Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Wpisy otagowane : prawo

Każdy ma teraz spółkę publiczną, czyli KRS zapalił światło w polskiej piwnicy

pfornalski

Od dawna można było w KRS wystąpić o sprawozdanie za dany rok, wybranej spółki. Wymagało to jednak opłaty, złożenia wniosku, odczekania itp. Więc w praktyce mało kto kontrolował spółki z którymi na codzień współpracuje. I przyszedł rok 2018 i wydarzyła się rewolucja, niemal tak istotna dla dalszego funkcjonowania polskiej gospodarki, jak ... nawet trudno mi podać jakiś przykład, może powstanie BIK? Chodzi o pozornie drobną zmianę, dzięki której możesz roczne sprawozdania finansowe, składane obowiązkowo do KRS przynajmniej raz w roku (czyli wraz z bilansem) mieć dosłownie w ciągu paru sekund i to całkowicie za darmo!

Screen_Shot_20180706_at_15.19.07

Czemu to jest istotna zmiana? Na codzień nie weryfikujemy naszych kontrahentów, dostawców usług i oprogramowania. Chcemy jednak mieć pewność, że firma z którą pracujemy generuje zyski, a nie straty i że za rok nie ogłosi bankructwa w wyniku tego, że skoro przez parę kolejnych lat generuje straty to po prostu naturalnie może upaść z braku zasobów. I tę dziurę właśnie zasypał KRS, czyniąc dzięki nowej funkcji w ekrs.ms.gov.pl każdą spółkę zarejestrowaną w KRS, spółką publicznie dostępną.

Jak to zrobić?

Jak więc pobrać dane Twojego kontrahenta? To proste. Udaj się na https://ekrs.ms.gov.pl/rdf/pd/search_df i wpisz KRS spółki. Po chwili widzisz sprawozdanie roczne za ubiegły rok (o ile złożone) jak i za poprzedni rok. Możliwe że po czasie będziesz mógł to zrobić np. za 10 ubiegłych lat.

Na co patrzeć?

Warto patrzeć na to, czy spółka rośnie, jaki wynik zanotowała i generalnie jak wygląda jej sprawozdanie. Może się bowiem okazać, że świetnie wyglądająca na reklamach marka, super-innowacyjnego dostawcy usługi, generuje raptem 200 tys. zł rocznie przychodu. I taką kwotę przychodu np. pokazuje jeden z dostawców usługi sklepów internetowych. To mówiąc wprost, pokazuje że porównywanie takiej marki do innego dostawcy, który ma 150 razy większe przychody, ma się jak porównywanie warzywniaka do galerii handlowej.

Możemy też wychwycić spółki, tracące pieniądze, które możliwe, że znikną. Możemy też wychwycić spółki, które mają zysk, ale wynika on np. z zapisywania prac IT w wartościach niematerialnych i prawnych (tzw. CAPEX).

A o zbyt małej skali i co może oznaczać dla dostawcy usług, pisałem m.in. W poście „Bądźmy poważni - SaaS jest promilem w kosztach sklepu internetowego”. Więc można powiedzieć, że właśnie KRS zapalił światło na balu w polskiej piwnicy.

Nie ulegajmy też przesadzie... Model skandynawski

Oczywiście nie każda spółka musi być duża, mieć super EBITDA itp. Czasami lepiej współpracować z kimś małym, ale zmotywowanym. Jasne, ale nie działa to często dla usług. Wiadomo też w każdej branży, jaki margines rentowności przy jakiej skali można osiągnąć. Jeżeli więc ktoś ma za dużą rentowność, przy braku wzrostu, to może oznaczać że po prostu okopał się i próżno szukać w tej usłudze czegoś innowacyjnego. Wreszcie też każdy wścibski sąsiad, dostał narzędzie do inwigilacji (model skandynawski). Czyli widzimy, też poniekąd ile zarabia nasz przysłowiowy sąsiad z bloku ze swojej spółki i czy na pewno to BMW X6 w wersji M to samochód adekwatny do tego co ma w bilansie.

Skończy się też przechwalanie publiczne, jakich to ktoś nie miał wyników. Szczególnie dotknie to tych, którzy „przesadzają” w przekazach marketingowych w Internecie. Bowiem za chwilę każdy takiej osobie wytknie jej naciąganie rzeczywistości. Ci co zatem, mieli w zwyczaju podkręcać swoje wyniki podczas przechwałek, sugeruję aby pilnie przestali to robić.

Kolejne zastosowanie to możliwość weryfikowania wiarygodności sklepów internetowych w których właśnie składasz zamówienie z przedpłatą, tylko przelewem na konto.

Jednym słowem, będzie ciekawie i na pewno już nie tak samo. Zapraszam do komentowania co wyczytaliście o swoich konkurentach i partnerach? ;)

Uwaga - rośnie odpowiedzialność karna za słabą obsługę w sklepie internetowym

pfornalski

Korzystając z chwili bez Internetu w samolocie, postanowiłem podzielić się obserwacją na temat otoczenia biznesowego e-commerce, która mogła większości otoczenia umknąć. Ponieważ IAI S.A. jest mimowolnie świadkiem lub bierną stroną zawieranych przez sprzedawców transakcji, a ja jetem jako pierwszy w KRS, siłą rzeczy do mnie policja, prokuratura i sądy kierują różne wnioski. Obsługujemy już ponad 4000 sklepów internetowych w Polsce, a miesięcznie to ponad 2,5mln przesyłek, więc statystycznie dosyć często mam kontakt z tematem tabu e-commerce, czyli z tzw. aparatem ścigania. Przez lata uczestniczyłem biernie lub aktywnie w około 150 tego typu sprawach, różne skali i kalibru. Najwięcej spraw dostarczają nam prowadzone przez Polaków lub obywateli UE, które mają siedzibę na terenie Chin lub innego azjatyckiego kraju i uważają, że regulacje Polskie czy UE ich nie obowiązują. A regulacje komplikują życie, ale na koniec dnia mają na celu eliminację patologii, która działa na szkodę całej branży. Po jakimś czasie w IAI nauczyliśmy się nie radzić z tego typu sprzedawcami, wprowadzając do regulaminu IAI-Shop.com zapis, że jeżeli sprzedawca sprzedaje za naszym pośrednictwem do klientów z UE, to obowiązują go regulacje UE, nawet jeżeli jego lokalne prawo formalnie tego nie wymaga.

Jak już napisałem, po 17 latach w branży i ponad 150 tego typu sprawach, mam już jakiś obraz jak działa apart ścigania. Mówiąc w skrócie, jak bardzo bezradny jest i jak bardzo tonie w morzu zgłoszeń na różnego rodzaju nadużycia w sferze obsługi konsumentów w Internecie. To dlatego uważam, że dalsza poprawa przepisów jest konieczna. Bez niego w Internecie, do którego chcemy aby przeniosła się cała sfera życia, konieczne są sprawne i dobrze egzekwowane regulacje. To dlatego jakiś czas temu napisałem tekst, że „popieram rejestrację telefonów na prepaid”, co oczywiście jest jednym z wielu czynników jakie muszą zaistnieć aby nieco ograniczyć nasze swobody po to aby na koniec dnia, ktoś kto sprzedaje nam coś w Internecie był zobligowany nam to za co zapłaciliśmy dostarczyć.

Rok 2017 był jednak na swój sposób szczególny. Przez poprzednie 16 lat w zasadzie panował status quo. Konsumenci zgłaszali sprawy na policję, niektóre dochodziły do prokuratury. Część z tych sprawa docierała do sądu. Na koniec źle obsługujący sprzedawca zwracał pieniądze, może płacił koszty sprawy, ale nic szczególnego się nie działo. Aż do 2017 gdy przy różnych okazjach miałem już kontakt z kilkoma sprawami karnymi (takimi z kodeksu karnego, czyli w stylu „konkubent zabił konkubinę na melinie”). W 2 przypadkach były to już odwołania w sądzie po skazaniu na wyroki więzienia sprzedawców internetowych.

Wygląda więc na to, że nasze prokuratury i sądy, zmieniły sposób interpretowania prawa, bez samej zmiany prawa. Do tej pory kradzież 5000zł za niewysłany telewizor była niczym w porównaniu do kradzieży batonika w centrum handlowym. Teraz najwyraźniej to się zmieniło. Nie wysłanie paczki traktowane jest tak samo jak zwykła kradzież. I słusznie. Warto jednak o tym wiedzieć.

Do poczytania więcej:

Warto śledzić co się dzieje w tej materii także na terenie Unii Europejskiej, gdyż łatwo wyczytać z tego wszystkiego trendy. Jako kontynuację polecam http://mensis.pl/unia-zaciska-petle-szyi-nieuczciwych-e-sprzedawcow/

Izba Gospodarcza e-Commerce Polska - idea w którą warto się zaangażować

pfornalski

To był 10 sierpnia tego roku, gdy spotkałem się z Grzegorzem Wójcikiem, dawniej kierującym Allegro. To było zaraz po tym jak ukazało się pierwsze postanowienie sądowe w sporze IAI vs. Google. Allegro miało już wtedy problemy z Tablica.pl Rozmawialiśmy na temat tego jakie widzimy dla naszych firm i całej branży zagrożenia. Wbrew pozorom nie rozmawialiśmy zbyt wiele o Google czy integracji IAI-Shop.com z Allegro. Szybko doszliśmy do wniosku, że nawet firmy takie jak Allegro są małe w porównaniu do organizacji takich jak Państwo czy Google. Co by się stało z polskim e-commerce gdyby Sejm zdelegalizował np. płacenie za zamówienia przed dostarczeniem towaru konsumentowi? A może Google stwierdzi, że firmy, które nie będą obsługiwały płatności przez Google Wallet płacąc 5% prowizji znikną z indeksu? Niemożliwe? A co z rejestrem klauzul niedozwolonych do którego w drodze innej niż ustawodawcza wpisuje się i wypisuje klauzule niedozwolone za które kara się potem srogimi karami sklepy internetowe?

Warto pamiętać o tym, że demokracja ma to do siebie, że o ustawy korzystne dla nich walczą różne organizacje, w tym te prokonsumenckie. Po stronie e-commerce w Polsce nie ma odpowiedniej przeciwwagi. Z całym szacunkiem dla organizacji typu IAB, ale to nie jest partner do rozmowy dla np. Rządu RP czy Komisji Europejskiej. Stąd pomysł Grzegorza Wójcika, aby stworzyć Izbę Gospodarczą, typ organizacji uregulowany w całej Europie reprezentujący mniejsze firmy, które łącznie stanowią siłę z którą ustawodawca musi się już liczyć.

e-Commerce Polska Logo

Do tej pory nie byłem fanem stowarzyszeń zrzeszających tzw. branżę e-commerce albo co gorsze tzw. branżę internetową. Dlatego próżno szukać IAI w gronie członków takich grup jnp. IAB Grupa E-commerce. Pomysł izby mi się jednak bardzo spodobał, chociażby dlatego, że z Izbami legislatorzy liczyć się muszą. Taka izba nie musi wcale organizować choinki z mikołajem dla dzieci pracowników sklepów internetowych. Może spotykać się nawet raz na rok i upewniać, że interes ludzi z e-commerce jest dobrze chroniony. Jeżeli będzie, nie musi nic robić. Ważne, aby inne organizacje wiedziały, że w razie czego jest organizacja, która przeciwstawi się ich zapędom. Ustawodawca musi z wyprzedzeniem skonsultować projekty zmian w prawie. Izba może również lobbować różne rozwiązania jnp. unormowanie działalności podmiotów dominujących czy ograniczenia praw organizacji dbających o interesy innych grup tj. konsumenci.

Czego w stowarzyszeniach nie lubię? Klepania się po ramieniu i pisania raz na pół roku jakiegoś raportu, który nic nie zmienia, tylko po to aby uzasadnić zbieranie składek. Dlatego po raz pierwszy popieram jakiś pomysł. Czy będę się angażował w Izbę Gospodarczą e-Commerce Polska operacyjnie? Nie ma na to na razie szans. W przyszłości chętnie, ale priorytetem dla mnie jest IAI i prowadzona obecnie ekspansja zagraniczna. Poprowadzą jednak izbę ludzie, którzy mają do tego środki, energię i kompetencje. Dlatego będę się przyglądał jej pracom i wspierał możliwie aktywnie jej działalność. Jeżeli Izba pójdzie w kierunku jałowych dyskusji odciągających jedynie od pracy, pewnie będę pierwszym, który o tym napisze. Na tą chwilę jednak wygląda to konkretnie i bardzo profesjonalnie.

Was również zachęcam do zgłoszenia swojej firmy lub osoby do Klubu e-Gospodarki co można zrobić na stronie https://www.ecommercepolska.pl/pl/34-46-dolacz_do_nas

Ochrona danych osobowych jest jak słaba kłódka

pfornalski

Każde prawo musi czemuś służyć. Jeżeli niczemu nie służy, jest zwyczajnym utrudnieniem, które powoduje, że przedsiębiorcom trudniej prowadzi się w jakimś kraju działalność. W Polsce mamy wiele złego prawa, które utrudnia działalność. To dlatego zajmujemy np. w rankingu Doing Business 70 miejsce na świecie, a nie dlatego że mamy np. wszędzie góry jak Austriacy. Tak zwany ogół bez zająknięcia przystosowali się do idiotycznej Ustawy o Ochronie danych osobowych. Np. sklepy internetowe grzecznie zgłaszają do GIODO dane klientów. Wszystko to w imię wyuczonego przez lata PRL posłuszeństwa do nawet najbardziej idiotycznych przepisów. W mediach słyszymy o próbach stworzenia jednego okienka przy rejestracji działalności gospodarczej. Ale to, że istnieje GIODO z absurdalnie skomplikowanymi formularzami nikomu nie przeszkadza. Nawet samo GIODO nie do końca wydaje się wiedzieć po co jest, bo na wszelkie pytania np. czy określone dane podlegają rejestracji odpowiada szablonowym e-mailem odsyłającym do ustawy. Na wszelki wypadek wszyscy zatem rejestrują swoje zbiory lub wynajmują do tego prawników (cena usługi to np. 200zł), a GIODO się cieszy, bo jego sens i środki na utrzymanie są wtedy zapewnione - przecież urząd jest oblegany czyli pracuje.

Kupuję mnóstwo przez Internet, w sklepach na świecie, nie tylko w USA. Jeszcze nigdy nie akceptowałem zgody na przetwarzanie danych osobowych w innym sklepie niż w Polsce. Owszem, akceptuję się regulamin i z tym ludzie na całym świecie są zapoznani. Ale dodatkowy, drugi checkbox w procesie zamawiania wymagający zgody na przetwarzanie danych osobowych jest niezłym ewenementem. Zapewniam, że ludzie z zagranicy potrafią zatrzymać się w procesie zamawiania w momencie gdy przytaczamy im ustawę i wymagamy zgody w myśl jej postanowień. Polacy do tego absurdu już przywykli. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że mając sklep z siedzibą w Polsce, teoretycznie musisz mieć wyrażanie zgody na przetwarzanie danych osobowych nawet w specjalnej wersji dla klientów zagranicznych. A z drugiej strony, klienci zagraniczni nie są oswojeni z tym polskim wynalazkiem.

Jak pisałem we wstępie, każde prawo musi czemuś służyć. Czy ustawa o ochronie danych osobowych w przypadku sklepów internetowych przed czymś chroni? Ani trochę. Jak dostawałem niezamówione wiadomości e-mailowe lub telefony z ofertami lub SMSy z reklamami tak dostaję. Nie ma dnia, abym na moją skrzynkę nie otrzymał e-maila takiego jak na tym zdjęciu:

Niezamówiona oferta 

Autentyczny niby legalny SPAM. Dane firmy ukryłem aby jej nie reklamować.

 

Jeszcze inne e-maile zaczynają się od „W nawiązaniu do rozmowy telefonicznej przesyłamy ofertę na ...” mimo iż nikt takiej rozmowy telefonicznej nie prowadził.

Wyrażanie wszędzie zgody na przetwarzanie danych osobowych jest jak słaba kłódka. Utrudnia życie właścicielowi np. szopy lub innym osobom, które powinny mieć do niej dostęp, ale nie utrudnia życia złodziejowi. Ten bowiem bierze cegłę leżącą opodal i wali w kłódkę, bez problemu ją otwierając. Jeszcze bardziej śmieszy mnie poczucie bezpieczeństwa, które rzekomo przeciętny zjadacz polskiego chleba. Nie akceptuje on zgody na przetwarzanie danych do celów marketingowych, ale w zamian za termo-kubek w promocji na Facebooku, wyraża nie tylko zgodę mechanicznie i bezapelacyjnie na przetwarzanie danych osobowych ale i na ich odsprzedaż. W efekcie 1000 kolejnych firm staje się legalnie posiadaczem tych danych i robi legalnie to, na co wydaje się temu zjadaczowi chleba, że nie wyraził zgody. Jeszcze zabawniejsze są reakcje co butniejszych, którzy próbują przed tym protestować, awanturując się.

Trzeba powiedzieć otwarcie, że GIODO i Ustawa o ochronie danych osobowych to bubel jakich na świecie próżno szukać. Polski ustawodawca jak zwykle starał się być świętszy od Papierza. W efekcie nie tylko polski podatnik utrzymuje bandę darmozjadów, ale pada ofiarą tego, że wszędzie musi podpisywać zgodę na przetwarzanie danych osobowych, a polskie sklepy internetowe tracą sporą część klientów przez konieczność zatwierdzania ustawy, której nie mają prawa znać.

Nie ma afer bez aferzystów

pfornalski

Dzisiejsze e-commercowe fora i grupy dyskusyjne zdominowały listy e-mail, jakie w tysiącach wysłała jedna z kancelarii prawnych do sklepów internetowych jako potencjalną konsekwencję klauzul niedozwolonych (patrz np. artykuł „Afera w branży ecommerce: wezwanie do zaprzestania stosowania klauzul niedozwolonych!”). Mój ulubiony cytat z najbardziej znanego mówcy świata (anonima) mówi „Nie ma afer, bez aferzystów”. Nie chcę powtarzać obiegowych opinii, że to niemoralne i ogólnie nie fajne, bo zgadzam się z tym, że kancelaria robi to zwyczajnie dla szmalu. Jeżeli mam zabrać głos w sprawie, o co poprosiło mnie kilka osób, to zrobię to po swojemu, z innego punktu widzenia.

Już 3 miesiące temu ostrzegałem o tym poprzez system IAI-News swoich klientów, że „Zły regulamin w sklepie może słono kosztować”. W tym samym systemie, 2 tygodnie później informowałem, że można uzyskać darmowe wzorce regulaminów, napisane przez specjalistów z Trusted Shops. Ostatnio nawet Trusted Shops zaoferowało, że poradnik z wzorcami da za darmo. Co na to wielu właścicieli sklepów internetowych? Nic, zero ...

Jak zatem zmusić ludzi do zmian w regulaminach i podejściu do odpowiedzialności za swój biznes? Tylko terapią szokową. Może konfrontacja z groźnymi i kosztownymi konsekwencjami wreszcie obudzi niektórych sprzedawców internetowych do zastanowienia się, że zamawiając w ich sklepie, konsument wpłaca często niemałe pieniądze i nie można ignorować jego potrzeb do bycia traktowanym porządnie, po ludzku. Wiadomo, że zarzutu nie kieruję ogólnie, ale szczególnie do tych, którzy mają klientów za natrętów, którym wysyła się co się chce i kiedy się chce. A skąd wiem, że takie praktyki mają miejsce? Otóż otrzymujemy co jakiś czas skargi na pracę klientów mających sklepy w IAI-Shop.com, niektóre tak dramatyczne jak e-mail z wczoraj, który otrzymałem (ocenzurowany cytat):

From: Rafał [nazwisko usunięte]
Subject: {domena usunięta}.pl - [zgloszenie prawdopodobienstwa oszustwa]
Date: 7 lipca 2011 14:14:41 CEST
To: office@iai-sa.com

Witam,

W nawiazaniu do rozmowy z Panstwa konsultantem pragne zglosic informacje o prawdopodobnym oszustwie sklepu ktory dziala w oparciu na Panstwa system sklepow internetowych.

Wyczerpalem mozliwosci kontaktu ze sklepem http://www.{domena usunięta}.pl/ nie mam informacji o realizacji zamowienia. Dodatkowe informacje o prawdopodobnych oszustwach: http://forum.{domena usunięta}.pl/index.php?/topic/{id usunięte}-pozew-zbiorczy-przeciwko-sklepowi-[domena usunieta]/

Ponieważ Panstwa firma jest odbiorca danego przelewu, bardzo prosze o zablkowanie przekazywania wplaty na konto sklepu o nastepujacych danych: Data operacji 06-07-2011 Data rozliczenia 06-07-2011 Rodzaj operacji PRZELEW WEWNĘTRZNY - MTRANSFER Z KARTY KREDYTOWEJ Kwota 433 PLN Tytuł operacji [dane przelewu usunięte]

Bardzo prosze o przekazanie powyzszej informacji wlascicielowi sklepu (jezeli oczywiscie posiadacie Panstwo z nim kontakt).

 

pozdrawiam, Rafal [nazwisko usunięte]

 

I pewnie bym pomyślał, że to czepialski klient, że każdemu się zdarza. Jednak to już trzeci e-mail jaki otrzymałem w sprawie tego sklepu, a nie jest on jakoś nadmiernie popularny. Za każdym razem przekazuję te e-maile klientowi i upominam go, że w końcu doczeka się pozwu. W styczniu otrzymałem taką odpowiedź: „Witam
tak, rzeczywiście mieliśmy spore kłopoty z obsługą systemu, niestety sklepem zajmował się pracownik nie mający doświadczenia w sprzedaży internetowej. Dla tego też od stycznia tego roku sklepem zajmuje się nowa osoba bardziej doświadczona w sprzedaży internetowej. Powoli stara się uporządkować system obsługi klienta.(...)

I rzeczywiście, sprawdziłem, klienci tego sklepu otrzymują w końcu zamówione towary. Leży i kwiczy zwyczajnie komunikacja z klientami, szanowanie ich potrzeb do bycia informowanym. Nie jest to bynajmniej odosobniony przypadek. Często sklepy internetowe, które zarzucają IAI brak szybkich odpowiedzi na komunikaty, potrafią na nasze prywatne, składane podczas zakupów zapytania, nie odpowiadać tygodniami lub wcale. Nagminne jest łamanie terminów dostaw, czy informowanie o rzeczywistej dostępności towarów i czasie dostępności. I aby oddać sprawiedliwość, sklepy w IAI-Shop.com znacząco i tak zawyżają poziom, o czym świadczą czołowe miejsca np. w rankingu Opineo.pl. Wczoraj zerknąłem na sklepy internetowe prowadzone przez jedno z największych polskich wydawnictw (nie na platformie sklepowej IAI-Shop.com) i w sklepach tych sprawdziłem sekcję kontakt, zazwyczaj jej nie ma, a w żadnym z nich nie ma nawet danych firmy. Najzabawniejsze jest to, że to wydawnictwo wydaje dodatek prawny, w którym doradza sklepom internetowym również.

Czasami słyszę zarzuty, że nie powinienem krytykować sprzedawców internetowych, bo to często moi klienci. Fakt jest jednak taki, że istnieją sklepy internetowe, prowadzone przez lata, których właściciele nie opanowali nawet elementarnych czynności. Chyba czas powiedzieć sobie otwarcie, kończy się era sklepów internetowych prowadzonych po godzinach, w tzw. międzyczasie. Kończy się też tłumaczenie, że pracownik nie odpowiedział na e-mail. Czas zrobić miejsce tym, którzy chcą to robić na pełen etat, codziennie dopracowując kolejne szczegóły obsługi klientów takie jak np. kontrola swoich pracowników.

Niesprawiedliwie traktowanie sprzedawców internetowych na przykładzie zakupu krzeseł

pfornalski

Kontynuując ostatni temat, zwrotów i ochrony konsumenta, chciałem opisać jedną sytuację z mojego życia. Zamówiłem 7 tygodni temu w Ekoline (Sklep w Szczecinie w centrum Top Shopping) stół i krzesła do mojej kuchni. Ponieważ mamy 21 wiek i personalizację towarów pod klienta, nie można kupić tego co widać na wystawie, nawet kiedy bardzo się chce. Wytłumaczenie jest takie, że czas oczekiwania na towar wynosi 8 tygodni, podczas których sklep sprzeda kilka takich towarów. No, ale dobrze jest - mogę mieć co chcę, w indywidualnym stylu. Wybrałem zatem stół, krzesła i wybrałem parametry takie jak kolor obicia i nóg, wszystko w granicach standardowego zamówienia w ramach oferty producenta.

Widok na katalog z którego wybrałem krzesła do mojej kuchni.

Zdjęcie zrobione przeze mnie z katalogu w sklepie gdzie kupowałem krzesła do Kuchni. Czemu zatem trzeba szczególnie chronić kupujących na podstawie dużych zdjęć wyświetlanych na monitorze, a tych którzy kupują na podstawie małego zdjęcia w drukowanym katalogu już nie?

Jak został mi przedstawiony towar? Pokazano mi papierowy katalog w którym musiałem sobie wybrać produkt. Zdjęcie prezentuje raptem krzesło z jednej strony. Podane są wymiary i tyle. Na pytanie czy są wygodne, usłyszałem że mogę siąść na zupełnie innych modelach krzeseł tego producenta i stwierdzić czy są wygodne. Kiedy okazało się, że tak, powiedziano mi, że w takim razie tamte są nie mniej wygodne. Na tej podstawie musiałem zamówić 8 krzeseł które kosztują kilka tysięcy złotych. Termin oczekiwania miał wynieść 6 – maksymalnie 8 tygodni. Wpłaciłem zaliczkę (40% wartości zlecenia) i zacząłem niczym dziecko czekające na Wigilię odliczać dni. Po około 4 tygodniach otrzymałem telefon – „stół już jest, na krzesła musi Pan poczekać około 10 tygodni”. Żadnego „przepraszam”, żadnego „damy panu rabat”. Nic. Kiedy wyraziłem moje oburzenie, usłyszałem „Krzesła idą z Włoch, tyle trzeba na nie poczekać.”

I w tym momencie we mnie zawrzało. Nie widziałem tych krzeseł, nie zamówiłem nic szczególnego, wpłaciłem zaliczkę i jeszcze muszę czekać 10 tygodni, a więc 7 razy dłużej niż zamówienie realizuje opieszały sklep internetowy. Po tym czasie zostaną mi one doręczone do domu. Przed dostawą przelewem będę musiał zapłacić pozostałą kwotę. Kiedy krzesła przyjdą, nie będę mógł się wycofać z zakupu, nawet jeżeli wybitnie mi się nie spodobają. I doskonale rozumiem, co podpisałem w momencie zamówienia.

Parlament Europejski chce zniszczyć sprzedaż internetową?

pfornalski

W niektórych serwisach gdzieś na dole, pojawiły się niepozornie, przedrukowane informacje o tym, że Parlament Europejski pracuje nad nowymi przepisami, które mają rzekomo chronić kupujących. Przepisane oczywiście bez zrozumienia. Nie zauważyłem też aby zająknął się o tym jakiś znany bloger czy fora e-commerce. Przykład takiej notki można przeczytać np. w e-prawnik.pl. Wśród pozornie mało istotnych zmian jak wydłużenie czasu na zwrot towarów bez podania przyczyny do 14 dni, można znaleźć taki pasztet: „Zwracając niechciane zakupy opłacimy więc jedynie odesłanie przedmiotu – ale też nie zawsze. Według nowych przepisów konsument nie pokrywa tych kosztów, jeżeli przedsiębiorca zgodził się w umowie na ich pokrycie lub jeżeli cena odsyłanych towarów przekracza wartość 40 euro. Przy zakupach na kwotę przekraczającą około 160 zł zwrot będzie zatem praktycznie darmowy.”. Jest jeszcze więcej bezsensów jak propozycja Rady Europy do prawa zwrotu niechcianego towaru przez 3 miesiące.

Co w praktyce oznacza jednak zapis o zwrocie kosztu odesłania? Podam przykład. Załóżmy że masz sklep odzieżowy i sprzedajesz krótkie spodenki w cenie 200zł za sztukę. Twój sklep ma soczystą 30% marżę, a więc 60zł. Sklep internetowy płaci za wysłanie przesyłki tylko 15zł, przerzuca te 15zł na klienta. Klient płaci 215zł za spodenki i przesyłkę w czerwcu. Mijają prawie 3 miesiące, mamy wrzesień za oknem, zaczyna wiać i padać. Klient stwierdza, „przez całe lato nie miałem okazji ubrać nowych spodenek, oddam je bo za rok będą niemodne”. Odsyła je do sklepu kurierem, z ubezpieczeniem (żeby na pewno nie zginęły) i z ekspresem (żeby nie musiał czekać 1 dodatkowy dzień). Tym razem przesyłka kosztuje 50zł (klient indywidualny nie ma rabatu na kuriera). Wychodzi na to, że zgodnie z przygotowywanymi przepisami sklep internetowy będzie musiał zwrócić klientowi 265zł. Za tyle kupi parę spodenek, po sezonie, które będzie mógł sprzedać z minimum 50% przeceną kolejnemu klientowi, który może przecież zrobić to samo. Odzież to i tak jedna wysokomarżowa branża. Już sobie wyobrażam co zrobią sklepy internetowe z elektroniką, dla których sama możliwość zwrotu po 3 miesiącach była by zabójcza, ale totalnie zabójcze będą koszty odesłania np. lodówki przez indywidualnego klienta.

Kiedy się nad tym zastanawiam to aż trudno mi się powstrzymać od przekonania, że ktoś celowo zmienia te przepisy i wcale nie w celu ochrony kupujących. Rozwalenie handlu internetowego spowoduje bowiem powrót do regionalnych wyłączności poszczególnych firm na różne marki, monopoli i astronomicznych marż. Komu zatem przeszkadzają sklepy internetowe? A czy myślicie, że tacy świadomi klienci jak ja, chodzący po Media Markt z iPhonami i porównującymi ceny (patrz post „Promocja to tylko promocja, więc zawsze sprawdzaj ceny w necie”) nie działają na nerwy sklepowi, który w przeszłości zarabiał ile chciał na tym co sprzedawał? Przecież te firmy żyły sobie kiedyś jak pączek w maśle, kiedyś ... zanim pojawiły się sklepy internetowe oferujące większy wybór i dużo taniej.

Tylko zaraz, pomyślisz, coś się nie zgadza – żeby sieci handlowe wprowadziły przepisy szkodzące sklepom internetowym, trzeba skorumpować parlament europejski. Więc po pierwsze nie skorumpować, tylko zlobbować (bo lepiej brzmi), a po drugie nie jest to wcale trudne. Polecam artykuł sprzed kilku dni z Newsweeka pt. „Europarlament gniazdem korupcji” w którym czytamy „Newsweek: Poprawki do ważnych regulacji dotyczących sektora finansowego, napisane przez panią i pani kolegów, znalazły się w oficjalnych dokumentach Parlamentu Europejskiego i czekają na rozpatrzenie. Jak się pani czuje jako ustawodawca?

Claire Newell: Dziwnie. Mam nadzieję, że parlament szybko usunie napisane przez nas poprawki.”

A więc jeżeli nawet tylko jedna sieć supermarketów wkurzyła się wystarczająco na sklepy internetowe i przy tym nie ma ochoty na konkurowanie z nimi w Internecie, to stać ją na lobbing w tej cenie, czyli kulturalnie zwaną korupcję i zniszczenie konkurencji jednym strzałem.

A zatem wszyscy sprzedawcy internetowi, którzy myślą, że jakoś to zawsze będzie, że wcale nie może być tak źle zastanówcie się czy na prawdę? Przecież już raz zrobiono to na małą skalę w Polsce z aptekami internetowymi. Teraz dzieje się to w skali maxi. Nie sądzę przy tym, aby nasz dzielny rząd zajęty ważniejszymi grupami społecznymi jak pielęgniarki czy górnicy, chciał walczyć z Parlamentem Europejskim o sprzedawców internetowych, których utożsamia z szarą strefą na Allegro.

W konfrontacji z takimi problemami, pojedyncze sklepy internetowe nie mają szans. Natomiast zrzeszając się już tak. Warto zatem ponownie wysłuchać filmów takich jak np. Zamieszczone poniżej z Shocamp w Krakowie (patrz http://vimeo.com/21930791 oraz http://vimeo.com/21957818) podczas których przedstawiana jest idea Stowarzyszenia Sklepów Internetowych. I to proponuję tematu nie przegadać, tylko żywo brać się do pracy. Czy w przeciwnym razie na pogrom będzie trzeba czekać długo? „Nowe przepisy przeszły już przez pierwsze czytanie w Parlamencie Europejskim. Zwykła procedura legislacyjna – przez jaką przechodzi dokument – zakłada dwa czytania i ewentualnie trzecie po zakończeniu tzw. procedury pojednawczej. Jeśli prace nie będą opóźniane, to dyrektywa zostanie uchwalona jeszcze w tym roku.

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci