Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Wpisy otagowane : parlament-europejski

Parlament Europejski chce zniszczyć sprzedaż internetową?

pfornalski

W niektórych serwisach gdzieś na dole, pojawiły się niepozornie, przedrukowane informacje o tym, że Parlament Europejski pracuje nad nowymi przepisami, które mają rzekomo chronić kupujących. Przepisane oczywiście bez zrozumienia. Nie zauważyłem też aby zająknął się o tym jakiś znany bloger czy fora e-commerce. Przykład takiej notki można przeczytać np. w e-prawnik.pl. Wśród pozornie mało istotnych zmian jak wydłużenie czasu na zwrot towarów bez podania przyczyny do 14 dni, można znaleźć taki pasztet: „Zwracając niechciane zakupy opłacimy więc jedynie odesłanie przedmiotu – ale też nie zawsze. Według nowych przepisów konsument nie pokrywa tych kosztów, jeżeli przedsiębiorca zgodził się w umowie na ich pokrycie lub jeżeli cena odsyłanych towarów przekracza wartość 40 euro. Przy zakupach na kwotę przekraczającą około 160 zł zwrot będzie zatem praktycznie darmowy.”. Jest jeszcze więcej bezsensów jak propozycja Rady Europy do prawa zwrotu niechcianego towaru przez 3 miesiące.

Co w praktyce oznacza jednak zapis o zwrocie kosztu odesłania? Podam przykład. Załóżmy że masz sklep odzieżowy i sprzedajesz krótkie spodenki w cenie 200zł za sztukę. Twój sklep ma soczystą 30% marżę, a więc 60zł. Sklep internetowy płaci za wysłanie przesyłki tylko 15zł, przerzuca te 15zł na klienta. Klient płaci 215zł za spodenki i przesyłkę w czerwcu. Mijają prawie 3 miesiące, mamy wrzesień za oknem, zaczyna wiać i padać. Klient stwierdza, „przez całe lato nie miałem okazji ubrać nowych spodenek, oddam je bo za rok będą niemodne”. Odsyła je do sklepu kurierem, z ubezpieczeniem (żeby na pewno nie zginęły) i z ekspresem (żeby nie musiał czekać 1 dodatkowy dzień). Tym razem przesyłka kosztuje 50zł (klient indywidualny nie ma rabatu na kuriera). Wychodzi na to, że zgodnie z przygotowywanymi przepisami sklep internetowy będzie musiał zwrócić klientowi 265zł. Za tyle kupi parę spodenek, po sezonie, które będzie mógł sprzedać z minimum 50% przeceną kolejnemu klientowi, który może przecież zrobić to samo. Odzież to i tak jedna wysokomarżowa branża. Już sobie wyobrażam co zrobią sklepy internetowe z elektroniką, dla których sama możliwość zwrotu po 3 miesiącach była by zabójcza, ale totalnie zabójcze będą koszty odesłania np. lodówki przez indywidualnego klienta.

Kiedy się nad tym zastanawiam to aż trudno mi się powstrzymać od przekonania, że ktoś celowo zmienia te przepisy i wcale nie w celu ochrony kupujących. Rozwalenie handlu internetowego spowoduje bowiem powrót do regionalnych wyłączności poszczególnych firm na różne marki, monopoli i astronomicznych marż. Komu zatem przeszkadzają sklepy internetowe? A czy myślicie, że tacy świadomi klienci jak ja, chodzący po Media Markt z iPhonami i porównującymi ceny (patrz post „Promocja to tylko promocja, więc zawsze sprawdzaj ceny w necie”) nie działają na nerwy sklepowi, który w przeszłości zarabiał ile chciał na tym co sprzedawał? Przecież te firmy żyły sobie kiedyś jak pączek w maśle, kiedyś ... zanim pojawiły się sklepy internetowe oferujące większy wybór i dużo taniej.

Tylko zaraz, pomyślisz, coś się nie zgadza – żeby sieci handlowe wprowadziły przepisy szkodzące sklepom internetowym, trzeba skorumpować parlament europejski. Więc po pierwsze nie skorumpować, tylko zlobbować (bo lepiej brzmi), a po drugie nie jest to wcale trudne. Polecam artykuł sprzed kilku dni z Newsweeka pt. „Europarlament gniazdem korupcji” w którym czytamy „Newsweek: Poprawki do ważnych regulacji dotyczących sektora finansowego, napisane przez panią i pani kolegów, znalazły się w oficjalnych dokumentach Parlamentu Europejskiego i czekają na rozpatrzenie. Jak się pani czuje jako ustawodawca?

Claire Newell: Dziwnie. Mam nadzieję, że parlament szybko usunie napisane przez nas poprawki.”

A więc jeżeli nawet tylko jedna sieć supermarketów wkurzyła się wystarczająco na sklepy internetowe i przy tym nie ma ochoty na konkurowanie z nimi w Internecie, to stać ją na lobbing w tej cenie, czyli kulturalnie zwaną korupcję i zniszczenie konkurencji jednym strzałem.

A zatem wszyscy sprzedawcy internetowi, którzy myślą, że jakoś to zawsze będzie, że wcale nie może być tak źle zastanówcie się czy na prawdę? Przecież już raz zrobiono to na małą skalę w Polsce z aptekami internetowymi. Teraz dzieje się to w skali maxi. Nie sądzę przy tym, aby nasz dzielny rząd zajęty ważniejszymi grupami społecznymi jak pielęgniarki czy górnicy, chciał walczyć z Parlamentem Europejskim o sprzedawców internetowych, których utożsamia z szarą strefą na Allegro.

W konfrontacji z takimi problemami, pojedyncze sklepy internetowe nie mają szans. Natomiast zrzeszając się już tak. Warto zatem ponownie wysłuchać filmów takich jak np. Zamieszczone poniżej z Shocamp w Krakowie (patrz http://vimeo.com/21930791 oraz http://vimeo.com/21957818) podczas których przedstawiana jest idea Stowarzyszenia Sklepów Internetowych. I to proponuję tematu nie przegadać, tylko żywo brać się do pracy. Czy w przeciwnym razie na pogrom będzie trzeba czekać długo? „Nowe przepisy przeszły już przez pierwsze czytanie w Parlamencie Europejskim. Zwykła procedura legislacyjna – przez jaką przechodzi dokument – zakłada dwa czytania i ewentualnie trzecie po zakończeniu tzw. procedury pojednawczej. Jeśli prace nie będą opóźniane, to dyrektywa zostanie uchwalona jeszcze w tym roku.

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci