Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Wpisy otagowane : e-mail

Fejsbukizacja społeczeństwa

pfornalski

Od kilku miesięcy zmniejsza mi się czas spędzany na Facebooku. Ba, od kilku tygodni mam wręcz do niego awersję. Nie chodzi tu bynajmniej o reklamy, timeline czy inne zabiegi twórców serwisu aby mnie zatrzymać na dłużej. Oczywiście na Facebook jestem obecny, nawet publikuję informacje. Nadal też uważam, że to świetny system komunikacyjny. Bynajmniej jest on dla mnie tym, czym jest oglądanie gazety Fakt – tanią i tępą beletrystyką.

Na początku sądziłem, że to ze mną jest coś nie tak, że jestem jakiś dziwny. Kiedyś byłem wielkim fanem Facebooka, a dzisiaj zaliczam go niczym osoba, która z obrzydzeniem ogląda polskie wiadomości polityczne w TVPaństwowej. Zacząłem obserwować sposób w jaki wielu moich znajomych przebywa na Facebooku i jak go używa. Większość z nich, po prostu się na niego gapi, bezmyślnie przeglądając każdą opublikowaną przez znajomych bzdurę. Taki system działa dosyć dobrze, pod warunkiem, że nie masz zbyt wielu znajomych. Wtedy jaskrawość bezmyślności większości postów staje się nader jaskrawa. Z moich obserwacji wynika, że mój News feed (po wielu latach trenowania go, że wszelkie informacje z gier mają być odfiltrowywane) składa się głównie z:

  • Zdjęć nic mi nie mówiących – np. mój bobas. Nie mówię tu o pojedynczym zdjęciu, że komuś urodziło się dziecko.

  • Zdjęć obiadów i innych posiłków – no fajnie, ale zrobiłeś tylko sałatkę grecką i to tandetnie. Po co umieszczać ją na moim news feed?

  • Nic nie mówiących wpisów - „Dzisiaj miałem ciekawe przemyślenia” - i co? Mam się zapytać w komentarzu dlaczego, abyś napisał?

  • Powielanych w kółko tych samych wirali, za to bez osobistego komentarza jak się na tą sprawę zapatrujesz

W efekcie, Facebook zamiast poszerzać moją wiedzę o świecie zaczął ją zawężać. Zresztą mam wrażenie, że sam Facebook to obserwuje i jego inteligentne algorytmy wyświetlają mi już niemal tylko to samo co moje RSSy. Mam obecnie 563 znajomych dodanych i to są rzeczywiście moi znajomi. Osoby zainteresowane tym co publikuję mogą mnie subskrybować i takich osób mam 207. A zatem 563 znajomych powinno opublikować coś ciekawego? Otóż wychodzi na to, że stosunek czasu spędzanego na czytanie bzdur do ilości znalezionych ciekawych rzeczy jest tak niewielki, że zwyczajnie inwestowanie mojego czasu w Facebooka się nie opłaca. Zresztą po co dzisiaj szukać samodzielnie informacji, czy nawet poszukać w przeszłości odpowiedzi. Facebookiem żyje się tu i teraz. Jeżeli nie mam czegoś na News feed to po prostu zapytam się znajomych i niech oni mi wskażą odpowiedź. Tylko, że już pod takimi prośbami coraz mniej jest odpowiedzi, bo przywykliśmy do gotowych odpowiedzi, powielania schematów. I przyznam, że nawet ja w to wpadałem systematycznie używając Facebooka.

Potem przeczytałem o czymś takim jak bańka poznawcza (Filter Bubble – patrz wystąpienie Eli Pariser na TED). Rysa na szkle została zrobiona i zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem Facebook mnie nie ogłupia, sprowadzając do czytania tego co już wszyscy wiedzą i przetworzonego do 1-10 wyrazowych tekstów? Zresztą nie obrażając nikogo, ale średnia inteligencja jest niższa od poziomu elity i wyższa od poziomu ogółu. Stąd zacząłem po prawie 2 letniej przerwie zamiast spędzać czas na Facebooku, znowu czytać książki. I wiesz co? Im więcej ich czytam, tym mniejszą ochotę mam na czytanie Facebooka. Czemu? Bo na przygotowanie książki autor poświęca co najmniej kilka lat swojego życia. Tekst jest wielokrotnie redagowany, upraszczany, badany itp. Dzięki temu wydając na książkę 30-50zł kupuję ogromną ilość wiedzy. Czytając Facebooka, nic za niego nie płacę, ale przemyślenia powstają krócej niż trwa ich czytanie. I oto cała różnica. Publikowanie na Facebooku, nic nie kosztuje. Każdy może pisać co chce, bez szanowania czasu innych. Średnia ilość czasu jaką spędza użytkownik Facebooka oglądając sałatki, dzieci i inne głupoty wynosi 8 godzin na tydzień. A ponieważ na oko połowa użytkowników prawie nic nie pisze i nie czyta, możemy przyjąć, że aktywny użytkownik Facebooka spędza 16 godzin tygodniowo na jego czytaniu, pardon oglądaniu. Oznacza to, że skracając czas do 2 godzin, byłby w stanie czytać około 1-2 książek na miesiąc. Oczywiście, nie samymi książkami człowiek żyje, bo wiedza w nich jest skondensowana, ale i zazwyczaj niezbyt aktualna. Dlatego moja dieta na tą chwilę wygląda mniej więcej tak:

  • Facebook – przeglądam go 1 raz dziennie w celach prywatnych i 2-3 razy dziennie w celach służbowych. Wchodzi w to publikowanie informacji o IAI, odpowiedzi na komentarze użytkowników, śledzenie paru grup – łącznie nie przekracza to 15 minut dziennie, przy czym w weekendy w ogóle nie zaglądam na Facebooka.

  • E-maile – to główne źródło informacji bieżących – na nie spędzam nawet 4 godziny dziennie, w weekendy głównie sprawdzam je na iPhone spędzając około 15 minut. Lubię takie podsumowania jak tygodniowe podsumowanie z Wykop.pl Dzięki niemu zamiast siedzieć w kółko w serwisie, dostaję zbiór kilku najlepszych materiałów, które mogę obejrzeć w wolnej chwili.

  • RSS – to dla mnie główne źródło wiadomości. Po co mam śledzić Facebook, aby wiedzieć czy moje ulubione blogi i serwisy coś opublikowały? Na czytanie RSS spędzam nawet 30 minut dziennie, a weekendy około godziny.

  • Strony WWW i Filmy np. z Youtube– materiały z książek staram się zawsze pogłębiać o czytanie stron producentów softu, hardware itp. Robię to zazwyczaj poza godzinami biurowymi, zamiast przysłowiowego „M jak miłość”. Pomaga mi w tym „Reading List” który synchronizuje mi się pomiędzy Safari na Mac i iPhone. Dzięki temu jak na coś natrafiam ciekawego, a nie mam czasu tego przeczytać, dodaję do Reading List i czytam w wolnej chwili. Ponieważ lista prawie nigdy nie jest pusta, po prostu otwieram ją i czytam lub oglądam coś pierwszego z listy. Zalecam przy tym czytanie serwisów tematycznych. Dlatego np. Webhosting.pl czy eKomercyjnie.pl zwiedzam przynajmniej raz w tygodniu.

  • Książki – czytam je przeciętnie około 6 godzin tygodniowo.

Dzięki tak urozmaiconej diecie mam pewność, że nie zostaję sprowadzony do średniej inteligencji ludzi, których spotkałem i mogę mieć zawsze odmienne spojrzenie. A przecież aby stworzyć dobry produkt, trzeba mieć odmienne spojrzenie. Mam też poczucie elitarności, w której Ci co piszą coś sami i mają coś więcej do powiedzenia niż „A widziałeś na fejsie zdjęcie Janka pod piramidami?”, są w coraz bardziej elitarnym klubie.

I na koniec może banał, ale również prośba do czytelników tego bloga – nie komentujcie postów na blogach, których nie przeczytaliście do końca plus nie przeczytaliście komentarzy. Rozumiem, że Facebook przyzwyczaja do tego, że szybciej jest coś napisać, niż przeczytać, ale komentarze zaczynające się od „nie wiem czy ktoś o tym już pisał, bo nie chce mi się czytać tych wszystkich komentarzy, ale ...” są żałosne i raczej świadczą o niskim intelekcie. Po co piszesz komentarze, skoro nie czytasz komentarzy innych? Nie jest niczym złym niedoczytanie artykułu do końca. Ja jednak nigdy nie komentuję artykułu, którego nie przeczytałem do końca.

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci