Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Wpisy otagowane : Facebook

Karm swój umysł świeżymi informacjami, ale nie przez Facebook

pfornalski

Dokładnie 2 lata temu napisałem znamiennego posta „Fejsbukizacja społeczeństwa”. Polecam do niego zajrzeć ponownie, bo to co napisałem 2 lata temu na ten temat pozostaje aktualne. Zmieniło się to, że praktycznie nic mnie to już nie obchodzi i mam nieodparte wrażenie, że coraz mniej osób Facebook w ogóle zaczyna obchodzić. O ile jeszcze w manu 2012r., większość moich znajomych śledziła kolejne posty i zdjęcia na Facebooku z wypiekanim godnymi oglądaniu „Dynastii” lub „Niewolnicy Izaury”, o tyle w maju 2014r. mało kogo to zaczyna obchodzić. Do napisania tego posta tknęło mnie dzisiaj, gdy goląc się jak co rano odpaliłem mojego iPhone i zazwyczaj w pierwszej kolejności sprawdzałem maile, w drugiej otwierałem Appkę Facebooka. Od jakiegoś czasu, sam nie wiem jakiego ale sądzę że od kilkunastu dni, nie odpalam już Facebooka jako drugiego, raczej jako n-tą aplikację, o ile do niego dojdę. Na PC od dawna nie przeglądam Facebooka poza biurem, bo wykorzystuję go oczywiście jako narzędzie komunikacji do swojej pracy. Wzbudza więc on we mnie tyle emocji co statusy na Skype. Ale na smartfonie Facebook bronił się jakoś długo, bo zawsze dawał mi chwilę bezmyślnej rozrywki. Dawał ... ale się przejadł.

Nie wiem czy po ostatnich zmianach w algorytmach, czy po tym jak moi znajomi też przestali się angażować w treści publikowanych postów, ale mój FB stał się tak nudny, że aż nie do zniesienia jałowy w jakąkolwiek pożywkę dla mojego mózgu. Jaką aplikację odpalam więc jako numer 2 na moim telefonie? Jest to Feedly (www.feedly.com).

Feedly odkryłem po tym jak Google postanowił zamknąć Google Reader. Wcześniej używałem Appki połączonej z API Google Readera. Z nieznanych mi jednak przyczyn Google postanowił zamknąć Google Readera i oddać rynek mniejszym firmom. Feedly okazał się być doskonałym wyborem, bo jego interfejs jest genialny. A logowanie odbywa się kontem Google lub Facebook, przy czym możliwości katalogowania jakie oferuje mają takie same możliwości jak dawny Google Reader, a nawet daje więcej opcji sam w sobie jnp. oczyszczanie stron z reklam i ozdobników.

Na dzień dzisiejszy mam w Feedly zasubskrybowane około 70 różnych stron, blogów itp. Gdy odwiedzam jakąś stronę po raz drugi czy 3, dodaję ją do Feedly. W ten sposób trafia ona do strumienia informacji jaki czytam w wolnych chwilach. A im więcej zaczynam do niego wrzucać, tym mniejszą ochotę mam zaglądać na Facebooka. Poleciłem to kilku znajomym i zaczynają mieć podobnie, stąd stwierdziłem że może czas to opisać? Nawet gdy ktoś pisze na blogu 1-2 wypowiedzi na kwartał, mogę go zasubskrybować i widzieć jego nowy post, gdy tylko go napisze. Nie muszę więc śledzić w kółko Facebooka aby wychwycić to co przez chwilę znajduje się w moim strumieniu, ale za chwilę go nie będzie.

To co mnie wkurza naprawdę na Facebooku to zupełna nieznajdowalność czegoś co widziałem jakiś czas temu, chcę do tego wrócić i nie ma szans że to znajdę ponownie. W Feedly mam fantastyczny system zakładek i wyszukiwarkę tekstową. Same feedy można sobie pogrupować w zdefiniowane przez siebie kategorie. Można więc czytać kategoriami, ale ja najbardziej lubię zakładkę „All” w której wszystko się miesza np. wiadomości z polityki, wpisy z czyjegoś bloga, nowinki technologiczne.

Jeżeli więc tak jak ja, masz dosyć oglądania kotków i piesków na Facebooku i lubisz czytać dobre treści, polecam zacząć tworzyć swój własny Wall. A Feedly może Ci w tym pomóc, chociaż takich narzędzi pewnie jest więcej.

I jeszcze mały bonus. Jeżeli zaglądasz na Facebooka z przyzwyczajenia, jak palacz który sięga po papierosa mimo iż nie chce mu się palić, polecam dodatek do Chrome o nazwie „StayFocusd” jak i kilka jego klonów, który ograniczy Ci zaglądanie np. w godzinach biurowych do np. 10 minut, które sam sobie ustawisz. A nie tak prosto go wyłączyć danego dnia. Więc jeżeli potrzebujesz po prostu małej pomocy do zmiany przyzwyczajeń, StayFocusd Ci w tym pomoże.

100% skuteczna metoda na uniknięcie wpadek na fanpejdżach znanych marek

pfornalski

Impulsem do napisania tego posta był przeczytany dzisiaj w Wirtualnemedia.pl artykuł „Nikon, Palikot i Orange też „wpadli” na Facebooku. Jak temu zapobiegać?”. Moja odpowiedź na zadane w tytule artykułu pytanie jest prosta – nie prowadzić Fanpage.

Zrzut ekranowy z artykułu w WirtualneMedia.pl

Zrzut ekranowy z artykułu w WirtualneMedia.pl na temat rzekomo strasznej wpadki na fanpge serków Bieluch.

Osobiście nie cierpię „fanpejdży wszelakich maści brandów”. Większość z nich ma jeden cel – podtrzymanie mojej opinii, że dorośli to dzieci, tylko starsze. Większość fanpejdży stara się naśladować stylem infantylną przedszkolankę zabawiającą 3-latki. I gdyby nie podłączony respirator w postaci zniżek, kubków, koszulek i innego wszelakiego rozdawnictwa ssanego przez łowców gadżetów i ludzi żyjących z prowadzenia dla innych firm takich stron, dawno byśmy przeszli do następnej rewolucyjnej formy reklamy.

Nie uważam przy tym, aby social media nie miały zastosowania w e-commerce w ogóle. Uważam, że jest w nim mnóstwo potencjału. Ale nie na fanpejdżach. Np. będąc na konferencji E-nnovation usłyszałem jeden z fajniejszych pomysłów na e-commerce ostatniego czasu, wysyłanie przez Facebook prezentów znajomym, którzy mają np. urodziny. Nie chodzi tu o wysyłanie ikonek, ale np. realnych, realnie pachnących kwiatów czy butelki szkockiej. Ten akurat pomysł jest testowany w USA. Jak ktoś chce przetestować to zgłaszam się jako ochotnik do obdarowania.

Wracając do Fanpejdży, totalnie nie rozumiem po co firmy takie jak opisane w w/w artykule wynajmują agencje, które piszą im głupoty na ich fanpejdżach. Nudna i obłudny styl rodem z CB radio zacina się gdy pada „jaki byłby twój wymarzony posiłek gdy czekasz na karę śmierci” (patrz case serków Bieluch z artykułu)? Czy to jest aż takie straszne, że trzeba o tym artykuły pisać? A może powinniśmy zwolnić wszystkich z telewizji gdy w filmie pada „Zabiję cię sukinsynu”. Dlaczego marketerzy oczekują, że to co piszą jest to czego pożądają ich klienci?

Zrzut ekranowy z topu Fanpage Serka Bieluch

Zrzut ekranowy z topu Fanpage Serka Bieluch.

Jak widać na powyższym zrzucie ekranowym z Facebookowego Fanpage serka Bieluch, „fanów” mają aż 2721. Ilość osób aktywowanych do komentowania to już tylko 160. Odliczając fake-konta agencji prowadzącej stronę, zapewne liczba spada do około 120-130 czyli mniej niż osób mieszka w przeciętnym, polskim 11-piętrowcu. A gdzie reszta całego kraju w którym serek Bieluch się sprzedaje? Czy menedżerowie z tytułem MBA są za głupi na to, aby domyślić się, że posty w rodzaju (dodane tylko dzisiaj, cytat za Fanpejdżem serka Bieluch):

  • Pogoda dzisiaj nie rozpieszcza - przynajmniej u mnie. 12 stopni, słońca brak, mgła i kropi. A jak jest u Was?

  • To ja chyba jeszcze podrzemię...

i tak codziennie (oprócz weekendów) co parę godzin, nie mają sensu, a wręcz obrażają klientów tego serka? Oczywiście ten serek to tylko przykład, bo padł w artykule i używam go tylko jako ilustracji do tego, że po prostu nie warto tego wszystkiego robić i środkiem zapobiegawczym będze zamknięcie tego Fanpejdża lub ograniczenie go do samej strony, po to aby klienci mogli dać znać, że lubią ten serek. Ja chciałbym po prostu zaznaczyć na Facebooku, że lubię serek Bieluch. Ale skoro w zmian za to, mam otrzymywać co parę godzin głupawe tekścioszki, podziękuję, zwiększając szansę łowcom gadżetów.

Życie to nie wesele, na którym wszyscy na parę godzin stają się fanami disco polo. Niestety, w przeciwieństwie do wesela, dni powszednie musimy znosić trzeźwi. A w takich okolicznościach i disco polo i głupawe fanpejdże stają się nie do zniesienia.

Fejsbukizacja społeczeństwa

pfornalski

Od kilku miesięcy zmniejsza mi się czas spędzany na Facebooku. Ba, od kilku tygodni mam wręcz do niego awersję. Nie chodzi tu bynajmniej o reklamy, timeline czy inne zabiegi twórców serwisu aby mnie zatrzymać na dłużej. Oczywiście na Facebook jestem obecny, nawet publikuję informacje. Nadal też uważam, że to świetny system komunikacyjny. Bynajmniej jest on dla mnie tym, czym jest oglądanie gazety Fakt – tanią i tępą beletrystyką.

Na początku sądziłem, że to ze mną jest coś nie tak, że jestem jakiś dziwny. Kiedyś byłem wielkim fanem Facebooka, a dzisiaj zaliczam go niczym osoba, która z obrzydzeniem ogląda polskie wiadomości polityczne w TVPaństwowej. Zacząłem obserwować sposób w jaki wielu moich znajomych przebywa na Facebooku i jak go używa. Większość z nich, po prostu się na niego gapi, bezmyślnie przeglądając każdą opublikowaną przez znajomych bzdurę. Taki system działa dosyć dobrze, pod warunkiem, że nie masz zbyt wielu znajomych. Wtedy jaskrawość bezmyślności większości postów staje się nader jaskrawa. Z moich obserwacji wynika, że mój News feed (po wielu latach trenowania go, że wszelkie informacje z gier mają być odfiltrowywane) składa się głównie z:

  • Zdjęć nic mi nie mówiących – np. mój bobas. Nie mówię tu o pojedynczym zdjęciu, że komuś urodziło się dziecko.

  • Zdjęć obiadów i innych posiłków – no fajnie, ale zrobiłeś tylko sałatkę grecką i to tandetnie. Po co umieszczać ją na moim news feed?

  • Nic nie mówiących wpisów - „Dzisiaj miałem ciekawe przemyślenia” - i co? Mam się zapytać w komentarzu dlaczego, abyś napisał?

  • Powielanych w kółko tych samych wirali, za to bez osobistego komentarza jak się na tą sprawę zapatrujesz

W efekcie, Facebook zamiast poszerzać moją wiedzę o świecie zaczął ją zawężać. Zresztą mam wrażenie, że sam Facebook to obserwuje i jego inteligentne algorytmy wyświetlają mi już niemal tylko to samo co moje RSSy. Mam obecnie 563 znajomych dodanych i to są rzeczywiście moi znajomi. Osoby zainteresowane tym co publikuję mogą mnie subskrybować i takich osób mam 207. A zatem 563 znajomych powinno opublikować coś ciekawego? Otóż wychodzi na to, że stosunek czasu spędzanego na czytanie bzdur do ilości znalezionych ciekawych rzeczy jest tak niewielki, że zwyczajnie inwestowanie mojego czasu w Facebooka się nie opłaca. Zresztą po co dzisiaj szukać samodzielnie informacji, czy nawet poszukać w przeszłości odpowiedzi. Facebookiem żyje się tu i teraz. Jeżeli nie mam czegoś na News feed to po prostu zapytam się znajomych i niech oni mi wskażą odpowiedź. Tylko, że już pod takimi prośbami coraz mniej jest odpowiedzi, bo przywykliśmy do gotowych odpowiedzi, powielania schematów. I przyznam, że nawet ja w to wpadałem systematycznie używając Facebooka.

Potem przeczytałem o czymś takim jak bańka poznawcza (Filter Bubble – patrz wystąpienie Eli Pariser na TED). Rysa na szkle została zrobiona i zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem Facebook mnie nie ogłupia, sprowadzając do czytania tego co już wszyscy wiedzą i przetworzonego do 1-10 wyrazowych tekstów? Zresztą nie obrażając nikogo, ale średnia inteligencja jest niższa od poziomu elity i wyższa od poziomu ogółu. Stąd zacząłem po prawie 2 letniej przerwie zamiast spędzać czas na Facebooku, znowu czytać książki. I wiesz co? Im więcej ich czytam, tym mniejszą ochotę mam na czytanie Facebooka. Czemu? Bo na przygotowanie książki autor poświęca co najmniej kilka lat swojego życia. Tekst jest wielokrotnie redagowany, upraszczany, badany itp. Dzięki temu wydając na książkę 30-50zł kupuję ogromną ilość wiedzy. Czytając Facebooka, nic za niego nie płacę, ale przemyślenia powstają krócej niż trwa ich czytanie. I oto cała różnica. Publikowanie na Facebooku, nic nie kosztuje. Każdy może pisać co chce, bez szanowania czasu innych. Średnia ilość czasu jaką spędza użytkownik Facebooka oglądając sałatki, dzieci i inne głupoty wynosi 8 godzin na tydzień. A ponieważ na oko połowa użytkowników prawie nic nie pisze i nie czyta, możemy przyjąć, że aktywny użytkownik Facebooka spędza 16 godzin tygodniowo na jego czytaniu, pardon oglądaniu. Oznacza to, że skracając czas do 2 godzin, byłby w stanie czytać około 1-2 książek na miesiąc. Oczywiście, nie samymi książkami człowiek żyje, bo wiedza w nich jest skondensowana, ale i zazwyczaj niezbyt aktualna. Dlatego moja dieta na tą chwilę wygląda mniej więcej tak:

  • Facebook – przeglądam go 1 raz dziennie w celach prywatnych i 2-3 razy dziennie w celach służbowych. Wchodzi w to publikowanie informacji o IAI, odpowiedzi na komentarze użytkowników, śledzenie paru grup – łącznie nie przekracza to 15 minut dziennie, przy czym w weekendy w ogóle nie zaglądam na Facebooka.

  • E-maile – to główne źródło informacji bieżących – na nie spędzam nawet 4 godziny dziennie, w weekendy głównie sprawdzam je na iPhone spędzając około 15 minut. Lubię takie podsumowania jak tygodniowe podsumowanie z Wykop.pl Dzięki niemu zamiast siedzieć w kółko w serwisie, dostaję zbiór kilku najlepszych materiałów, które mogę obejrzeć w wolnej chwili.

  • RSS – to dla mnie główne źródło wiadomości. Po co mam śledzić Facebook, aby wiedzieć czy moje ulubione blogi i serwisy coś opublikowały? Na czytanie RSS spędzam nawet 30 minut dziennie, a weekendy około godziny.

  • Strony WWW i Filmy np. z Youtube– materiały z książek staram się zawsze pogłębiać o czytanie stron producentów softu, hardware itp. Robię to zazwyczaj poza godzinami biurowymi, zamiast przysłowiowego „M jak miłość”. Pomaga mi w tym „Reading List” który synchronizuje mi się pomiędzy Safari na Mac i iPhone. Dzięki temu jak na coś natrafiam ciekawego, a nie mam czasu tego przeczytać, dodaję do Reading List i czytam w wolnej chwili. Ponieważ lista prawie nigdy nie jest pusta, po prostu otwieram ją i czytam lub oglądam coś pierwszego z listy. Zalecam przy tym czytanie serwisów tematycznych. Dlatego np. Webhosting.pl czy eKomercyjnie.pl zwiedzam przynajmniej raz w tygodniu.

  • Książki – czytam je przeciętnie około 6 godzin tygodniowo.

Dzięki tak urozmaiconej diecie mam pewność, że nie zostaję sprowadzony do średniej inteligencji ludzi, których spotkałem i mogę mieć zawsze odmienne spojrzenie. A przecież aby stworzyć dobry produkt, trzeba mieć odmienne spojrzenie. Mam też poczucie elitarności, w której Ci co piszą coś sami i mają coś więcej do powiedzenia niż „A widziałeś na fejsie zdjęcie Janka pod piramidami?”, są w coraz bardziej elitarnym klubie.

I na koniec może banał, ale również prośba do czytelników tego bloga – nie komentujcie postów na blogach, których nie przeczytaliście do końca plus nie przeczytaliście komentarzy. Rozumiem, że Facebook przyzwyczaja do tego, że szybciej jest coś napisać, niż przeczytać, ale komentarze zaczynające się od „nie wiem czy ktoś o tym już pisał, bo nie chce mi się czytać tych wszystkich komentarzy, ale ...” są żałosne i raczej świadczą o niskim intelekcie. Po co piszesz komentarze, skoro nie czytasz komentarzy innych? Nie jest niczym złym niedoczytanie artykułu do końca. Ja jednak nigdy nie komentuję artykułu, którego nie przeczytałem do końca.

Subskrybuj mój publiczny profil na Facebook

pfornalski

Od wielu miesięcy nosiłem się z zamiarem stworzenia strony osoby publicznej na Facebook. Nie jestem osobą w rodzaju polityka, która wrzuca jedynie wypolerowane zdjęcia przedstawiające mnie przy starannie posprzątanym biurku. Nie przyzwyczaiłem też czytelników bloga do starannie wycedzonych słów i politycznie poprawnych opinii. Stąd od dawna miałem plan aby aby uruchomić drugi profil, właściwie Fanpage na Facebook. Tylko też nie postrzegam się jako gwiazdy rocka czy filmów, stąd decyzja nie była taka oczywista. Niedawno Facebook rozwiązał w 100% mój problem. Pojawiła się opcja subskrypcji. Kilkanaście dni temu włączyłem ją i widzę, że kolejne osoby subskrybują mój profil na Facebooku. Działa to naprawdę świetnie. Poszczególne posty oznaczam jako „Public” dzięki czemu widzą je osoby które subskrybują mój profil. Nie muszą przy tym zostawać moimi znajomymi. Przecież nie wszyscy znają mnie osobiście.

Zachęcam do takiej subskrypcji, gdyż na blogu publikuję raczej staranniej przygotowane teksty i głębsze przemyślenia. Na Facebook umieszczam linki do interesujących materiałów, stron i wszystkiego tego co wydaje mi się warte powiedzenia w danym momencie i najczęściej tylko w tym momencie aktualnego.

Zrzut z mojego profilu na Facebooku

Dyskusja o Social Media w ramach Shopcamp z moim udziałem

pfornalski

Na Shopcamp w Szczecinie (patrz post "14 stopni wtajemniczenia - wersja Video z Shopcamp") wziąłem udział w bardzo ciekawej dyskusji o Social Media. Dyskusja w pierwszej części schodzi na temat obsługi klienta w sklepach internetowych i różnych narzędziach. W drugiej części temat wraca na różne formy promocji, opłacalności inwestowania w kanały social w promocji sprzedaży. Dyskusja kończy się bardzo fajnymi wnioskami. W trakcie tego panelu sporo się udzielałem, stąd publikuję go również tutaj. Mam nadzieję, że przede wszystkim udało mi się odpowiedzieć na pytanie, czemu niektóre firmy nie mają efektów ze sprzedaży na Facebook i jak przede wszystkim przez serwisy społecznościowe można coś ugrać dla siebie.

Shopcamp Szczecin - Panel Dyskusyjny, Social Media w e-commerce from Eventio on Vimeo.

NIE kupuj farb, pędzla i płótna (przynajmniej jeszcze nie teraz) - parodia

pfornalski

Uwaga na wstępie: Zanim zaczniesz czytać, obiecaj mi że masz czas doczytać do końca ;)

Malarstwo to aktualnie hit polskiego rynku sztuki. Liczba odwiedzających wernisaże i biorących w aukcjach dzieł sztuki rośnie w niesamowitym tempie i coraz więcej malarzy próbuje odnaleźć się w tej rzeczywistości. Na fali euforii związanej z informacją, że “wszyscy już malują”, malarstwo przedstawiane jest jako nowy sposób zarabiania dla każdego, nawet gospodyni domowej. Kolejne obrazy sprzedane za miliony jeszcze napędzają ten trend. Rzeczywistość dość szybko zweryfikowała te doniesienia…

Informacje o możliwości kupienia farb, pędzli a nawet płótna mocno przyciągnęły uwagę wszystkich czujących że mają jakiś talent i nie ma się co temu dziwić. Zawsze dobrze jest robić to co jest na fali (w lipcu bieżącego roku wernisaże i aukcje obrazów odwiedziło go aż 7 130 802 Polaków). Czy malarstwo można jednak rozpatrywać w kontekście zdobytych klientów i obsłużonych zamówień?

Przeprowadziłem kilka krótkich, ale konkretnych rozmów z zaprzyjaźnionymi malarzami (mniej lub bardziej znanych), którzy zdecydowali się na kupienie farbek, pędzli i płócien minimum dwa tygodnie temu. Pytałem o to, co najbardziej interesuje każdego malarza, czyli o liczbę sprzedanych obrazów. Wyniki okazały się miażdżące.

Dwie najczęściej pojawiające się odpowiedzi na pytanie o liczbę sprzedanych obrazów to:

  • brak,
  • jedno zamówienie (“chyba ktoś chciał przetestować”).

Inwestycja w farby i pędzle, nie wspominając o sztaludze nie zwróciła się jeszcze żadnej firmie i jej właściciele na razie nie potrafią określić nawet w przybliżeniu terminu zwrotu z inwestycji. Na oferowaniu farb, pędzli i innych akcesoriów zarobiły za to firmy oferujące implementację takiego rozwiązania – co do tego nikt nie miał żadnych wątpliwości.

Oczywiście, możemy dyskutować o tym, że próbka moich rozmówców była niereprezentatywna i że każdy decydujący się na malarstwo powinien namalować przynajmniej jedną kreskę i sprawdzić czy pędzel w ogóle leży dobrze w jego dłoni. Na sprzedaż obrazów może mieć wpływ liczba fanów danego malarza i bardzo wiele różnych czynników, ale nie trafiłem w Polsce na malarza, który był przynajmniej umiarkowanie zadowolony z faktycznej sprzedaży swoich obrazów.

Myślę, że aby malarstwo miało sens, musi zmienić się myślenie ludzi na temat sztuki. Jeżeli Polacy będą porównywali oglądanie obrazów z pójściem z rodziną na spacer, to inwestycja w farby, pędzle i płótna będą miała sens. Aktualnie synonimem rodzinnej rozrywki w naszym kraju jest spacer po parku i aby to zmienić malarstwo czeka bardzo długa droga (o ile w ogóle będzie podejmowało taką próbę).

Środki, które planowałeś wydać na malarstwo przeznacz na suplementy diety i dobre buty do chodzenia. Jestem przekonany, że w tym momencie lepiej na tym wyjdziesz…

I teraz sobie pewnie myślisz, czy temu Fornalskiemu odbiło do reszty? Ja rozumiem że to jego blog, ale niech nie robi sobie ze mnie jaj! A teraz mała zabawa – pozmieniaj:

  • farby, pędzle i płótna na sklep internetowy na Facebook
  • słowo malarstwo zamień na słowo Facebook
  • inne odniesienia do malarstwa na odniesienia do Facebook
  • chodzenie na spacery zamień na zakupy na Allegro

Jeżeli po podstawieniu myślisz sobie, kto takie głupoty napisał to przeczytaj tekst „NIE zakładaj sklepu na Facebooku (przynajmniej jeszcze nie teraz)” i uzyskasz efekt jak po wprowadzeniu powyższych zmian. Jest to toczka w toczkę ten sam tekst. Tylko, że pod tekstem oryginalnym wypowiedziało się kilkadziesiąt osób i nikt się nie zajęknął nad tym, że nie ma on żadnej wartości merytorycznej. Czemu autor nie napisze o bezsensie reklamy poprzez Google AdWords? Może dlatego, że wtedy czytelnicy by go wyśmiali? I najważniejsze, czy tacy szanowani eksperci od e-commerce w ogóle zasługują na to aby ich ślepo słuchać? W wielu kwestiach mają rację, ale trzeba mieć swój zwyczajny, zdrowy rozsądek. Jak w ogóle można zakładać, że Social Media Marketing można porównywać do pakowania towarów itp. Przecież to jest bardzo wyrafinowana, długo-falowa strategia budowania zaufania i rozpoznawalności marki. Jedno, drugiego po prostu nie wyklucza i żadnego nie można zastąpić drugim. A ludzie, którzy kupili sklep na Facebook 2 tygodnie temu są takimi samymi wyznacznikami jak mierny artysta który kupił farbki, wydał na nie pieniądze na płótno i teraz szlocha, że nikt nie chce kupić jego super-obrazu. Przy czym dokładnie tymi samymi farbami ktoś w tym samym czasie maluje arcydzieło, które zostanie sprzedane za miliony dolarów. Czy będziesz patrzył na miernych, słabych i roszczeniowych i ich bogów (ekspertów)? Zachowaj swój własny rozsądek, nie każdy kto pisze coś w Internecie, zwłaszcza Twój konkurent musi mieć rację.

Screen z Ekomercyjnie.pl - Artykuł

Ponieważ niedziela to dzień obijania się, wybrałem najprostszą technikę ośmieszenia tez z którymi się nie zgadzam, czyli w zasadzie pokazanie tego samego w innym kontekście. Po co podawać kontr-tezy, skoro tezy same się nie bronią w innym kontekście. Screen prezentuje zrzut z Ekomercyjnie.pl w widoku Safari "Reader" - moim ulubionym do czytania blogów itp. Polecam ten sposób czytania wszelkich materiałów. Papier staje się całkowicie zbyteczny. Warto też zadbać o to, aby Twoje strony dobrze otwierały się w tym widoku, bo pewnie wielu ludzi w przyszłości tak będzie czytało artykuły.

Facebook.com kręci się wokół komunikacji - cz. 3

pfornalski

Poprzednie części w tym wątku: cz. 1, cz. 2

Podsumowując poprzedniego posta, wniosek jest taki, że aby komunikować się dobrze, przed każdym kolejnym wpisem na Facebook.com, należy odpowiedzieć sobie na pytanie „Dlaczego ta informacja jest interesująca dla fanów mojej firmy lub produktu?” a także nad formą jej publikacji. Istnieje kilka możliwości takich jak link do strony z komentarzem i ikoną, galeria zdjęć, film lub tzw. notatka. Należy wybierać tę właściwą. Aby ożywić życie na Facebook.com firma może osadzić odpowiednio przygotowaną stronę WWW tjnp. grę w Flashu, czyli aplikację. Aby gra była używana i lubiana należy dysponować sporym budżetem i rzeczywiście znać się na takiej produkcji. Dużo łatwiej jest umieścić swoją ofertę lub jeszcze lepiej, cały sklep internetowy przystosowany do działania na Facebook.com bezpośrednio na swojej stronie na Facebook.com. I nie chodzi o to, że technicznie strona otwierana jest w ramce, zamiast w nowej zakładce, ale o możliwość komunikowania się, bez której nie było by Facebook.com.

Gry internetowe, bardzo popularny element rzeczywistości Facebookowej, nie wniosły nic specjalnego do techniki samego grania. Wykorzystały one możliwości komunikacji między rzeczywistymi znajomymi. Może to być tylko pokazywanie że ktoś wypadł w danej grze na tle swoich znajomych dobrze, ale również może to być bardziej rozbudowany scenariusz obejmujący np. przekazywanie sobie wirtualnych przedmiotów. Czyż nie przyjemniej ściga się nawet tylko w Tetisa z własnymi znajomymi, zamiast anonimowymi ludźmi z całego świata lub komputerem? Facebook.com i gry na nim udowodniły, że kręci się on wokół komunikacji ze znajomymi. Ta sama zasada dotyczy sklepów internetowych i serwisów zakupowych na Facebook.com. Często widzę, jak szumnie ogłaszane w notkach PR informacje o uruchomieniu przez jakąś firmę sklepu na Facebooku. A po odwiedzeniu, okazuje się że aplikacja nie jest niczym innym jak tylko spisem produktów, które linkują do zwykłego sklepu lub strony. I co to firmie da? Nic. Facebook.com kręci się bowiem, jak pisałem wcześniej, wokół komunikacji między realnymi ludźmi. Aplikacja taka jak sklep czy gra, aby realnie przyciągała ludzi, musi wykorzystywać społeczne możliwości stworzone przez Facebook.com. Dla przykładu rozwiązanie sklepu internetowego dla Facebook.com oferowane przez IAI, wykorzystuje takie możliwości jak komentowanie produktów, polecanie ich znajomym w wiadomościach lub publikowanie na ich News Feed. Właśnie w ten sposób firmy nie tylko ułatwiają dotarcie swoim fanom do informacji o produkcie, ale dają im opartą o mechanizmy Facebook.com platformę do komunikacji między sobą, ich znajomymi oraz firmą. Czy to się opłaca? Zdecydowanie tak, zwłaszcza przy zerowych opłatach za prowadzenie strony firmowej na Facebooku. Oferując ciekawe produkty lub informacje, możemy dotrzeć nie tylko do osób, które obejrzały naszą reklamę, ale np. 100 ich znajomych. W ten sposób sklep czy firma uzyska ogromną dźwignię: mając 1000 akcji nawet z płatnej, wykupionej na Facebook.com lub Google reklamy, można dotrzeć do 100 000 ludzi. Sam sklep internetowy na Facebook.com z takimi możliwościami i wyglądem i sposobem nawigacji dostosowanym do działania Facebooka, staje się czymś zupełnie naturalnym do nawigowania przez użytkowników. Nie opuszczają oni strony Facebooka przy przeglądaniu poleconego produktu, ale nadal pozostają w kontakcie ze swoimi znajomymi, ich wiadomościami i komentarzami.

Facebook.com w ostatnich tygodniach również zaczyna zmieniać wiele w zakresie filtrowania wiadomości ze stron (fanpage). Automatyczny filtr dotyczy stron, których aktywnie nie odwiedzamy i nie śledzimy. Takie informacje nie są publikowane w naszym News Feed. Można się o tym przekonać wchodząc na stronę dawno nie odwiedzanej firmy i zaglądając ponownie na News Feed. Na razie ten mechanizm jest testowany i udoskonalany, ale już teraz, firmy w których przekazie nie znajdziemy długo nic interesującego i na przykład nie odwiedzimy ich sklepu na Facebook, po prostu nie będą mogły nas dalej informować lub spamować w sposób automatyczny. Działanie to jest zupełnie takie, jak by opcja „Unlike” była aktywowana za nas po pewnym czasie znudzenia daną firmą. Funkcja ta póki co nie dotyczy informacji przekazywanych przez rzeczywistych znajomych (ludzi). Ta zmiana pokazała, że na Facebook.com wiele zmian jeszcze zajdzie i na pewno spamerzy nie mogą liczyć na łatwy zarobek.

Komunikacja na Facebook.com podlega po prostu pewnym regułom, które wynikają z tego, że dodanie komentarza na Facebooku jest po prostu łatwe, szybkie i proste. Facebook nie musiał wprowadzać specjalnych mechanizmów przeciwko tzw. trolom czyli ludziom, którzy bezmyślnie krytykują, wyzywają lub oczerniają i to używając fałszywej tożsamości. Komentarze mogą dodawać tylko znajomi a w przypadku firm fani i to nie anonimowo. Dodanie komentarza anonimowo nie jest możliwe. Nie trzeba przy tym specjalnie się logować, bo na Facebook.com zawsze jest się zalogowanym. Daje to naturalne mechanizmy do oceny wiarygodności komentarzy, np. do danej osoby można napisać prywatną wiadomość i upewnić się czy komentarz był prawdziwy. Jeżeli komentarz został dodany przez osobę, która nigdy nic innego nie opublikowała, nie dodała nawet swojego zdjęcia i po prostu w Facebook.com realnie nie istnieje, to taki komentarz nie może być traktowany jako wiarygodny.

Komentarze krytyczne mogą być jednak autentyczne i spontaniczne. Firma, która prowadzi złą komunikację z klientami, opartą o propagandę i nie prowadzi z nimi dialogu, zdecydowanie nie powinna stawiać na serwisy społecznościowe. Aby komunikacja nie przerodziła się w walkę z klientami, w firmie muszą być wyraźnie wyznaczone osoby do komunikacji z klientami, podobnie jak wyznacza się osoby do sprawdzania firmowego e-maila, tak firma powinna zadbać aby osoba dbająca o relacje z fanami na Facebook miała do tego odpowiednią smykałkę, predyspozycje i dyscyplinę. Firma budująca swój wizerunek na Facebook.com musi liczyć się z tym, że jej przekaz będzie musiał być mniej przekoloryzowany i bardziej autentyczny. Nie da się na przykład każdemu napisać czegoś trochę innego. Przekaz trafia do wszystkich, bez marketingowej ściemy.

Co firmy mogą ugrać będąc na Facebook.com, poświęcając dodatkowy czas na dialog z użytkownikami i publikowanie przez nich czasami niewygodnych informacji? Nagrodą jest lojalność klientów, zaufanie i postrzeganie firmy jako bliskiej swoim klientom. Właśnie to bezpieczeństwo powoduje, że ludzie coraz chętnie będą dokonywali zakupów przez Facebook.com. W przeszłości wybierali zakupy na Allegro, ponad te wykonywane w sklepie, ponieważ w przypadku nieuczciwości sprzedającego, klient mógł dać negatywny komentarz odstraszając innych kupujących. Jednakże sprzedaż na aukcjach nie jest doskonała i od czasu komentarzy na aukcjach podejmowano wiele prób stworzenia mechanizmów wiarygodnego komentowania i wystawiania rekomendacji. Powstały usługi takie jak Opineo.pl, Zaufane Opinie Ceneo, które wprowadziły mechanizmy pozwalające na ocenianie sklepów internetowych. Ich wadą jest jednak podatność na manipulacje ocenami. Facebook.com rozwiązuje ten problem, poprzez jedną, prawdziwą tożsamość. W nagrodę za utratę prywatności, użytkownicy otrzymują potężne możliwości publikowania swoich opinii.

Czy na ominięcie bycia ze swoim sklepem lub ofertą na Facebook.com firma może sobie pozwolić? Przez jakiś czas tak, jednak 6,5 miliona użytkowników Facebook.com, może pewnego dnia uznać że firma ma coś do ukrycia lub nie potrafi rozmawiać z klientami i wybierze ofertę jej konkurenta, który prowadzi otwarty dialog ze swoimi klientami, którzy stali się z wirtualnych fanów, jej realnymi.

Artykuł Jak zarabiać na Facebook? autorstwa Pawła Fornalskiego na Bankier.pl

Moje poprzednie artykuły tak spodobały się Pawłowi Wachowskiego z Bankier.pl, że w połączeniu z trzecią, opublikowaną dzisiaj częścią stworzyły one po przeredagowaniu przez niego artykuł "Jak zarabiać na Facebook? cz. 1" opublikowanym wczoraj na Bankier.pl. Ale najciekawszy jest komentarz tego redaktora po opublikowaniu artykułu. Nie wiem czy to wyróżnik, ale wygląda na zdumionego popularnością. Cieszę się, że artykuły pisane na Bloga, potrafią przyciągnąć aż tak wielu ludzi w momencie gdy są wydane na czymś bardziej ogólnym. Oto fragment e-maila: "Witam, Obecnie jest to najpopularniejszy tekst na bankierze, przegonił informacje inwestorskie, "Rodzinę na swoim". Jak widać potencjał takich treści jest duży. (...) Pozdrawiam, Paweł Wachowski"

Facebook.com kręci się wokół komunikacji - cz. 2

pfornalski

Ten post jest kontynuacją posta "Facebook.com kręci się wokół komunikacji - cz. 1"

Kontynuując rozważania, warto opowiedzieć o genezie serwisu Facebook.com i postarać się wyjaśnić dlaczego ten serwis a nie inne, dostępne wcześniej, jest obecnie liderem popularności? Facebook.com wyrósł na fali popularności serwisu Friendster (www.friendster.com), którego założenia Friendster.com bardziej przypomina dawną Naszą-Klasę lub Fotkę.pl niż Facebook. W serwisach tego typu, użytkownik umieszcza w serwisie swój profil, a w nim chwali się ładnym domem lub dzieckiem i kto co jeszcze ma, tylko po to aby poznać kogoś nowego, albo odnaleźć dawnych znajomych. I na tym zazwyczaj kończy się działanie wszystkich, kolejnych serwisów tego typu. Facebook.com od początku był inny. Od początku nie chodziło o szukanie ludzi, a raczej o odtworzenie sieci zależności między ludźmi i sprawne komunikowanie się między nimi. I właśnie przekazywanie informacji spowodowało, że Facebook.com tak dynamicznie się rozwinął, przyciągając ludzi nie na chwilę, ale na całe godziny. Ludzie wprowadzają informacje codziennie, wklejając swoje statusy, linki, zdjęcia i filmy. Ich znajomi, i tylko znajomi, czytają te wiadomości nie traktując ich jako spam. A ponieważ treści na Facebooku są realne, tak jak jego użytkownicy, codziennie można znaleźć w nim coś dla siebie. Pewnie również takie same wnioski popchnęły Naszą-Klasę do uruchomienia serwisu Śledzik (www.sledzik.pl), przypominającego działaniem Facebook.com. Podobnie zrobiło ostatnio Gadu-Gadu otwierając nową odsłonę GG.pl (www.gg.pl). Podobne zmiany wprowadzają niemal wszystkie serwisy społecznościowe. Pamiętajmy jednak że każdy z nich jest inny i przyciąga inną grupę ludzi.

Kolejnym ważnym wnioskiem płynącym z lektury historii Facebook.com jest posiadanie przez niego API, czyli interfejsu programistycznego. To przez niego, każdy programista może swoją aplikację podłączyć do Facebook. Każda taka aplikacja może komunikować się tak jak by robili to realni użytkownicy. Aplikacje mogą na przykład umieszczać informacje na tzw. „News Feed” czyli stronie głównej na której chronologicznie umieszczane są informacje od wszystkich naszych znajomych. Aplikacje potrafią generować czasami ogromne ilości wpisów, czasami śmiesznych i intrygujących, ale częściej irytujących. Aby zniwelować efekt zmęczenia śmieciowymi informacjami, w Facebook.com dodano pewnego dnia możliwość filtrowania. Wystarczy kliknąć w widoku News Feed, obok niepożądanej wiadomości na opcję ukrycia i jednym kliknięciem decydujemy czy chcemy ukryć wszystkie wiadomości od danego użytkownika czy chcemy ukryć wszystkie wiadomości z danej aplikacji. Druga z opcji służy na wypadek gdyby inni nasi znajomi używali spamującej aplikacji. Ktoś kto potrafi używać tej opcji, szybko jest w stanie usunąć wszystko to co jest nudne lub niepożądane.

Inni użytkownicy, mogą też wejść ponownie na fanpage firmy i wybrać opcję „Unlike”, kończąc szybko dalszą znajomość ze spamującą firmą lub osobą. Konkluzja rodzi się sama – umieszczanie informacji które są niepożądane, nudne, nieinteresujące, zwłaszcza w dużych ilościach, spowoduje, że mimo iż zostali fanami, wcale nie przełoży się to na realne efekty. Facebook.com jest w uproszczeniu po to, aby gromadzić i publikować informacje w „News Feed”, a nie po to aby ludzie w wyszukiwarce wpisywali nazwę naszej strony firmowej i na nią wchodzili. Dlatego rozdanie super gadżetu czy ogromnego rabatu i spowodowanie, że zapisze się na listę „lajków” 100 tys. osób, a następnie gwałcenie ich spamem, może być zupełnie nieopłacalne a wręcz spowodować że nie tylko ich stracimy ale na zawsze odstraszymy. Z pewnością są straszniejsze rzeczy niż tylko wypisanie się fana z listy. Dla wybitnie nieszczerych, niesolidnych i spamujących firm jeszcze gorszą bronią są  komentarze klientów, tuż pod daną wiadomością. Komentarze te również zobaczą ich inni fani i klienci.

c.d.n. Update 2010-10-01: Napisałem trzecią i ostatnią, za to znacznie bardziej obszerną część niż poprzednie 2 części. Dostępna jest ona w poście "Facebook.com kręci się wokół komunikacji - cz. 3"

The Facebook Effect Book Cover

Wszystkim zainteresowanym historią Facebook, polecam przeczytanie książki "The Facebook Effect", napisanej przez David Kirkpatrick, którą właśnie kończę czytać. Świetnie i trafnie opowiedziana historia powstania i zdobywania popularności przez ten serwis.

 

Facebook.com kręci się wokół komunikacji - cz. 1

pfornalski

Do Polski na dobre dotarła fascynacja Facebook.com, serwisem społecznościowym z którego stale korzysta już ponad 500 milionów osób, z czego 6,5 miliona w Polsce. Chyba każdy chce zarobić na zjawiskowej eksplozji jego popularności? Niewielu ciągle wie jak. Dużym błędem jest wrzucenie Facebook.com, Twitter.com, Google Buzz i wielu innych serwisów do jednego worka nazwanego serwisami społecznościowymi (ang. Social Media Services) i stosowanie do wszystkich tych serwisów jednej strategii komunikacji i promocji. To tak jak by mówić o uniwersalnym sposobie promocji w Internecie, bez podziału na reklamy wizerunkowe, SEM, udział w katalogach internetowych i porównywarkach cen. Podobnie aby dobrze wykorzystać te serwisy społecznościowe, należy zrozumieć jakimi zasadami rządzi się każdy z nich z osobna, należy zacząć ich używać, polubić, zrozumieć kulturę i obyczaje na nich panujące. Wielu starych użytkowników internetu, sprzedających w sieci, szuka rozwiązań zautomatyzowanych, w które wprowadzą treść przekazu i narzędzie umieści je we wszystkich serwisach społecznościowych. Czy to zadziała?

Najprostsze rozwiązanie, czyli przekazywanie we wszystkich serwisach społecznościowych takich samych informacji, nie jest efektywnym rozwiązaniem. Podobnie nie jest dobrym rozwiązaniem rozdawanie rabatów, oferowanie niższych cen i ślepe wierzenie, że zapisane do śledzenia naszego kanału lub strony, jakoś na siebie zarobią. Takimi paradygmatami kierują się różne, nawet największe firmy. Tym czasem taka strategia bez świadomego celu, może przynieść prędzej straty, niż zyski. Dla przykładu, najczęstszy trik na promocję, to rozdawanie kuponów promocyjnych i organizowanie konkursów, oczekując że to przyniesie większą sprzedaż. Na pewno wpłynie to pozytywnie na obrót, podobnie jak każda inna realna obniżka cen, ale czy przyciągani wyłącznie bodźcami ekonomicznymi fani będą opłacalni? O ile firma tylko będzie rozdawała rabaty, nic na tym nie zyska w stosunku do tradycyjnych sposobów promocji. Przecież taki fan nic więcej nie zrobił dla firmy, niż tylko kliknięcie na przycisk „Lubię to”. Nie chodzi o to aby na serwisach społecznościowych tracić, ale o to aby na nich więcej zarabiać. Bo jeżeli pewnego dnia 100% naszych klientów będzie fanami na Facebook, to czy dalej będziemy oferowali te same rabaty? Samo w sobie kliknięcie „Lubię to” nie przynosi firmie żadnego wymiernego zysku. Jak zawsze zysk trzeba ciężko wypracować.

c.d.n. Update 2010-09-24: Napisałem drugą część rozważań, która jest dostępna w poście "Facebook.com kręci się wokół komunikacji - cz. 2"

Film dedykowany wszystkim webmasterom starającym się wiernie wypełniać polecenia klienta.

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci