Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Webspecjalista

Czemu przestałem być freelancerem? O czekaniu na przelewy słów kilka.

pfornalski

Natrafiłem dzisiaj w Wyborczej na tekst, którego szczerość i głębia mnie poruszyły. Chodzi o artykuł „Czekam na przelew”. Jest to kompilacja kilku krótkich tekstów ludzi pracujących w Polsce w wolnym zawodzie i opowiadających o swoich finansach. Teksty są na maksa szczere. Polecam ten artykuł jako pozycję obowiązkową każdemu kto wykonuje cokolwiek w ramach zleceń albo prowadzi malutki sklep internetowy. Muszę się zgodzić, że chroniczne niepłacenie rozwala tą branżę i powoduje że ludzie wykonujący wolne zawody mimo pięknych dzieł, czują się fatalnie, myśląc że ponieśli porażkę. Najgorsze jest to, że to ludzie szczególnie wrażliwi, bo chyba nikt nie wątpi, że grafik, fotograf, felietonista czy trener jest człowiekiem inteligentnym, który musiał mieć sporo talentu i lat nauki na karku aby robić to co robi i czuje bardziej sercem.

Pewnie nie wszyscy wiedzą, że zanim znalazłem się w miejscu w którym jestem, byłem freelancerem. Pisałem na zamówienie drobne programy i strony internetowe. Dorabiałem sobie tym na studiach i dzięki temu miałem na nowe spodnie, bluzę czy inne gadżety. Ale właśnie problemy z płatnościami spowodowały, że wycofałem się z freelancingu. To było wielkie rozczarowanie, bo nie chciałem być nigdy informatykiem w wielkim biurowcu, co naprawia paniom z księgowości drukarkę. Chciałem czuć się wolnym i na przysłowiowej plaży, z laptopem na kolanach pracować z całego świata. Takie miałem marzenie. Ale właśnie ciągłe spóźnianie się z płaceniem, brak kasy nieraz przez miesiące były mega-niefajne. Największe zażenowanie przeżywałem, kiedy do pomocy, do dwóch projektów zaangażowałem moich kolegów, a klient nie zapłacił. Jedna z tych pań do tej pory ma duże biuro nieruchomości, dla którego robiłem stronę razem z kolegom ze studiów. Ani wtedy, ani teraz nie narzeka na brak pieniędzy. Czemu nie płaci ludziom? Nie ogarniam tego, ale tak jest. Kolega był bardzo utalentowany graficznie, ale nie był freelancerem. Poprosiłem go o pomoc, bo projekt tego wymagał. Na koniec, myślał że go okradłem bo nie chciałem mu zapłacić. On nie wierzył, że skoro on zrobił swoją część, ja swoją i ta pani dostała stronę, to po prostu nie zapłaciła. Ale fakt był taki, że minęło od tego momentu 12 lat i nadal nie zapłaciła.

Będąc na studiach poznałem dziewczynę, o której pół roku później zacząłem myśleć poważniej i kiedyś chciałem z nią zamieszkać razem. Ona też chciała być wolna i być freelancerem. Jej dobre serce i wolny duch nie nadawały się do pracy na etacie. A ponieważ to ja byłem facetem, czas było pomyśleć o zmianie sposobu zarabiania. Skończył się freelancing, zaczęło się budowanie regularnej firmy. Pewnie, że na początku nie było to już takie fajne,ani opłacalne bo mieliśmy takie całkiem niefajne biuro, chodziliśmy tam w stałych godzinach itp. Wszystko jednak się udało i teraz, dzięki wypracowanej przez lata polityce bilingu, klienci płacą w miarę regularnie i co miesiąc moja prezesowska pensja ląduje na koncie. Człowiek się przyzwyczaja do tego, ale to ten artykuł przypomniał mi, że tak nie zawsze było i trzeba było o taki stan powalczyć. Bo z tego co przeczytałem, dwie osoby w związku jako freelancerzy to po prostu nie jest dobry pomysł. Zaczynają się tarcia, bo jak dwóm osobom spóźnią się klienci to zaczyna się finansowa zjeżdżalnia.

Freelancing to po prostu jest taki zawód w którym nie wiesz ile zarobisz i czy cokolwiek zarobisz. Trzeba się z tym pogodzić. Słyszę to osobiście zatrudniając kolejnych webmasterów do IAI, że szło im na wolnym rynku dobrze, ale ciągłe pożyczanie pieniędzy, zaległości albo problemy z klientami skłoniły do porzucenia pracy dla siebie i przyjścia do nas. W mojej firmie w dawnych latach bywało różnie. Nigdy jednak nie spóźniliśmy się z wypłatą pensji. Taką od zawsze mieliśmy dewizę i pracownicy to szanują i sobie chwalą. Przez lata ja i Sebastian nie zarabialiśmy nic, zero, a nasi pracownicy zawsze dostali pensję na czas. Dzięki takiemu podejściu firma się rozwinęła.

Żeby mieć pieniądze dla swoich pracowników, rodzin i podwykonawców, trzeba czasami być zimnym draniem. Nie można np. do sklepu internetowego ściągać drogiej rzeczy dla klienta który nie ma czasu zapłacić zaliczki, bo towar który zostanie nieodebrany zje twój zysk za cały miesiąc i będziesz mieć problem z zapłaceniem rachunków w następnym miesiącu. Nie można też robić komuś przez 2 miesiące wielkiej strony internetowej, nie mając przynajmniej ważnej umowy. Każdy kto tak myśli, sam prędzej czy później stanie się dłużnikiem i będzie kolejnym ogniwem łańcucha czekania na przelew. Ja to zrozumiałem i w sprawach finansowych muszę być asertywny i tak po prostu jest i będzie. A moi przyjaciele freelancerzy z dawnych lat, albo pracują na etacie albo nadal czekają na przelew. Tylko ciągle zaglądając na konto, ciężko być płodnym artystą czy uprzejmie obsługiwać klientów w swoim sklepie. A jeszcze gorzej jeżeli złość skieruje się ku innym.

Nie ma darmowych obiadów

pfornalski

W ekonomii funkcjonuje powiedzenie "nie ma darmowych obiadów". Powiedzenie odnosi się świetnie do usług hostingu, które oferują podzielony na wielu klientów serwer (dedykowany). Dzisiaj w serwisie e-biznes.pl przeczytałem, że Netart (nazwa.pl ) postanowiła udostępnić pełną specyfikację swojego hostingu. Ponieważ temat ten interesuje mnie, zwłaszcza po wydarzeniach opisanych prawie rok temu w poście "Home.pl wyrzuca ludzi z serwerów", postanowiłem bliżej się przyjrzeć stronie www.nazwa.pl i poszukać szczegółowej specyfikacji serwerów. Miałem nadzieję, że wreszcie dowiem się jaką mocą obliczeniową dysponują klienci umieszczający na swoich serwerach, bądź co bądź produkty konkurentów.

Otóż nie mogłem się bardziej pomylić. Ze szczegółowej specyfikacji wynika tylko tyle, że umieszczono FAQ dotyczące ogólnie opcji. I tak, zamiast szczegółowej listy bibliotek PHP otrzymujesz informację:
Dostęp do PHP

Jeżeli Twoja witryna została stworzona w środowisku skryptowym PHP - możesz umieścić ją na serwerze w nazwa.pl. Domyślnie serwery obsługują wersję PHP 4.
Na każdym serwerze serii Active dodatkowo uruchomiony jest interpreter języka PHP 5. Aby korzystać z PHP 5, pliki powinny mieć rozszerzenie .php5.

Czy to jest szczegółowa lista usług? Szczególnie jeżeli przeczyta się w wiadomości komentarz szefa PR:

Chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie, z których jestem szczególnie dumny. Po pierwsze: określenie parametrów to kolejny przykład, iż NetArt wyprzedził rynek w podejściu do jakości świadczonych usług i zapewnieniu bezpieczeństwa ich świadczenia. Ponadto mamy świadomość tego, że wielu naszych konkurentów nie jest w stanie tak dokładnie określić wszystkich parametrów swoich usług. Po drugie, jako lider w rejestracji domen i usługach hostingowych chcemy prowadzić przejrzystą politykę informacyjną, pozwalającą klientowi w pełni świadomie wybierać NetArt jako rzetelnego partnera biznesowego” – uzupełnia Daniel Kotyras, Dyrektor ds. Marketingu i Public Relations w NetArt.

Czyżby rok 2008 był kolejnym rokiem hipokryzji hostingodawców? 

Google Analytics niezbędne darmowe statystki

pfornalski

Statystyki możemy podzielić na dwa rodzaje. Pierwszym rodzajem są statystyki generowane na podstawie dziennika zdarzeń (ang. log) serwera WWW. Drugim rodzajem są statystyki generowane na podstawie wywołań przeglądarki użytkownika. Do pierwszej grupy zaliczają się np. darmowy Webalizer lub AwStats. Do drugiej grupy zaliczają się statystyki takie jak darmowy Stat4U, czy częściowo płatny Stat24. Nadal podtrzymuję swoje stanowisko z przed roku, że instalowanie liczników nie ma najmniejszego sensu.

Obie grupy statystyk mają niewątpliwe wady i zalety. Zaletą statystyk na podstawie logów serwera jest możliwość mierzenia całego ruchu, zwłaszcza pobierania zdjęć i filmów. W zakresie rejestrowania ruchu na stronach HTML oba rodzaje statystyk powinny dać zbliżone wyniki. Statystyki generowane przez wywołania skryptu przez przeglądarkę mają tę przewagę, że uzyskujesz dostęp do większej ilości informacji na temat profilu i zachowania się użytkownika. Mając od razu dostępne w IAI-Shop.com statystyki generowane na podstawie logów serwera, powinieneś zadbać o statystyki generowane na podstawie przeglądarki. Tutaj z pomocą przychodzi Google, dostarczając świetne narzędzie, rozbudowane, łatwe do instalacji i obsługi i darmowe – Google Analytics.

Co zyskujesz?

Używając Google Analytics dodatkowo uzyskujesz dostęp do takich danych jak:

  • Real users – ze względu na swoje ograniczenia statystyki na podstawie logów starają się oszacować liczbę rzeczywistych unikalnych użytkowników na podstawie ilości unikalnych IP. Użytkownicy korzystający ze zmiennych adresów np. Neostrady, mogą zawyżać wtedy wyniki. Statystyki przeglądarkowe oszacują liczbę real users dokładniej.

  • Czas przebywania na stronie, ilość obejrzanych podstron i lojalność użytkowników

  • Informacje na temat profilu użytkowników np. rozdzielczości ekranu czy typ łącza np. ile procent osób korzysta z DSL

  • Fajną mapkę geolokalizacyjną

  • Analiza czasowa i przyrostowa trendów z możliwością swobodnego ustalania przedziałów

  • Dokładną analizę konwersji reklam w Google (Google AdWords)

  • Możliwość mierzenia konwersji dla własnych celów np. takich jak zamówienie

  • Możliwość analizy kliknięć na każdy link, osobno dla każdej strony

Pod względem analizy trendów Google jest wręcz niezastąpione. Możliwość analizy według najróżniejszych wymiarów, daje możliwość sprawdzenia imponującej mocy obliczeniowej ośrodków Google. Sporo rzeczy widziałem i usługi takie jak poczta Interii czy Google Maps nie robią na mnie większego wrażenia. Statystyki Googla wrażenie robią.

Zabieramy się do instalowania

Aby uruchomić statystyki, udaj się na stronę www.google.pl/analytics i dokonaj rejestracji. W ostatnim kroku kreatora pojawi się tzw. kod inwokacji, czyli kawałek kodu HTML który należy wstawić w kod wszystkich stron sklepu lub serwisu. Najlepiej jeżeli kod jest umieszczony na końcu sekcji body. Od momentu kiedy kod jest wstawiony na stronie, zbieranie danych już działa.

Kliknij aby powiększyć - Tak wygląda wstawiony kod inwokacji Google Analytics w IAI-Shop.com

Tak wygląda wstawiony kod inwokacji w pole "Dodatkowe wpisy na końcu sekcji " w dziale MODERACJA \ SEO w panelu administracyjnym IAI-Shop.com. Jeżeli twoja aplikacja sklepu lub CMS nie oferuje takiego narzędzia musisz wstawić go bezpośrednio w kod strony znajdując odpowiedni plik lub bibliotekę.

Przeglądamy efekty

Aby przejrzeć wyniki działania statystyk poczekaj przynajmniej jeden dzień i zaloguj się ponownie na www.google.pl/analytics wybierając opcję „View reports”. Możesz przy pomocy jednego konta mierzyć dowolną ilość stron np. parę sklepów.

Absolutnym killerem jest opcja w menu „Treść” (ang. Content) o nazwie „Nakładka witryny” (ang. Site Overlay), która otwiera Ci badaną stronę i do tego nanosi na wzór heatmap mapę linków, ze wskaźnikami ilości kliknięć. Mechanizm współpracuje także z narzędziem mierzenia konwersji. Dzięki Site Overlay możesz zorientować się, które bannery zainstalowane na stronie głównej sklepu cieszyły się popularnością oraz które kategorie są najczęściej klikane. Statystyki generowane są dla każdej podstrony osobno, a więc możesz prześledzić np. ile osób dotarło do 3 strony w kategorii buty i gdzie kliknęły będąc na tej stronie. Narzędzie jest wręcz niezastąpione przed wprowadzeniem zmian do interfejsu swojego sklepu czy strony.

Własny serwer czy wynajęcie serwera dedykowanego? Test Fornalskiego dla serwerowni.

pfornalski
Czy serwer we własnym biurze rzeczywiście jest bezpieczniejszy od serwera dedykowanego? Od czasu do czasu ktoś próbuje mi to udowodnić, a ja wtedy przedstawiam 7 punktów, które należy uwzględnić stawiając serwer internetowy we własnym pomieszczeniu. Przygotowałem test Fornalskiego, swoisty checklist dla wszystkich tych, którzy myślą o własnym serwerze.

Oto kilka kwestii o których nie wolno zapomnieć:

  1. Zasilanie – podłączenie serwera do kontaktu, czy nawet przez listwę zasilającą kupioną za 30zł w sklepie komputerowym to pomyłka. Serwer ma działać nieprzerwanie, a zatem nie może restartować się ilekroć spadnie napięcie. Podłączenie do UPS za 200zł również odpada, bo nawet bez monitora serwer z szybkim procesorem i 2 twardymi dyskami wyssa prąd w ciągu 20 minut. Przyda się zatem porządny UPS (koszt od 1500zł w górę na każdy komputer). Jeżeli masz biuro w rejonie, gdzie przerwy w dostawie prądu są częstsze będziesz potrzebował generatora prądu. Generator to wydatek kolejnych kilku tysięcy złotych. Poza tym nie możesz go ustawić w biurze, a zatem potrzebujesz odpowiedniego pomieszczenia aby go tam trzymać. Ktoś kto próbował kiedyś pracować obok włączonego generatora prądu wie co mam na myśli. Ostatnie burze uniemożliwiły start jednej z porównywarek cen, z właścicielem której korespondowałem. Burza spaliła mu serwer i musi odzyskiwać dane. Za to instalowanie zasilaczy redundantnych będzie już zbytkiem. Przecież w razie czego będziesz mógł szybko taki zasilacz wymienić. Niemniej nie montuj zasilacza za 70zł, przyda się coś stabilnego (tanie zasilacze mają wahające się napięcie). Koszt dobrego zasilacza to 300zł i więcej.

  2. Archiwizacja – budując serwer potrzebujesz kontrolera RAID 1 lub działającego na podobnej zasadzie. Chodzi o to, że podczas awarii dysku (co czasami ma miejsce) nie możesz być narażony na utratę danych. Ideałem jest w pełni sprzętowy kontroler RAID 1 i kieszenie hot-swap, czyli rozwiązanie pozwalające wymienić dysk w locie. Oczywiście argument z kieszeniami jest podobny jak z redundantnym zasilaczem. Niemniej sprzętowy kontroler RAID 1 to absolutna podstawa. Sam RAID 1 zabezpieczy cię jedynie przed awarią dysku (np. Mechaniczną). Nie zabezpieczy cie przed większą katastrofą, skasowaniem danych lub kradzieżą całego serwera. W związku z tym musisz zaplanować archiwizację i dbanie o to aby kopie zapasowe nie były w tym samym miejscu co serwer. O archiwizacji możliwe że napiszę coś więcej w przyszłości, bo to temat rzeka. Kontroler RAID 1 to wydatek od kilkuset złotych w górę.

  3. Ochrona – wychodząc z biura zamykasz drzwi i włączasz alarm. Problem w tym, że takie zabezpieczenia działają w przypadku zwykłych złodziejaszków. A co stanie się, jeżeli twój konkurent wynajmie oprychów tylko po to, aby siekierami pocięli Ci serwery? Czyż nie będzie to najprostsze wysadzenie Cię z interesu? Właśnie na takie okoliczności potrzebujesz kopii zapasowych w innej lokalizacji i co najważniejsze odpowiednich procedur dostępu do sprzętu. Myśląc na poważnie o biznesie w Internecie, powinieneś zapewnić całodobową ochronę serwerów. Liczenie przypadku ataku na to, że firma ochroniarska zdąży w razie czego przyjechać nie jest zbyt szczęśliwym pomysłem. Kto nie wierzy, że takie zdarzenie może porządnie zachwiać firmą powinien obejrzeć film dokumentalny „Startup.com” gdzie znaczącym wydarzeniem jest kradzież laptopa CEO firmy.

  4. Łącza – to podstawa działania firmy internetowej. Opieranie się na zwykłej linii DSL jest mocną porażką. Każdy kto ma DSL w firmie wie jak często występują przerwy w dostępie do sieci. Kiedyś mieliśmy własne łącze POLPAK-T 2 Mbit. Wszystko było fajnie, do momentu kiedy transfer nie spadł do 60kbit/s. Reklamacje w TP nie pomagały. Oznajmiono mi, że 2Mbit to prędkość maksymalna, a nie gwarantowana. Skończyło się wypowiedzeniem umowy i przeniesieniem do serwerowni firmy telekomunikacyjnej. Ponad to jedno łącze może przestać działać. Potrzebujesz zatem przynajmniej 2 dostawców Internetu i odpowiedniego routera, który będzie potrafił przełączać ruch w razie takiej awarii. To już poważny wydatek, routery potrafiące to robić to nie zabawki. Zresztą współczesne standardy to łącza kilkudziesięciomegabitowe. Powinieneś pomyśleć o światłowodach. W tym przypadku inwestycja idzie w setki tysięcy złotych i jest całkowicie nieopłacalna jeżeli wynajmujesz biuro i masz np. 3 miesięczny okres wypowiedzenia.

  5. Gaśnice – potrzebujesz systemu gaśniczego. Nie chodzi mi tu tylko o gaśnicę stojącą nieopodal, ale o ogólną strategię wykrywania i gaszenia pożarów. Ideałem jest system gaśniczy oparty na gazach niepalnych, którymi w przypadku pożaru całkowicie wypełnia się pomieszczenie. W ten sposób pożar skutecznie jest gaszony, a nienadpalone urządzenia pracują bez żadnej przerwy (komputery nie potrzebują oddychać). Taki system gaśniczy wymaga odrębnego pomieszczenia, hermetycznego. Nie chcielibyśmy przecież znaleźć pewnego dnia poduszonych pracowników leżących na podłodze. Samo wykrywanie pożaru również musi odbywać się w sposób automatyczny, szczególnie jeżeli nie masz całodobowego monitoringu ale nawet on nie daje gwarancji natychmiastowego wykrycia pożaru. Możesz myśleć, że pożar to rzadka sprawa, ale jeżeli urządziłeś serwerownię w budynku z instalacją elektryczną niedostosowaną do wszystkich urządzeń które zainstalowałeś nie będzie o niego trudno. Zresztą pożar trafia się bardzo rzadko. Głupio by było jednak gdyby akurat przytrafił się tobie.

  6. Wentylacja – komputery i ludzie potrafią nieźle dopiec. 8 godzin pracy kilku osób i ich komputerów i nawet w zimowy dzień robi się przytulnie ciepło, nawet bez włączonego ogrzewania. Każdy współczesny komputer ma zabezpieczenie przeciwko przegrzaniu się i jeżeli w pomieszczeniu zrobi się gorąco, po prostu zacznie się restartować albo się wyłączy. Urządzenia, które nie mają takiego mechanizmu jnp. routery czy switche po prostu będą się zawieszały. Absolutne minimum to dobry przepływ powietrza i wentylatory oraz nienasłonecznione pomieszczenie. Najlepiej jeżeli pomieszczenie jest klimatyzowane urządzeniem o odpowiedniej wydajności. Klimatyzacja ma również tę zaletę, że nie powoduje wymiany powietrza a więc eliminuje kurz. Pomieszczenie powinno być tak zorganizowane, aby po 3 latach, otwierając obudowę serwera nie było w niej kurzu. Kurz bowiem powoduje zwarcia, przegrzewanie na skutek zmniejszonej wydajności wentylatorów i inne problemy.

  7. Urządzenia zdalnego dostępu – KVM i RR to skrót od Keyboard Video Mouse i Remote Reset oznacza w skrócie urządzenia umożliwiające zdalny dostęp do konsoli, pozwalające na zarządzanie zdalne komputerem. Istnieją różnego rodzaju urządzenia od wdzwanianych telefonicznie po urządzenia IP. Komuś kto nie ma pojęcia jak wygląda praca administratora może się wydawać, że takie urządzenie to luksus, ponieważ admin zawsze może podejść do komputera. Problem zaczyna się jednak w nocy. Takie urządzenie zwiększa komfort i daje realne korzyści. Administrator może być bowiem w czasie gotowości do pracy, a nie w pracy (patrz Kodeks Pracy). Dodatkowo jeżeli masz mały zespół fachowców głupio będzie się tłumaczyć klientom, że serwer nie działa, ponieważ administrator jedzie z drugiego końca miasta aby coś zrestartować. W związku z tym warto zawczasu zaopatrzyć się przynajmniej w urządzenie Remote Reset, które pozwoli na wykonanie operacji tzw. „ręki boga”, czyli naciśnięcie reset. W 95% interwencji administratorów reset jest niezastąpionym narzędziem. KVM pozwoli na dostęp do konsoli i pracę np. przed wystartowaniem systemu np. w trybie awaryjnym. Jeżeli chcesz być na prawdę wolny lub mieć tylko jednego admina KVM i RR to podstawa. Jeżeli wynajmujesz przestrzeń w istniejącej serwerowni tak jak moja firma 3 lata temu, to upewnij się, że serwerownia oferuje KVM i RR. Nasze serwery zazwyczaj jak na złość zawieszały się tuż przed dniem świątecznym i trzeba było czekać do 8:00 rano dnia następnego kiedy jeden z pracowników wpuścił nas do serwerowni. Za RR może służyć również pracownik ochrony, ale z doświadczenia wiem, że to nie najlepszy pomysł. Panowie w czarnych ubrankach i dużych łapskach kształtowanych na sztangach zazwyczaj mają problemy z naciskaniem małych guziczków i potrafią nabroić. Koszt urządzeń KVM i RR to od 2000zł w górę.

Powyższa lista to rozsądne minimum. Przygotowanie miejsca na 1 PC to wydatek przynajmniej 20 tysięcy złotych. Utrzymanie łącza i całej instalacji to kilkanaście kolejnych tysięcy. W związku z tym mało kto rzeczywiście spełnia tych 7 punktów. Wyjątek stanowią firmy świadczące usługi wynajmu serwerów dedykowanych.

Wiem, że fajnie móc się pochwalić własnymi maszynami i poprzytulać komputer na dobranoc. My również mieliśmy własne serwery. Najpierw serwerownię zbudowałem u siebie w domu, jednak po problemach z łączem musiałem szybką ją zlikwidować. Największe problemy przysparzało stabilne zasilanie. Później przenieśliśmy serwery do wynajętej przestrzeni w firmie telekomunikacyjnej (tzw. kolokacja serwera), gdzie była klimatyzacja i dobre zasilanie. Tam z kolej dopadły nas punkty 4 i 7. Od 3 lat korzystamy z usług firm wynajmujących serwery dedykowane. Z początku miałem poważne wątpliwości czy to na pewno bezpieczne. Dzisiaj wiem, że outsourcing usługi utrzymania serwerów i łącza był najlepszą decyzją. Płacimy więcej za wynajem sprzętu, ale za to mamy dużo niższe opłaty za dostęp do Internetu, ponieważ serwerownie dysponują szerszym pasmem, które dzielą na wiele firm i są ulokowane przy węzłach sieci szkieletowych. Dzięki urządzeniom KVM możemy reagować szybciej niż w przypadku gdy serwery były oddalone od naszego biura tylko o 2 kilometry.

Jeżeli chcecie na dobranoc przytulać swoje dziewczyny, a nie serwery, pokażcie swoim szefom tę listę i oceńcie w skali od 0 do 7 swoją własną serwerownię. Jeżeli wypadacie blado, zdecydowanie namówcie szefostwo na wynajęcie serwera dedykowanego. Budowa własnej serwerowni jest opłacalna dopiero przy około 10 własnych serwerach.

Na koniec link do galerii zdjęć jak urządzona jest serwerownia największej firmy dostarczającej serwery dedykowane na świecie http://www.theplanet.com/pdfs/facilities_chartF.pdf

Wnioski z metody 1/X+Y dla freelancerów

pfornalski

Jeżeli pracujesz w domu, nie masz księgowości może Ci się wydawać zbyteczne martwienie się o fundusz remontowy i rozwojowy. Jeżeli przeczytałeś mój wcześniejszy post o metodzie 1/X+Y i myślisz sobie nadal, używam tylko laptopa, paru programów, więc to nie dla mnie, bo w razie potrzeby zrobię kilka zleceń i zarobię na nowego - przeczytaj parę wskazówek dla Ciebie.

Po pierwsze nie uwzględnianie amortyzacji Twojego sprzętu powoduje, że zlecenia freelancerskie wyceniane są często po śmiesznych i nierealnych dla firm cenach. Pisałem o tym więcej w artykule „Freelancing - Menadry wdrożeń informatycznych (cz. 3)". Zróbmy prostą kalkulację. Załóżmy że robisz strony w PHP i HTML, robisz do tego grafikę i flashe. Łącznie zakup sprzętu to około 4000zł, a programów to załóżmy kolejne 5000zł. Pisząc o programach mam na myśli legalne wersje, niekoniecznie najnowszych wersji programów. Jeżeli chcesz kupić najnowsze wtedy potrzebujesz na programy dwa razy tyle.

Jako webmasterowi proponuje Ci wskaźnik X=36 i Y=10%. Jeżeli Twój laptop i programy to 9000zł, to Twój fundusz miesięczny powinien wynosić 275zł. Czyli oprócz wydatków na prąd, Internet, telefon, ZUS itp. powinieneś doliczać właśnie 275zł miesięcznie do tych kosztów i swojego zarobku. Przecież za 3 lata będziesz potrzebował nowego sprzętu i nowych programów aby nadążyć za rozwojem. Oczywiście, aby być na bieżąco możesz do funduszu rozwojowego doliczyć:

  1. Upgrade programów
  2. Dostęp do płatnych tutoriali i e-booków - wybieranie wyłącznie darmowych nie jest najlepszym rozwiązaniem

  3. Książki

  4. Kursy i szkolenia

  5. Wyjazdy na wystawy, konferencje itp.

  6. Kawa wypita z papierowego kubka w centrum stolicy innego państwa (mnie to bardzo inspiruje)

Zostawienie sobie takiego marginesu i przeznaczanie pewnej z góry ustalonej kwoty pozwoli Ci utrzymać się na topie. Jeżeli właśnie skończyłeś szkołę i chcesz żyć z freelancingu musisz również dbać o to, aby mieć co jakiś czas nowy i wydajny sprzęt. Przede wszystkim musisz wiedzieć, że to że teraz jesteś na topie wynika z tego, że w szkole miałeś dużo czasu na naukę. Kiedy zaczniesz normalnie pracować i utrzymywać się, a będziesz przy tym dobry, to będziesz miał zlecenia niemal przez cały czas. Zatem nie możesz nastawiać się na wychodzenie na zero. Musisz od razu uwzględnić koszty takie jakie będziesz miał pracując na własny rachunek. I co ważne, musisz uwzględniać zużycie się Twojego komputera. Nawet jeżeli nie pracujesz na legalnych programach powinieneś tak kalkulować ceny aby móc w razie potrzeby je kupić. Przecież nie możesz całe życie kraść cudzych programów.

Jeżeli dopiero zaczynasz i dostałeś od rodziców komputer, nie dziwię się że zaczynasz od piratów. Kłamcą jest twierdzenie, że freelancerzy powinni zaczynać od oryginalnych programów. Jeżeli jednak po roku czy dwóch nadal używasz piratów i nie stać Cię na oryginały to znaczy, że Twoje ceny są nierealnie niskie. Wyobrażasz sobie, że przez całe życie nie będzie Cię stać na narzędzia nowe i niekradzione? To tak jak by serwisy samochodowe wstawiały kradzione części z giełdy bo nie było by ich stać na nowe. Naturalną sprawą jest, że pub, gabinet lekarski, fryzjerski, serwis samochodowy, biurowiec będą musiały być co kilka lat remontowane. Tak samo i ty musisz to uwzględnić w swoich kalkulacjach.

Home.pl wyrzuca ludzi z serwerów

pfornalski

Rok 2006 był rokiem masowego upadania „tanich hostingów". Klienci dzięki temu wpoili sobie, że trzeba trzymać się markowych hostingów, inaczej pewnego dnia, niespodziewanie, firma a wraz z nią dane klientów mogą zniknąć. Taki los spotkał jednego z klientów IAI-Shop.com - sklep Rangershop.pl (przeczytaj więcej). W ostatnich dniach Piotr Mikołajski napisał serię 4 artykułów „Zły home dla stron WWW" (patrz cz. 1, 2, 3, 4) rozwodząc się jaka to firma Home.pl jest zła, bo w skrócie ograniczyła 50 najbardziej obciążających obliczeniowo jej serwery klientów. Pragnę uzupełnić fakty Piotra Mikołajskiego o kilka własnych komentarzy i przede wszystkim przedstawić odmienny punkt widzenia.

Początkowo serwery (wtedy jeszcze tzw. komputery mainframe) stanowiły jedyną szansę na przeprowadzenie obliczeń komputerowych. Naukowiec, który chciał coś policzyć udawał się do centrum obliczeniowego i wynajmował sobie czas komputera. Klient był obciążany za cykle zegarowe lub czas dostępu do serwera. Potem pojawiły się komputery, ludzie zaczęli liczyć różne rzeczy na swoich biurkach i wraz ze wzrostem szybkości, podwajanym co 18 miesięcy szybko zapomnieli, że moc obliczeniowa komputera może stanowić jakiś problem. W latach 90-tych zaczęła się ekspansja ilości serwerów w związku z rozwojem Internetu. Brak rozbudowanych systemów webowych i pisanie programów niskopoziomowo pozwalał całkowicie nie przejmować się czymś takim jak moc obliczeniowa serwera.

W przypadku serwera istniejąc 3 zasoby, które podlegają ciągłej kontroli przez administratora:

  • Wolne miejsce na dysku oraz opóźnienie powodowane przez sam dysk i system plików na dysku
  • Wolna pamięć operacyjna - 4GB w przypadku komputera osobistego to nadal niewyobrażalna ilość. W przypadku serwerów takich jnp. stosujemy przy IAI-Shop.com 4GB czy nawet 6GB to naprawdę mało i trzeba nią oszczędnie gospodarować.
  • Procent zużywanego procesora

Parametry te można kontrolować w przypadku systemów Unixowych np. programem „top" instalowanym standardowo niemal w każdej dystrybucji. Przy rosnącej szybkości łączy włąśnie te parametry zaczynają być kluczowe. Przeciętny użytkownik może się zastanowić jakie ma to dla mnie znaczenie dla niego, skoro cena hostingu jest taka niska?

Hosting ma przynosić hostingodawcy zyski. A te będzie przynosił przy niskich cenach tylko wtedy gdy iloczyn sumy zasobów zużywany i kosztu jednostkowego konta będzie wyższy niż koszt utrzymania serwera. Jak się nad tym chwilę zastanowić to jest to oczywiste i proste. Jednak gdy wspomnę osobie, która mi mówi, że hosting jest tańszy niż np. nasze limity w IAI-Shop.com wtedy już takie oczywiste to nie jest. Ceny hostingu są planowane tak, że pojedynczy klient nie zużywa zbyt wiele zasobów. Kiedy zużywa się wiele zasobów serwera? Oto przykłady takich sytuacji:

  1. Duża ilość odwołań do bazy np. przez systemy typu darmowe CMS i fora (np. phpNuke lub phpBB)
  2. Pętle w programach z dużą ilością iteracji
  3. Umieszczanie wielu plików w jednym katalogu (np. 50000 obrazków w jednym katalogu)
  4. Przetwarzanie dużych obrazów np. przy pomniejszaniu
  5. Stosowanie olbrzymich tablic ładowanych z SQL bez warunków WHERE i przetwarzania ich w języku skryptowych

Takich niuansów są tysiące. Jeżeli na serwerze z którego ma korzystać 5000 klientów instaluje się program, który zużywa 50% zasobów serwera, to okazuje się że biznes hostingowy staje się nieopłacalny. Co może zrobić hostingodawca? Może pogodzić się z tym, że serwer może działać wolno jeżeli ktoś go „przymuli", albo może nakładać limity. W przypadku Home.pl operator zachował się bardzo kulturalnie, bo zaproponował m.in. optymalizację kodu. Niestety, ale fakt jest taki, że 95% programów webowych napisanych przez doromosłych programistów, którzy pod choinkę dostali książkę „PHP i MySQL" jest pisanych nieudolnie. Zresztą ktoś kto nie rozwija jednej aplikacji przez dłuższy czas nie jest w stanie wykryć wszystkich wąskich gardeł (ang. bottleneck). Wprawni programiści mogą skorzystać z metod badania wydajności (ang. benchmarking) i badania czasu wykonywania poszczególnych fragmentów kodu (ang. profiling). Niestety metody te są nieznane domowym programistom piszącym w pośpiechu sklepik czy portal, goniąc za kolejnymi 300zł. A Home.pl podjął słuszną z biznesowego punktu widzenia decyzję. Pamiętacie jak mówiłem o zasadzie 80/20 przy okazji omawiania „Do czego jest potrzebny CRM?". Wydaje się to brutalne, ale skoro 0,25% klientów Home.pl generuje 50% kosztów to pozbycie się tych kilku klientów podwoi zyski.

Co musi wiedzieć człowiek, który zamawia aplikację?

  • Jeżeli system ma być tani, czyli działać w oparciu o hosting, nie może mieć wielu funkcji takich jak aplikacje desktopowe czy intranetowe. Inaczej będzie zbyt rozbudowany na ograniczone serwery hostingu.
  • Jeżeli aplikacja ma być rozbudowana i przetwarzać duże ilości danych może być potrzebny serwer dedykowany. Koszt takiego serwera jest jednak znacznie wyższy niż konta hostingowego.
  • Jeżeli aplikacja ma działać mało zasobożernie, wtedy trzeba poświęcić na jej napisanie znacznie więcej czasu niż kiedy nie ma takiego rygoru. Napisanie aplikacji możliwie optymalnej wymaga większych kosztów ze względu na większą ilość (nawet do 1000 razy) czasu jaki programiści spędzą na napisaniu aplikacji. Bez optymalizacji pewnych funkcji zaawansowanych tjnp. gospodarka magazynowa nie da się uzyskać w ogóle.

Jak więc widzisz, nie ma róży bez kolców i każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Istnieje jednak pewna grupa programów, które są tanie i optymalne - są to tzw. produkty pudełkowe, czyli pisane dla wielu użytkowników. Nie chodzi tu bynajmniej o programy, które można kupić w sklepie w pudełku. Chodzi o taką klasę programów, które pisane są z myśl systemu uniwersalnego dla wielu klientów. Jeżeli program jest pisany dla wielu klientów jednocześnie, to nawet jeżeli producent sprzeda go np. za cenę 1/100 systemu dedykowanego, sprzedając go następnie 1000 klientów, osiągnie przychód 10 razy większy. Dodatkowe pieniądze przeznacza się na dopracowywanie szczegółów, na które nikt by nie zwrócił uwagi przy systemie dedykowanym.

Cena najważniejsza jest i basta!

pfornalski
Cena to często najważniejsza informacja o produkcie czy usłudze. Brak ceny powoduje, że informacja o produkcie często jest nic nie warta. Jeżeli przeglądam stronę internetową zachęcającą mnie do jakiejś usługi lub produktu nie tracę czasu, jeżeli cena jest zbyt wysoka (czasami też zbyt niska). Jeżeli informacji o cenie nie ma, zazwyczaj wybieram inną ofertę, szczególnie jeżeli mam dzwonić lub wysyłać faks z pytaniem o cenę. Cenę można zaliczyć zdecydowanie do NPI.

Niestety ciągle widzę mnóstwo stron firmowych, gdzie nie mogę doszukać się ceny oferowanych produktów. Na przykład ostatnio szukam projektu domu do kupienia. Zacząłem od projektów gotowych aby zorientować się w cenach. Dlaczego dom nie miałoby się potraktować jak każdy inny produkt? Nie wiem, ale gdyby tak było z pewnością miałbym już własny. Przecież wybierając projekt chcę wiedzieć ile będzie kosztowało zbudowanie w oparciu o niego domu, a ceny mogą różnić się znacznie. Na przykład wylanie tarasu z betonu w stosunku do tarasu ziemnego może stanowić ponad 20 tysięcy złotych różnicy, a każdy dysponuje jakimś budżetem. Abym mógł sprawdzić dużą ilość ofert muszę znać cenę końcową domu. Niestety większość, spośród ogromnej liczby serwisów oferujących takie projekty traktuje temat ceny pobieżnie lub skrzętnie go pomija w nadziei że ktoś wykona kalkulację samodzielnie. Pozytywnym wyjątkiem jest oferta domy gotowe serwisu lipinscy.pl (http://www.lipinscy.pl/menuready_list.xml?page=1) . Taka oferta pozwala się bardzo szybko zorientować na co mogę sobie pozwolić. A na przykład serwis taki jak www.studioarcis.pl/ na zbudowanie którego wydano pewnie bardzo dużo, nie ujawnia ceny wcale. A szkoda, bo możliwe, że zamówiłbym u nich projekt jakiegoś domu.

Brak ceny w przypadku oferty uniemożliwia jakiekolwiek rozeznanie, który produkt muszę wybrać i jako człowiek wygodny pójdę tam gdzie cenę znam z góry. Dlatego warto poświęcić czas i pieniądze na zbudowanie mechanizmu, dzięki któremu będzie można cenę aktualizować na bieżąco. Że reguła ta działa, może zaświadczyć mój znajomy, który prowadzi kantor wymiany walut BigJack. Kiedy poprosił mnie o zrobienie mu strony powiedział, że chce taką jako jego konkurenci. Ja opierając się na mojej żelaznej zasadzie podawania zawsze ceny na stronie, zrobiłem mu prosty mechanizm, dzięki któremu może aktualizować kurs walut Euro i Dolara na swojej stronie. Dzięki temu wszyscy ludzie w Polsce mogą zorientować się po ile skupuje lub sprzedaje waluty w Szczecinie. A że jest to człowiek pracowity od paru lat robi to systematycznie, co owocuje tym, że przyjeżdżają po waluty do niego ludzie nawet z miast oddalonych o kilkaset kilometrów, bo czemu nie? Skoro wiedzą, że w Szczecinie 10000 Euro można kupić sporo taniej niż np. w Poznaniu? Nie muszę chyba mówić, że strona i praca zwróciła mu się po stokroć, co zresztą sam kiedyś osobiście mi potwierdził. Jeżeli tworzysz serwis e-commerce musisz być w stanie podać precyzyjnie cenę. Jeżeli na stronie z projektem domu znajduje się kosztorys z rozpisanymi materiałami i projektów są tysiące, to czemu nie pokusić się o tabelę cen produktów, którą mógłbyś łatwo aktualizować?

Kolejny przykład mojego rozwiązania to obsługa wielu walut w IAI-Shop.com. W innych systemach zazwyczaj przy każdym produkcie znajdują się 2-3 pola np. na cenę w złotówkach, dolarach i euro. To powoduje, że właścicielowi sklepu nie chce się aktualizować cen w innych walutach. Ja chciałem umożliwić łatwe prezentowanie w dowolnej walucie. Dlatego w IAI-Shop.com podeszliśmy do tego inaczej. Ustalasz cenę w wybranej przez siebie walucie, a ceny w innych walutach przeliczają się automatycznie na podstawie jednej tabeli kursów walut. Jeżeli właściciel dodatkowo ustawi ją na tryb automatyczny (lub jedną walutę), wtedy jej kurs będzie codziennie aktualizowany na podstawie tabeli kursów średnich NBP. Nawet w trybie ręcznym w przypadku Euro i Dolara operacja sprowadza się do wpisania 2 liczb.

Dlatego projektując lub zamawiając kolejny serwis, czy sklep zamów takie narzędzie, które umożliwi Ci szybką aktualizację cen i oddanie wszystkich rabatów czy sposobów wyliczeń, które są istotne. Jeżeli tego nie zrobisz Twoja aplikacja zamieni się w katalog i nie zyskasz oszczędności czasu i możliwości szybkiej prezentacji oferty.

Freelancing - Meandry wdrożeń projektów informatycznych (cz. 3)

pfornalski

Pojawił się w Polsce kolejny serwis pozwalający freelancerom szukać zleceń, a polskim e-przedsiębiorcom podwykonawców drobnych prac. Adres tego serwisu do www.Zlecenia.Przez.net. Idea serwisu bazuje na czymś pokrewnym pomiędzy tym co jest na WebHandel i systemem aukcyjnym. Niemniej serwis ma jedną zasadniczą wadę. W odróżnieniu od amerykańskich odpowiedników pozwala na wpisanie ceny „do negocjacji". To zabija ideę serwisu i moim zdaniem serwis powtórzy historię zeszmacenia się WebHandel. Dlaczego?

Ostatnio miejsca poświęciłem omówieniu kwestii wyceny projektów informatycznych i pewnie jeszcze sporo poświęcę. Zasada jakiej hołduję to ścisłe uzależnienie ceny realizacji od czasu wykonania. To jedyny sensowny przelicznik. Jak wygląda to w Polskich realiach? Wystarczy spojrzeć na Stronę Zlecenia.Przez.net. Zleceniodawcy nie szanują zleceniobiorców wprowadzając zbyt ogólne informacje, a zleceniobiorcy nie szanują zleceniodawców wprowadzając oferty wynagrodzenie do negocjacji i czas do negocjacji. To powoduje, że zamiast porządnego systemu dla freelancerów, wzorem serwisów amerykańskich, powstaje drugi WebHandel. Jedynym udogodnieniem jest to, że można wystawiać opinie zleceniobiorcom, co z pewnością ulepszy system zamawiania prac przez sieć.

Strona ta jest również przykładem tego jak nadal psuje się rynek usług internetowych w Polsce. Mimo, że nie widzę już zleceń w stylu „Zlecę zrobienie rakiety lecącej na Marsa" i odpowiedzi w stylu „Nasza grupa chętnie podejmie się realizacji zadania za 300zł". Mimo to większość zleceń to miny, które powodują, że informatycy mają złą reputację, źle zarabiają i rynek usług webowych jest zepsuty (patrz Żelazny trójkąt - Meandry wdrożeń projektów informatycznych). Jak to zauważył ostatnio czytelnik przy tym artykule, system który produkuję kosztuje przy wdrożeniu mniej niż iPod. Niestety dopóki będą się pojawiały oferty za 1000zł za wykonanie sklepu na własność, ludzie mało chętnie wynajmą nasz system za opłatą 4000zł, która była by adekwatna do jego wartości. Zresztą sam spójrz na poniższy rysunek przedstawiający jedną z ofert:

Przedmiotem powyższego zlecenia jest stworzenie serwisu podobnego funkcjonalnie do www.wykop.net, co już stawia to zadanie w ramach złożonych. Skoro serwis działa to na pewno nie napisał go ktoś w parę dni i teraz można go szybko i prosto skopiować. Duże znaczenie będzie miała wydajność, administracja, konta użytkowników i wiele detali których nie widać gołym okiem. Nad samą optymalizację wydajności programu programista może utknąć 40 godzin. Poza tym autor zlecenia pisze „o funkcjonalności podobnej" czyli tak naprawdę jakiej? Jako doświadczony programista widząc słowo podobny w zleceniu, miewam od razu mrowienie w lewej nodze. Wywołuje je właśnie słowo „podobny". Podobieństwo to miara rozmyta mogąca oznaczać nawet 40% zmienionej funkcjonalności. Oznacza to, że po przyjęciu zlecenia i wykonaniu go wiernie z oryginałem, zleceniodawca może nam kazać zmienić nawet 45% systemu. Po drugie nie łudźmy się, zleceniodawca będzie chciał od razu abyśmy poprawili niedoskonałości istniejącego projektu, który prawdopodobnie nie został poprawiony np. ze względów ekonomicznych.

Przykład

Kliknij aby powiększyć

Teraz przyjrzyj się ofertom zleceniobiorców. Zaznaczyłem 4 z nich:

  1. Ta oferta zakłada wykonanie takiego serwisu w 20 dni (zakładam że kalendarzowych) za 800zł. Znając obyczaje freelancerów będzie to 2 dni roboczych. Nawet przy 20 dniach kalendarzowych stawka godzinowa wyjdzie na poziomie6,25zł. Inną kwestią jest to, że czas ten jest niemal nierealny dla takiego projektu, zważywszy na potrzebę zaplanowania, zebrania uzgodnień, programowania, testowania i instalacji. W rzeczywistości zlecenioborca w mojej ocenie będzie potrzebował przynajmniej 400 a nawet 1000 roboczogodzin na ukończenie serwisu w podstawowej funkcjonalności.
  2. Ta oferta jest bardzo ciekawa. Zleceniobiorca zakłada, że wykona serwis w 4 dni za 900zł. Jeżeli nie ukradł kodu wykop.net to ten termin jest nierealny. A nawet, jeżeli programista zrobił wcześniej podobny system, nie powinien sprzedawać jego kopii byle by zeszła. Nie oskarżając nikogo obstawiam, że ktoś chce wziąć zaliczkę i nigdy projektu nie odda.
  3. Zleceniobiorca jaras przeczuwa, że coś jest nie tak ze zleceniem i podał termin 30 dni (zakładam że kalendarzowych), niemniej pozostawia cenę 1000zł aby być równie atrakcyjnym jak koledzy. Dodatkowo aby się uwiarygodnić pisze, że jest jeszcze z kimś. Tak więc zakładając, że ilość dni jest kalendarzowa i realistyczna przepracują 2*21*8 roboczogodzin. To daje stawkę godzinową 2,97zł.
  4. Ten oferent założył stałą cenę, przy zmiennym czasie. To bardzo ciekawe, ponieważ przyjmuje stałą zapłatę bez względu na czas realizacji. Chyba napiszę do niego i sam zlecę mu coś, płacąc raz na rok 1000zł.

Morał dla freelancerów
Ciągle nie jest dobrze z wyceną Waszej pracy. Jest lepiej, bo teraz to jest 1000zł za rakietę na Marsa, a kiedyś byłoby to 300zł. Jak ktoś ma nas koledzy szanować, skoro może wrzucić nam cokolwiek a my deklarujemy że i tak zrobimy mu to za 20 dni za 1000zł? Chciałbyś naprawdę zarabiać 1500zł na miesiąc przy założeniu, że będziesz miał przez cały czas zlecenia? Przecież to żenada zarabiać 3zł na godzinę. Tyle nie zarabia nawet sprzątaczka. Nic dziwnego, że potem pracując w dużej korporacji możesz usłyszeć od dyrektora, któremu naprawiasz laptopa „Żadna praca nie hańbi, nawet informatyka". Jedno jest pewne, bez obaw możesz liczyć 20-30zł za każdą przepracowaną godzinę. Taka stawka uplasuje Cię w średniej krajowej. Wszystko co wyceniasz poniżej stawia Cię na równi ze sprzątaczkami i panienkami na promocjach. Inaczej po paru latach odwalania harcerza, będziesz wyjeżdżał za granicę, twierdząc że w Polsce nie da się zarobić.

Morał dla zleceniodawców
Wybierając takich oferentów nie macie co liczyć na wysoką jakość kodu, terminowość czy cokolwiek. Ktoś kto kasuje 2 a nawet 6 zł za godzinę pracy nie może być szanującym się, chcącym żyć z freelancerstwa programistą lub webmasterem. Przecież takie zarobki są poniżej minimum socjalnego. Jeżeli ktoś dodatkowo podał nierealny termin tylko po to, aby wygrać zlecenie oznacza to, że prawdopodobnie zależy mu głównie na zaliczce. Są oczywiście również takie przypadki, że ktoś szuka pracy i łapie cokolwiek. Jednak w momencie gdy dostaje pracę etatową zostawi Twoje zlecenie, co wtedy? Jest również grupa ludzi, która tylko łapie zlecenia i nie wykonuje ich lub oddaje jedynie rozpoczęte prace. Jest również grupa ludzi, która rozpoczyna prace, by potem stwierdzić, że zlecenie jest zbyt pracochłonne i musisz dopłacić 9000zł. Oczywiście jaka by nie kierowała motywacja tymi ludźmi jedno jest pewne. To nie są ludzie, którzy traktują poważnie swoją pracę. Osobom takim można zlecić mało istotne prace takie jak bannery czy reklamę na forach. Odpowiedzialnej pracy jak stworzenie serwisu z którego chcesz żyć bym jednak nigdy takiej osobie nie zlecił. Pomyślałeś co się stanie kiedy wykryjesz jakąś usterkę?

Rozumiem również zleceniodawców, którzy chcą jak najtaniej zrobić stronę/grafikę/program itd. Jednak jeżeli zleceniobiorca daje stawkę oscylującą w granicach kieszonkowego, powinieneś również być czujny. Mówiąc górnolotnie prawdopodobnie jest to dzieciak. Inna osoba przyszła by np. do mnie i dostałaby więcej jako etatowy pracownik.

Jak powinieneś postąpić, aby znaleźć dobrego wykonawcę lub projekt?
Zawsze oczekuj konkretów już na wstępie. Jeżeli zleceniodawca lub zleceniobiorca nie podaje konkretów, operując wielkimi ogólnikami oczekując konkretnego terminu lub wynagrodzenia, powinna cię mrowić lewa noga (do kopnięcia lub ucieczki w zależności od temperamentu). Oczywiście nie wszyscy zleceniodawcy muszą wiedzieć czego chcą. Jeżeli ktoś zgłasza się do mnie po sklep i nie wie zupełnie jak ma działać lub wyglądać, to proszę go po prostu o deklarację, że powierza zadanie mi, ja rozplanowuję to na 40 roboczogodzin i dostaje maksymalnie dobry system za tą cenę. Jest część klientów, która się na to godzi. Jednak w tym przypadku muszą to wyraźnie zadeklarować i zgodzić się na to, że moja decyzja jest wiążąca.

Aby było jasne, jestem za freelancingiem i uważam, że tacy ludzie są bardziej efektywni i bardziej kreatywni niż agencje reklamowe, które za roboczogodzinę zdzierają 100-200zł, często zlecając pracę dalej. Moja dziewczyna, Marta, sama jest świetnym freelancerem i z tego żyje. Między innymi w ochronie takich ludzi, którzy traktują swoją pracę profesjonalnie napisałem ten artykuł.

Żelazny trójkąt - Meandry wdrożeń projektów informatycznych (cz. 2)

pfornalski

W poprzednim artykule omówiłem pokrótce sprawę wyceny projektu i starałem się przekonać do zasady, która mówi, że cena projektu powinna być uzależniona bezpośrednio od ilości pracy którą należy w niego zaangażować. Teraz chciałbym Ci wyjaśnić, dlaczego dzieje się tak, że projekt ma obsuwę czasową lub realizowany jest ze stratą. Na koniec wyjaśnię również czemu czasami projekt, z który kasujesz kopę siana i miał Ci pomóc zmienić samochód na lepszy, okazał się być fiaskiem finansowym.

Pan Joseph Phillips w swojej książce „Zarządzanie projektami IT" nazwał ścisłą zależność projektów IT żelaznym trójkątem projektów. Wyobraź sobie trójkąt równoboczny. Jego boki reprezentują czas, koszt i zakres funkcjonalny projektu. Projekt rusza i wszystko wydaje się być w równowadze, zaplanowałeś tyle czasu ile trzeba, wyceniłeś projekt, tak żeby opłacić pracowników i jeszcze zarobić i ustaliłeś zakres projektu. W trakcie realizacji, lub po niej, jeszcze przed oddaniem projektu np. strony lub sklepu klient zaczyna wymyślać, że chciałby dodać coś niewielkiego. Wydaje Ci się, że coś niewielkiego nie zagraża projektowi. Nic bardziej mylnego, właśnie zrobiłeś pierwszy ruch łopatą do wykopania sobie grobu. Przecież coś z pozoru niewielkiego może okazać się czymś wielkim. Jeżeli masz doświadczenie np. programowaniu wiesz, że czasami dodanie czegoś z pozoru nieistotnego potrafi zabrać kilka dni. Osoba nie mająca doświadczenia informatycznego nie jest w stanie sobie tego wyobrazić, ale programista bez wahania mi przytaknie.

Po pierwsze primo, jeżeli dodajesz coś do projektu, czego nie było w planie, nie robisz tego co powinieneś zrobić w ramach planu. Zatem albo przesuwasz termin oddania (tzw. ścieżka krytyczna) albo fundujesz sobie siedzenie po godzinach. Jeżeli między zadaniami występują jakieś dodatkowe zależności np. coś musi się skończyć by coś innego mogło się zacząć, właśnie z pozoru niewielka zmiana spowodowała całą lawinę zmian.

Po drugie primo, jeżeli płacisz pracownikom za przepracowane godziny, to właśnie dopłaciłeś kilkadziesiąt albo kilkaset złotych, jednym głupim „ok". Dodając zatem coś czego nie było w planie, wykonujesz pracę nadmiarową, za którą nikt Ci nie zapłaci. Jeżeli takich zmian wprowadzasz wiele, nie kontrolując i nie dyscyplinując zleceniodawcy, może się okazać, że projekt zajął Ci np. 20% więcej czasu. Jeżeli miałeś na projekcie zarobić 20% to właśnie na głupie zmiany, wydałeś swój zarobek i znajdujesz się w miejscu, w którym znajdowałeś się przed rozpoczęciem projektu. Jeżeli chcesz to zrobić, bo kochasz swojego klienta, to przynajmniej musisz mu uświadomić jaki prezent mu zrobiłeś. Zobacz na poniższy rysunek reprezentujący żelazny trójkąt projektu, kiedy rozszerza się zakres funkcjonalny. Kto zapłaci za zwiększone koszty? Zauważ że nawet, jeżeli klient zapłaci za dodatkowe zmiany, to czas nie wydłużył się. Ktoś zatem będzie musiał pracować po godzinach lub w większym stresie. A przecież miało być przyjemnie... czyli musisz również wydłużyć czas realizacji. Musisz też albo wyciągnąć dodatkowe pieniądze na pokrycie nadgodzin, albo uświadomić, że projekt przedłuży się np. o tydzień.

 

Żelazny trójkąt projektów IT
Kto zapłaci za dodatkowe zmiany? Jeżeli ty, uświadom klientowi, że robisz mu prezent.

W interesie projektantów, menedżerów e-firm a nawet klientów leży dokładne kontrolowanie zmian w projekcie i zrozumienie tej zależności. W książkach do zarządzania projektami zaleca się zbieranie na piśmie wniosków o zmiany i każdorazowe ich rozpatrywanie. Może się przecież zdarzyć, że zmiana nie będzie dodatkowo nic kosztowała, a zwiększy użyteczność i przydatność systemu, strony lub produktu. Nie tyle ważne jest zbieranie tego w postaci jakiegoś tam określonego formularza, co ważne jest samo zdyscyplinowanie i uświadomienie zarówno klientom jak i pracownikom, że wprowadzanie samodzielnie zmian do projektu, powoduje że może się on zakończyć fiaskiem, albo przestanie być pod koniec tak przyjemnie. Takie wnioski o zmiany przesyłane np. e-mailem, są lepiej dopracowane i klient za przysłowiowy tydzień nie wprowadzi zmian do swoich zmian.

Przykład
Opowiem może jak poradziliśmy sobie z tym w IAI-System.com. Otóż w naszym utrapieniem są klienci, którzy zamawiają standardowy sklep, ale po uzgodnieniu wstępnych oczekiwań i po zamówieniu sklepu, wymyślają coś, czego w systemie nie ma. W takiej sytuacji musimy to dodać do systemu lub przebudować. Jeżeli takich zmian jest kilka wdrożenie sklepu, które powinno zająć 2 tygodnie, potrafi wydłużyć się do 2 miesięcy (np. oczekiwanie na większe poprawki do systemu). Klient nam się rozmywał, bo 2 miesiące to całkiem sporo i zdarzało się, że komuś pierwszy entuzjazm do otwarcia sklepu mijał. Poza tym byliśmy na tym mocno stratni, bo pracowaliśmy bardzo dużo, by po paru miesiącach zainkasować niewielkie honorarium (standardową opłatę). Z drugiej strony wycena na poziomie np. 2000zł (standardowo 899zł) w przypadku standardowych klientów mogła ich odstraszyć. Bardzo długo szukałem rozwiązania tego problemu, aż udało mi się to samodzielnie rozpracować.

Jeżeli klient nie chce niestandardowego sklepu (wycenianego osobno na podstawie ilości godzin, które przepracujemy) to kasujemy go 899zł i przeznaczamy na pracę nad sklepem do 40 roboczogodzin. Jeżeli uda nam się zrobić coś w 20 to albo dodajemy coś ekstra, albo zapisujemy sobie to, że zostało nam 20 godzin i przy następnych zleceniach robimy coś gratis. W tym czasie jesteśmy w stanie przygotować projekty i wygenerować kompletny, indywidualnie wyglądający sklep. Jeżeli jednak klient chce coś zmienić np. wprowadzić top we flashu, wykonujemy to po tym jak uznajemy podstawową funkcjonalność sklepu za skończoną. Mieliśmy i takie zlecenia: „zróbcie mi top, gdzie ląduje helikopter, strzela hałbica, wyskakują żołnierze z helikoptera i strzelają", a przecież zrobienie takiej animacji samo w sobie może oznaczać 10 albo i 80 godzin pracy fleszowca. Sam to w tym momencie to projekt przekraczający wdrożenie sklepu IAI-Shop.com Dlatego przygotowujemy top np. w PNG i staramy się cały sklep uruchomić w 2 tygodnie od zamówienia. Później klient może zlecić nam wymianę topu na animację, po przesłaniu dokładnych wytycznych lub zgadzając się pokryć ilość godzin jaką przepracujemy podczas tworzenia. Może też zlecić to komuś innemu i przesłać go nam do podmiany. W ten sposób, zgodnie z obietnicą na stronie firmowej, po 2 tygodniach ma sklep, który może sprzedawać. Jeżeli nie spieszy mu się, nie musi go przecież wykorzystywać.

Po drugie wiadomo, że sklep jest uruchomiony i programista wie, że jego praca już się skończyła, a należy jedynie zaalokować czas fleszowcowi. Na tej podstawie łatwo mogę kontrolować rzeczywisty koszt projektu i oferować tanio kompletny sklep niewymagającym specjalnych kombinacji klientom, oraz dogadzać klientom lubiącym zmiany i przy tym gwarantując sobie zysk. Mogę też lepiej zarządzać czasem i zadaniami pracowników. Unikam też w ten sposób odpowiedzi na pytanie „Ile kosztuje sklep" w sposób „to zależy", podając cenę 899zł. W praktyce 99% projektów mieści się w tych 899zł, które podane są w cenniku. Wiele poprawek natury programistycznej np. zwracanie jakiegoś elementu do warstwy prezentacji robimy za darmo i klienci nic za to nie płacą. W takiej sytuacji mają uruchamiany sklep z zastrzeżeniem, że w menedżerze zadań wpisaliśmy zadanie programistyczne i zrealizujemy je np. po 2 tygodniach, nanosząc zmiany do obecnego sklepu.

Happy end
I wiecie co? Nasi klienci są teraz bardziej zadowoleni, pracownicy też, nie mówiąc o mnie. Przecież każdy lubi wiedzieć, że wszystko znajduje się pod kontrolą i czuć, że jego praca przynosi zysk, za który można pracować u siebie, a nie rozglądać się za pracą etatową. Taki układ powoduje też, że nasze działania są transparentne i klient doskonale wie z czego wynika cena. Np. nie boję się pytania, czemu top we flashu kosztuje więcej niż cały sklep.

Obiecałem również wyjaśnić w jaki sposób projekty ekskluzywne, kończą się klapą finansową. Sprawa jest prosta. Kasujesz klienta za dużo i wiesz o tym, więc na każdą jego zmianę zgadzasz się, sam też czasami przekraczasz to czego od Ciebie oczekuje. W efekcie projekt wymyka się spod kontroli, a ty to co miałeś zarobić straciłeś na przeróbki i poprawki.

C.D.N. już w poniedziałek. Dajcie też znać jak Wam się podoba tekst i przysyłajcie dalsze pytania.

Wycena - Meandry wdrożeń projektów informatycznych (cz. 1)

pfornalski
Projekty informatyczne, potrafią doprowadzić do szału zarówno klienta jak wykonawcę. Po pewnym czasie wykonawca ma już dosyć klienta, który zmienia w kółko zdanie, a klient ma dosyć wykonawcy, który nie ma ochoty już na realizację projektu. Zrozumienie tego, co jest przyczyną frustracji w takich projektów, zajęło mi parę dobrych lat i wiele wyskubanych włosów. Teraz, dzięki temu praca sprawia mi więcej przyjemności.

Zacznę od zastanowienia się jak wygląda wycena większości prac, czyli tego co powoduje później frustrację. Weźmy na przykład przetarg ogłaszany na stronie internetowych np. na wykonanie jakiegoś zlecenia. Zleceniodawca określa bardzo ogólnie czego potrzebuje. Webmaster potrzebujący zleceń stara się zaproponować cenę, uwzględniając klasyczny schemat licytacji odwrotnej, czyli musi dać cenę możliwie niską. Tak więc pada jakaś cena za projekt. Oferta jest akceptowana, wszyscy się cieszą i z entuzjazmem przystępują do pracy. Potem zaczynają się schody. Jeżeli klient przygotował specyfikację funkcjonalną, to wykonawca ma jeszcze jakieś szanse przeżycia. Jeżeli nie ma wstępnych uzgodnień, zaczyna się horror, dla obu stron. Badania statystyczne wykazują, że tylko 5% takich projektów kończy się sukcesem, dlaczego?

Po pierwsze, tak naprawdę nie wiesz, co będziesz musiał zrobić. Jeżeli jeszcze oprócz ceny podałeś termin wykonania, to równie dobrze, mógłbyś odpowiedzieć na ogłoszenie „Szukam taksówkarza, który możliwie tanio i szybko dowiezie mnie TAM. Oferty muszą zawierać cenę i czas przejazdu. TAM zostanie zdefiniowane kiedy wymyślę gdzie chcę dojechać, po zebraniu ofert.". Prawda, że takie ogłoszenie brzmi idiotycznie? Niemniej większość zleceniobiorców, zwłaszcza młodych pojedynczych programistów podejmuje się właśnie dojechania TAM w określonym czasie i przy określonym budżecie. Ostatnio w bardzo dobrej książce Kazimierza Frączkowskiego „Zarządzanie projektem informatycznym" przeczytałem bardzo dobrą sentencję - „Skoro nie potrafisz czegoś zaplanować, dlaczego zakładasz, że uda Ci się to zrobić?".

Po drugie, bez odpowiednio przygotowanego zakresu prac, może się okazać, że oprócz tego, że nie wiesz gdzie leży TAM, to jeszcze TAM będzie się przesuwało po całej Ziemi. A ponieważ nikt nie lubi bawić się w kotka i myszkę, po jakimś czasie staniesz się nieuprzejmy, niepunktualny (z czegoś w międzyczasie trzeba żyć) i cały czar współpracy pryśnie. Zacznie się przykra tyrada, zwalanie winy, co w efekcie nawet jeżeli pozwoli zakończyć projekt, spowoduje że nigdy więcej nie będziesz miał ochoty współpracować z klientem. Obsługa jednego klienta przez 2-3 lata, jak to ma miejsce w przypadku ASP zmusiła mnie do nauczenia się wypracowania takiego modelu współpracy, który pozwala zachować przyjemne stosunki również po wdrożeniu sklepu.

Po trzecie musisz pamiętać, że to zakres funkcji systemu wpływa na czas, a czas na koszty. Jeżeli pracujesz np. z kolegą i każdy z Was potrzebuje 2 tysiące złotych do przeżycia miesięcznie i pracę będziecie wykonywali przez 2 miesiące to nie możesz podać ceny 1000zł. Skoro będziecie to robili przez 2 miesiące plus przez miesiąc uzgadnialiście z klientem zakres prac i zbieraliście materiały, musicie go skasować przynajmniej 2*3*2000zł czyli 12000zł. Tym czasem widzę w Internecie odpowiedzi na ogłoszenia, że taka praca zostanie wykonana za 900zł. Nie można się wstydzić podawania realnej ceny, uzależnionej od czasu pracy. Idąc do radcy prawnego, zapłacisz 200zł za każdą rozpoczętą godzinę i nie będzie miał żadnych skrupułów, ponieważ ma cennik cen minimalnych uchwalony przez zrzeszenie. Gościu, który przychodzi do mnie do domu sprawdzić piec, skasuje za 10 minut roboty 100zł, w serwisie skasują 350zł za samo podpięcie komputera do samochodu. Informatycy tym czasem za miesiąc swojej pracy biorą 200zł. Nic dziwnego, że potem informatycy w Polsce traktowani są jak ludzie niższej kategorii. Jeżeli zatem kształciłeś się 5 lat na studiach i od 5 lat pracujesz w zawodzie, poznając całymi dniami nowe meandry swojej profesji, musisz porównać swoją pracę do innych szanowanych zawodów.

 

Kliknij aby powiększyć

W kolejnej części opowiem w jaki sposób sprawić, aby zmiany klienta nie biły w Ciebie jako menedżera, właściciela e-firmy lub programistę.

Mroczna strona darmowego skryptu

pfornalski

Ostatnio miałem nieprzyjemną przygodę na jednym z serwerów, którymi się opiekuję. Dwa razy otrzymałem „abuse” (listy wysyłane do administratora) od operatora telekomunikacyjnego, z informacją, że wysyłamy spam. Przeszukałem wszystko co możliwe, powyłączałem wysyłanie maili z PHP, zupgradeowaliśmy system pocztowy, sytuacja znowu się powtórzyła. Po kilkudziesięciu godzinach poszukiwań okazało się, że rzeczywiście coś niedobrego się dzieje z pocztą. Było uruchomione ponad 2000 procesów exim'a (system pocztowy którego używamy). Przejrzałem z administratorem maile, okazało się, że jest to jakiś spam. Na prawdę jeszcze więcej czasu zajęło nam ustalenie skąd to się bierze.

Wszystkiemu winny okazał się być jeden z użytkowników, który zainstalował sobie niewinnie wyglądający skrypt pokazujący ilość osób na stronie. Gdyby znał się na programowaniu odkryłby, że skrypt robi jedną wstrętną rzecz, zawiera zestaw instrukcji zapisujących dane do katalogu online_stat i dane te pobierane były w sposób niezabezpieczony z sieci. Skrypt został pobrany i zainstalowany w roku 2004 (data modyfikacji pliku przez FTP), jednak dopiero teraz skrypt pokazał swoje mroczne oblicze. Ktoś z zewnątrz (możliwe, że autor skryptu) zmieniając parametry wejściowe spowodował w umieszczenie w katalogu online_stat własnych plików z rozszerzeniem PHP. Programy zawarte w tych plikach wykorzystywały połączenie na port SMTP, który przy połączeniach localhost jest otwarty i nie wymaga uwierzytelnienia. W ten sposób uzyskano możliwość wysyłania dużej ilości maili. Skrypt uaktywniany jest wywołaniem przez HTTP. Przekazywana jest ogromna tablica maili, z której losowany jest jeden rekord i na który wysyłany jest list. Następnie skrypt stara się wywołać swojego bliźniaka na innym serwerze, prawdopodobnie również zainfekowanym.

Osobom, które się znają nie muszę tłumaczyć co taki głupi program spowodował. Po pierwsze przeciążenie systemu pocztowego, po drugie znaczne obciążenie serwera WWW poprzez olbrzymią ilość wywołań. Użytkownik stracił swoje konto na podstawie standardowego zapisu w regulaminie mówiącemu o tym, że konto takie może być odebrane jeżeli utrudnia pracę innym użytkownikom. Nie doszło by do tego, gdyby jego właściciel:

  1. Nie instalował programu, którego nie zna i nie potrafi sprawdzić

  2. Nie utrzymywał bardzo starego programu (napisanego w 2003 roku)

  3. Potrafił przygotować swoje konto do pracy z takim programem

Na prawdę z przerażeniem patrzę, gdy ludzie beztrosko pobierają skrypty lub kupują aplikację sklepu internetowego za 30zł na Allegro, o której nic nie wiedzą. Przecież taka aplikacja może mieć pełno podobnych kwiatków np. może wysyłać po ustawieniu określonych parametrów całą bazę maili na inny serwer. Zauważ, że jeżeli wykazałbym złą wolę użytkownika, mógłby on zostać nawet zmuszony do pokrycia kosztu wielu godzin spędzonych przeze mnie i administratora na szukaniu przyczyny przeciążenia serwera i samych skutków takiego przeciążenia.

Dlatego korzystaj z dobrodziejstw open source, sam z niego często korzystam, jednak tylko wtedy gdy kod sprawdzony jest przez jakąś szanującą się grupę np. SourceForge lub jest powszechnie znany i masz pewność, że na pewno ktoś kto się zna sprawdził go. Jeżeli instalujesz coś np. z HotScripts i nie masz odpowiedniej wiedzy pozwalającej na ocenę programu, zachowaj najwyższą ostrożność. Zawsze zastanów się, czy ten program nie jest jak alkohol nieznanego pochodzenia. Samo to, że zawiera procenty nie oznacza, że możesz go pić. Oczywiście trunek może być nieszkodliwy, ale równie dobrze może spowodować że oślepniesz, dlatego zapewne podszedłbyś do niego z dużą ostrożnością. Dlatego nigdy nie opieraj działania firmy np. sklepu na takim software.

Dla chętnych mogę udostępnić paczkę z tym co wlazło przez skrypt "online.php3".

 

Specyfikacja funkcjonalna, czyli jabłka też mogą mówić

pfornalski

W przeszłości zdarzało się, że klienci nie byli zadowoleni z wdrożenia usługi IAI-Shop.com. Instalacja przeciągała się o wiele tygodni, na koniec zarówno klient jak i ludzie z IAI-System.com byliśmy mocno zmęczeni. Naszym zdaniem klient dostał więcej niż powinien, klient uważał, że dostał mniej niż chciał. Mimo dostarczenia ostatecznie dobrego systemu, niesmak zostawał. Gdzie leżał problem i jak sobie z tym poradziliśmy? Powodem był zupełny brak przygotowania się przez klienta do wdrożenia. Teraz to wiem i dlatego gdy klient zamierza zamówić sklep chcę ustalić wspólnie oczekiwania co do kluczowych spraw. Zmuszam go do spisania ich, ponieważ ludzie mają tendencję do głębszego zastanawiania się nad tym co piszą.

Zielone jabłka
Pierwszą grupę osób zgłaszających się po sklep stanowią zupełni nowicjusze. Jeżeli widzę, że klient zupełnie nie wie czego chce i czego ma oczekiwać po wdrożeniu systemu, proszę go o przygotowanie listy oczekiwań. Na początek proszę go o przejrzenie stron internetowych i przejrzenie innych sklepów z jego branży. Pytam się go czy jest w stanie zaoferować coś lepiej, więcej, taniej. Jeżeli istnieją szanse na przebicie się, czyli jest lepszy przynajmniej w jednej z rzeczy, możemy pracować razem dalej. Jeżeli nie, szczerze odradzam inwestycję w sklep. Nie ma nic bardziej przykrego niż zmarnowana praca moich ludzi i kasowanie sklepu internetowego, w który właściciel w momencie uruchamiania włożył tyle pracy. W skrócie, proszę go o przemyślenie kwestii wdrożenia dla niego sklepu, aby wiedział czego w ogóle potrzebuje. W drugim etapie proszę go o spisanie kluczowych wytycznych dla naszego zespołu. W tym momencie klient reaguje ze zdziwieniem, bo nie potrafi tego zrobić. Wtedy tłumaczę mu, że niech opisze swoimi słowami co chce umieścić w sklepie i co jest dla niego ważne. Jeżeli chce pokazać jakieś strony, wtedy proszę go o linki i wskazanie, że np. menu podoba mu się z tego sklepu, ikona koszyka z tego i chce taki bajer z koszykiem jak sklep X. Nie chcę całkowicie go odstraszyć, więc umawiamy się, że to czego nie spisze uzupełnię sam za niego.

Żółte jabłka
To ludzie, którzy pracowali w naszym systemie lub konkurencyjnej firmy. Najczęściej są to pracownicy, którzy pracowali w sklepach internetowych opartych na IAI-Shop.com, więc przychodzą od razu do nas. Czasami zdarzają się ludzie, których pracodawcy rozważali zakup naszej aplikacji, ale nie udało im się zebrać w sobie, aby przemigrować. Niestety żółte jabłka zazwyczaj niewiele wiedzą o prowadzeniu firmy, więc nie są w pełni dojrzali. Postępuję z nimi podobnie jak z zielonymi. Szczególnie odradzam walkę konkurencyjną ze swoim dotychczasowym pracodawcą, bo pracownik posiadając zazwyczaj skromne oszczędności nie jest w stanie konkurować z macierzystą firmą. Jest przecież tyle innych obszarów działania.

Czerwone jabłka
To właściciele sklepów pracujący na innych aplikacjach, najczęściej OsCommerce, a ostatnio coraz częściej Sote. Ludzie Ci konkretnie wiedzą, czemu się przenoszą i jak chcą aby ich sklep działał. W tym momencie wystarczy lista wytycznych wizualnych i funkcjonalnych sprowadzająca się np. do usunięcia niepotrzebnych elementów i wprowadzenia nowych, a także zainstalowania indywidualnej grafiki, gdyż w poprzednim systemie korzystali z szablonu. Dodatkowym problemem jest migracja danych. Chcę aby klient w pełni zrozumiał, że istnieją okoliczności w których nie możemy przenieść danych np. brak dostępu do bazy danych. Przed rozpoczęciem prac uzgadniamy kwestię migracji dosyć precyzyjnie, aby później ten element nie okazał się ością w gardle dla nas obu.

Co to daje?
Gdybym nie miało to sensu, nie odsyłał bym ich do napisania takiej specyfikacji, gdyż zapewniam, że wolałbym w tym momencie wręczyć im fakturę i powiedzieć, że wszystko będzie super i niech siądą w fotelu i się odprężą. Niestety brak jakiegokolwiek spisanego planu powodował, że wdrożenia trwały przynajmniej 2 razy dłużej niż powinny ze względu na poprawki i przeróbki. My nie braliśmy za to dodatkowych pieniędzy, więc wcale się nie cieszyliśmy. Klient miał opóźnioną aplikację, a my położony harmonogram wdrożeń następnych sklepów. Jestem bowiem skłonny postawić jutrzejszą poranną kawę, której będę na pewno potrzebował na obudzenie po długim weekendzie, że bez takiego planu nie da się trafić przynajmniej w pobliże oczekiwań klienta. Przecież bez pomyślenia czego potrzebuje, aby być szczęśliwym po wdrożeniu, w życiu taki nie będzie.

Dlatego kiedy proszę ich o spisane wytycznych, wiem że część będzie na tyle leniwa, że pójdzie do innej firmy, gdzie takich „głupot" nie każą im pisać. Jednak to już problem konkurencji. To oni będą mieli położony harmonogram i wroga zamiast zadowolonego klienta.

Kliknij aby powiększyć

Podświadomość użytkowników strony - jak nie obracać jej przeciwko sobie?

pfornalski

Jako, że kończy się sobota, nie musiałem odbierać 30 telefonów w ciągu dnia i ogólnie mam lepszy humor, postanowiłem napisać coś trochę bardziej praktycznego. Chciałem pokazać jedną bardzo ważną rzecz, która czasami umyka nam, czyli osobom które prowadzą strony. Jako przykładem podeprę się stroną Horses.pl (www.horses.pl). Strona ta jest typowym, niekomercyjnym serwisem informacyjnym. Jego autorka jest ekspertem końskim, więc za darmo dzieli się swoją wiedzą. Wkłada w to dużo pracy, pisząc w ciągu miesiąca, jak naliczyłem na podstawie RSS kilka bardzo obszernych artykułów. Dodatkowo utrzymuje archiwum poprzednich, więc zebrało się całkiem sporo wiedzy. Strona ma również niezły PageRank, więc nie może narzekać na brak przypadkowo odwiedzających osób. Czy rzeczywiście autorka zrobiła wszystko jak należy?

Wprowadzenie bez którego nie da się obyć
Istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo, że zajrzałeś na mojego bloga z innej przyczyny, niż to, że w wyszukiwarce znalazłeś akurat ten artykuł. Często nawigacja dla użytkownika wchodzącego z wyszukiwarki wygląda tak:

  1. Konkretny materiał wskazany przez wyszukiwarkę
  2. Jeżeli strona spodobała się, zazwyczaj użytkownik odwiedza stronę główną, ewentualnie inną zawierającą spis innych materiałów
  3. Nawigowanie po pozostałych materiałach w celu sprawdzenia przydatności serwisu na przyszłość.

Jeżeli mamy to szczęście i odrobiliśmy dobrze zadanie domowe z tworzenia logo, tagline i innych marketingowych zagadnień użytkownik powróci na stronę bezpośrednio, wpisując adres. Jeżeli nie, istnieje szansa, że link do strony zapamiętał w ulubionych, albo zapisał się na RSS (to już bardzo duże szczęście. W moim wyobrażeniu nawigacja, przy założeniu że użytkownik nie korzysta z RSS, w uproszczeniu wygląda tak:

  1. Odwiedza stronę główną
  2. Patrzy co nowego przybyło na stronie i pobiera nowe materiały przyrostowo.

Jest to oczywiście idealna sytuacja, bo wystarczy regularnie pisać artykuły i użytkownicy będą sami powracali by je czytać.

Było by idealnie, ale ....
taki scenariusz dla Horses.pl może nie zajść. Szkopuł leży pomiędzy 2 i 3 punktem mojego uproszczonego scenariusza. Wchodząc na stronę główną Horses.pl zobaczy mniej więcej coś takiego:

Widok na stronę główną www.Horses.pl (2006-08-13)

Zaznaczyłem wszystkim znany sposób przeglądania strony. Strzałki odwzorowują ruch oka po stronie. Elipsy oznaczają kolejno punkty w których zatrzymuje się oko. Teraz zwróć uwagę na czwarty przystanek. Kiedy piszę ten tekst jest 12 sierpnia, na stronie głównej widnieje News z 29 maja 2006r., czyli sprzed 74 dni! Co w tym momencie sobie pomyślisz?

Fajna strona, tylko czemu autorka przestała się nią zajmować?

A następnie w zakodujesz podświadomie informację:

Zapisałbym sobie adres tej fajnej strony, ale po co skoro nic tu się nowego nie pojawi.

Czy rzeczywiście tak jest? Otóż nie. Autorka dodała pod koniec lipca serię obszernych i unikalnych artykułów o irydologii. Tak więc od czasu ostatniej aktualizacji minęły około 2 tygodnie. Czy wniosek był zatem słuszny?


Podświadomość nasz wróg i przyjaciel
Nie odkryję Ameryki, jeżeli napiszę, że podświadomość ma duży udział w podejmowaniu codziennych decyzji. Ukazało się mnóstwo materiałów na ten temat. Dla tych, którym zagadnienie jest obce lub chcieliby zgłębić więcej polecam książkę Roberta Cialdiniego, Wywieranie wpływu na ludzi. Podczas pobieżnego zerknięcia po stronie jawi się tylko jedna data aktualizacji, strasznie stara data. Na nieszczęście autorka nie wiedząc jakie to ma znaczenie, umieściła ją w miejscu, gdzie nasze oko zatrzyma się najdłużej. I niestety może to znacząco wpłynąć na podświadomą ocenę strony, jako potencjalnie przydatnej do regularnego przeglądania. Zastanówmy się teraz przez chwilę...

Co należałoby zrobić...
Lista rad liczy kilka pozycji. Pod ich wpływem na pewno coś sam jeszcze dodasz. Oczywiście moje rady mają zastosowanie tylko dla stron rzadko aktualizowanych np. tych o wąskiej specjalizacji w tematach w których wiele się nie dzieje:

  1. Przede wszystkim należy zastanowić się, czy strona rzeczywiście będzie codziennie aktualizowana. Jeżeli nie, należy tak konstruować przekaz strony głównej aby nie zawierał dat. Przecież trzymając się przykładu, gdyby nie było daty obok informacji o „zakazie sprzedaży środków odstraszających owady zawierających citronellę", osoba która trafi na tą stronę po raz pierwszy nie będzie wiedziała kiedy ta wiadomość została dodana.
  2. Jeżeli w danym temacie nie dzieje się zbyt wiele, a tak często jest w przypadku stron o bardzo wąskiej specjalizacji lub po prostu sklepach czy stronach firmowych, warto zastanowić się czy w ogóle pisanie wiadomości w charakterze „breaking news" jest odpowiednie. Skoro strona będzie aktualizowana raz na tydzień lub dwa, warto zastanowić się czy coś takiego dodawać. Należy unikać zatem określeń precyzujących czas w rodzaju „wczoraj", „przed chwilą" itd. Dużo trafniejsze będzie przerobienie takiego działu na coś w rodzaju „Czy wiesz?" w którym zamiast informować, że właśnie (4 miesiące temu) wydano zakaz stosowania jakiegoś środka, lepiej poinformować, że stosowanie takiego środka jest zakazane od dnia X w Wielkiej Brytanii, więc warto zastanowić się, czy dany środek stosować w Polsce, mimo że nie jest zakazany.
  3. Ostatecznie należy rozważyć czy w ogóle wprowadzanie działu wiadomości jest sensowne. Jeżeli w temacie końskim nie ma spektakularnych wydarzeń, które by wstrząsały opinią publiczną co 4 godziny, może warto przesunąć ramkę „najnowsze artykuły" nieco wyżej, aby pokazać jak pracowitym się jest. Innym ciekawym aspektem tej strony jest dział odpowiedzi, który jest aktualizowany częściej niż artykuły. Jest to całkiem niezwykłe, że komuś chce sie za darmo tak obszernie odpowiadać na wszelkie pytania. Zatem to ja robił tą stronę, wyeksponowałbym właśnie tą cześć. Niestety szanse na to, że ktoś zauważy niezwykłą możliwość zadania pytania ekspertowi są mniejsze, niż to kiedy ta informacja zastąpiła by newsy sprzed 4 miesięcy. Jeżeli zatem masz sklep w którym sprzedajesz bez przerwy to samo i nowości pojawiają się 2 razy do roku, nie dodaj ramki nowości, lepiej wykorzystaj to miejsce na coś innego.

Jeżeli masz sklep lub musisz pokazać coś nowego...
zamiast aktualizować informacje ręcznie, zastanów się, czy nie możesz stworzyć automatu wyświetlającego informacje. Takie rozwiązanie wybiorą właśnie sklepy pokazując najnowsze produkty lub Na przykład w IAI-Shop.com (www.iai-shop.com), jeżeli klienci chcą zamieścić ramkę nowe produkty, zawsze namawiamy ich na rozwiązanie automatyczne (mogą wybrać ręczne), które będzie automatycznie pokazywało produkty wprowadzone w ciągu ostatnich X dni. W przypadku serwisu tematycznego można wyświetlić właśnie ostatnio dodane materiały ogólnie. Co to daje? Otóż nie trzeba pamiętać o ręcznej aktualizacji bazy produktów i zaznaczanie co jest nowością. Bez tego mechanizmu możesz zapomnieć wprowadzić do bazy produkty dodane dzisiaj i wczoraj, a za to będziesz miał produkty dodane przed miesiącem. Jest to wręcz całkiem wysoce prawdopodobne, bo przecież w trakcie dostawy zawsze jest urwanie głowy.

Lekcja jaka płynie z moich rozważań...
jest taka, że należy unikać dodawania elementów na zasadzie „bo ktoś to ma". To, że na Onet jest dział wiadomości czy kursy walut, nie oznacza, że za chwilę musisz wprowadzić to do siebie. Skup się na najważniejszym przekazie i wprowadzaj elementy wymagające aktualizacji tylko wtedy gdy jest to niezbędne. Dla przykładu konstruując stronę firmową w mojej firmie zdecydowaliśmy, że nie będziemy dodawali wiadomości, bo zwyczajnie nie będą nam potrzebne. Klienci są informowani o nowościach w systemie IAI-Shop.com wewnątrz systemu poprzez panel administracyjny do aplikacji. W związku z tym, że oficjalnych wiadomości mamy rocznie niewiele, skupiliśmy się na pozostałych elementach. Oczywiście temat nie został wyczerpany, więc możesz być pewien, że to dopiero wstęp.

Najbardziej Poszukiwana Informacja

pfornalski

W ubiegły piątek chciałem wybrać się w pewne miejsce masowej uciechy. Ponieważ było późno postanowiłem się upewnić do której obiekt jest otwarty. Była godzina 21 i nie byłem pewien czy jest otwarty do 22 czy może do 23. Jako, że jestem przedstawicielem straconego pokolenia, które jak to moja mama określa, czeka zagłada na skutek braku interpersonalnych relacji, postanowiłem poszukać strony tego miejsca i sprawdzić do której jest ono otwarte. Stronę znalazłem, adres łatwy do zapamiętania, wchodzę, widzę flasha, wybór języka, wszystko zrobione profesjonalnie i schludnie. Patrzę na menu i widzę O NAS, click, czytam jako to serdecznie witają mnie na stronie. Szukam dalej ... REZERWACJA, click, widzę formularz rezerwacji szafki. Wow! pomyślałem, by po chwili zdać sobie sprawę z tego, że to nie jest to czego potrzebuję na tej stronie, szukam dalej. KONTAKT - skoro mam się pytać o godziny to może tam umieścili tą informację, albo jakieś FAQ - pudło! Może link JAK DOTRZEĆ ... nie. W przejawie desperacji zajrzałem nawet w PROMOCJE I KONKURSY, a w wyniku szaleństwa otwieram raz jeszcze O NAS, a następnie REGULAMIN, patrzę ... jest paragraf 4 - Godziny otwarcia, click. Otwiera mi się dokument DOC, po cholerę? Nie wiem, czas leci, nie zastanawiam się. Czytam paragraf 4. A tam ... coś takiego:

Wrrrr. Byłem już na prawdę załamany. Przeszedłem zrezygnowany do działu KONTAKT i wybieram numer telefonu, który był jak można się łatwo domyśleć zajęty. W końcu mi się udało dowiedzieć, że obiekt jest otwarty do 23. Jako, że jestem wstrętnym złośliwcem, pytam się Pani która odbiera telefon, czemu właściwie nie podadzą tej informacji na stronie. Na co usłyszałem, że ona nie ma na to wpływu i nie jestem pierwszym który o to pyta. Na koniec stwierdziła, że skoro jestem taki mądry to niech napiszę do dyrekcji. Dlaczego moja nawigacja przypominała szukanie mordercy w kryminale?

Po co mi to opowiadasz?
Przy budowie strony firmowej istnieje takie pojęcie jak NOA, skrót od słów Najbardziej Oczekiwana Akcja, który w skrócie oznacza to co chcielibyśmy aby klient zrobił, na stronie oczywiście. Zazwyczaj NOA zależy od charakteru działalności właściciela strony. Dla sklepu internetowego oczywiście NOA będzie złożeniem zamówienia i zapłaceniem za nie. W przypadku innej strony będzie to np. wypełnienie długiej ankiety, albo wspomożenie akcji charytatywnej. W przypadku tej strony, jeżeli było planowane jakieś NOA to odgadłbym że było to „Klient bierze słuchawkę i dzwoni zachęcony piękną stroną, aby dowiedzieć się o cokolwiek". Bynajmniej nie na tym mi zależało.

Często jest tak, że nawigację i zawartość strony określa dział marketingu (o ile taki jest), albo po prostu szef. Najczęściej szef nie wie o co ludzie pytają się jego sekretarki, albo pracowników z działu handlowego. Efekt jest taki, że firma wydaje pieniądze na stronę, a telefon jak dzwonił, tak dzwoni. I nic dziwnego skoro strona nie pracuje, jako kolejny kompetentny pracownik.

Blablabla, no i...
Ponieważ jest już po północy, a ja dalej piszę, mam ochotę przywłaszczyć sobie jakiś nowy skrót. Niech będzie to NPI od Najbardziej Poszukiwanej Informacji. W przypadku strony którą odwiedziłem NPI będzie właśnie godzina otwarcia obiektu. Jestem w stanie postawić puszkę MD, które zapewniam że lubię, na to że ponad 50% telefonów do tej Pani, która notabene sprzedaje wejściówki, jest właśnie w sprawie godzin otwarcia. Zatem gdyby to od niej zależało, informacja ta znalazła by się w centralnym miejscu strony, zamiast efektownego scrolla we flashu.

Wniosek jest taki, że jako osoby tworzące lub publikujące coś w sieci, powinniśmy w ramach robienia rozeznania lub specyfikacji zapytać się osób mających kontakt z klientem, o co właściwie najczęściej pytają dzwoniący. Okaże się, że 80% spraw to 2-3 standardowe pytania. Jeżeli pytań jest więcej warto do każdej strony dodać wyraźny, duży przycisk Najczęściej Zadawane Pytania (z ang. FAQ). Jeżeli są to właśnie 2-3 pytania, odpowiedź na nie warto wkomponować w stronę.

Proste, ale co to ma wspólnego ze sklepem?
W przypadku sklepu internetowego, powinniśmy zapytać się pracowników działu obsługi klienta, z jakimi sprawami, oprócz reklamacji dzwonią klienci. Jakie pytania zadają, czego brakuje im w przypadku informacji o produkcie. Nie można zakładać, że jeżeli brakuje jakiejś informacji i jest ona ważna, to klient zadzwoni lub napisze. Nie każdy jest takim desperatem, żeby o 21 dzwonić do Pani z portierni. Pamiętajmy, że oprócz NOA istnieje NPI. A NPI możemy uzyskać od osób pracujących w innym dziale, niż te które opracowują NOA. Warto uwzględnić również aspekt sezonowości NPI. Np. dla uczelni wyższej w okresie rekrutacji NPI będzie regulamin rekrutacji, ale już po egzaminie wstępnym NPI będzie linkiem do listy wyników lub termin sprawdzenia egzaminów. Łatwo sobie wyobrazić o ile weselsze miny będą miały panie w dziekanacie, jeżeli nie będą musiały odpowiadać setny raz, że „wyniki z egzaminu będą w piątek".


Co mi to da?
Taki sposób postrzegania sposobu konstruowania strony internetowej, wprowadza dodatkową wartość dodaną. Nawet najprostsza, trafnie dobrana informacja, sporządzona w najprostszej formie będzie przynosiła realne oszczędności. Zamiast koncentrować się zapchaniu strony czymś np. bo przysługuje nam w ramach pakietu 10 podstron, a następnie na odpowiadaniu na te same i oczywiście nużące pytania, mógłbyś się skoncentrować na przygotowaniu czegoś kreatywnego. Jeżeli zaoszczędzisz czas Paniom z działu obsługi klienta, których tak nie znosisz to pomyśl, że dzięki temu wymalują sobie ładnie pazury i będą wreszcie miłe do klienta, a to poprawi wizerunek firmy w momencie odwiedzenia jej przez gościa. Nie muszę chyba udowadniać, że jeżeli jesteś firmą usługową, to klient który trafi do Ciebie, będzie miał o Tobie dużo lepsze zdanie, przyjmując za wysoce prawdopodobne, że znasz potrzeby swoich klientów.

Cena usług webmasterskich w Polsce.

pfornalski

Domeny.pl uruchomiły nową usługę „Zaistniej w sieci”. Inicjatywa jak najbardziej słuszna w sytuacji, gdy ciągle większość firm nie istnieje w sieci. W ramach usługi otrzymuje się domenę, projekt i wykonanie strony (niewielkiej bo do 10 podstron) i konto hostingowe. Jest to kolejny krok w kierunku spełnienia się mojej wcześniejszej przepowiedni, że rynek konsoliduje się i podobnie jak nie idziemy do sklepu motoryzacyjnego kupić silnika samochodowego by potem dopasować do do karoserii kupionej w innej firmie, tak również klienci końcowi nie będą kupowali usług, które osobno niewiele im dają.

Oczywiście, nie sądzę aby wiele firm już dzisiaj skorzystało z takiej świetnej oferty, gdyż za najprostszą usługę płacimy 1899zł. To dużo jeżeli weźmiesz pod uwagę, że w IAI-System.com płacisz za kompletnie wdrożony sklep z kontem bez limitu pojemności i indywidualną grafikę 1098zł netto. Niemniej wydarzenie jest bardzo istotne z punktu widzenia rynku.. Cieszę się bowiem, bo nie zaoferowano tej usługi za 300zł. Może to już czas, na normalizację cen usług. Dlaczego mamy zarabiać mniej niż prawnik lub lekarz do którego idziemy po poradę? Czy liczyłeś kiedyś ile zarabiasz na godzinę, nie na dzień? Często jest tak, że pracujemy po 12-16 godzin dziennie. Po powrocie z biura zawsze włączam laptopa i pracuję często do 1 w nocy. Jeżeli przeliczymy zarobki freelancerów na godzinę, wtedy okaże się że zarabiamy mniej niż hostessy na promocji w pobliskim supermarkecie.

Dzisiaj podjęliśmy z moim wspólnikiem Sebastianem decyzję o podniesieniu ceny usługi za stworzenie maski sklepu IAI-Shop.com. Niech to będzie nasz wkład w to co mówię. Obecna cena (699zł) zostanie utrzymana do końca sierpnia. Od września kasujemy 899zł. Wynika to z tego, że praca nad taką maską to często grubo ponad 40 godzin tygodniowo, nieraz nawet 60 i wiecej. W związku z tym stawka godzinowa była dosyć nierealna, jeżeli uwzględni się koszty pracy. Jest to pierwsza od czasu stworzenia usługi IAI-Shop.com podwyżka na cenę maski.

Zachęcam do zrewidowania cen usług webmasterskich w Polsce. Musimy wziąć pod uwagę, że wielu konkurentów nam ubyło. Zasilili oni szeregi pracowników agencji czasy tymczasowej w Irlandii, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Poza tym wbrew temu co dwójmyśleniowe wiadomości telewizyjne mówią (ostatnio bardzo często mi się przypomina 1984 Orwella gdy słucham wiadomości), cena wszystkiego poszła do góry: paliwa, czynszu, podatków, wszystkiego. Podniesienie ceny usług pozwoli nam utrzymywać swoje rodziny, które często nam wyrosły przez lata siedzenia przy komputerze.

Rozumiem, że każdy z nas potrzebuje zleceń, jednak pomyśl, czy taki sposób działania nie zamyka Ci drogi do rozwoju firmy. Jeżeli będziesz miał więcej zleceń, będziesz musiał zatrudnić pracowników, a Ci nie będą pracowali za głodowe stawki. Utrzymując poziom cen poniżej średniej krajowej na godzinę, skazujesz się na wieczną egzystencję w garażu.

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci