Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Wpisy otagowane : iphone

iPhone wzbudził postrach w sądzie

pfornalski

Tak się złożyło, że dzisiaj musiałem być w sądzie. Podczas sprawy, robiłem jak zawsze notatki w moim iPhone. Przecież nie będę jak wieśniak humanista biegał z kartką i długopisem. Kiedy przyszła kolej na przesłuchanie mnie w sprawie, położyłem na mównicy iPhone. Sędzina mało palpitacji serca nie dostała. Co ja za urządzeniami się podczas sprawy posługuję i w jakim celu. Mówię spokojnie, że to tylko mój telefon w którym robiłem notatki. Kolejną minutę tłumaczyłem czemu robię to w telefonie a nie na kartkach. Przez chwilę po głowie przeszła mi scena z filmu The Social Network i tekst „Od kiedy napisałem maturę długopisem, na papierze kancelaryjnym w kratkę, moje życie może wreszcie być zapisywane na klawiaturze i brzydzę się analogowym pismem.” Ale wybrałem wersję soft i wytłumaczenie, że to dla mnie lepsze i wygodniejsze. Nadal to nie trafiało do sądu, który uważał że robię jaką fanaberię. Na co mówię „Przecież pani protokolantka też robi zapisy na komputerze”. Na co usłyszałem „To jest protokół, a nie zapisy.” Koniec końców, sędzina zezwoliła na posługiwanie się tajemną technologią, która zapisała moje notatki. Nie obyło się jednak bez zapisu w protokole.

Sąd: Proszę podać nazwę urządzenia z którym Pan się stawił na sprawie?.
Ja: Wysoki sądzie to jest iPhone.
Sąd: Proszę zaprotokołować, że Pan Paweł Fornalski stawił się na sprawę z urządzeniem zwanym „ajfon” i dopuszczam do używania go w sprawie.

Więc chyba jeszcze trochę przed nami, zanim tablety i smartfony rzeczywiście wyeliminują papier.

Mobilne mity i zubibony - Aplikacje vs. Strony mobilne cz. 2

pfornalski

Czasami jestem pytany „Czemu w IAI nie zrobicie aplikacji na iPhone/Android do sklepu internetowego?”. Złośliwi wietrząc słabość potrafią dodać „Przecież ktoś tam już zrobił taki sklep i czy to oznacza, że zostaliście z tyłu?”. Otóż odpowiadając wszystkim tym, których ten temat interesuje – nie uważam abyśmy w IAI zostali z tyłu. Co więcej, patrząc na najlepszego w branży, czyli Google, uważam że trzymanie się wersji mobilnej w oparciu o specjalnie przygotowany HTML jest znacznie lepszym rozwiązaniem niż pisanie aplikacji binarnej. Sam jak kupiłem 2 lata temu iPhone, zdziwiłem się, że nie ma aplikacji do obsługi Aplikacji Google przez aplikację binarną. Tymczasem jak zgłębiłem temat, okazało się, że nie jest to w ogóle potrzebne, bo Google przygotowuje osobne wersje swoich stron pod iPhone, co działa wyśmienicie. Od tej pory do tych aplikacji, mam dodane ikonki na pulpicie iPhone i nie tęsknię za aplikacjami binarnymi. Są oczywiście zastosowania, w których nie da się obyć bez aplikacji tjnp. Google Earth na iPhone. Wiadomo, że obracanie obrazów będzie szybsze w aplikacji binarnej niż JavaScript w przeglądarce mobilnej.

Zdjęcie pochodzi z aplikacji Mobilnej firmy Zara. Jak widać, przy braku połączenia z Internetem aplikacja też nie ruszy :)

 

Zdjęcie pochodzi z aplikacji Mobilnej firmy Zara. Jak widać, przy braku połączenia z Internetem aplikacja też nie ruszy :)

 

Oto długa lista powodów dla których strona w wersji mobilnej jest lepsza:

  1. Na stronie dane są zawsze aktualne – w zasadzie na tym jednym powodzie mógłbym skończyć. Zmiana ceny towaru, powoduje od razu jego zmianę w koszyku u klienta. Tymczasem jak wytłumaczymy klientowi, że nie możemy mu sprzedać tego towaru, bo wtedy gdy pobrał dane był w promocji, ale teraz już nie jest, albo że już go nie mamy?

  2. Strony nie trzeba instalować – strona po prostu jest – czyż nie dlatego Gmail wygrał z programami pocztowymi?

  3. Stronę przygotowujemy raz i w niewielkim stopniu dostosowujemy ją do różnych urządzeń mobilnych. Aplikacja na iPhone, będzie musiała być przeportowana osobno na Androida (w której wersji), BlackBerry, Windows Phone 7 itp. Stać Cię na to?

  4. Stronę można zaktualizować zawsze – aplikację musi zaktualizować użytkownik, a my musimy zapewnić prawidłową obsługę wszystkich starych wersji

  5. Stronę możemy zmieniać live, a dane pobierane do pamięci komórki i stamtąd odtwarzane aktualizuje się raz na jakiś czas (inaczej nic klient nie zyska na aktualizowaniu live)

  6. Stronę można otworzyć od razu, aplikację trzeba odszukać w sklepie z aplikacjami, pobrać od kilku do kilkudziesięciu megabajtów.

  7. Strona nie obciąża pamięci stałej urządzenia mobilnego – cache stron zarządzany jest przez przeglądarkę mobilną, podczas gdy nawet nieużywana aplikacja pobierająca dane na dysk urządzenia mobilnego, będzie zajmowała cały czas ten dysk. Przy okazji jak myślisz, co skasuje Twój klient, gdy nie będzie mógł wgrać super-empetrójki, którą właśnie chce przerzucić, bo mu się skończyło miejsce?

  8. Strona jest bezpieczniejsza – napisanie bezpiecznej i stabilnej aplikacji wymaga nie lada wysiłku i kosztów. W przypadku strony, debugowanie i stabilność są proste do zapewnienia.

  9. Strona lepiej integruje się z naszym normalnym sklepem. Klient zapamiętuje tylko jeden adres i nim się posługuje. Dobrze napisany system sklepu internetowego, wykryje czy klient łączy się urządzeniem mobilnym i przerzuci go na taką wersję lub odwrotnie. Przynajmniej tak działa maska mobilna sklepu internetowego IAI, ale tak powinny działać wszystkie sklepy mobile-ready. Poza tym klient może chcieć wymusić wyświetlanie normalnej strony w jego przeglądarce (np. po kliknięciu osobnego linka).

  10. Strona umożliwia podpięcie wszystkich rodzajów płatności – póki co nie są mi nawet znane próby operatorów płatności internetowych w Polsce, którzy mieli by np. pozwalać na wbudowanie przedpłat w aplikacje. A zatem aplikacja musiała by wymagać albo podania numeru karty kredytowej (co jak wiemy w Polsce nie spotka się z dużym entuzjazmem) albo umożliwiać zakupy za pobraniem. A co z płatnościami internetowymi, które stanowią olbrzymi rynek?

Widok w iPhone na mobilną stronę przygotowaną w IAI-Shop.com dla sklepu Rockmetalshop.pl

Widok na stronę w wersji mobilnej (produkcja w oparciu o indywidualizowany sklep internetowy mobilny), otwartej w Safari na iPhone. Jak widać została ona przygotowana pod pracę mobilną (scrollowanie, wyraźne duże przyciski).

 

A oto jeszcze lista mitów dotyczących aplikacji binarnych dla internetowych sklepów mobilnych:

  1. Aplikację można dodać na pulpit – stronę na iPhone też można dodać na pulpit. Robi się to tak jak dodaje do ulubionych, tylko wybiera się dodanie ikony na pulpit.

  2. W Aplikacjach można wyłączyć pasek adresu dzięki czemu cały ekran można wykorzystać – w stronach zoptymalizowanych mobilnie też można to zrobić poprzez JavaScript. Funkcję taką posiada maska mobilna sklepu internetowego IAI.

  3. Aplikacja jest szybsza – szybszy jest tylko interfejs, którego nie trzeba ściągać. Strona również ma buforowane stałe elementy, a do tego pobieramy to czego potrzebujemy. Jednak Aplikacja pobiera wszystko na raz np. kilkadziesiąt megabajtów danych o towarach i zdjęcia.

  4. Napisanie Aplikacji nie jest takie drogie – bzdura. Napisanie dobrej aplikacji jest horrendalnie drogie. Tanie jest zastosowanie gotowca, który będzie wyglądał szablonowo i nie umożliwi pracy asynchronicznej. Po co narażać się na niedogodności posiadania aplikacji (patrz wcześniejsza lista) aby następnie aplikacja była nakładką na stronę?

Aplikacja sklepu Zaraz - oczywiście potrafi robić coś czego póki co strony nie robią, czyli lokalizować najbliższy sklep Zara

Zdjęcie pochodzi z aplikacji Mobilnej firmy Zara. Jak widać robi ona jedną fajną rzecz, której póki co przeglądarki jeszcze nie robią, a więc geolokalizuje użytkownika. W tym przypadku odnajdywany jest najbliższy sklep Zara. Jeżeli jednak wczytasz się w specyfikację HTML5 znajdziesz w nim funkcje geolokalizacyjne, które zapewne już wkrótce pozwolą na realizację takich funkcji przez JavaScript.

Nie dzielę kalendarzy na prywatny i służbowy - to nie ma sensu

pfornalski

Jeżeli prowadzisz swoją firmę lub rzeczywiście utożsamiasz się z pracą w firmie w której pracujesz dzielenie kalendarza na prywatny i służbowy nie ma sensu. Serio.

Wcześniej czytałem takie przemyślenia innych menedżerów i przytakiwałem im, ale miałem kilka kalendarzy, zbiorów kontaktów itp. Zrozumiałem bezsens takiego dzielenia gdy przesiadałem się na iPhone, którego synchronizuję przez protokół MS Exchange z Google Calendar. I niestety, kiedy to robiłem można było synchronizować tylko jeden kalendarz. Ponieważ wcześniej używałem Thunderbird z Lightning (dodatek do prowadzenia kalendarza), wyeksportowałem do pliku poszczególne kalendarze z Lighting: Prywatny, IAI, Hip-Hop.pl, hokej itp. i zaimportowałem je do Google Caneldar. W wyniku tej operacji powstał jeden kalendarz. To samo zrobiłem z kontaktami. Od tej pory mojej uwagi w ogóle nie zajmuje segregowanie mojego życia na prywatny, służbowy itp. Ten system działa u mnie od 2 lat, więc czas podzielić się z Tobą moimi przemyśleniami.

Jeżeli jednak zastanowisz się nad tym głębiej, staramy się dokonać takiego segregowania w wielu innych aspektach. Staramy się dzielić czas na prywatny i służbowy. Tym czasem telefon komórkowy i Internet zatarły granice pomiędzy tym co prywatne i służbowe. Czy jeżeli piszę tego bloga to działam służbowo czy prywatnie? Co złego w odebraniu na krótką rozmowę telefonu od mamy kiedy jestem w firmie i co złego w odebraniu telefonu od klienta po pracy, aby poprosić go aby zadzwonił jutro o 10:00? Czy jeżeli dostaję za poprowadzenie jakiegoś wykładu 1000zł to czy robię to prywatnie czy służbowo, zwłaszcza gdy opowiadam o moich przemyśleniach które zdobyłem prowadząc IAI?

Dzielenie czasu na prywatny i służbowy zupełnie nie ma sensu. Im bardziej starasz się to robić, tym więcej energii tracisz niepotrzebnie i dzielisz się na 2 osoby: służbową i prywatną. A przecież nie nazywam się Paweł IAI Fornalski, Paweł Hip-Hop.pl Fornalski i Praweł Krzysztof Fornalski tylko mam jedno imię i nazwisko i 24 godziny na dobę, które staram się wykorzystać maksymalnie efektywnie. Dlatego jeżeli mogę załatwić sprawę w urzędzie o 13:00 gdy inne osoby są w biurze i nie muszę czekać w kolejce, robię to o 13:00, zamiast siedzieć w biurze. Za to jeżeli jakiś partner technologiczny w drodze nad morze na majowy wypad z rodziną będzie mógł się ze mną spotkać w sobotę o 13:00 – spotkam się z nim w sobotę o 13:00. Po co mam dzielić czas na dwie kupki jak jakiś robotnik azbestu w fabryce, podbijający tępo kartę zegarową o 9:00 i wychodzić o 17:00? Działam wtedy gdy jest to najbardziej efektywne. Gdy jestem zmęczony, odpoczywam, gdy mam ochotę popracować w niedzielę na laptopie, bo czekam na to aż pralka skończy pranie, to po prostu to robię. Nie zastanawiam się czy w niedzielę wypada pracować, czy nie. Jestem dzięki temu po prostu szczęśliwszy.

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci