Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

2B Geek

Im z bardziej prowincjonalnego miasta jesteś, tym konkretniejszy zawód musisz mieć

pfornalski

Prawie całe życie mieszkam w Szczecinie. Dla tych, którzy nie znają tego miasta, napiszę tylko, że to piękne miejsce na ziemi, pełne jezior, lasów, szerokich dróg i dobrych firm internetowych :) Czy widziałem inne miasta dla porównania? Pewnie, zwiedziłem pół świata. W każdym z miast mogę zamieszkać i zawsze zadaję sobie pytanie, czy chciałbym zostawić Szczecin np. Dla Paryża czy Londynu. Ani trochę. Niestety od paru lat, co by się w Szczecinie nie działo, a dzieje się bardzo dużo, to pewna grupa ludzi narzeka. Żeby sobie tylko narzekała pod nosem, ale dziennikarze szczecińskich mediów nakręcają spiralę defetyzmu publikując takie artykuły jak wczorajszy „Gdzie studenci ze Szczecina zamieszkają po zdobyciu dyplomów? Większość wyjedzie do innych miast„.

Szybki rzut okna na artykuł i jak widać, wzięto jako grupę reprezentatywną do tezy autora artykułu studentów dziennikarstwa, komunikacji społecznej itp. W efekcie rzeczywiście w prawie każdej wypowiedzi pada „Raczej będę szukać posady w innym mieście” lub „Jak znajdę dobrą pracę to zostanę”. Mam przykrą wiadomość – dla większości absolwentów kierunków humanistycznych pracy w Szczecinie czy innych miastach drugiej wielkości za wiele nie ma i nie będzie. Ile bowiem mamy siedzib gazet ogólnopolskich w Szczecinie? Odpowiedź zero. Czas sobie uświadomić, że jeżeli mieszkasz w mieście innym niż Warszawa, to jako absolwent dziennikarstwa nie znajdziesz pracy w zawodzie. I władze miasta nie mają na to wpływu, chyba że stworzą miejską, za miejskie pieniądze gazetę lub telewizję, która zatrzyma absolwentów w mieście.

Miasta takie jak Szczecin doskonale odnajdują się na mapie technologicznej Polski. Nawet ciężko mi wymienić wspaniałe, znane w swoich branżach marki firm technologicznych, od informatycznych zaczynając po produkujące wyspecjalizowany sprzęt elektroniczny. I są to nawet firmy z siedzibą w Szczecinie. Firmy te wręcz szukają ciągle pracowników i mają problem z obsadzeniem wszystkich wakatów (przykład oferty pracy IAI S.A.). I jeżeli chcesz mieć pracę w Szczecinie, Olsztynie, Białym Stoku, Lublinie czy innych miastach wojewódzkich, które Warszawą, względnie Poznaniem, Krakowem i Gdańskiem nie są, już w liceum warto wybrać konkretny zawód i go zdobyć. Pójście po najmniejszej linii oporu, czyli rozwiązanie ZdamMaturęPójdęNaŁatweStudiaPoPapierIJakośToBędzie w takich miastach jak Szczecin nie przejdzie. Więc gdy zdobędziesz ten jakiś papier z dziennikarstwa, psychologii, historii sztuki czy innego wiele przydatnego zawodu, musisz poszukać pracy w innym mieście. To jest po prostu pewne jak 2x2=4. Dziwi mnie wręcz, że nie wprowadzono jeszcze na ofertach studiów uczelni kształcących w tych zawodach, obowiązku umieszczania na 60% powierzchni ogłoszenia, wzorem ostrzeżeń na papierosach informacji, że uzyskanie dyplomu tej uczelni daje 95% prawdopodobieństwo zostania bezrobotnym lub oznacza konieczność emigracji. Może wtedy było by mniej narzekających.

Subskrybuj mój publiczny profil na Facebook

pfornalski

Od wielu miesięcy nosiłem się z zamiarem stworzenia strony osoby publicznej na Facebook. Nie jestem osobą w rodzaju polityka, która wrzuca jedynie wypolerowane zdjęcia przedstawiające mnie przy starannie posprzątanym biurku. Nie przyzwyczaiłem też czytelników bloga do starannie wycedzonych słów i politycznie poprawnych opinii. Stąd od dawna miałem plan aby aby uruchomić drugi profil, właściwie Fanpage na Facebook. Tylko też nie postrzegam się jako gwiazdy rocka czy filmów, stąd decyzja nie była taka oczywista. Niedawno Facebook rozwiązał w 100% mój problem. Pojawiła się opcja subskrypcji. Kilkanaście dni temu włączyłem ją i widzę, że kolejne osoby subskrybują mój profil na Facebooku. Działa to naprawdę świetnie. Poszczególne posty oznaczam jako „Public” dzięki czemu widzą je osoby które subskrybują mój profil. Nie muszą przy tym zostawać moimi znajomymi. Przecież nie wszyscy znają mnie osobiście.

Zachęcam do takiej subskrypcji, gdyż na blogu publikuję raczej staranniej przygotowane teksty i głębsze przemyślenia. Na Facebook umieszczam linki do interesujących materiałów, stron i wszystkiego tego co wydaje mi się warte powiedzenia w danym momencie i najczęściej tylko w tym momencie aktualnego.

Zrzut z mojego profilu na Facebooku

iPhone wzbudził postrach w sądzie

pfornalski

Tak się złożyło, że dzisiaj musiałem być w sądzie. Podczas sprawy, robiłem jak zawsze notatki w moim iPhone. Przecież nie będę jak wieśniak humanista biegał z kartką i długopisem. Kiedy przyszła kolej na przesłuchanie mnie w sprawie, położyłem na mównicy iPhone. Sędzina mało palpitacji serca nie dostała. Co ja za urządzeniami się podczas sprawy posługuję i w jakim celu. Mówię spokojnie, że to tylko mój telefon w którym robiłem notatki. Kolejną minutę tłumaczyłem czemu robię to w telefonie a nie na kartkach. Przez chwilę po głowie przeszła mi scena z filmu The Social Network i tekst „Od kiedy napisałem maturę długopisem, na papierze kancelaryjnym w kratkę, moje życie może wreszcie być zapisywane na klawiaturze i brzydzę się analogowym pismem.” Ale wybrałem wersję soft i wytłumaczenie, że to dla mnie lepsze i wygodniejsze. Nadal to nie trafiało do sądu, który uważał że robię jaką fanaberię. Na co mówię „Przecież pani protokolantka też robi zapisy na komputerze”. Na co usłyszałem „To jest protokół, a nie zapisy.” Koniec końców, sędzina zezwoliła na posługiwanie się tajemną technologią, która zapisała moje notatki. Nie obyło się jednak bez zapisu w protokole.

Sąd: Proszę podać nazwę urządzenia z którym Pan się stawił na sprawie?.
Ja: Wysoki sądzie to jest iPhone.
Sąd: Proszę zaprotokołować, że Pan Paweł Fornalski stawił się na sprawę z urządzeniem zwanym „ajfon” i dopuszczam do używania go w sprawie.

Więc chyba jeszcze trochę przed nami, zanim tablety i smartfony rzeczywiście wyeliminują papier.

256 postów - okrągła liczba

pfornalski

Kolega prosi geeka:
- Pożycz mi proszę 1000zł.

Geek na to:
- Pożyczę Ci 1024zł, będzie bardziej równo.

Przygotowałem ten żart z okazji 256 posta na tym blogu. Dla przypomnienia, pierwszy post ukazał się 9 sierpnia 2006r. a więc za 10 dni będzie druga okazja do świętowania, 3 urodziny. Życzenia są niepotrzebne, ale prezenty jak zawsze są mile widziane.

Star Wars w ASCII Art?

pfornalski

Masz chwilę w leniwy długi weekend, a chciałbyś załadować geekowe mojo?

Polecam otwarcie połączenia telnet z towel.blinkenlights.nl

 

Psychologom już dziękujemy czyli o rynku pracy coś więcej (prasówka)

pfornalski

Czytając do obiadu dzisiejszy Kurier Szczeciński, rzucił mi się w oczy artykuł „Rekord na psychologii”. We wstępie można przeczytać: „O JEDEN indes na psychologii walczy aż ... 14 kandydatów. To rekord tegorocznej rekrutacji na Uniwersytecie Szczecińskim. Wolnymi miejscami świeci z kolei Wydział Matematyczno-Fizyczny”. Jako pracodawca, aż zakląłem ze złości. Nie dość, że rynek pracy wśród polskich specjalistów został przetrzebiony przez emigrację, to nowych specjalistów możliwe, że w ogóle nie będzie. A specjalistą opłaca się być.

W Polsce specjaliści zarabiają już praktycznie tyle co Niemcy (patrz artykuł „PŁACE: Zarabiamy więcej niż Niemcy?”). Oczywiście za chwilę da się przeczytać, że tylko się tak mówi, że naprawdę jest inaczej... A jak ma być, odpowiadam? Skoro tak wielu humanistów kształci się co roku na uczelniach wyższych? Pamiętacie mój post „Prawnikom już dziękujemy”? Ja myślę, że nie tylko prawnikom możemy podziękować, ale również nietechnicznym prezesom spółek, a w przyszłości pewnie i nietechnicznym pracownikom. Jak bowiem pokazuje statystyka absolwenci kierunków technicznych częściej kierują firmami (patrz artykuł „Techniczne kuźnie prezesów”). Widzę tę zasadę nie tylko po firmach bliżej mi nieznanych, ale również po dłuższym obcowaniu z firmami amerykańskimi z oddziałami w Polsce. Zauważyłem prostą relację – w USA firmę zakłada umysł ścisły i firma odnosi sukces. W Polsce natomiast firmą kierują absolwenci psychologii, ekonomii, prawnicy. Jak taka firma ma odnieść sukces? Nie wierzysz? Zadaj sobie trud i sprawdź kto kieruje polskimi oddziałami potentatów chociażby takich firm które na logikę sukces powinny odnieść a nie odniosły.

I oczywiście lektura takich artykułów jak „Polacy najbogatsi w Europie Środkowej”. Jednakże już w samym artykule sielanka zostaje zakłócona „- Trzeba mieć jednak świadomość, że żaden cud gospodarczy nie trwa wiecznie. Nasze pensje będą w takim tempie rosły jeszcze najwyżej dwa lata. Inaczej nasza gospodarka tego nie wytrzyma - mówi Kazimierz Sedlak”. Potwierdza to lektura np.Spółki internetowe zatrudniają poza Warszawą i oszczędzają” składania do refleksji, że próg opłacalności podwyżek dla pracodawców został już przekroczony.

Studenci i licealiści mają tendencję do upraszczania miary sukcesu wielkością pensji. Pisałem o tym w poście „Ile zarabia informatyk? O śledzeniu tabelek z zarobkami zdań kilka.”. Jednakże jeżeli polski rynek pracy będzie przedstawiał się tak, że będzie tylko parę procent kadry technicznej i cała rzesza kadry nietechnicznej, kolejne inwestycje zagraniczne ominą Polskę. Jak informowałem już wcześniej, w IAI-System.com pracujemy nad ekspansją zagraniczną, na początek na Niemcy i Wielką Brytanię. Jeszcze 2 lata temu w naszych planach ujmowaliśmy tylko pracę Polaków, przez Internet dla firm z rynków zagranicznych. Dzisiaj nasze plany zmieniły się o 180 stopni. Zamierzamy zatrudniać ludzi w tych krajach i stosować technologię wytworzoną w Polsce. Będzie to dla nas tańsze. Polacy często nie zdają sobie sprawy, że kwota netto w takiej samej kwocie jak w Wielkiej Brytanii, to ponad 50% wyższy koszt całkowity pracy, przy założeniu że pracownik pracuje na umowę o pracę.

Tak więc nie wróżę przyszłości wszystkim tym, którzy myślą, że po psychologii odniosą sukces. Pytanie tylko czy sukces jest nadal polskim ideałem? Jeżeli tak, mam nadzieję, że ludzie tacy jak prezydent Szczecina, Piotr Krzystek, który planuje fundować specjalne stypendia dla przyszłych inżynierów, zdołają wybić psychologię z głowy absolwentów liceów. Ja was bowiem na pewno nie zatrudnię!

Gadżet na ten tydzień: laptop ASUS F9SG-2P017 - 12 calowe cudeńko, którego szczęśliwym posiadaczem jestem od miesiąca. Serdecznie polecam. Laptop wszystkomający, fajnie wyglądający i przede wszystkim bardzo mobilny.

Zabierz mi prysznic, ale daj Internet

pfornalski

Jestem na tygodniowym urlopie w Austrii, na snowboardzie. Na szczęście mam tu Internet. Niestety, Austria to taki porąbany kraj gdzie muszą oszczędzać na wszystkim, Internet jest od 9:00 do 20:00. Potem Access Point jest wyłączany przez urządzenie czasowe, od prądu. Niemniej i tak bardzo się cieszę, że Internet w ogóle tu jest. Miejsce jest dosyć ekskluzywne, więc raczej nic dziwnego. Niestety jednak, ale na świecie, w roku 2008, więcej hoteli nie ma lub nie użycza Internetu niż tych które to robią.

Pozdrowiam czytelników ze słonecznych Alp. 

Pamiętam jak 2 lata temu będąc również na desce, we włoskim Andalo, potrzebowałem wysłać artykuł naukowy na konferencję. Artykuł pisałem przez kilka dni. Wybrałem się do centrum miejscowości aby go wysłać i jakież wielkie było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że Internetu nie będę miał. Publiczny internet, dostępny przez wyznaczone komputery, był tylko w sklepie fotograficznym i w miejskiej bibliotece. Korzystanie z nich wymagało uzyskania zgody Policji. Procedura uzyskania tego pozwolenia trwała 1-2 dni, więc artykuł koniec końców jako spóźniony przesłałem z Polski. Historia ta to oczywiście anegdota, ekstrema, ale właśnie z tego powodu Włochy ominąłem w tym roku, jadąc do Austrii.

Tym co odstrasza mnie osobiście od jeżdżenia częściej na urlop jest właśnie brak dostępu do Internetu. Kierowanie ponad 20 osobową firmą nie jest czymś niezwykłym. Jednakże jeżeli masz zostawić całe stadko na dłużej, bywa to już dosyć stresującym wydarzeniem. Dostęp do Internetu jest najlepszym lekarstwem na rozładowanie związanego z odległością stresu. Przecież horrendalnie wysokie stawki za roaming z GPRS odstraszą nawet bardzo bogatych ludzi od korzystania z Internetu przez komórkę za granicą. Zupełnie jak by roaming Internetu ominął postęp, a pakiety które oferują od niedawna operatorzy sieci komórkowych, które można wykupić za kilkadziesiąt złotych w ramach promocji, oferujące kilkanaście megabajtów taniej to raczej kpina niż rzeczywiste rozwiązanie.

Mam nadzieję, że doczekam dnia, gdzie dostęp WiFi będzie przynajmniej w każdym holu każdego szanującego się hotelu. Inwestycja to żadna, router DSL z funkcją WiFi to wydatek około 250zł. Zakładam, że w dobie rezerwacji Internetowych każdy hotel dostęp DSL mieć powinien. Jeżeli nie to może go kupić nawet za kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Podróżni nie oczekują zawrotnych prędkości, wystarczy nawet 512kb/s.

Badając głębiej sprawę przejrzałem parę katalogów hoteli. Umieszcza się w ich spisach ikonki oznaczające prysznic, klimatyzację itp. Nie zauważyłem jednak aby któryś hotel podawał czy ma Internet. Czyżby żaden z nich oficjalnie nie miał. A przecież nawet nie zakładam, że jadąc do jakiegoś hotelu będę mył się w misce zamiast pod prysznicem. Za to wybierając hotel zawsze kieruję się w dużej mierze tym czy Internet hotel ma. Każdy rasowy geek przedłoży Internet przed klimatyzację, niektórzy nawet prysznic.

Ile zarabia informatyk? O śledzeniu tabelek z zarobkami zdań kilka.

pfornalski
Podczas debaty „Drogowskazy kariery” padło z sali pytanie, które jest dla mnie absurdalne, a mianowicie „ile zarabia w szczecińskich firmach informatyk”. Pozostali szefowie firm woleli nie odpowiadać, a ja w swojej szaleństwa pozwoliłem sobie odbić piłeczkę w stronę studenta WI. Moja odpowiedź została przytoczona w artykule w Gazecie Wyborczej (patrz artykuł „Szczecin polskim centrum internetowym” w GW z 18 marca 2008). Zabolało mnie jednak w tym artykule słowo „wymijająco”. Dowodzi ono braku zrozumienia co właściwie robią informatycy. Postanowiłem dla zainteresowanych rozwinąć myśl z mojej wypowiedzi.

Nie wiem dlaczego studenci informatyki oczekują, że ktoś powie im ile będą zarabiali. Przecież z byciem programistą czy grafikiem jest jak z byciem aktorem. Czy jakiś student szkoły aktorskiej zapyta się doświadczonych aktorów ile będzie zarabiał po studiach? Gdyby to zrobił z miejsca zostałby wyśmiany. Aktorzy mogą zarabiać 0zł a mogą miliony. Wszystko zależy od ich indywidualnych umiejętności, talentu i szczęścia.

Pytanie się o zarobki nie mówiąc co się potrafi jest sprowadzaniem zawodu informatyka do bycia robotnikiem w fabryce, który otrzymuje wynagrodzenie według tabeli na której znajduje się wykształcenie i staż. A przecież ludzie tacy jak Bill Atkinson (stworzył w 4 lata QuickDraw dla Macintosh i Lisa, czyli podstawę wszystkich współczesnych interfejsów graficznych systemów operacyjnych) czy Linus Torvalds (twórca jądra Linuxa) i setki im podobnych byli mistrzami, sensejami sztuki rozumianej dosłownie i w przenośni. Ich praca w czasach kiedy tworzyli łamała wszelkie standardy, była bezcenna.

Tym czasem coraz rzadziej studenci informatyki siedzą godzinami po zajęciach, pisząc programy czy tworząc coś zupełnie nowego. Umiera na WI kult geeka. Obserwowałem to już podczas mojego 4 letniego epizodu jako prowadzący na WI zajęcia. Większość ze współczesnych studentów WI śledzi niczym hazardziści u bukmacherów zestawienia zarobków podawane w portalach pracy. To podejście socjalistyczne, zupełnie oderwane od rzeczywistości innowacyjnego rynku informatycznego. Podobnie bowiem jak 1000 miernych muzyków nie stworzy 1 utworu tak przełomowego jak utwory 4 Beatlesów, tak i 1000 miernych informatyków nie dokona tego co 4 głównych inżynierów Apple Macintosh (patrz książka „Revolution in the valley” którą polecam). I 1000 miernych muzyków zarobi najniższą krajową, a muzycy genialni zbiją miliony, podobnie jak mierny informatyk dostanie może dwie minimalne krajowe.

Jeżeli chcesz mieć pewność, że dużo zarobisz po studiach, już podczas studiów pisz programy, udzielaj się na forach, zaliczaj staże i nie oglądaj się na zarobki, a już po paru latach zarobisz więcej niż średnia. Tym czasem, jeżeli wszystko co potrafisz robić to porównywać zarobki innych, wylądujesz w wielkiej firmie (patrz „Mit - duża firma daje szansę pracy przy ciekawszych projektach”) gdzie będziesz wykonywał kawałek programu, który zaplanował ktoś inny, na podstawie planów kogoś innego, na podstawie planów kogoś innego. Czy wiesz, że w Microsoft obowiązuje 11 szczebli zarządzania pomiędzy kierownictwem firmy a programistą?! I zapewniam cię, że spośród grona szefów firm IT nie jestem odosobniony w tym mniemaniu, co potwierdził oficjalnie podczas debaty Rafał Olejnik z BLStream czyli największej razem z Tietoenatorem pod względem zatrudnienia firmy programistycznej w Szczecinie. 

Dobrze jest być inżynierem

pfornalski

Oglądając wieczorne telewizyjne wiadomości zapadła mi w pamięci szczególnie 2 informacje:

  1. Z Polski wyjechało 30% dekarzy, a nowych się nie kształci; rezultat - 50% wzrost zarobków
  2. Dotycząca wynagrodzeń w Polsce w 2006r. Mmo, że połowa firm cierpi na niedobór pracowników tylko niewielka ich ilość otrzymuje duże podwyżki:
  • 70% - wynagrodzienia nie zmieniły się
  • 16% - wzrosły
  • 11% - spadły

Kto się wzbogacił? Przede wszystkim inżynierowie i specjaliści. Pensje w tej grupie wrosły przeciętnie o 20%, co jest znacznie powyżej inflacji i stopy wzrostu gospodarczego. Jeżeli idziesz na studia zastanów się, czy nie warto zostać specjalistą w jakiejś dzidzinie i stopniowo cieszyć się wzrostem płac.

Mój brat studiuje na Politechnice Szczecińskiej, kierunek morski, w związku z branżą firmy w której pracuje. Kiedy mówi znajomym z roku, żeby brali a studiach specjalizacje techniczne, oni wolą specjalizacje ekonomiczno-zarządcze. Taki wybór w polskich realiach spowoduje, że za pracą zapewne będą się rozglądali poza Polską. Za to osoby, które ukończą kierunki techniczne na brak ofert i niskie zarobki raczej nie będą musiały narzekać. Dobrze jest być inżynierem.

Mit - duża firma daje szansę pracy przy ciekawszych projektach

pfornalski

Kiedy ruszasz z jakąś firmą software'ową (ang. startup) wydaje Ci się, że nie masz szans, bo programiści w innych firmach to istne maszyny do klepania kodu z prędkością dalekopisu. Nic bardziej złudnego. W Twojej firmie 100% programistów będzie wysoko wykwalifikowanych i umowytowanych. W każdej firmie pracują tacy sami ludzie jak ty, tylko mniej chętni. A im więcej ich tam pracuje, tym gorszą robotę zazwyczaj wykonują, bo i firma nie pozyskuje 100% zdolnych ludzi. Nie wierzysz, przeczytaj http://www.jaczewski.pl/blog/google-code-search-ujawnia-cala-prawde-o-microsofcie/

Czy wiesz, że doszło do tego, że w MS Vista, najnowszym systemie operacyjnym Microsoft, na implementację menu wyłączania komputera Microsoft potrzebował 24 roboczo-lat? Jeżeli kochasz programowanie i bycie w akcji, zdecydowanie omijaj takie firmy, pomyśl o mniejszych lub własnej. Rok temu zatrudniliśmy programistę, który przez pół roku pisał w Javie do jakiegoś systemu dla 10 akwizytorów, menu logowania, na Palmtopa. Efekt był taki, że po pół roku pracy wszystko co mógł pokazać swojej babci to kod który odpalał na swoim komputerze i mówił „A teraz wyobraź sobie babciu że to było bardzo ważne i skomplikowane". Nie mówię oczywiście, że praca w takich projektach nie jest pozbawiona sensu. Wielkie systemy też ktoś musi pisać. Jeżeli jednak lubisz wyzwania to wbrew pozorom posadka w dużej firmie nie jest dla Ciebie. Mi swego czasu nie odpowiadała praca pionka, więc założyłem własną firmę. Zatrudniając się gdzieś na wakacje lub szukając pracy, pomyśl czy rzeczywiście pasjonujące będzie spotykanie się przez rok z 40 programistami w celu dopracowania przycisku wyłączania, który i tak z pewnością nie będzie działał poprawnie u wszystkich. A wszystko co będziesz mógł „pokazać" to dumnie brzmiący anglojęzyczny tytuł na firmowej wizytówce.

Jeżeli chcesz poczytać więcej na temat aspektów tworzenia przycisku wyłączania odsyłam do lektury http://moishelettvin.blogspot.com/2006/11/windows-shutdown-crapfest.html

100% pure & free Sci-Fi

pfornalski

Co każdy rasowy geek lubi robić najbardziej we wtorkowy wieczór, kiedy w TV przekrzykują się Kaczyński z Tuskiem? Zapodać sobie dobrą klasykę Science-Fiction i to taką non-stop w najczystszej kiczowatej postaci. To moja tajemna broń na atak plastikowych twarzy czy innych bliźniaków-klonów, czyli atak kosmitów nontoper. A można to wszystko oglądać do woli i za darmo, w strumieniu, czyli zdradzam Ci kanał darmowej internetowej TV tylko ze Sci-Fi. Wejście jest bardzo proste - wystarczy wpisać http://www.scififree.tv/ i wybrać jedną z dostępnych jakości. Dostępne są pasma 500kbps i 250kbps, przy czym 500kbps chodzi całkiem nieźle nawet na Neozdradzie przy bardzo dobrej jakości (Quick Time).

Capture

Co można obejrzeć? Praktycznie wszystkie pięknie kiczowate klasyki amerykańskiego, choć nie zawsze. Oczywiście wszystko tylko po angielsku, więc rozrywka dostępna tylko dla english speaking folks. Można oglądać całymi godzinami atak latających spodków i komputery z lat 50-tych i 60-tych udające centra dowodzenia statków kosmicznych. Jeżeli na widok migających lampek reprezentujących rejestry procesora dostajesz gęsiej skórki, ten kanał jest właśnie dla Ciebie.

Witam w klubie geeka

pfornalski
Zawsze miałem wrażenie, że jestem inny. Jarało mnie otwieranie obudowy komputera tylko po to, aby popatrzyć w jego wnętrze, a zakupioną właśnie drukarkę wąchałem niczym najlepsze perfumy. Jeżeli nosisz breloczek ze skrętki i wypijasz jak ja po kilka kaw dziennie to witaj w klubie geek'a.

Geek to mało znane w Polsce angielskie określenie na kogoś zwariowanego na punkcie technologii, poświęcającej pracy np. przy komputerze całe swoje życie. Niestety w Polsce nie mamy adekwatnego określenia, bo przecież „informatyk" czy „maniak komputerowy" nie oddają tego kim geek jest. Powołując się na słownik angielsko-polski możemy przeczytać, że geek to „ekscentryk, obrzydliwiec, wstręciula, paskuda, kujon, ryle i mol książkowy". Nie sądzę, aby po takiej definicji ktoś chciał być geekiem.

Jeżeli chcesz się przekonać, że za oceanem, nie byłbyś nikim dziwnym weź do ręki magazyn Wired (niestety w Polsce praktycznie nie do dostania) albo odwiedź sklep internetowy www.thinkgeek.com . To miejsce do którego udaję się co niedzielę. To takie moje małe sanktuarium. Przecież nie ma nic wspanialszego niż zegarek wskazujący godzinę binarnie, albo krem do rąk z kofeiną. Szczególnie polecam dział „Home & Office" (http://www.thinkgeek.com/homeoffice/ ). W Polsce powstała namiastka tego sklepu (http://www.toys4boys.pl/ ). Jednak wyraźnie widać, że tworzącym go osobom brakuje bycia geekami, tytułując go „sklep z prezentami i gadżetami".

W ThinkGeek.com najlepszym pomysłem jest przesyłanie zdjęć z produktami przez użytkowników. Później są one prezentowane razem ze zdjęciami wykonanymi przez sklep. Klienci mogą też dodawać swoje własne opisy. To powoduje, że na prawdę czuję się tam jak w domu. Swoją drogą pomysł świetny do podchwycenia w innych sklepach. Ciekawy jestem kiedy jakiś klient IAI-Shop.com zechce coś takiego dodać do swojego sklepu. Z przyjemnością to wykonam.

Poniedziałek

pfornalski

Siedzę w swoim biurze jak co rano. Pozdrawiam wszystkich czytających mojego bloga. Coraz więcej osób wysyła do mnie listy z propozycjami tematów. Bardzo mnie to cieszy. Dziękuję za zachętę, bo to sprawia że mam jeszcze większy zapał do pracy nad nim, niż na początku.

Na poniedziałkowy poranek mam hasło wycięte z reklamy BMW X3 „To dzięki poniedziałkowym porankom są piątkowe wieczory". A dla tych, którzy mimo wszystko nie mogą się zabrać do pracy nad dokumentacjami, programami, UMLami i innymi cudami, wyszukałem bardzo fajny kawał:

Programista w dużej firmie wychodzi z pracy do domu, o 16-tej. Koledzy
dziwnie na niego patrzą ale nic nie mówią. Na drugi dzień znowu wychodzi
do domu po 8 godzinach. Koledzy patrzą z niesmakiem ale milczą.
Trzeciego dnia wybija 16-ta, koleś pakuje manele i zabiera się, do
wyjścia. Koledzy nie wytrzymują.
- A ty co! My tu pracujemy jak osły po 16 godzin a ty sobie do domu idziesz?
- Ale... ale.. ja mam urlop...

Jeżeli nadal nie możesz się zabrać do pracy, to zajrzyj jeszcze tutaj (http://www.geekinvasion.com/mikeprank/index.html) i pomyśl, że w przyszłym tygodniu twoje biuro może wyglądać w ten sposób..

Rozważania nad technologią przy pędzlu

pfornalski

Czy zastanawiasz się czasem gdzie jest kres nowych technologii, inwencji i czy przyjdzie taki dzień, że pewnego dnia nic nowego nie pojawi się w sprzedaży? Na pewno tak. Ja też tak mam. Wtedy przychodzi taki dzień, że musisz zrobić coś innego niż siedzenie przy komputerze. Z przykrością musisz wrócić do materialnego świata, pokrytego kurzem i bakteriami. Bardzo tego nie lubię, jednak czasami trzeba. Przy okazji deszczowej niedzieli dopadło mnie - musiałem wymalować pokój. Mógłbym to zlecić komuś innemu, ale mimo 20% bezrobocia w moim mieście, nie sądzę aby ktoś poza Niemiecką firmą był gotowy przyjść, zrobić to czysto, terminowo i niedrogo. Trudno, trzeba zakasać rękawy i trochę się pobrudzić.

Maaaaaalooooooowaaaaanie
Malowanie jak malowanie, żadnej większej frajdy w tym nie ma. Trzeba najpierw poodkręcać wszystkie kontakty, potem umyć ścianę, oklejać przez pół godziny taśmą malarską każdy element, którego nie da się odczepić, rozrobić farbę, maaaaaalooooooowaaaaać (nie wiem czemu tego tak się nie pisze, przecież to jest taka nudna czynność) a na koniec sprzątać, myć pędzle i opłakiwać pochlapane meble, na które farba spadła akurat przez szczelinę, którą przeoczyłem.

Pomyślałem sobie: Kurcze przecież skoro można drukować atramentem po papierze z rozdzielczością 1200 punktów na cal i to 4 farbami. Czemu do cholery nie mógłbym pomalować ściany taką drukarką do ścian? Mój, jak to mawia moja mama, stracony dla ludzkości mózg, zaczął obmyślać schemat takiego urządzenia. Tu dałbym diodę led i prosty przetwornik obrazu, aby sprawdzić co zostało już pomalowane. Tu by było jakieś sprawne ramie z 3 punktami swobody. Szybkość malowania nie musi byćzawrotna, bo oglądając w drugim pokoju film, nie potrzebuję zastanawiać się czy maszyna malowała by pokój godzinę czy pięć. Hmm, brzmi nieźle.

Czemu nie zrealizuję swojego genialnego pomysłu?
Przede wszystkim, jutro muszę projektować kolejne komponenty IAI-Shop.com, więc nie mam czasu poświęcić kilku lat życia budowaniu maszyny malującej. Lepiej przecierpię jeszcze parę godzin. Czy powstanie takiego urządzania jest uzasadnione? Z pewnością tak. Czy byli by chętni do jego kupna lub wynajmu? Myślę, że mogłyby powstać firmy wypożyczające takie urządzenia, bo przecież nie malujemy pokoju co tydzień. Czy temat jest rozwojowy? Tak, potem można by było udoskonalić działanie, wprowadzając druk wielokolorowy i zwiększając rozdzielczość. Roboty miałbym do emerytury. Nowości technologiczne są przejawem potrzeby i determinacji jednostek. Mimo pomysłu, nie mam determinacji, aby go zrealizować. Nie oznacza to, że potrzeb brakuje. Jest ich pełno i zawsze będzie. Tylko wybrani potrafią znaleźć w sobie determinację do podjęcia trudu wymyślenia czegoś nowego.

Dzisiejszy odcinek Ulicy Sezamkowej sponsoruje literka K jak Kettering
Na przykład Pan Charles Franklin Kettering wymyślił pewnego dnia rozrusznik elektryczny do samochodu. Pewnego dnia, miał gdzieś pojechać samochodem. Aby ruszyć musiał uruchomić silnik. Robił to jak wszyscy ludzie mu współcześni, czyli włożył korbę rozruchową i zakręcił. Niestety odpalając swój samochód na korbkę doznał nieciekawego urazu. Otóż korba, którą kiedyś się uruchamiało silnik samochodu, nie wyczepiła się, pociągając za sobą rękę, która nieciekawie się złamała. Pan Kettering powiedział parę ciepłych słówek sam do siebie i samochodu i był bardzo wkurzony. A, że na prawdę był wściekły niech dowiedzie to, że wystarczyło mu zapału, aby opracować system rozrusznika elektrycznego, który notabene dał podstawę do tysięcy kolejnych wynalazków z dziedziny motoryzacji.

Jak to ma się do IT, Internetu i tego wszystkiego czym się zajmuję?
Nie ukrywam, że z jak każdy patrzę z obawą na swoją branżę. Nie ma co ukrywać, że koncerny i technologie konsolidują się (np. mariaż Macromedia i Adobe), doskonalą. Oznacza to, że coraz trudniej będzie zaistnieć nowym adeptom na tym rynku. Mit garażu powoli odchodzi do lamusa. Dzisiaj wysoce mało prawdopodobne jest to, że ktoś wymyśli super genialny samochód i na bazie wynalazku stworzy zupełnie nową firmę motoryzacyjną. Poczynania gigantów, którzy stopniowo eliminują z rynku potrzebę istnienia małych firm, stając się coraz bardziej dominującymi. Z pewnością nie oznacza to, że małe firmy zginą, jestem przekonany, że nie. Z rozrzewnieniem pamiętam jednak targi komputerowe na których roiło się od różnych małych i kreatywnych firm. Dzisiaj targów jest coraz mniej i prezentuje się na nich coraz mniej firm. Oczywiście najbardziej krwiożerczy jest uwielbiany przez lud Google, który stopniowo eliminuje kolejne okazje do zarobku. Na przykład ostatnio wprowadził własny system płatności o nazwie Checkout (http://checkout.google.com/buyer/tour.html), który pewnie wyeliminuje z rynku tym razem podmioty pośredniczące w płatnościach.

Happy end, czyli czy ja się tym martwię?
Mimo wszystko nie martwię się tym wcale. Nikt nie ma wyłączności na wymyślenie wszystkiego na świecie. Każdy kreatywny człowiek może wymyślić coś zupełnie nowego. Duże koncerny w pewnym momencie są tak rozrośnięte, że dla utrzymania swojej przerośniętej struktury średniego szczebla, mogą zajmować się tylko najbardziej dochodowymi wynalazkami. W związku z tym, wykonując kolejną nudną czynność w domu zastanawiam się, a gdyby tu pierdyknąć jakiś procesor, mikrokod i silniczek to bym nie musiał ...... Nieee, niech wymyśli to ktoś inny, ja mam IAI-Shop.com.

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci