Nazywam się Paweł Fornalski i jestem założycielem i głównym architektem znanej aplikacji do prowadzenia sklepów i hurtowni internetowych - IAI-Shop.com.
Na blogu tym chciałbym w oderwaniu od firmy IAI S.A. www.iai-sa.com przedstawiać moje subiektywne opinie na tematy związane z polskim e-commerce, e-business i nowoczesnym prowadzeniem firmy. W przypadku pytań służę pomocą: pfornalski*at*iai-sa.com
Recenzja książki "Jak założyć skuteczny i dochodowy sklep internetowy"
Recenzja nieco spóźniona, ale w drugiej połowie roku 2009 Wojciech Kyciak (patrz http://ecommerce.blox.pl) napisał drugą edycję swojej książki, poradnika dla otwierających i prowadzących sklepy internetowe. Książka jest inna niż pierwsza edycja, co autor podkreśla w wielu miejscach książki. Moim zdaniem to dobrze, że jest inna, ponieważ nie do końca byłem fanem pierwszej edycji. Tą jednak polecam i w sumie piszę recenzję jako głos aprobaty niż gorącą wiadomość z pierwszej ręki.
W drugiej edycji, Wojciech przyjął zupełnie inną strategię, zamiast wchodzić w szczegóły, które szybko się deaktualizują lub popełni się błędy merytoryczne, skupił się jedynie na zasygnalizowaniu pewnych tematów. Mi osobiście podoba się najbardziej część w której omawia kwestie strategiczne. W książce znalazły się także rozdziały na temat użyteczności (bardzo krótko), logistyki, usprawniania sklepu, relacji z kurierami i klientami. Ciekawym uzupełnieniem jest mini-poradnik prawny z zagadnień związanych z prowadzeniem sklepu umieszczony na końcu książki.
Książkę tą mogę zdecydowanie polecić wszystkim tym, którzy na forum Heliona piszą kolejne posty pt. "Jestem nowy, od czego mam zacząć?". Książka wyczuli początkujących na wiele istotnych kwestii, z których nie zdają sobie sprawy nawet prowadzący sklepy dopiero parę miesięcy. Wadą książki jest z pewnością jej objętość. Wiele tematów potraktowanych jest zbyt pobieżnie, aby było to jedyne źródło wiedzy dlapoczątkujących klientów. W cenie poniżej 35zł otrzyma się jednak bryk, który może uchronić przed wieloma błędami. A szczegóły trzeba będzie już niestety wygooglać w Internecie.
Na koniec dodam z satysfakcją, że jest to jedna z nielicznych książek z którą zgadzam się prawie w 100%. Oznacza to tyle, że wszyscy Ci, którzy zadadzą mi pytanie jak otworzyć sklep zostaną skierowani do tej książki. Wojciech Kyciak pisze w książce, że kluczem powodzenia sklepu Internetowego jest to, czy oferta jest atrakcyjna i sklep buduje relacje z klientami, a od strony technicznej sklep ma działać sprawnie i nieprzeszkadzać w zakupach. Fajnie, że nie tylko ja tak uważam. Fakt jest taki, że w pogoni za nowinkami, gadżetami, niektórzy pracujący w sklepach zapominają po co i dla kogo właściwie prowadzą swoje sklepy (patrz mój post "Klasyczny mit sprzedawcy Cadillaców").
Film z WUD - Co należy uwzględnić projektując hurtownię internetową i sklep internetowy?
Witaj w ostatnim poście w roku 2009r.
Dzisiaj chciałem podzielić się linkiem, który otrzymałem od organizatorów World Usability Day linka do materiałów z mojej prelekcji, którą wygłosiłem gościnnie w ramach tego programu. Nagranie zostało schwycone przez organizatorów 9 listopada 2009r. w budynku Szczecińskiegno WNEiZ.
W ramach prezentacji, której treść wklejam poniżej starałem się wytłumaczyć główne aspekty tego jak należy zaprojektować witrynę handlową aby po prostu spełniałą swoje zadanie.
W której omawiam różne elementy stron handlowych hurtownii internetowych (B2B). Są to doświadczenia zgromadzone na podstawie paru lat w ciągu których wdrożyliśmy licznie sklepy i hurtownie internetowe.
Jest studium przypadku witryn kilku firm odzieżowych, niezwiązanych z IAI-Shop.com. Są to witryny Polskie i zagraniczne. Pokazuję w sposób dosyć krytyczny jakie błędy popełniono.
Zapraszam do oglądania. Film można odtworzyć kilkając na kamerkę obok mojego nazwiska na stronie http://www.worldusabilitydaytour.pl/program.xml Naturalnie zapraszam do oglądania filmów z prezentacji innych prelegentów.
Po poście "Zarządzanie kosztami przesyłki", otrzymałem wiele pozytywnych komentarzy, aby więcej postów tego typu tworzyć. Ponieważ kończy się tydzień odpoczynku i medialnego wariactwa po IPO, postanowiłem podzielić się kolejnymi spostrzeżeniami dotyczącymi marketingu sklepu internetoego.
Program lojalnościowy (punktowy) jest bardzo popularnym narzędziem, włączanym w wielu sklepach internetowych IAI-Shop.com. Narzędzie to używane jest jednak zazwyczaj błędnie. Jak sama nazwa wskazuje, program ten ma stymulować lojalność, poprzez przyznawanie punktów. W IAI-Shop.com program lojalnościowy aktualnie, jest to standardowy mechanizm, który łatwo może włączyć każdy posiadacz. Włączenie polega na odnalezieniu w dziale MARKETING narzędzia do Zarządzania programem lojalnościowym, a następnie ustawieniu jaki procent kwoty zamówienia w złotówkach (lub inną walutę w której ktoś prowadzi swój panel) będzie przeliczony na punkty. Jeżeli zatem klient złoży zamówienie na 102zł i procent wynosi 100%, wtedy klient otrzyma 102 punkty w programie lojalnościowym. Jeżeli ustawi się tę opcję na 10%, wtedy klient otrzyma 10,2 punktu w programie lojalnościowym. Następnie można w panelu śledzić saldo i historię punktów dla każdego klienta z osobna.
Do tego momentu program lojalnościowy nie sprawia problemów z rozumieniem. Natomiast to jest dopiero początek. Skoro program lojalnościowy, ma powodować, że klienci wracają, trzeba dać możliwość wydania zgromadzonych punktów. I większość sklepów robi ten błąd, że pozwalają po prostu płacić za zamówienie zgromadzonymi punktami. W IAI-Shop.com oczywiście jest taka możliwość, jako opcja typu "uruchom i zapomnij". Określa się tzw. kurs punktu, czyli ile punktów trzeba zgromadzić aby móc opłacić np. 100zł zamówienia. Jeżeli program lojalnościowy napisany jest źle, a w wielu systemach konkurentów widzę że tak jest, to można punkty zgromadzić i wydawać w jednym zamówieniu. Uzyskuje się po prostu system w którym oddaje się część przychodów, nie uzyskując żadnych sensownych korzyści.
Dużo ciekawszą formą wydawania punktów, znaną np. ze stacji benzynowych, jest możliwość kupowania produktów katalogowych. Wybrane produkty mają wtedy przypisane ceny w punktach. W sklepie internetowym, mogą to być np. produkty które się odłożyły przy zamówieniach just in time. Lepiej jednak, jeżeli sklep wykona jakieś fajne gadżety promocyjne z nadrukiem lub nawet posiada specjalne serie produktów. Oto kilka moich propozycji wykraczających poza standardowe długopisy, czapeczki, breloczki.
Porządne koszulki z fajnym nadrukiem np. zaprojektowanym w konkursie ogłoszonym wcześniej dla klientów i sympatyków
Produkty kupione w dużej ilości u dostawcy, w bardzo atrakcyjnej cenie
Produkty marki własnej sklepu
Produkty gratisowe i promocyjne, które otrzymaliśmy od naszego dostawcy
Materiały eksploatacyjne, na które klientom zazwyczaj żal pieniędzy
Produkty kolekcjonerskie - kolejne elementy kolekcji wprowadzane są w kolejnych miesiącach roku np. na wiosnę są to łyżki, latem widelce, a zimą noże, wszystkie z jednej kolekcji
W niektórych opracowaniach (np. książce W. Kyciaka) można znaleźć informację, że warto dać klientom możliwość wymieniania punktów na rabaty. Czyli np. po zgromadzeniu 1000 punktów może on wymienić punkty na rabat stały 1%. Osobiście uważam, że to zły pomysł, ponieważ gubi się sens programu lojalnościowego punktowego. Przydzielaniem takich rabatów zajmują się moduły programów progowych i kumulacyjnych (patrz mój post "Rabaty progowe i kumulacyjne"). Poza tym klienci stają przed dylematem, co mają zrobić, czy mieć później stały rabat czy może już teraz zamówić jakiś gadżet? Sklep tworzy obejście do swojego własnego systemu, w którym po prostu program lojalnościowy się opłaca. Przecież w wyniku kupowania za punkty pozbywamy się produktów na których nam zależy, takich które kupiliśmy za ułamek ceny sprzedaży lub takich które będą reklamowały twój sklep. W mojej ocenie warto podglądać wielkie koncerny, takie jak wymienione sieci stacji benzynowych.
O czym jeszcze należy pamiętać? Na pewno o odpowiedniej ekspozycji produktów możliwych do kupienia za punkty. Klienci powinni mieć możliwość wyświetlenia wszystkich produktów katalogowych. Nad listą produktów za punkty, warto umieścić tekst wyjaśniający krótko na czym polega program lojalnościowy, jak jest obliczana wartość punktów i co można z nimi zrobić. Jeżeli twój sklep będzie miał dobrą ofertę produktów za punkty, można pokusić się o możliwość wyłączania płacenia za całe zamówienie punktami. Możesz również przypisać produktom katalogowym za punkty normalnej ceny. Jeżeli jest to np. czapeczka z wyhaftowanym logo sklepu, można przecież do niej przypisać cenę 100zł. W ten sposób klient widzi, że produkt za 100zł może mieć również za 200 punktów, czyli po złożeniu zamówienia na 200zł. To zwiększa przekonanie, że program lojalnościowy jest czymś, w czym warto brać udział. Produkty ekskluzywne, kolekcjonerskie można dać wyłącznie za punkty. Zachęcam do eksperymentowania.
Innym aspektem będą punkty lojalnościowe w hurtowniach, gdzie marże są niewielkie. Zrozumiałą kwestią jest to, że przy wielkim obrocie, marża będzie bardzo niewielka. Stąd w IAI-Shop.com daliśmy możliwość określania procentowo ile z wartości zamówienia będzie przeznaczane na punkty osobno za zamówienia detaliczne i hurtowe. Na przykład za zamówienia detaliczne ustaw 100% wartości zamówienia było przeliczane na punkty, a w hurcie tylko 10%. W niektórych branżach może to być istotne, ponieważ produkty gratisowe zazwyczaj trafiają do osoby, która robi zaopatrzenie do firmy. To od jej decyzji zależy gdzie będzie kupowała np. materiały eksploatacyjne i warto z tą osobą żyć dobrze. Niektóre hurtownie dają nawet wyższe ceny niż konkurenci, a za to przeznaczają sporą część obrotu na wynagradzanie zaopatrzeniowców. W przypadku branży zaopatrzenia firm, daje to czasami świetne rezultaty.
Dobrze odbierany i używany świadomie przez klientów program lojalnościowy można wykorzystać w także w innych celach. Można np. premiować zakupy w słabych handlowo sezonach przeznaczając większy procent z wartości zamówienia na punkty. Można również premiować klientów za napisanie opinii lub inne działania przyczyniające się do poprawy wizerunku. Ważne przy takich premiach, aby klient nie był tylko mile zaskakiwany, ale informacja taka powinna być dodawana np. do newsletterów. Przypominajmy przy tej okazji jak fajne produkty można zdobyć w zamian za lojalność. To poprzez pragnienie posiadania tych produktów zachęcamy do ponownych zakupów.
Inną kwestią będą programy lojalnościowe tj. Payback. Organizują one program lojalnościowy dla wielu sklepów na raz. Może w przyszłości napiszę więcej o wadach i zaletach takich programów. Na tą chwilę warto tylko odnotować ich obecność i podkreślić, że ich stosowanie koliduje zazwyczaj z programem własnym sklepu internetowego.
Podsumowując, warto eksperymentować i podglądać największe systemy punktowe. Opisałem jak to wygląda od strony ustawień w IAI-Shop.com, więc w innych systemach jakaś opcja może nie być możliwa. Można w jej miejsce wprowadzić jakiś substytut. Natomiast jak widać, program lojalnościowy nie jest mechanizmem który będzie funkcjonował dobrze, bez gruntownego przemyślenia i przygotowania ze strony sklepu. Po prostu program, nie załatwi za nas dobrze zorganizowanego programu lojalnościowego, który ma zatrzymać klientów na długo poprzez wciąganie w grę. Jak zatem widać, program lojalnościowy wymaga sporych przygotowań, ale jest to wysiłek, który zdecydowanie może się opłacić.
Ufff, debiut za nami. Relacji ukazało się mnóstwo. Sporo fajnych zdjęc można znaleźć np. na e-biznes.pl/2009/12/iai-debiutuje-na-new-connect Poniżej wybrałem jedno, które prezentuje wzrost akcji do 4,64zł co dało ponad 81% wzrostu. Na wieść o tym na sali pojawiło się jeszcze więcej osób. Zważywszy na to, że w praktyce mieliśmy 2 dni na organizację wszystkiego wyszło na prawdę dobrze. Ci, którzy dostali zaproszenia i nie przybyli, mogą żałować.
Od jutra zaczyna się parę dni luzu i odpoczynku po 2 latach pracy. Od nowego roku ruszamy pełną parą.
Już na 100% wiem, że 16 grudnia będzie miał miejsce pierwszy dzień notowań akcji IAI S.A. na NewConnect (Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie). Zostało to potwierdzone Uchwałą Zarządu GPW nr 709/2009. Dzisiaj ukazał się już na Giełdzie pierwszy, historyczny, oznaczony numerem 1/2009 Raport Bieżący. Zaczynamy zatem życie w obiegu informacji giełdowych. Fajnie :)
Udało się nam. 2 lata pracy, setki godzin, dziesiątki spotkań, tysiące dokumentów i jesteśmy już na ostatniej prostej. Jak dobrze pójdzie, już w środę o 11:00 będę stał w Warszawie, w sali konferencyjnej GPW i wygłaszał 20 minutową uroczystą prezentację, po której nastąpi rozpoczęcie notowań IAI S.A.
Czy jestem zadowolony z takiego obrotu sprawy? I tak i nie. Jest to dzień wyjątkowy, uroczysty, o którym zapewne wielu z Was marzy. Natomiast życie robi takie figle, że w zasadzie dopiero w poniedziałek otrzymamy formalne potwierdzenie, że w środę nastąpi debiut. A więc nawet nie możemy wykorzystać pełni potencjału medialnego tego wydarzenia. Cóż, wygląda na to, że po prostu znowu mieliśmy pecha, bo Zarząd Giełdy rozpatrywał wniosek dłużej niż powinien plus wystąpiło kilka drobnych zdarzeń, które niebezpieczenie zbliżyły nas do sezonu martwego jakim są święta, a potem okres przedsylwestrowy. A więc środa jest ostatnim sensownym terminem, wolnym na debiut w tym roku. Wejście w kolejny oznaczało by przygotowanie nowych sprawozdań, opinii biegłych rewidentów i Dokumentu Informacyjnego przesuwając debiut na luty 2010, czego absolutnie nie chcieliśmy.
We wtorek jedziemy już z Sebastianem do Warszawy, nocujemy tam, wyskakując wieczorem na przysłowiowego drinka. W środę popołudniu będziemy już wracali do Szczecina. Potem święta, a po nich będę starał się przynajmniej na tydzień wziąć wolne. Przez przedłużający się debiut, odkładałem urlop i w efekcie nie odpocząłem ani jednego całego dnia poza dniami wolnymi od pracy od września tamtego roku, czyli 15 miesięcy. Tak właśnie wygląda rzeczywistość prezesa start-upu.
Czy uważam, że w takim razie było warto? Absolutnie, definitywnie tak. Za nic nie zamieniłbym tej przygody z robieniem czegokolwiek innego.
Post piszę z już opustoszałego biura. Chyba czas iść wreszcie do domu ;)
Z życia IAI: 2009-12-11 - tyle dokumentów trzeba było podpisać i wysłać do GPW. Wszystkie zostały wstępnie sprawdzone i uzgodnione elektronicznie. Została formalność, czyli podpisanie wszystkiego przeze mnie i Sebastiana, pod nadzorem Autoryzowanego Doradcy i wysłanie kurierem, tak aby w poniedziałek o 12:00 były już na stole Zarządu GPW.
Jak Energis robi ludzi w trąbę? O Business DSL w GTS słów gorzkich kilka
Czytałeś o naszych problemach z Neostradą przy przeprowadzce do nowego biura? Jeżeli nie to zapraszam do lektury nadal aktualnego posta "Ile rzeczy mogą spieprzyć w TP?". To już jednak było i minęło. Naturalnie po założeniu linii 2Mbps chcieliśmy zgodnie z zapowiedziami o możliwościach technicznych podnieść szybkość do 6Mbps, ale niestety, zawarta na 2 lata umowa uniemożliwiała nam to. Jeszcze przed zakończeniem okresu umowy telefony od TP urywały się, a kolejni konsultanci prześcigali się w dawaniu rabatów na Neostradę i telefon. Na szczęście od października mamy Neostradę z głowy.
Po Neostradzie, chcą współpracować z profesjonalną firmą, wybraliśmy produkt markowy i pozornie renomowany, a więc GTS Energis - Business DSL, z maksymalną prędkością, a więc 6Mbps. Samo podłączenie było koszmarem. Firma wysłała do nas technika, który nie wiedział jak podłączyć router DSL. W końcu stwierdził, że nasz jest dziwny, wyciągnął swój i go podłączył. Nadal nic nie działało, więc się zabrał i powiedział że wróci jutro dokończyć. Minęło półtorej roku i modem nadal leży, a serwisanta nie ma. Najlepsze jest jednak to, że nie podpisaliśmy protokołu odbioru. Nie przeszkadzało to GTS Energis od razu naliczać opłaty, a nawet naliczyć opłaty za router, którego nie zamawialiśmy. Na szczęście router udało się wyciąć z faktury, ale niesmak na starcie został, bo w sumie płaciliśmy za 2 tygodnie używania linii, mimo nie wiedzenia nic o tym. Nawet wyniosło by to pewnie 6 tygodni, gdyby nie to, że wkurzony tym, że technik się nie pojawia, na podstawie danych, które spisałem mu przez ramię, sam uruchomiłem router.
Współpraca przez kilkanaście miesięcy była bardzo wyboista. Mamy router z funkcją loadbalancing, który miał pracować na obu łączach (Neostrada 2Mbit i Energis 6Mbit) i w razie awarii drugiego, miał pracować tylko na jednym. Wróżyło to wreszcie problemom z Internetem. Nic bardziej jednak złudnego. W momencie awarii Neostrady, zawsze nie działał Energis. Natomiast relacja odwrotna nie zachodziła. Okazało się, że Energis do DSL korzysta z infrastruktury TP, a więc awaria w TP oznacza zawsze awarię w Energis. Natomiast awaria w Energis nie oznacza, że nie działa Neostrada. Dziwne, ale niestety, to co wydaje się z pozornie produktem biznesowym, w praktyce dzięki takiej konfiguracji jaką zastosowaliśmy zostało obnażone, jako produkt gorszy od tego co stosuje się w domach.
Problem jednak definitywny, który zakończył gorzką współpracę powstał w innym momencie. W maju 2009r. zaczęliśmy mieć straszny problem z szybkością połączenia. W zasadzie co drugi pakiet był cięty na linii. Już kiedyś w przeszłości mieliśmy taką awarię przez tydzień, ale ta trwała już ponad tydzień, więc zaczęło się bombardowanie infolinii. W pewnym momencie usłyszeliśmy coś co nas zmroziło. Okazało się, że niepotrzebnie ktoś nam zwiększył szybkość do 6Mbit, bo nasze biuro jest za daleko od centrali i powinniśmy mieć tylko 2Mbit. Okazało się, że prawdopodobnie przez rok mieliśmy właśnie okrojone pasmo do 2Mbit, mimo iż zamówiliśmy i płaciliśmy za 6Mbit. W tym momencie wkroczyłem i zażądałem naprawy albo rezygnujemy z usługi, bo właśnie po to przesiedliśmy się z Neostrady 2Mbit, aby było szybciej i lepiej, a nie gorzej i drożej. W odpowiedzi dowiedzieliśmy się, że możemy zerwać umowę, ale za niedotrzymanie terminu zawiązania umowy zapłacimy dużą karę. Natomiast 6Mbit nie dostaniemy, bo linia ma za słabe parametry.
Reklamacje pomogły tylko na tyle, że firma skorygowała nam zaległe faktury z opłaty za 6Mbit do wysokości 2Mbit. A więc obrazowo tłumacząc, zamówiliśmy autobus na 60 osób. Kierowca spóźniony podjeżdża 20 osobowym autobusem i drze się na nas, że przecież 60 osobowy autobus ma zepsuty, więc nim nie pojedzie i nic go to nie interesuje, że zamówiliśmy i zapłaciliśmy za 60 osobowy. Oczywiście, nie mogliśmy działać jako firma z taką prędkością i jakością połączenia, więc zamówiliśmy kolejną firmę, która tym razem wywiązuje się z umowy i póki co chwalimy ją sobie. Jak minie rok to napiszę jaka to firma ;) Natomiast wracając do Energis, w tym miesiącu otrzymaliśmy kolejną fakturę, tym razem znowu w kwocie jak za 6Mbit. Zaczęły się też pojawiać monity od firmy windykacyjnej, która zupełnie nie jest informowana o tym, że są zastrzeżenia do faktur i złożone reklamacje, które pozostały bez odpowiedzi. Ogólnie mówiąc, odradzam firmę. Pierwszy kontakt i marka mogą sprawiać wrażenie, że to firma porządna i solidna. Fakty techniczne jednak pokazują, że to większe badziewie niż Neostrada. A biling klienta i bałagan w papierach kompromitują firmę kompletnie. Takie błędy nie zdarzają się nawet TP, która ma miliony klientów.
Na koniec dodam tylko, że złożyliśmy skargę do UKE i otrzymaliśmy potwierdzenie, że oczywiście urząd zajmie się nią, ponieważ wstępna lektura materiałów już wskazuje że sprawa kwalifikuje się na dochodzenie. Mam nadzieję, że dzięki temu postowi jeszcze więcej firm ominie GTS Energis i ich Business DSL szerokim łukiem.
Update 2010-01-25:
Minęły prawie 2 miesiące od czasu opisania tej sprawy. Energis od tego czasu nie odpowiada na nasze reklamacje, że wystawiona faktura jest na usługę 2Mbit mimo iż podpisaliśmy umowę na 6Mbit. Od jakiegoś czasu zaczęły się telefony od firmy windykacyjnej, która każe nam zapłacić i ewentualnie dochodzić w odrębnej sprawie sądowej zwrotu. Paranoja. Wszystkich, którzy chcą uniknąć problemu, który nie istnieje w innych firmach, stanowczo przestrzegam - nie bierzcie do firmy DSL Energisa. O dalszych losach sprawy będę informował w kolejnych update.
http://www.kawazmanagerem.pl - będę jutro wśród innych menedżerów zaproszonych na to spotkanie odpowiadał na spotkania studentów Uniwersytetu Poznańskiego w ramach Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości. Chętnych do zadawania pytań, zapraszam. Z tego co wiem spotkanie ma charakter otwarty.
Korzystając z okazji, że otrzymałem w ostatnim tygodniu list z pytaniami o ocenę inwestora Venture Capital, postanowiłem za zgodą nadawcy odpowiedź uczynić tematem tego postu. Oto list. Dane na temat projektu zostały wycięte w celu ochrony pomysłu i tożsamości autora.
Jesteśmy grupą młodych ludzi, którzy stworzyli {tutaj pada nazwa i link i opis projektu; jest to Giełda}. Szukamy inwestora do tego projektu, który wyłoży konkretne pieniądze na jego rozwój. Po kilkumiesięcznych rozmowach z wieloma potencjalnymi inwestorami dostaliśmy kilka dni temu oficjalną i pewną propozycję od jednego z polskich VC. Niestety patrząc na warunki tej oferty trudno się oprzeć wrażeniu że jest to wyzysk. Z drugiej strony, w naszej sytuacji, gdy kompletnie nie mamy kapitału, jesteśmy już trochę zmęczeni rozmowami z inwestorami, a chcemy rozwijać ten serwis, poważnie zastanawiamy się nad tą ofertą.
Oferta jest następująca; VC wyłoży 1,4 mln zł i wpłaci je na kapitał zakładowy nowo zakładanej spółki z. o. o. (mniej więcej połowa tych pieniędzy pochodzić będzie z przyznanej już dotacji UE). W zamian oferują nam (grupie kilku osób-pomysłodawców) udziały, które będą przyznawane wg czterech kamieni milowych:
1. kilka % udziałów na starcie (po założeniu spółki) 2. 10% udziałów, gdy dopracujemy pewne technologiczne sprawy na samym serwisie (jakie, to będzie jeszcze przedmiotem ustaleń) 3. 20% udziałów, gdy osiągniemy pewien pułap uniqueusers wg Google Analytics (jaki poziom, to również będzie przedmiotem negocjacji) 4. 30% udziałów, gdy serwis osiągnie pierwsze przychody (nie mylić z zyskami; chodzi tu o moment, w którym wprowadzone zostaną opłaty za usługi; w tej chwili serwis jest bezpłatny) 5. 40% udziałów, gdy serwis osiągnie pewien poziom zysku (do negocjacji) lub spółka zostanie wprowadzona na NewConnect (ten VC zajmuje się wprowadzaniem firm na NC i jest to dla nich naturalna forma wyjścia z inwestycji; zapisy o tym fakcie mają się znaleźć w umowie).
W tej sytuacji nie wiemy co robić. Powyższy model powoduje, że na starcie oddajemy praktycznie całą firmę. Z drugiej strony mamy kapitał na rozwój. To co wiemy to to, że jesteśmy kumaci, mamy pasję i umiejętności z zakresu IT i marketingu. Ale kompletnie nie znamy się na rozmowach z tego typu instytucjami i nie wiemy czy ta oferta jest słaba, przeciętna, normalna, czy dobra. Nie wiemy jak rozmawiać z tym VC. Sam VC mówi, cyt. "Nasza oferta jest dobra, idźcie do innych VC (np. MCI) i sprawdźcie, że tam na starcie dostaniecie znacznie gorsze warunki". Zarząd spółki byłby wyłącznie po naszej stronie (ale VC kontrolowałby radę nadzorczą). Dodatkowo moglibyśmy liczyć na pensje dla członków zarządu w wysokości ok (3-5 tys zł netto/miesiąc/osobę).
Czy mógłbym prosić Pana o kilka słów komentarza, co robić w tej sytuacji? Przepraszam, że zabieram Pana cenny czas, ale na blogu podał Pan swojego maila do ewentualnego kontaktu, a na prawdę jesteśmy w kropce i nie wiemy do kogo się zwrócić po sensowną poradę.
Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam Maciej
-----------------
Jeżeli chodzi o sam projekt to ciężko mi go oceniać od strony merytorycznej. Gdybym był na miejscu inwestora miałbym poważne obawy o jego powodzenie. Zajrzałem na podaną w liście stronę i pierwsze skojarzenie jakie mi się nasuwa, to czemu właściwie tworzycie ten serwis? Przecież Allegro doskonale spełnia swoją rolę w tym zakresie. Jak rozumiem Wasza strategia musi zakładać wprowadzenie jakiejś wartości dodanej inaczej projekt nie ma wielkich szans wybicia się.
Natomiast zdaję sobie sprawę, że prośba o wypowiedź dotyczyła samej oferty inwestora. Osobiście wydaje mi się ona dobra. Z tego co widzę na stronie "kontakt" przedsięwzięcie prowadzone jest w postaci działalności gospodarczej i z treści listu wynika, że nie macie Panowie ciągle wdrożonego modelu zarabiania. Można zatem powiedzieć, że przedsięwzięcie jest dopiero w wieku niemowlęcym. Jeżeli zatem macie Panowie w zasadzie tylko pomysł i pierwsze doświadczenia, 10% udziału w nowej spółce nie jest niczym wyjątkowym. Inwestora interesuje to kiedy spienięży inwestycję - musi Panów mieć w przysłowiowej garści, tak abyście byli zainteresowani doprowadzić spółkę do tego momentu. W tym momencie Wasze udziały wyniosą 40%, a więc już całkiem nieźle.
Jak rozumiem, w tej chwili Panowie nic albo niewiele zarabiacie. Zaletą będzie to, że będziecie już dostawali pensję i będziecie nadal operacyjnie zarządzali spółką. Jest to fajny moment, bo możecie po prostu zacząć żyć. Natomiast musicie sobie zdawać sprawę, że tak jak napisałem w moich wcześniejszych postach, że jeżeli z kapitału spółki (czyli pieniędzy VC) będzie wydawanych kilkanaście tysięcy na same pensje zarządu, to w przypadku gdy spółka będzie się rozwijała zbyt wolno, VC może po prostu Was zwolnić, tak samo jak niewydajnych pracowników lub zamknąć przedsięwzięcie aby wycofać resztę gotówki. Myślę, że najbardziej newralgicznym momentem będzie pierwszy etap, czyli dojście do 20% udziału w zamian za osiągnięcie pewnej oglądalności. Mając tylko 10% udziału możecie stosunkowo łatwo zostać ich pozbawieni (polecam lekturę Kodeksu Spółek Handlowych w tym zakresie), zwłaszcza jeżeli przedsięwzięcie będzie się słabo rozwijało, a zatem nowa wycena będzie niższa od obecnej lub skończy się kapitał mimo dobrego rozwoju projektu.
Reasumując, jeżeli wszystko będzie szło dobrze, Panów przedsięwzięcie "wypali" zapewne VC wywiąże się z umowy. Natomiast jeżeli będziecie rośli wolniej niż to teraz zakładacie, może być nieciekawie i stracicie projekt. 1,4mln kapitału brzmi kusząco. Pytanie tylko czy rzeczywiście tyle potrzebujecie? Oczywiście, jeżeli wchodzą w grę środki unijne to potrzebujecie inwestora na udział własny. Jeżeli go nie pozyskacie, nie ma znaczenia przyznana dotacja. Jest to zatem ciekawy "bonus" inwestycyjny dla VC i zapewne tylko dlatego zgodził się zainwestować drugą połowę. Nie chciałbym oczywiście wchodzić w sensowność wyceny, bo po prostu nie mam wystarczająco wiele informacji. 1,4mln to jednak sporo, więc tym bardziej inwestor może nie mieć skrupułów pozbawiając Panów swojego projektu. Radzę zatem na chłodno przemyśleć jeszcze całą sprawę, czy po prostu inwestor jest potrzebny. Pamiętam z historii IAI, że jego szukanie zajęło nam 3 lata, podczas których udało nam się samodzielnie rozwiązać wszystkie problemy.
W cz.5 poradnika kontaktów z Venture Capital, napisałem że pieniądze VC należy traktować jak taksówkę. W Panów przypadku może to być taksówka, która zostawi Was w samych skarpetkach. Jeżeli jednak kapitał jest niezbędny dla dalszego rozwoju, wydaje mi się że nie macie innego wyjścia jak zaakceptować propozycję, zwłaszcza że w obecnym czasie dosyć ciężko o hojnych inwestorów. Proszę tylko dobrze przyjrzeć się umowie z VC i nie wierzyć, że prawnicy zrobią ją dobrze za Was. Musicie sami tak stworzyć umowę aby np. nie było w niej konkretnego dnia w którym musicie mieć założoną oglądalność, albo tracicie spółkę.
Jeżeli pozyskany kapitał jest na tyle wysoki, że środków nie zabraknie, wierzycie Panowie w swoje przedsięwzięcie i jego opłacalność, dobrze napiszecie umowę, to nie negowałbym intencji VC. On również musi się zabezpieczyć przed tym aby nie stracić.
Jeżeli chodzi o debiut IAI S.A. na New Connect to aktualnie oczekujemy na akceptację Dokumentu Informacyjnego przez GPW. Jak tylko otrzymamy potwierdzenie, że wszystko jest ok, przekażemy do wiadomości publicznej jego elektroniczną wersję i datę debiutu. Po 2 latach od decyzji że będziemy na New Connect, wreszcie będzie można pojechać na zasłużony urlop.
Mój znajomy, Tomek Karwatka, napisał w te wakacje całkiem fajną książkę. Jakoś przeszła bez większego echa. Natomiast moim zdaniem warto o niej wspomnieć, chociaż parę zdań. Książka nie jest zbyt obszerna. Z pewnością nie należy jej traktować jako kompendium wiedzy. Nie ma w niej również nic czego nie można by było znaleźć na blogach, forach i e-bookach. Natomiast książka jest fajnym kompendium dla osób zajętych, chcących mieć dobre podstawy do samodzielnych poszukiwań. Książka napisana jest bez zbytecznego zadęcia i raczej skupia się na zasygnalizowaniu pewnych tematów. Ciekawym zabiegiem są ramki z historyjkami różnych ludzi ze świata polskiego e-biznesu. Zdradzę, że jedna z nich należy do mnie. O czym traktuje? Nie będę psuł zabawy. Jeżeli chodzi o samą książkę to Tomek starał się być maksymalnie obiektywny i rzeczowy. Nie ma się do czego przyczepić. Jedyną wadą książki jest jej cena, ustalona moim zdaniem zbyt wysoko (37zł). Jak na krótkie wprowadzenie, dla większości tych, którzy szukają taniego startu będzie to za wiele. Książkę mogę jednak śmiało polecić zapracowanym prezesom przed tym jak zlecą po raz kolejny zrobienie od nowa strony firmowej. Przynajmniej do zapoznania się z fachowym słownictwem się ta książka przyda.
Uprzejmie informujemy, ze porównywarka Ceneo.pl nie zyczy sobie by Wasze opinie i dobra marka o sklepie w niezależnym Opineo.pl była pokazywana w innych porównywarkach niż Ceneo.pl . Jest to reakcja na sukces misji Opineo.pl , która polega na pokazywaniu referencji Waszych Klientów w Skapiec, Nokaut oraz w uruchamianej integracji z Okazje.info.
Uważamy, że zbierana baza opinii od Waszych Klientów powinna być WASZA a referencje Waszych Klientów powinny wspierać Waszą sprzedaż w każdej porównywarce oraz na stronach Waszego sklepu. Uważamy, że Ceneo.pl przywłaszczając sobie opinie od Waszych Klientów doprowadzi do wymuszaniu na sklepach by korzystały wyłącznie z ich porównywarki.
W związku z naszą integracja ze Skapiec.pl , Nokaut.pl oraz Okazje.info – firma Ceneo.pl
Wyrażamy głębokie ubolewanie, że Ceneo.pl próbuje poprzez swoje opinie uzależniać od siebie sklepy internetowe co może doprowadzić do kolejnych podwyżek oraz zniechęcania sklepów do korzystania z innych porównywarek czy pasaży internetowych.
Prosimy Państwa o bardzo rozsądkowe podejście do jakiej bazy zbieracie opinie od swoich Klientów by nie okazało się, że Ceneo.pl Wam te opinie odbierze lub użyje ich do wymuszaniu na Was kolejnych podwyżek za przekierowania.
Ze swojej strony pragnę dodać, że Opineo.pl przygotowuje integracje z kolejnymi pasażami handlowymi oraz system przekierowania do sklepu wszystkich opinii by to sklep jako właściciel opinii mógł decydować gdzie je pokazywać by przyciągać kolejnych potencjalnych Klientów do swojego sklepu
Z poważaniem,
Paweł Kucharzak Dyrektor Zarządzający Opineo.pl e-mail: p.kucharzak@opineo.pl www.opineo.pl
Co się właściwie stało? Na temat Zaufane Opinie Ceneo pisałem już krytycznie w poście "Cienie integracji z Zaufane Opinie Ceneo". Natomiast z moich obserwacji wynika, że po krótkim zainteresowaniu sprzedawców, sprzedających na IAI-Shop.com, dużo większym sukcesem cieszy się Opineo. Przyczyn należy upatrywać w wadach samego mechanizmu Ceneo. Co zatem zrobiło Ceneo? Wyrzuciło konkurenta.
Niby nic wielkiego, natomiast mało kto wie, ale od paru dni toczy się inna walka, już na polu samego Ceneo. Otóż od paru dni, Ceneo próbuje podjazdowo, twierdząc że jest to prawidłowe, wymusić na twórcach większych platform, aby kolejność elementów w XML była jedyna i słuszna, ustalona z góry przez Ceneo. Pikanterii dodaje fakt, że w różnych kategoriach różnie te elementy mają być poukładane. Np. dla sklepu komputerowego będzie to Kod_producenta i Producent dla drogerii Producent, Model, Rodzaj i Pojemność. Dla książki będzie to już Autor, ISBN (kod producenta), Ilosc_stron i Wydawnictwo (producent). Kto za tym nadąży? Obawiam się, że nikt i dlatego postanowiliśmy zbojkotować te zmiany. Ich implementacja spowodowała by kosztowne i skomplikowane zmiany, które dodatkowo dodały by mnóstwo pracy naszym klientom. Sam standard XML nie narzuca jednak kolejności elementów. Prawdopodobnie zatem Ceneo odeszło od parsowania XML i przeszło na parsowanie binarne, nie różniące się niczym od CSV. W mojej ocenie niewielka zmiana dla Ceneo może pociągnąć za sobą ogromne koszty w pracy nie tylko twórców programów, ale przede wszystkim implementacja będzie możliwa tylko dla największych dostawców software. A więc oberwą po tyłkach mali sprzedawcy, którzy nie będą w stanie przygotować takiego mechanizmu.
Jeszcze inna walka toczy się na polu Allegro, gdzie od 22 października zostały wprowadzone limity na ilość wywołań API. Sam IAI-Shop.com na te ograniczenia jest odporny. Natomiast dla innych platform, w tym popularnego Asystenta jest to zabójcze (patrz http://www.e-aukcje.pl/forum/viewtopic.php?f=1&t=1612).
Reasumując, współpraca z serwisami Grupy Allegro wiąże się z dużym ryzykiem. Tylko czekać jak Minister Infrastruktury każe na stronach partnerów umieszczać napis "Współpraca z Grupą Allegro grozi twojemu bezpieczeństwu i bezpieczeństwu Twoich klientów". Każdy, kto myśli o współpracy, chociażby o MultiProgram czyli nowym programie partnerskim. Pamiętacie co stało się z poprzednim programem? A pamiętacie co stało się z poprzednim PayBackiem? Ciekawe jak długo jeszcze takie zachowania będą uchodziły tym ludziom na sucho. Podziwiam również sprzedawców, którzy pakują się platformę konkurencyjną do IAI-Shop.com, czyli iStore. Wprowadzenie prowizji procentowych w miejsce opłat abonamentowych, dla mnie było chwytem poniżej pasa.
Netcamp #15 w Szczecinie odbył się ponad 3 miesiące temu. Mimo upływu tylu dni, ciągle osoby, które były na mojej i Sebastiana, zaimprowizowanej prezentacji, gratulują nam świetnego występu. Ja również uważałem tę prezentację za jedną z bardziej udanych. Spontaniczność i okoliczności prezentacji (omówione w filmie) spowodowały duży przypływ adrenaliny w którym powiedzieliśmy obaj z Sebastianem to co myślimy. Efekt powinien się spodobać nie tylko na żywo, ale i jako wideo, które organizator Netcamp wspaniałomyślnie ostatecznie udostępnił. Poniżej prezentacja i film:
Jestem ciekaw Waszych opinii na temat tego wystąpienia. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że paru osobom mogłem nadepnąć na odcisk. Możecie mnie jednak dzięki temu filmowi poznać z innej strony, tej bardziej dynamicznej i mniej ułożonej ;)