się zwariować. Wierzymy w to, że trzeba mieć po prostu najlepszy i najbardziej efektywny produkt, dający najlepszy stosunek ceny do jakości, a niekoniecznie najtańszy. Realizując konsekwentny, ewolucyjny wzrost, stworzyliśmy produkt, który jest idealnie dopasowany do potrzeb klienta. A jeżeli nie jest, to najczęściej nasza konkurencja jest jeszcze dalej. Na co dzień więc skupiamy się na potrzebach klientów, systematycznie na nie odpowiadając. Resztę robi model SaaS, dzięki któremu akumulujemy wartość narzędzia w czasie.

Co najbardziej przeszkadza Wam w prowadzeniu firmy?

Przewrotnie napiszę, że przeszkadzają dofinansowania unijne. Jeżeli duży sklep internetowy sam musiałby wydać np. 500 tys. zł w pierwszym roku i 100-200 tys. co 2-3 lata kolejne, to wiadomo, że wybierze rozwiązanie SaaS dla profesjonalistów. Ale gdy otrzyma dofinansowanie unijne, które daje firmie np. 1 mln zł, za które sklep opłaci swoje narzędzie na 5 lat do przodu, to ta kalkulacja jest inna. Często w grę wchodzi osobisty interes, chęć zachowania części kapitału z dotacji, tak aby właściciel coś na tym zarobił.

Musielibyśmy dopłacać takim klientom, a IAI jest spółką kapitałową, publiczną więc tego typu „numery” są u nas niemożliwe. Podobnie jest z powstawaniem za unijne pieniądze konkurencji, która „musi utrzymać trwałość projektu”, więc dumpinguje ceny, tylko po to, aby móc na rynku funkcjonować i rozliczyć dotację. Uważam, że Polska byłaby dużo bliżej Silicon Valley, gdyby mniej pieniędzy pochodziło od funduszy unijnych i państwowych, a więcej od inwestorów prywatnych. 

Handel internetowy wydaje się oczywistym kierunkiem dla wielu firm, w tym tych małych i średnich. Co możecie podpowiedzieć przedsiębiorcom planującym sprzedaż online?

Ludzie i pracownicy są coraz kosztowniejsi. Z drugiej strony klienci chcą mieć natychmiastowy dostęp do oferty, na różne sposoby i w różnym czasie. Odpowiedzią na to, jest tylko i wyłącznie e-commerce. Po co hurtownia np. cegieł, ma odpisywać klientom na e-maile, robić wyceny itp. skoro może za równowartość 1,5 pensji handlowca postawić hurtownię internetową, w której klient sam się obsłuży, a gdy zadzwoni czy napisze, to przynajmniej zada ciekawe pytania.

Z tego względu też, rozszerzyliśmy parę lat temu naszą działalność o obiekty noclegowe, pensjonaty, agroturystykę czy właścicieli apartamentów, widząc jak ten rynek prymitywnie działał. Jeżeli właściciel nie ma swojego systemu do rezerwacji on-line, to albo godzi się na ograniczenia i ogromne prowizje sięgające nawet połowy obrotu, za pośrednictwo kogoś innego w wynajmie, albo może już za 30 zł na rok mieć swoją stronę internetową, która pokaże w czasie rzeczywistym co jest dostępne, kiedy i za ile.

Jesteście firmą IT. Czy macie problemy z zatrudnieniem fachowców? Czy na rynku brakuje programistów?

Kiedy słucham znajomych przedsiębiorców z innych branż, zazdroszczę im gdy mogą nie myśleć o pracownikach, po prostu zatrudniając ich tylu ilu chcą, a gdy ktoś nie spełnia oczekiwań, mogą rozwiązać umowę wiedząc że 2 kolejne osoby czekają na jej miejsce. W branży IT tak nie jest. To wymaga wielkiego zaangażowania, w to aby dbać o rozwój pracowników, ich uczenia, motywowania. Nie jest oczywiście tak, że każdy programista zarabia ogromne pieniądze. Są programiści i programiści. Różnice w wynagrodzeniach biorą się z tego, że jeden dobry programista może rozwiązać problem lepiej czy taniej nawet 50 razy od tego przeciętnego.

Każda firma IT chce przyciągać tych możliwie najlepszych, stąd taka a nie inna opinia. Tych najlepszych i inteligentnych, samodzielnych brakuje, ale to normalne, że najlepsi to zawsze mała grupa. Warto jednak zauważyć, że nauka programowania nie jest aż tak trudna. Więc coraz więcej osób trafia na rynek pracy. Myślę, że w najbliższych latach to wszystko się ustabilizuje.

Co możesz powiedzieć o wyzwaniach konkurencji globalnej? Czy jest dla nas miejsce na światowych rynkach?

Mamy wielu klientów, którzy z sukcesami sprzedają poza Polską. Stereotypowe postrzeganie mówi, że jest sprzedaż krajowa i zagraniczna. A tym czasem mamy klientów którzy mają 90% sprzedaży np. w Niemczech, a 10% w Polsce. Z drugiej strony, mamy klientów, którzy sprzedają na całą Europę, mając z Polski 70% przychodów. Każdy towar jest inny, każdy kraj jest inny, więc na pewno nie ma reguł. Bo konkurencyjność będzie inna, w zależności od branży i kraju.

Przewagą polskich firm jest zwinność i zdolności organizacyjne. Mamy jako Polacy dar do tworzenia zdrowych, stabilnych firm, które nowocześniej realizują różne procesy, zwłaszcza w branżach które cierpią na niedostatki kapitału.

Jak chcecie rozwijać dalej biznes?

Nasze plany to powtórzenie sukcesu IAI-Shop.com na rynku rezerwacji, czyli sprawienie, aby IdoSell Booking generował co najmniej takie same przychody. Drugi kierunek to internacjonalizacja, czyli sprawienie, aby z rynków europejskich, zwłaszcza z rynku brytyjskiego, pochodziło przynajmniej 50% naszych przychodów. Mamy więc ciągle przestrzeń dla wielokrotnie większej firmy.

Co Was dzisiaj ogranicza?

W Polsce łatwo pozyskać dofinansowanie do 1 mln złotych. Powyżej robi się ogromny problem, chociaż zmiany idą w dobrym kierunku. Gdybym miał sobie czegoś życzyć to właśnie inwestora chętnego do zainwestowania przynajmniej kilkanaście milionów przy godziwej wycenie. Dzięki temu moglibyśmy z naszą usługą podbić co najmniej kawał Europy. Robimy jednak swoje i nie narzekamy, ale mogąc czegoś sobie życzyć to bym życzył sobie właśnie tego. Przy okazji sami inwestujemy w inne firmy jak Traffic Trends czy Cupsell.pl, które dzięki naszej wiedzy i pieniądzom, mogą rosnąć równie dynamicznie.

O czym należy wiedzieć wdrażając do swojego sklepu internetowego Magento? [Część 1/4]

pfornalski

Magento to bardzo popularny na świecie system na podstawie którego jak się podaje, pobrano około 220 tys. licencji. W Polsce od 2-3 lat dosyć mocno promują go rozliczne agencje, te małe i te duże. Sporo firm wychwala Magento czy Prestę, a właściciele sklepów internetowych zdają się ulegać ich namowom zbyt często jak na to dla kogo jest to oprogramowanie.

Co kupuję?

Często w rozmowach z prospektami widzę, że nie mają pojęcia na temat tego czym Magento czy Presta jest. Myślą, że kupują kompletny system, dobry na wszystko. Tym czasem Magento można porównać do kernela Linuxa, nawet nie do samego Linuxa. Na jego podstawie developer musi dopiero zbudować środowisko pracy dla sklepu internetowego, czyli zainstalować to na jakimś serwerze, następnie wdrożyć front-end (odpowiednik środowiska graficznego) i zainstalować aplikacje (dodatki z tzw. Magento Connect). I jak w każdym systemie tego rodzaju (patrz Windows, Linux), aplikacje nie do końca ze sobą działają, więc wdrożenie Magento to dzisiaj wyginanie i przyginanie tych dodatków aby uzyskać coś co działa. W praktyce jednak, jak każda robota robiona na szybko (tak szybko, bo klienci płacą w rozliczeniu Time&Material, więc na myślenie o przyszłości nie ma czasu), robiona jest na tu i teraz. Ruszenie jakiegokolwiek dodatku, aktualizacja czegoś sypie cały domek z kart. Naturalnie nie do wszystkiego są gotowe dodatki. Resztę firma musi napisać od zera, czyniąc z Twojego biznesu pierwszego i jedynego beta-testera i sponsora projektu.

Sam przez pewien czas myślałem, że takie Magento to konkurencja do IAI-Shop.com. Ale im bardziej się mu przyglądałem tym bardziej nie mogłem uwierzyć, że to Magento to jest to Magento. Kto nie wierzy, a ma doświadczenie z dużymi systemami SaaS powinien na Youtube pooglądać filmy z panelu Magento. Magento to po prostu sposób budowania sklepu internetowego. Kolejną sprawą jest to, że agencji które wdrażają Magento jest teraz ze 100 (sklepów działających około 1000). A więc 100 agencji (powiedzmy średnio 3 osobowych) mówiących o Magento będzie bardziej słyszane, niż 3 największe firmy od SaaS odpowiadające za około 80-90% rynku i zatrudniające łącznie z 200 pracowników i stanowiące 3 marki.

Wracając do pytania: Co kupuję? Kupujesz licencję (za kilkadziesiąt tysięcy) a na jej podstawie agencja, którą wynajmujesz pisze (wdraża) Twój sklep. A na to już ludzie nie zwracają takiej uwagi, byle by taniej. Bo przecież Magento to Magento. Nikt nie patrzy, że firma, która go wdraża, nie ma pojęcia o e-commerce, jego doświadczenie jest niewielkie, a certyfikat który uzyskali od Magento (o ile go mają) oznacza tyle, że potrafią instalować dodatki i dopisać własny kod, bez destabilizacji jądra. W efekcie klienci lądują z mało wydajnie napisanym systemem, który wymaga nawet (to nie przesada) 10 razy więcej mocy obliczeniowej niż SaaS. Efektem jest to, że same serwery pod tak napisany sklep kosztują niż SaaS z serwerami, systemem, aktualizacjami, supportem i jeszcze aktualizacjami front-endu.

Kupuję swobodę i elastyczność, a kod jest mój...

To jedna z powszechniej powtarzanych bzdur, że w Magento jesteś na własnym. Magento aktualnie to nie pocieszny skrypt, który był następcą OsCommerce. To dzisiaj ogromne pieniądze inwestora, które muszą przynosić firmie zyski. A więc w każdej kolejnej wersji, bez kompatybilności wstecznej pracuje się nad tym, aby nikt, absolutnie nikt niczego w kernelu nie zmienił. Stopniowo przechodzi się na model, w którym certyfikowany developer musi uzyskać certyfikację wdrożenia, która polega na pokazaniu kodu źródłowego projektu, po to aby sprawdzić sumy kontrolne i upewnić się, że jądro nie zostało zmienione. Wszystko to po to, aby później móc sprzedawać jeszcze lepiej dodatki, od których wzorem Apple Appstore Magento wprowadzi zapewne swoją prowizję.

Sprzedaż dodatków to kolejny powód dla którego firmie nie zależy na rozwijaniu funkcjonalności swojego systemu, stopniowo wręcz usuwając wszystko co tylko można. Klient kupuje więc za coraz więcej, coraz mniej.

Kolejne instalowane dodatki, mają jedną wadę. Każdy z nich testowany jest na czystym Magento, a developer musi tylko zachować standardy programowania (np. Aspektowego). W teorii brzmi to dobrze, ale ma 2 wady:

Nie działa przy dużej ilości dodatków, czyli nawet jeżeli certyfikacja zapewnia spójność jądra, to nie da się uniknąć modyfikacji kodu dodatków lub dopisywania indywidualnego kodu

Jest strasznie powolne, gdyż nie sprzyja optymalizacji kodu. Oczywiście Magento widzi ten problem i dokłada kolejne moduły optymalizujące (jak code-generation), ale jeżeli popatrzymy na ilość serwerów jaka jest potrzebna aby Magento działało, to staje się oczywiste, że to bardzo wolny system, wymagający nawet 10-20 razy większej mocy obliczeniowej, często od kilku do kilkunastu serwerów. Połączenie tych serwerów w całość wymaga drogiej serwerowni (bo nie można tego zrobić na zwykłych dedykowanych serwerach w jakiejkolwiek serwerowni, rozproszonych i korzystających z infrastruktury publicznej).

Część 2

Sprawdź drugą część serii w której znajdziesz jeszcze więcej informacji o tym, czemu Microsoft poleca Magento, jak dobrze skaluje się Magento oraz czy duży sklep potrzebuje dedykowanego rozwiązania?

 

Czemu duże korporacje wykorzystują systemy pisane na zamówienie?

pfornalski

Czasami dostaję takie pytania:

  1. Czemu teraz Presta jest popularniejsza od Magento? Czy jest lepsza?
  2. Czemu niektóre duże korporacje wybierają systemy pisane na zamówienie? Czy są lepsze?

W branży sklepów internetowych, jestem od 15 lat i obserwowałem najpierw hype na OsCommerce. Potem było Magento, bo podobno było darmowe, ale wiadomo było, że nie będzie bo cały model tak wyglądał, że ewidentnie była to penetracja rynku. Teraz jest Presta, bo nie ma po prostu dalej takich obostrzeń licencyjnych jak Magento ma teraz i wszyscy widzą gdzie to zmierza. Ale za Prestą też stoi firma, która pewnego dnia inwestorom musi przynieść zyski. A jak taka firma będzie zarabiała? Na dokręceniu śrubki z licencjami, modułami (typu akceleracja itp.). Ta historia powtarza się co parę lat. 

Przeanalizujmy mit pt. SaaS jest dobry na start a profesjonaliści używają dedykowanych rozwiązań. Dedykowane rozwiązanie to po prostu gotowy system, za którym stoi sztab ludzi, który robi to samo co robi firma w SaaS, tylko na większą skalę, więc koszty jednostkowe są mniejsze. Dzięki powtarzalności i jednej wersji jest to możliwe. Jeżeli system jest customizowany, to zwyczajnie się nie da robić tego z automatu, więc koszt jest wyższy, jak produkcja samochodu na zamówienie. I jeżeli ktoś się ściga na torze Formuły 1 to potrzebuje dedykowanego bolidu. Ale tak na prawdę typowy sklep potrzebuje furgonetki, możliwie taniej, niezawodej i z dobrym serwisem. A customizacja typu kolor lakieru i nadruk na bok oraz wyposażenie wnętrza, w firmie SaaS z bogatymi możliwościami customizacji zrobi na zamówienie. Czy potrzebuje wydawać miliardy aby zbudować samochód customizowany aby mieć np. uchwyt na faktury na kokpicie? Nie. A jeżeli wyda niewielkie pieniądze, to dostanie samochód gorszej jakości, ot np. bez ABS. Ta sama zasada stosuje się do oprogramowania, którego nie przesyłają kosmici, tylko jacyś ludzie muszą napisać i każdy kto programował w życiu cokolwiek, wie że tak to działa.

No więc, może jak nie cena, to możliwości się liczą? W moim przekonaniu to jest tak, że to kwestia skali. Ostatnio opowiadałem o tym na 2 Kongresie eHandlu (patrz " "). Jak ktoś ma skalę dużą (5000 zamówień i więcej) to niech nie sięga po SaaS lekki i przyjemny typu kilknę i dodaję towar na ilość, tylko weźmie profesjonalny system w WMS, gospodarką magazynową, obsługą masową itp. Ale to nadal jest SaaS. Bo SaaS to nie możliwości, ale idea produkcji masowej (patrz post "Bądźmy poważni - SaaS jest promilem w kosztach sklepu internetowego"). I tak jak w sklepie stacjonarnym używasz komputera, systemu operacyjnego produkowanego na masową skalę, tak i nie potrzebujesz zatrudniać ludzi do tego aby mieć profesjonalny sklep internetowy. A sztab ludzi to po prostu minus w bilansie, który niestety może pociągnąć w dół, zwłaszcza gdy rynek się zmienia (a zmienia się co 3 lata) i wiedzie się gorzej, a trzeba wysupłać np. 200 tys. złotych na update systemu do nowych potrzeb.

Kto zatem potrzebuje systemu dedykowanego? Ten, kto nie chce nauczyć się tego co inni latami wypracowali tylko stwierdza "ja wiem lepiej" i jestem taki ważny, że niech inni piszą dla mnie to co mam w głowie. A kto tak mówi? Prezesi dużych i bogatych korporacji. Może to z tego powodu właśnie duże korporacje, do prostych procesów piszą dedykowane oprogramowanie.

Zakup SaaS czy pisanie własnego systemu sklepu internetowego? Video z I Kongresu eHandlu

pfornalski

W tym roku miałem niewątpliwą przyjemność być prelegentem na I Kongresie eHandlu, organizowanym przy okazji VII Targów eHandlu. Sama impreza była zorganizowana bardzo fajnie, profesjonalnie, do tego dopisała też frekwencja i prelegenci. Takie okoliczności motywują mnie do dania z siebie wszystkiego. Dlatego 30 minutowa prezentacja, jaką wygłosiłem na temat tego kiedy warto pisać swój system sklepu internetowego a kiedy skorzystać z gotowego narzędzia SaaS, była dla mnie samego jedną z lepszych i ważniejszych w mojej dotychczasowej karierze.

To co warto zaznaczyć, to że mnóstwo firm poleca Magento. Rzecz tylko w tym, że ostatnie badania rynku przeprowadzone przez jedną z bardziej znanych firm od wdrożeń Magento, wskazują że mimo iż robi to lekko licząc 100 firm, to istniejących w Polsce sklepów internetowych na Magento jest nieco ponad 1000. Dla porównania sklepów internetowych w IAI-Shop.com jest ponad 2500. Skąd zatem takie opinie, że Magento to „standard”? Przede wszystkim z tego, że kupa ludzi żyje z jego serwisowania, rozpowszechniania i przekonywania, że tak jest. I 100 firm przekonujących do Magento może stwarzać wrażenie, że tak jest, nawet gdy jest inaczej. Moim ulubionym momentem, podczas prezentacji innej firmy na Kongresie na temat nowego Magento 2.0 było pytanie z sali jednego z klientów agencji, która prowadziła prezentację, czy to oznacza, że skoro niedawno zrobili mu sklep na Magento 1.4 to czy zrobią mu migrację, była odpowiedź, że „Nie i w praktyce taniej i prościej napisać wszystko od nowa”.

Dlatego mam nadzieję, że moja prezentacja wniesie sporo świeżego powiewu do dyskusji na temat tego co wybrać, gdy otwiera się sklep internetowy lub chce się zmienić np. Magento 1.4. Komu bardziej zależy na zadowoleniu i rozwoju sklepu? Firmie, która bierze co miesiąc niewielką opłatę, czy firmie, która kasuje pieniądze na początku a później zasłania się tym, że klient może iść do dowolnej innej i sobie rozbudować lub poprawić sklep? O tym wszystkim posłuchasz w mojej prezentacji:

Kongres eHandlu: Paweł Fornalski from Fundacja Polak 2.0 on Vimeo.

 

Bądźmy poważni - SaaS jest promilem w kosztach sklepu internetowego

pfornalski

Czekam na wymianę opon na letnie. Korzystam więc z okazji i odpalam laptopa, opisując co mi akurat w głowie siedzi. Jedna rzecz nie daje mi od wczoraj spokoju. Sytuacja autentyczna: Rozmowa telefoniczna z jednym z klientów IAI na temat tego, że wydaje mu się, że 1199zł za miesięczny abonament DEDICATED CLOUD 4 to dużo. Nieobeznanym tłumaczę: abonament DC4 to płatność za moc obliczeniową, bez względu na obroty i ilość wykorzystywanych funkcji, a mocy obliczeniowej jest sporo bo jest to serwer dedykowany z 4 rdzeniami i 16GB RAMu. Klient ma sklep internetowy, który się rozwija dynamicznie i jest zmartwiony tym, że wkrótce będzie musiał płacić abonament DEDICATED CLOUD 8 czyli 1999zł. Jest niezadowolony, bo w jego ocenie to dużo. I patrząc ile właściwie kosztuje „goły” serwer dedykowany o takich parametrach i typowe oferty to od 350zł do kilkuset złotych. Skąd zatem te „tylko” 850zł różnicy?

Abonament DC4 w IAI-Shop.com to abonament w którym transfer, ilość towarów, magazynów, newsletterów itp. Jest nielimitowana. Płaci się 1199zł a gdy klient rośnie lub korzysta bardzo intensywnie, może potrzebować większej mocy obliczeniowej. Jeżeli mocy potrzeba mniej, można zacząć od 1 rdzenia i 4GB RAMu i wtedy taki abonament to 499zł na miesiąc. Taki model biznesowy przyjęliśmy, aby klienta w niczym nie ograniczać. Na abonamencie DC4 typowy sklep internetowy w IAI generuje od 500 tys. obrotu miesięcznego do 1 miliona. Czyli całkiem niemało porównując do rozwiązań typu Magento czy Presto, gdzie na takiej mocy nie ma szans pociągnąć tak dużego sklepu. Proste dzielenie pokazuje, że przy 500 tys. obrotu, 1199zł to 0,2% przychodu (słownie 2 promile), przy 1mln obrotu to 0,1% (słownie 1 promil). Ile to są 2 promile? Gdy ktoś zarabia 5000zł netto miesięcznie, to 2 promile to 12zł tyle ile kosztuje ulubiony kolorowy miesięczni w kiosku lub jak kto woli paczka fajek. Jeden promil przy zarobkach 5000zł to 6zł, czyli tyle ile kosztuje jedna kawa w kawiarni. Co najmniej 5000zł na czysto zarabia kierownik sklepu internetowego. Czy zastanawia się tak bardzo nad zakupem kawy raz w miesiącu? A to przy założeniu, że z sklep internetowy ktoś chciałby prowadzić za darmo, bo tak naprawdę można urwać z tej kwoty co najwyżej 5-10% czyli tyle ile wynosi zysk IAI jako organizatora systemu dla 2500 sklepów internetowych. Można więc przyjąć dla uproszczenia, że koszty własne IAI to 1100zł za taki abonament. A składa się na niego:

  1. Wspomniany serwer – a tak naprawdę to nawet nie serwer, ale profesjonalna infrastruktura oparta o serwery Blade, najlepszą serwerownię i super-szybką i bezpieczną macierz oraz system backupu w kilku lokalizacjach.

  2. Opieka nad klientem – gdy klientowi przyjdzie tylko do głowy zadzwonić, napisać ktoś po drugiej stronie dla niego jest. Sprawdziłem i typowy klient który ma takie obroty generuje indywidualnej opieki około 100 godzin rocznie. Licząc po minimalnym koszcie własnym roboczogodziny to 7000zł rocznie (583zł średnio na miesiąc). Są również i firmy, które miesięcznie wymagają obsługi na 50 i 100 godzin.

  3. Administracja serwerem, zapobieganie incydentom itp. To wliczone jest w cenę jak ubezpieczenie i klient za to nie płaci. Dzięki temu gdy tylko coś się dzieje, ma pomoc możliwie natychmiastową, bez szukania fachowca który by był w stanie pomóc podczas gdy serwer leży. Tak przy okazji – specjalista, który pomaga w takich sytuacjach bierze minimum 2400zł netto za dzień pracy. Administrator z doskoku opiekujący się serwerem kasuje przynajmniej kilkaset złotych na miesiąc.

  4. Dzierżawa oprogramowania – na jego pisanie i ulepszanie poświęciliśmy nasze najlepsze lata, najlepsze pomysły i zamiast robić np. komunikator internetowy lub inny start-up przelaliśmy nasze najgenialniejsze pomysły w algorytmy i programy których używa klient. Na pisanie przez 15 lat, przez 30 osobowy zespół IT wydaliśmy miliony. Klient nie dostaje tego na własność, ale może używać w niskiej miesięcznej opłacie. Nam się to opłaca, bo obsługujemy 2500 sklepów internetowych więc koszt jednostkowy jest niski. Jeżeli klient chciałby to napisać sam, aby osiągnąć taki stopień bezpieczeństwa i możliwości musiałby wydać tyle samo albo i więcej ...

  5. ... więcej, bo potrzebuje też eksperta od e-commerce, który będzie opiekował się wynajętymi programistami, administratorami lub koordynował pracę podwykonawców. Bez takiej osoby projekt upadnie na 100%. Takie sklepy ratujemy w IAI z opresji praktycznie każdego miesiąca. Za ile będzie więc pracował ekspert w Twoim sklepie internetowym. I czy będzie to dla niego wystarczająco ambitne wyzwanie, aby opiekować się np. budżetem 600zł na miesiąc na IT?

  6. To również aktualizacje, które są konieczne aby w e-commerce przetrwać. Zmienia się wszystko, prawo, systemy, przeglądarki, interfejsy programistyczne usług typu kurierzy, płatności lub pozyskiwania ruchu. Nic nie stoi w miejscu, więc w przypadku braku aktualizacji, po 3 latach system jest praktycznie do wyrzucenia i cała zabawa zaczyna się od nowa. O ile oczywiście jakiś konkurent nie będzie pracował sprawniej, lepiej i taniej a może to osiągnąć np. dzięki nowości takiej jak IAI Scanner, czyli system na kolektory danych, który redukuje ilość pomyłek 100-krotnie a czas na wysyłkę i weryfikację zamówień skraca od 30 do 50 razy. I taki IAI Scanner można wynająć na cały rok za 999zł podczas gdy system WMS który taką funkcję zaoferuje kosztuje nawet kilkaset tysięcy złotych.

Czy tylko płacenie więcej jest istotne? Otóż nie, powierzenie sklepu nieodpowiednim ludziom niesie ze sobą wiele zagrożeń. Oto 2 proste do opowiedzenia i autentyczne historie klientów, które napotkałem w ciągu ostatniego kwartału:

  1. Historia pierwsza: Jakiś haker włamał się do sklepu internetowego i podmienił numer konta bankowego – firma zorientowała się w tym dopiero gdy pracownicy złożyli wypowiedzenia, bo oni zorientowali się pierwsi, że sklep po kradzieży kilkuset tysięcy może upaść. Właściciel dowiedział się dopiero gdy ogarnął sytuację. Firma na szczęście przetrwała.

  2. Historia druga: Znowu haker i firma, która odrzuciła naszą ofertę bo ma 2 specjalistów od IT, którzy też jakoś dają radę, bo do tej pory problemów nie mieli. Właściciel myślał, że ma backup i firewall też, ale zapytany czym jest firewall nie wiedział na czym on polega, ale wiedział że chyba go ma. Po włamaniu przez hakera, który instalował serwer sieciowej gry Cunter-Strike, usunął wolumen logiczny. Za 5000zł zgodziliśmy się odbudować mu środowisko wirtualizacji, by przemigrować jego dane. Niestety dane klienta były bezpowrotnie utracone bezpowrotnie. Powiedzieliśmy klientowi na czym polega problem i nie wzięliśmy za interwencję ani grosza. Poleciliśmy odkupienie dysków od serwerowni w której wynajmował serwer (kilka tysięcy złotych za ich wyjęcie, spakowanie i przesłanie) i odzyskiwanie danych z tych dysków w wyspecjalizowanej firmie. W międzyczasie przez prawie 3 miesiące strona była niedostępna. Dane jednak w większości udało się odzyskać. Firma straciła 3 miesiące nieistnienia w sieci i kilkadziesiąt tysięcy złotych za odzyskiwanie danych.

I teraz konkluzja: większość właścicieli e-commerce nie zna się na kwestiach technicznych. Ledwie wystarcza czasu na rozeznawanie się we wszystkich nowinkach e-marketingu. Więc na IT nie ma już czasu i większość właścicieli sklepów internetowych nie ma nawet backupu na własnym laptopie, a czują się kompetentni aby zrobić dobry backup na serwerze? A dobry backup przypomnę to taki, który nie wyłoży serwera podczas backupu (bo nie można go wyłączyć), umożliwia odzyskanie wszystkich danych i pracuje najlepiej w sposób ciągły. Niemal codziennie ratujemy jakiegoś klienta z opresji. O tym wszystkim nie wypada opowiadać i się cieszyć z sukcesu, bo czasami za tymi zdarzeniami stoją prawdziwe tragedie ludzkie takie jak kradzieże, szantaże, oszustwa itp.

Ale gdy już klient popracuje przez 3 lata z systemem, który skaluje się wraz z jego biznesem, zaczyna generować soczyste zyski i ogólnie spokój i dobrobyt zagościły w jego sklepie internetowym pojawia się myśl: A może płacę za dużo? A może bym zrobił to taniej? Bo może 0,2% moich przychodów to za dużo? Może powinienem płacić 0,15%? A w efekcie ryzykuje się utratę wszystkiego na co się pracowało w imię ułamka promila kosztów. A czy nie lepiej zająć się pozostałymi 99,8%? Może lepiej zastanowić się jak usprawnić pracę pracowników aby było potrzeba ich mniej, może jak zredukować koszt prądu w magazynie? Bo ten prąd kosztuje często tyle ile się płaci za całą obsługę IT w SaaS.

To trochę tak jak by żyć w hotelu za stawkę miesięczną niższą niż własne mieszkanie, a do tego mieć wyprane i uprasowane ubrania, a pokój posprzątany i codziennie podane śniadanie, a jedynym zmartwieniem było to, że jajecznica jest nieco za zimna, albo zamiast czekać na jej podanie 5 minut, czekało się 7 minut. W tym czasie w innych zakątkach świata ludzie mieszkają na ulicy i nie mają co zjeść. Wiem, że mając dobrze łatwo stracić obiektywną ocenę sytuacji i nawet najbardziej błahy problem, gdy występuje jako jedyny staje się największym problemem. Warto jednak pamiętać w piątki wieczorem, gdy siada się z rodziną do kolacji i otwiera drogie wino, że ktoś tam, w firmie SaaS siedzi przy monitorze komputera i pilnuje aby klient miał spokój. Awanturowanie się o to, że zareagował w 13 minut a nie 7 minut jest jedynym zmartwieniem klienta, bo nie wie że ta osoba uratowała w tym czasie świat – tego klienta świat.

I nie każdy klient płaci 1199zł, płaci tyle mniejszość. Wielu za taki sam zakres usług płaci 99zł. Średni przychód na klienta, który można sprawdzić w naszych raportach kwartalnych to niewiele ponad 350zł na miesiąc, a wchodzą w to też usługi zewnętrzne w tym płatności i kurierzy, w jakim stopniu zdradzić nie mogę. Tak jak pisałem wcześniej, nie jest to wybitnie zyskowna działalność – dokładnie zyskowna na 10% i to tylko dlatego, że obsługujemy 2500 sklepów internetowych. Jak łatwo sprawdzić w naszych raportach, do 2012 nie mieliśmy nawet zysku, więc to matematyka naprawdę dużych liczb. Które się nam opłacają, ale żadnej innej firmie z takim zakresem usług i mniejszą bazą klientów na pewno nie. Więc te firmy albo będą oferowały mniejszy zakres usług, albo inny, albo niższy poziom opieki lub bezpieczeństwa, albo pewnego dnia się sprzedadzą lub zmienią zasady.

I siedzę w tym warsztacie samochodowym i zastanawiam się, dlaczego skoro to wszystko jest takie oczywiste i po rozmowie ten klient mi dziękował za wytłumaczenie mu tego, ludziom w Polsce przychodzą takie problemy do głowy?

Zmieniam zdanie i nie polecam już SaaS wszystkim

pfornalski

Zbliża się nieuchronnie koniec roku. A więc przychodzi czas refleksji i przemyśleń co chcę w kolejnym roku zmienić w swojej pracy. Zacząłem zastanawiać się dla kogo właściwie są systemy które tworzymy w IAI? Zastanawiając się nad tym głębiej, stwierdziłem, że chyba łatwiej mi stwierdzić dla kogo IAI nie jest.

W ostatnim czasie nasz konkurent I-Sklep (Ci sami którzy się wygłupili w reklamach – patrz post „Zanim zaczniesz się porównywać do konkurenta, upewnij się czy się nie ośmieszysz”) odgrzebał swoją reklamą znany sprzed kilku lat spór – czy tworzyć własny kod czy korzystać z platformy sklepowej w chmurze. Szczerze mówiąc myślałem, że nikt w roku 2011 nie znajdzie dobrych argumentów za własnym kodem utrzymywanym samodzielnie, podobnie jak dzisiaj nikt nie stara się udowodnić że ziemia jest płaska. Czy ludzie dalej są w stanie nabrać się na zaprzeczanie strategii S&S gdy nie ma abonamentu (S&S od Sprzedaj i Spieprzaj). Ale cóż. W całkiem zgrabnie przygotowanych reklamach straszą wadami posiadania systemu w chmurze. Same argumenty są mało sensowne i ja to widzę na odwrót np. w pierwszej scenie pojawiają się 2 samochody, ktoś kto ma abonament rzekomo ma gruchota, a ktoś kto ma własny ma super-nowy samochód. Jest jednak dokładnie na odwrót, ten kto ma system w chmurze, ma go codziennie aktualizowanego i jeździ najnowszym samochodem. W drugiej scenie pojawia się to, że ktoś podmienia mu samochód na który wydał pieniądze z powrotem na gruchota. To chyba jakiś absurd. To raczej ktoś kto ma system na własność jeździ tym samym samochodem przez lata, a ktoś kto korzysta z chmury ma codziennie najnowszą furę, w której elementy tuningu są codziennie instalowane do jego nowego auta. Całość możecie sprawdzić na www.znajdzroznice.pl

I docieramy powoli do puenty. Dla kogo IAI czy inne systemy w chmurze nie są? A no dla tych, którzy mają luźny garnitur dwurzędowy sprzed paru lat, bo stare było najlepsze. W swojej kieszeni mają starego Dancala zamiast iPhone 4S, bo przecież te stare telefony były najlepsze, najbardziej niezawodne itd. Co więcej, lepiej jeżeli mogą już mieć umowę z operatorem GSM na czas nieokreślony, bo nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie im zrezygnować. W drugiej kieszeni, mają kalkulator, taki analogowy, bo przecież to co stare i sprawdzone powinno być, a nie ma to jak kalkulator na własność a nie jakaś aplikacja w iPhone. Ci sami ludzie zaciągają kredyt aby zatrudnić na etat drugą księgową, gdy pierwsza udaje się na urlop macierzyński, bo po co zlecić swoją księgowość do biura rachunkowego. I nie jest mi przykro, jeżeli takie tezy wygłasza moja prawie 90-letnia babcia. Przykro mi, gdy tak myślą mentalni starcy mimo rzeczywistych 40 lat jakie minęły od ich urodzenia. Dla takich ludzi IAI czy inne systemy SaaS są nieodpowiednie.

Przed oczami mam już nawet ułożoną reklamówkę: siedzi w sklepie internetowym kupa ludzi i pieczołowicie przenosi dane pomiędzy skryptem sklepu a programem do fakturowania, a następnie przepisują to skrupulatnie do programu firmy kurierskiej z której drukują etykiety. Każdy się bardzo stara, a szef wymyśla nowe metody jak można usprawnić ich pracę np. rano wydaje polecenie, aby przychodzić jedynie w krótkim rękawku, bo długie zahaczają o brzegi kartonów. Liczy się przecież utrzymanie status quo, w którym można nagradzać tych którzy każdego dnia jeszcze lepiej robią to co robili przez ostatnich 5 lat. Najlepiej przenieść firmę na jakieś tereny gdzie do niedawna królowały PGRy. Tam ludzie nie podskoczą i nawet bezsensowną pracę będą wykonywali w kółko, bez zmian przez lata i nie podskoczą.

Nostalgia za przeszłością jest oczywista. Sam lubię, czasami powspominać, ale raczej nie stare narzędzia, ale np. dawnych znajomych, przerwy w podstawówce i strzelanie z procy, ale nie stary telefon czy komputer. Klienci którzy dają się łapać na hasła, że własne jest lepsze, nabierają się na to, że olbrzymi zestaw narzędzi, który zaoszczędza w stosunku do typowego programu 95% czasu to rzecz dana i objawiona raz na zawsze i we własnym kodzie pojawi się w przyszłości sama, bez problemów i kosztów tak jak ma to miejsce w SaaS. Dzisiejsze systemy SaaS oferują tyle funkcji ponieważ były tworzone w jednej wersji przez szereg lat. Nawet jeżeli jakaś firma skopiuje całą funkcjonalność IAI-Shop.com, za parę lat taki system będzie tak archaiczny jak ten, którego by nie wymienili od roku 2003 w porównaniu np. do IAI-Shop.com. Patrząc wstecz łatwo zobaczyć postęp. Patrząc w przyszłość trudno sobie wyobrazić co jeszcze można wymyślić, więc niektórym przychodzi do głowy, że pewnie nic nowego już się nie pojawi, więc warto porzucić ścieżkę rozwoju na rzecz kultywowania status quo. W IAI mamy pasję postępu, rozwijania i stałego udoskonalania. W firmach które kopiują to co widzą tego nie ma. Czemu nie jeździsz chińskim samochodem? Przecież wygląda tak samo jak niemieckie czy japońskie?

Telefon Dancal

To był mój pierwszy telefon GSM. Wszystkie jego funkcje opanowałem w 1 dzień. Dla mnie jest symbolem jak wiele zmieniło się przez 14 lat czyli dokładnie tyle ile tworzę już systemy internetowe. Wtedy wydawało się, że telefon ma już wszystko. Dzisiaj wiem, że nie miał prawie nic.

Mam dla wszystkich szukających stabilizacji złą wiadomość. Internet jest i jeszcze długo będzie najbardziej dynamicznym środowiskiem, w którym w zupełnie nieprzewidywalny sposób pojawiają się nowe trendy. Dla tych, którzy uważają inaczej, IAI rzeczywiście nie jest dobrą ofertą, bo pokusa utrzymania status quo, braku potrzeby adaptacji i uczenia się nowych funkcji jest duża dla pewnej grupy ludzi.

I każdy system jest odzwierciedleniem swojego założyciela, praktycznie ojca. Ja jestem osobą która nie znosi posiadania tysięcy niepotrzebnych rzeczy. Wolę mieć ich mniej a wysokiej jakości. Lubię mieć iPhone w kieszeni, który zastępuje mi GPS, MP4kę, kalkulator, aparat fotograficzny z kamerą i tysiąc innych rzeczy. Nie przeraża mnie możliwość zgubienia, bo robię regularny backup i potrafię zadbać o moje narzędzia. Lubię mobilność i dynamikę rozwoju. Nie znoszę stagnacji i robienia czegoś w kółko tak samo (patrz post „Innowacja to nie wynalazczość”). I tak postrzegam swoją pracę. Więc chyba czas przestać powtarzać, że SaaS i chmura jest dla każdego. Dla ludzi, którzy noszą w drugiej kieszeni kalkulator analogowy nie jest! Szukam klientów, którzy myślą podobnie, pozostałych chętnie oddam konkurencji, bo za kilka lat ja zostanę z klientami, których biznesy się rozwiną, a oni zginą razem z umierającymi dinozaurami biznesu jakich przyciągną.

Szycie na miarę programu sklepu internetowego za 5-10-15 tys. - cz. 2

pfornalski

W poprzednim poście opisałem trochę na temat tego co uważam na temat tworzenia tzw. sklepu szytego na miarę. Ponieważ jest już dobrze po 24:00 opiszę dzisiaj tylko jeden aspekt – jakość. Przechodząc od razu do rzeczy, napiszę, że mocno rozkłada mnie ogromna dysproporcja i brak obiektywnego spojrzenia na systemy DIY (ang. Do It Yourself).

Ponieważ każdy klient IAI ma dostęp do tzw. komunikatów, czyli systemu wiadomości przez który mogą zgłaszać różne sugestie, uwagi, pytania. Od zawsze jest on bezpłatny (patrz post „Darmowe wsparcie to podstawa”), więc niemal codziennie otrzymujemy nawet kilka zgłoszeń usterek, że np. w Opera 10.6 na Mac nie zapamiętuje się po AJAX numer nadania na stronie realizacji seryjnej. Innym razem, że obrazek dołączony do Wiadomości w sklepie pod Safari 4 lekko dotyka do tekstu wiadomości. Wszystkie te zmiany cierpliwie wprowadzamy, bo wiem, że tylko tak możemy stworzyć najlepszy soft, a klienci będą nam zgłaszali swoje uwagi. Dochodzi nawet do tego, że w poprzednim miesiącu mieliśmy klienta, który żądał zwrotu abonamentu, bo w mace STANDARD zdjęcie w newsie było nad tekstem, a nie obok niego. Cieszę się jeżeli tylko takie problemy mają nasi klienci, bo wiem że rozwydrzeni pod względem oczekiwań i jakości na pewno nie zgodzą się na potworki czy tandetę jaką sprzedają jednoosobowe firmy-przerabiacze OsCommerce czy Magento. Tylko czy myślisz, że we własnym sofcie w ogóle pomyślałbyś że to błąd i chciało by Ci się zgłaszać to swojemu programiście wiedząc, że ma milion innych rzeczy do zrobienia a ty płacisz za każdą jego godzinę?

Natomiast wiem jak to wygląda w systemach DIY które czasami oglądam, nawet w firmach które szczycą się własnym softem. Delikatnie mówiąc, gwoździe wyłażą z dech, a druty i klej przestają wystarczać aby połatać wszystko. Bowiem jaki właściciel sklepu wyda 30000zł na ujednolicenie interfejsu panelu administracyjnego, który był pisany na przestrzeni 5 lat przez 3 kolejno pracujących programistów? Soft DIY przypomina starego gruchota, samochód do którego kaprysów się przyzwyczajamy. Wiemy, że w tym gruchocie trzeba podnieść lekko drzwi przy zamykaniu, trzymając lusterko wsteczne bo spadnie, a zanim odpalimy silnik, trzeba do połowy przekręcić kluczyk i to dwa razy aż zgaśnie żółta lampka podgrzewania. Jak wielkim gruchotem jeździmy przekonujemy się dopiero gdy wsiada do niego ktoś obcy.

I tak właśnie wygląda 90% wymarzonego softu szytego na miarę. Do edycji jednej rzeczy w panelu administracyjnym trzeba używać Internet Explorera, a do drugiej FireFoxa. Żeby zaktualizować cennik trzeba wgrać go jako CSV bezpośrednio do MySQL przez phpMyAdmina, a jeżeli sklep przestaje wyświetlać produkty oznacza to, że trzeba wejść FTP i wywalić stare logi. Tak nie wygląda dobry soft i dobry system. Co z tego, że uszyliśmy go na miarę? Czy ktoś z nas chciałby chodzić do firmy w swetrze zrobionym na drutach przez babcię. Czemu nie chcesz? Przecież będzie zrobiony na miarę, nie to co ten szmelc z Cottonfielda szyty nie wiadomo na kogo.

Fakt jest taki, że napisanie prototypu programu zajmuje chwilę. Ja pierwszą wersję IAI-Shop.com, 10 lat temu, napisałem w tydzień, a od tego czasu ciągle go rozwijamy i udoskonalamy. Wartość która została tam zakumulowana jest gigantyczna i każdy klient przychodzący do nas, wynajmuje dokładnie taką samą kopię systemu. Programy mają tę wspaniałą cechę, że możesz mieć kopię naszego cennego skarbu za 59zł na miesiąc. Po co tworzyć Frankensteina i uważać, że wygodny, niezawodny i gotowy na wszystko soft nie jest Ci potrzebny, bo korzystasz z 5 funkcji? Przecież nie oszukasz swoich konkurentów korzystających z najnowszej technologii i mnie, tylko siebie.

c.d.n.

 

Wyciearaczka There is no place like 127.0.0.1 w moim domu

Pochwalę się, że do napisania tego tekstu zainspirowało mnie przejście do beta-testów wybudowanego dla mnie domu, szytego na miarę. Koszty były astronomiczne a ilość rzeczy, które można było zrobić lepiej gdyby ktoś wcześniej już zbudował taki dom, ogromna. A na zdjęciu widać geekowską wycieraczkę, jaka od dzisiaj wita wchodzących gości.

Szycie na miarę programu sklepu internetowego za 5-10-15 tys. - cz. 1

pfornalski

Poszukiwanie własnego tzw. „szytego na miarę” oprogramowania sklepu internetowego stało się niezłomnym świętym graalem, którego poszukują stale niektórzy prowadzący sklepy internetowe, blogerzy i forumowicze. Podczas 10 lat w których miałem okazję obserwować z pierwszego rzędu polski rynek e-commerce, niewiele się zmieniło. Przekonanie, że można mieć świetne, „własne, szyte na miarę” oprogramowanie za 5, 10 czy 15 tysięcy złotych jest tak samo aktualne jak 10 lat temu.

Przypuszczam, że wiara w coś takiego bierze się z tego, że dla wielu to dużo pieniędzy i że wydaje im się, że cuda istnieją. Czy 15 tys. to dużo? Dla mnie nie w skali IAI absolutnie nie, bo to mniej niż 1/10 którą aktualnie IAI wydaje na pensje swoich pracowników, którzy tworzą cały czas IAI-Shop.com. Patrząc tym sposobem myślenia moglibyśmy pisać 10 systemów szytych na miarę, co miesiąc, od nowa. Gdyby klienci mogli mieć takie super oprogramowanie to po co byśmy ich przekonywali niezłomnie od 2004 roku, że SaaS jest korzystny dla nich i dla nas? Przecież wdrażamy w IAI ponad 40 nowych sklepów miesięcznie, wszystkie na jednolitej platformie. Czyżbyśmy byli nielogiczni? Zupełnie nie. Postaram się rozebrać problem na części pierwsze.

Zakładając, że chcesz zlecić jednorazowe napisanie, rozliczenie i zamknięcie projektu, musisz zmieścić się w maksymalnie 3 roboczo-miesiącach pracy. 15 tys. budżetu, po odliczeniu przez programistę VATu i ZUSu (inaczej legalnie się nie da) zostaje na start co najmniej 3000zł na rękę na miesiąc. Można mieć szczęście i zatrudnić programistę za 2000zł na rękę na miesiąc, bo akurat szukał desperacko nadgodzin w swojej normalnej pracy, ale nie licz na cuda, że ktoś kto dobrze programuje, będzie dla ciebie pisał super wymarzony system za 500zł na miesiąc. Jeżeli jesteś super laską z ładnym biustem to możesz na to liczyć. W przeciwnym razie w cuda nie wierz. Uważaj, bo jak znajdziesz tego mistrza za 2000zł żeby nie zlecać mu zbyt dużych projektów, bo ten mistrz po prostu zostanie zatrudniony w międzyczasie w firmie takiej jak IAI, gdzie dostanie 3000zł na rękę przy umowie o pracę, bez szukania co miesiąc nowych zleceń i odbierania Twoich telefonów o 23 w nocy, bo rok temu napisany program przestał działać.

Czy można zbić koszty, skoro są sklepy nawet za 249zł jednorazowo? Przytaczając jedną z moich ulubionych reklam ING: „Morał z tej bajki jest taki, że za darmo mamy to co zrobimy sami”. Są oczywiście sprzedawcy internetowi, którzy są programistami za dnia i oni mogą mieć własny soft za tzw. 0zł, bo sami go napisali. Tylko pamiętam jak po konferencji E-Commerce 2009 zapytałem Tomka, założyciela Intymnie.com, który przekonywał na tej konferencji że lepiej napisać samemu swój soft, ile poświęcił czasu, to w odpowiedzi złapał się za głowę. A przecież mógł kupić gotowy soft, a w czasie który pisał program rozwinąć sprzedaż lub pracować w innej firmie i zarabiać pieniądze. Brak tych zarobków nazywa się w ekonomii „koszt altermatywny” i jeżeli w czasie pisania programu nie zarobiłeś 100 tys., które byś zarobił w tym czasie u kogoś na posadzie to tak jak byś wydał na soft 100 tys. Niestety w Polsce ciągle brakuje takiego myślenia, które cechuje kraje rozwinięte. Prawdopodobnie ciągle tak mamy w spuściźnie po PRL, gdzie każdy był rolnikiem, malarzem, mechanikiem i budowlańcem na raz.

c.d.n. Druga część jest już dostępna.

 

Technologia SaaS - zalety i potencjalne problemy techniczne

pfornalski

26 stycznia 2010r. występowałem przed kadrą naukową Wydziału Informatyki. Podczas tej specjalnej rady naukowej, starałem się zachęcić do zmiany profilowania nauki na informatyce, aby kierować więcej edukację studentów na problemy cloud computingu. Ponieważ ciągle w głowach wielu profesorów web-aplikacje, to strony HTML, postanowiłem pokazać pewne klasy problemów informatycznych, z którymi nie da się poradzić przy pomocy tego co stosuje się do obliczeń naukowych.

Tak się złożyło, że na tym wystąpieniu był też Maciej Jankowski, któremu prezentacja tak się spodobała, że stwierdził, że koniecznie muszę 3 dni później zaprezentować to samo. I tak oto prawie ta sama prezentacja została pokazana ponownie, tym razem ponad 100 osobom na Netcampie.

Film niestety nie pokazuje wszystkiego, bo "taśma się skończyła". A szkoda, bo w drugiej części prezentacji pada jeszcze więcej technicznych konkretów. Mam nadzieję jednak, że będzie okazja jeszcze w innym mieści powtórzyć ten temat i organizatorzy będą mieli dłuższą taśmę. Swoją drogą cieszę się, że ta prezentacja została przeze mnie przeprowadzona na taki temat, bo od tej pory na Netcampie zaczęło się pokazywać dużo fajnych, technicznych prezentacji. Dlatego polecam przejrzenie także innych materiałów na stronie www.netcamp.net.pl

Poniżej slajdy z prezentacji i nagranie. Enjoy.

i film ... Jeżeli ktoś nie chce dowiadywać się czym jest SaaS, może przeskoczyć o kilka minut do przodu.


Trudności towarzyszące implementacji systemów SaaS
Załadowane przez: netcamp. - Odkryj więcej fajnych wideo technologicznych i naukowych.

Czas to pieniądz - Za ciężką pracę nikt nie da Ci medalu - cz. 5

pfornalski

Bardzo się cieszę, że poprzednie cztery części serii „Za ciężką pracę nikt nie da Ci medalu znalazły tak spory odzew”. Miło wiedzieć, że opisane zmiany wprowadzone przeze mnie w swojej organizacji czasu, zainspirowały inne osoby. Pierwotnie seria miała liczyć tylko 3 części. Tym czasem napisałem już piątą, a w głowie powstaje już szósta. Czy będzie więcej? To zależy od pomysłów z komentarzy i e-maili.

Opisane w poprzednim poście zmiany pozwalają na wygospodarowanie energii na zmiany. Sama reorganizacja da Ci więcej energii, poczujesz się bardziej wolny. Jednak to nie jest jeszcze komplet. Do tego aby mieć sukces w wymiarze finansowym, mieć sprawnie działającą firmę lub być bardzo wydajnym pracownikiem. Samo siedzenie krócej w biurze może niektórym mylić się z wychodzeniem z przysłowiową syreną z firmy. To błąd. Dobra organizacja czasu, powoduje, że poświęcasz czas rzeczom ważnym. Wychodzenie na akord jest wtedy gdy wychodzisz o stałej godzinie, bez względu na to czy pomiędzy syrenami poświęciłeś czas na rzeczy istotne.

Pamiętaj, że dysponujesz ściśle określonym budżetem czasu. Jeżeli pracujesz 40h w tygodniu, to rocznie przepracowujesz 2160 godzin, a w ciągu 40 lat pracy tylko 86400 godzin. Każdy z nas potrafi w miarę szybko policzyć od 1 do 86400 aby uświadomić sobie jak jest to niewiele. A tylko tyle czasu poświęcisz w trakcie swojej kariery na pracę. Czas trzeba nauczyć się szanować, bo masz go ściśle określoną ilość. Można wydłużyć czas poprzez dbanie o zdrowie. Nie zwiększysz jednak ilości swojego czasu w tygodniu czy roku.

 

Czas jest zatem cenny. Tak jak każda cenna rzecz, może zostać zamieniony na pieniądze i częściowo możesz za pieniądze kupować czas. Nauczenie się stosowania dźwigni czasowo-pieniężnej pozwala budować imperia. Śmieszy mnie, kiedy ktoś dla przykładu nie zamawia IAI-Shop.com ponieważ abonament kosztuje 59zł na miesiąc, a np. Magento można mieć za darmo. Nie ważne, że w IAI-Shop.com ma więcej, nie musi się o nic martwić. Decyduje to, że nie musi płacić za inny program. Problem w tym, że Magento, OsCommerce czy inne programy nie są za darmo. Aby utrzymać je w sprawności trzeba poświęcić kupę czasu na ich uruchomienie i utrzymanie w sprawności. Jeżeli co miesiąc poświęcisz tylko 10h na aspekty techniczne, to swoją godzinę sprzedajesz za 5,90zł. A czy rzeczywiście poświęca się na nie 10h? Obstawiam, że więcej. Jeżeli zatrudniasz pracownika, aby wykonał Twoją pracę w tym czasie lub zatrudnisz go do kwestii technicznych to płacisz mu więcej, bo nikt za tyle nie będzie pracował. A więc taki szef wykonuje pracę taniej niż najbardziej szeregowy pracownik?

Za pieniądze można kupować czas, w przenośni oczywiście, bo można za niego kupić czas innych ludzi. Rozwiązanie tego typu ma swoje wady. Czas ludzi też jest ograniczony, a kupowanie czasu od zbyt wielu ludzi budzi dodatkowe problemy. Dlatego w pierwszej kolejności należy kupować możliwie najbardziej oszczędzające czas i zwiększające wydajność narzędzia. Zarówno dla siebie jak i dla pracowników. Osobiście ubolewam, że Polacy ciągle rzadko to rozumieją, a właśnie to jest jednym z powodów niskiej siły nabywczej naszych pensji. Moja lista rzeczy, które dla przykładu oszczędzają menedżerom czas:

Zmierzam do tego, że nie warto ganiać za oszczędnościami rzędu kilka czy kilkadziesiąt złotych, jeżeli do takiej oszczędności przyczynia się strata cennych godzin. Godziny te albo kupisz drożej zatrudniając pracownika, albo bezpowrotnie stracisz, nie poświęcając ich na cenną pracę najlepszego pracownika w Twojej firmie – Ciebie.

Jednym ze sposobów na wzrost firmy, jest delegowanie kolejnych obowiązków na pracowników lub outsourcing. Ty jako szef lub ambitny pracownik skup się tylko bardziej na wykonywaniu wyłącznie nowych czynności, pracy twórczej. Dzięki temu zyskasz pewność, że firma będzie się rozwijała. Konsekwencją będzie też wzrost ilości pracowników i ogólny rozwój firmy. Jeżeli zastosujesz dźwignię czasowo-pieniężną, wygenerujesz zysk przewyższający wielokrotnie możliwość zarobienia na posadzie. To daje dodatkową energię.

Oczywiście, jeżeli będziesz jednym z tych szefów, którzy wydelegują wszystko na pracowników po czym układają w zaciszu swojego przez cały dzień pasjansa, to operacja taka nie ma sensu, bo kupiłeś czas, tylko po to aby go zmarnować. Pamiętaj zatem, że musisz sprawę dobrze przepracować u siebie, aby z zapracowanego szefa nie stać się leniem.

Najważniejsze jest zatem podjęcie decyzji. Musisz zastanowić się, czy chcesz być zapracowany czy odnieść sukces? Jeżeli chcesz odnieść sukces to zacznij zdobywać czas i czas ten efektywnie wykorzystuj. Jeżeli będziesz nim umiejętnie gospodarował i wykonywał w większości wydajną pracę, skierowaną na efekty, to gwarantuję Ci sukces. Zarówno dotyczy się to pracy dla siebie jak i dla kogoś. Czas to pieniądz i tak na niego patrz, jeżeli chcesz mieć na raz czas i pieniądze.

Dyplom ukończenia studiów doktoranckich - Paweł Fornalski

Pamiętasz post "Nie bronię mojego doktoratu"? Odbił się wielkim echem w środowisku akademickim. Aby było jasnym, że studia ukończyłem, postanowiłem dodać swoje świadectwo ukończenia studiów.

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci