Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Recenzje

Karm swój umysł świeżymi informacjami, ale nie przez Facebook

pfornalski

Dokładnie 2 lata temu napisałem znamiennego posta „Fejsbukizacja społeczeństwa”. Polecam do niego zajrzeć ponownie, bo to co napisałem 2 lata temu na ten temat pozostaje aktualne. Zmieniło się to, że praktycznie nic mnie to już nie obchodzi i mam nieodparte wrażenie, że coraz mniej osób Facebook w ogóle zaczyna obchodzić. O ile jeszcze w manu 2012r., większość moich znajomych śledziła kolejne posty i zdjęcia na Facebooku z wypiekanim godnymi oglądaniu „Dynastii” lub „Niewolnicy Izaury”, o tyle w maju 2014r. mało kogo to zaczyna obchodzić. Do napisania tego posta tknęło mnie dzisiaj, gdy goląc się jak co rano odpaliłem mojego iPhone i zazwyczaj w pierwszej kolejności sprawdzałem maile, w drugiej otwierałem Appkę Facebooka. Od jakiegoś czasu, sam nie wiem jakiego ale sądzę że od kilkunastu dni, nie odpalam już Facebooka jako drugiego, raczej jako n-tą aplikację, o ile do niego dojdę. Na PC od dawna nie przeglądam Facebooka poza biurem, bo wykorzystuję go oczywiście jako narzędzie komunikacji do swojej pracy. Wzbudza więc on we mnie tyle emocji co statusy na Skype. Ale na smartfonie Facebook bronił się jakoś długo, bo zawsze dawał mi chwilę bezmyślnej rozrywki. Dawał ... ale się przejadł.

Nie wiem czy po ostatnich zmianach w algorytmach, czy po tym jak moi znajomi też przestali się angażować w treści publikowanych postów, ale mój FB stał się tak nudny, że aż nie do zniesienia jałowy w jakąkolwiek pożywkę dla mojego mózgu. Jaką aplikację odpalam więc jako numer 2 na moim telefonie? Jest to Feedly (www.feedly.com).

Feedly odkryłem po tym jak Google postanowił zamknąć Google Reader. Wcześniej używałem Appki połączonej z API Google Readera. Z nieznanych mi jednak przyczyn Google postanowił zamknąć Google Readera i oddać rynek mniejszym firmom. Feedly okazał się być doskonałym wyborem, bo jego interfejs jest genialny. A logowanie odbywa się kontem Google lub Facebook, przy czym możliwości katalogowania jakie oferuje mają takie same możliwości jak dawny Google Reader, a nawet daje więcej opcji sam w sobie jnp. oczyszczanie stron z reklam i ozdobników.

Na dzień dzisiejszy mam w Feedly zasubskrybowane około 70 różnych stron, blogów itp. Gdy odwiedzam jakąś stronę po raz drugi czy 3, dodaję ją do Feedly. W ten sposób trafia ona do strumienia informacji jaki czytam w wolnych chwilach. A im więcej zaczynam do niego wrzucać, tym mniejszą ochotę mam zaglądać na Facebooka. Poleciłem to kilku znajomym i zaczynają mieć podobnie, stąd stwierdziłem że może czas to opisać? Nawet gdy ktoś pisze na blogu 1-2 wypowiedzi na kwartał, mogę go zasubskrybować i widzieć jego nowy post, gdy tylko go napisze. Nie muszę więc śledzić w kółko Facebooka aby wychwycić to co przez chwilę znajduje się w moim strumieniu, ale za chwilę go nie będzie.

To co mnie wkurza naprawdę na Facebooku to zupełna nieznajdowalność czegoś co widziałem jakiś czas temu, chcę do tego wrócić i nie ma szans że to znajdę ponownie. W Feedly mam fantastyczny system zakładek i wyszukiwarkę tekstową. Same feedy można sobie pogrupować w zdefiniowane przez siebie kategorie. Można więc czytać kategoriami, ale ja najbardziej lubię zakładkę „All” w której wszystko się miesza np. wiadomości z polityki, wpisy z czyjegoś bloga, nowinki technologiczne.

Jeżeli więc tak jak ja, masz dosyć oglądania kotków i piesków na Facebooku i lubisz czytać dobre treści, polecam zacząć tworzyć swój własny Wall. A Feedly może Ci w tym pomóc, chociaż takich narzędzi pewnie jest więcej.

I jeszcze mały bonus. Jeżeli zaglądasz na Facebooka z przyzwyczajenia, jak palacz który sięga po papierosa mimo iż nie chce mu się palić, polecam dodatek do Chrome o nazwie „StayFocusd” jak i kilka jego klonów, który ograniczy Ci zaglądanie np. w godzinach biurowych do np. 10 minut, które sam sobie ustawisz. A nie tak prosto go wyłączyć danego dnia. Więc jeżeli potrzebujesz po prostu małej pomocy do zmiany przyzwyczajeń, StayFocusd Ci w tym pomoże.

Recenzja książki "Jak założyć skuteczny i dochodowy sklep internetowy"

pfornalski

Okładka książki Jak założyć skuteczny i dochodowy sklep internetowy, Wojciecha Kyciaka

Recenzja nieco spóźniona, ale w drugiej połowie roku 2009 Wojciech Kyciak (patrz http://ecommerce.blox.pl) napisał drugą edycję swojej książki, poradnika dla otwierających i prowadzących sklepy internetowe. Książka jest inna niż pierwsza edycja, co autor podkreśla w wielu miejscach książki. Moim zdaniem to dobrze, że jest inna, ponieważ nie do końca byłem fanem pierwszej edycji. Tą jednak polecam i w sumie piszę recenzję jako głos aprobaty niż gorącą wiadomość z pierwszej ręki.

W drugiej edycji, Wojciech przyjął zupełnie inną strategię, zamiast wchodzić w szczegóły, które szybko się deaktualizują lub popełni się błędy merytoryczne, skupił się jedynie na zasygnalizowaniu pewnych tematów. Mi osobiście podoba się najbardziej część w której omawia kwestie strategiczne. W książce znalazły się także rozdziały na temat użyteczności (bardzo krótko), logistyki, usprawniania sklepu, relacji z kurierami i klientami. Ciekawym uzupełnieniem jest mini-poradnik prawny z zagadnień związanych z prowadzeniem sklepu umieszczony na końcu książki.

Książkę tą mogę zdecydowanie polecić wszystkim tym, którzy na forum Heliona piszą kolejne posty pt. "Jestem nowy, od czego mam zacząć?". Książka wyczuli początkujących na wiele istotnych kwestii, z których nie zdają sobie sprawy nawet prowadzący sklepy dopiero parę miesięcy. Wadą książki jest z pewnością jej objętość. Wiele tematów potraktowanych jest zbyt pobieżnie, aby było to jedyne źródło wiedzy dlapoczątkujących klientów. W cenie poniżej 35zł otrzyma się jednak bryk, który może uchronić przed wieloma błędami. A szczegóły trzeba będzie już niestety wygooglać w Internecie.

Na koniec dodam z satysfakcją, że jest to jedna z nielicznych książek z którą zgadzam się prawie w 100%. Oznacza to tyle, że wszyscy Ci, którzy zadadzą mi pytanie jak otworzyć sklep zostaną skierowani do tej książki. Wojciech Kyciak pisze w książce, że kluczem powodzenia sklepu Internetowego jest to, czy oferta jest atrakcyjna i sklep buduje relacje z klientami, a od strony technicznej sklep ma działać sprawnie i nieprzeszkadzać w zakupach. Fajnie, że nie tylko ja tak uważam. Fakt jest taki, że w pogoni za nowinkami, gadżetami, niektórzy pracujący w sklepach zapominają po co i dla kogo właściwie prowadzą swoje sklepy (patrz mój post "Klasyczny mit sprzedawcy Cadillaców").

Jak Energis robi ludzi w trąbę? O Business DSL w GTS słów gorzkich kilka

pfornalski

Czytałeś o naszych problemach z Neostradą przy przeprowadzce do nowego biura? Jeżeli nie to zapraszam do lektury nadal aktualnego posta "Ile rzeczy mogą spieprzyć w TP?". To już jednak było i minęło. Naturalnie po założeniu linii 2Mbps chcieliśmy zgodnie z zapowiedziami o możliwościach technicznych podnieść szybkość do 6Mbps, ale niestety, zawarta na 2 lata umowa uniemożliwiała nam to. Jeszcze przed zakończeniem okresu umowy telefony od TP urywały się, a kolejni konsultanci prześcigali się w dawaniu rabatów na Neostradę i telefon. Na szczęście od października mamy Neostradę z głowy.

Po Neostradzie, chcą współpracować z profesjonalną firmą, wybraliśmy produkt markowy i pozornie renomowany, a więc GTS Energis - Business DSL, z maksymalną prędkością, a więc 6Mbps. Samo podłączenie było koszmarem. Firma wysłała do nas technika, który nie wiedział jak podłączyć router DSL. W końcu stwierdził, że nasz jest dziwny, wyciągnął swój i go podłączył. Nadal nic nie działało, więc się zabrał i powiedział że wróci jutro dokończyć. Minęło półtorej roku i modem nadal leży, a serwisanta nie ma. Najlepsze jest jednak to, że nie podpisaliśmy protokołu odbioru. Nie przeszkadzało to GTS Energis od razu naliczać opłaty, a nawet naliczyć opłaty za router, którego nie zamawialiśmy. Na szczęście router udało się wyciąć z faktury, ale niesmak na starcie został, bo w sumie płaciliśmy za 2 tygodnie używania linii, mimo nie wiedzenia nic o tym. Nawet wyniosło by to pewnie 6 tygodni, gdyby nie to, że wkurzony tym, że technik się nie pojawia, na podstawie danych, które spisałem mu przez ramię, sam uruchomiłem router.

Współpraca przez kilkanaście miesięcy była bardzo wyboista. Mamy router z funkcją load balancing, który miał pracować na obu łączach (Neostrada 2Mbit i Energis 6Mbit) i w razie awarii drugiego, miał pracować tylko na jednym. Wróżyło to wreszcie problemom z Internetem. Nic bardziej jednak złudnego. W momencie awarii Neostrady, zawsze nie działał Energis. Natomiast relacja odwrotna nie zachodziła. Okazało się, że Energis do DSL korzysta z infrastruktury TP, a więc awaria w TP oznacza zawsze awarię w Energis. Natomiast awaria w Energis nie oznacza, że nie działa Neostrada. Dziwne, ale niestety, to co wydaje się z pozornie produktem biznesowym, w praktyce dzięki takiej konfiguracji jaką zastosowaliśmy zostało obnażone, jako produkt gorszy od tego co stosuje się w domach.

Problem jednak definitywny, który zakończył gorzką współpracę powstał w innym momencie. W maju 2009r. zaczęliśmy mieć straszny problem z szybkością połączenia. W zasadzie co drugi pakiet był cięty na linii. Już kiedyś w przeszłości mieliśmy taką awarię przez tydzień, ale ta trwała już ponad tydzień, więc zaczęło się bombardowanie infolinii. W pewnym momencie usłyszeliśmy coś co nas zmroziło. Okazało się, że niepotrzebnie ktoś nam zwiększył szybkość do 6Mbit, bo nasze biuro jest za daleko od centrali i powinniśmy mieć tylko 2Mbit. Okazało się, że prawdopodobnie przez rok mieliśmy właśnie okrojone pasmo do 2Mbit, mimo iż zamówiliśmy i płaciliśmy za 6Mbit. W tym momencie wkroczyłem i zażądałem naprawy albo rezygnujemy z usługi, bo właśnie po to przesiedliśmy się z Neostrady 2Mbit, aby było szybciej i lepiej, a nie gorzej i drożej. W odpowiedzi dowiedzieliśmy się, że możemy zerwać umowę, ale za niedotrzymanie terminu zawiązania umowy zapłacimy dużą karę. Natomiast 6Mbit nie dostaniemy, bo linia ma za słabe parametry.

Reklamacje pomogły tylko na tyle, że firma skorygowała nam zaległe faktury z opłaty za 6Mbit do wysokości 2Mbit. A więc obrazowo tłumacząc, zamówiliśmy autobus na 60 osób. Kierowca spóźniony podjeżdża 20 osobowym autobusem i drze się na nas, że przecież 60 osobowy autobus ma zepsuty, więc nim nie pojedzie i nic go to nie interesuje, że zamówiliśmy i zapłaciliśmy za 60 osobowy. Oczywiście, nie mogliśmy działać jako firma z taką prędkością i jakością połączenia, więc zamówiliśmy kolejną firmę, która tym razem wywiązuje się z umowy i póki co chwalimy ją sobie. Jak minie rok to napiszę jaka to firma ;) Natomiast wracając do Energis, w tym miesiącu otrzymaliśmy kolejną fakturę, tym razem znowu w kwocie jak za 6Mbit. Zaczęły się też pojawiać monity od firmy windykacyjnej, która zupełnie nie jest informowana o tym, że są zastrzeżenia do faktur i złożone reklamacje, które pozostały bez odpowiedzi. Ogólnie mówiąc, odradzam firmę. Pierwszy kontakt i marka mogą sprawiać wrażenie, że to firma porządna i solidna. Fakty techniczne jednak pokazują, że to większe  badziewie niż Neostrada. A biling klienta i bałagan w papierach kompromitują firmę kompletnie. Takie błędy nie zdarzają się nawet TP, która ma miliony klientów.

Na koniec dodam tylko, że złożyliśmy skargę do UKE i otrzymaliśmy potwierdzenie, że oczywiście urząd zajmie się nią, ponieważ wstępna lektura materiałów już wskazuje że sprawa kwalifikuje się na dochodzenie. Mam nadzieję, że dzięki temu postowi jeszcze więcej firm ominie GTS Energis i ich Business DSL szerokim łukiem.

Update 2010-01-25:

Minęły prawie 2 miesiące od czasu opisania tej sprawy. Energis od tego czasu nie odpowiada na nasze reklamacje, że wystawiona faktura jest na usługę 2Mbit mimo iż podpisaliśmy umowę na 6Mbit. Od jakiegoś czasu zaczęły się telefony od firmy windykacyjnej, która każe nam zapłacić i ewentualnie dochodzić w odrębnej sprawie sądowej zwrotu. Paranoja. Wszystkich, którzy chcą uniknąć problemu, który nie istnieje w innych firmach, stanowczo przestrzegam - nie bierzcie do firmy DSL Energisa. O dalszych losach sprawy będę informował w kolejnych update.

Recenzja książki "Usability w e-biznesie"

pfornalski

Okładka książki Usability w e-biznesie, Tomek KarwatkaMój znajomy, Tomek Karwatka, napisał w te wakacje całkiem fajną książkę. Jakoś przeszła bez większego echa. Natomiast moim zdaniem warto o niej wspomnieć, chociaż parę zdań.
Książka nie jest zbyt obszerna. Z pewnością nie należy jej traktować jako kompendium wiedzy. Nie ma w niej również nic czego nie można by było znaleźć na blogach, forach i e-bookach. Natomiast książka jest fajnym kompendium dla osób zajętych, chcących mieć dobre podstawy do samodzielnych poszukiwań. Książka napisana jest bez zbytecznego zadęcia i raczej skupia się na zasygnalizowaniu pewnych tematów. Ciekawym zabiegiem są ramki z historyjkami różnych ludzi ze świata polskiego e-biznesu. Zdradzę, że jedna z nich należy do mnie. O czym traktuje? Nie będę psuł zabawy. Jeżeli chodzi o samą książkę to Tomek starał się być maksymalnie obiektywny i rzeczowy. Nie ma się do czego przyczepić. Jedyną wadą książki jest jej cena, ustalona moim zdaniem zbyt wysoko (37zł). Jak na krótkie wprowadzenie, dla większości tych, którzy szukają taniego startu będzie to za wiele. Książkę mogę jednak śmiało polecić zapracowanym prezesom przed tym jak zlecą po raz kolejny zrobienie od nowa strony firmowej. Przynajmniej do zapoznania się z fachowym słownictwem się ta książka przyda.

iWoz - recenzja książki

pfornalski

Steve Wozniak - iWozKażdy Geek marzy o wymyśleniu drugiego Apple II, dokonaniu wielkiego przełomu, założeniu firmy, której marka stała by się ikoną czasów w których żyje. Jak to się zatem stało, że taki człowiek porzucił to wszystko po to aby uczyć dzieci w szkole podstawowej, a swoje pieniądze przeznaczył w większości na cele charytatywne? Mam na myśli Steve Wozniaka, jednego z założycieli Apple Computers. Krąży mnóstwo stereotypów na temat jego, Apple i tego czemu odszedł. Sam zresztą wiele z tych stereotypów uznałem za pewnik. Były to głównie stereotypy obecne chociażby w filmie „Piraci krzemowej doliny".

Po lekturze książki „iWoz", autobiografii Steve Wozniaka, byłem pod wielkim wrażeniem. Do tej pory uważałem Wozniaka za typowego frajera, który wymyślił genialny komputer, a potem odszedł z firmy, która stała się gigantem. Nie tylko uważałem, go za frajera, ale za idiotę, bo jak można uczyć dzieci w szkole? Po lekturze tej książki wcale tak nie uważam.

Książka zainspirowała mnie do jeszcze lepszej pracy. Nie będę Ci jej streszczał. Byłoby to całkowicie bez sensu. Polecę Ci tylko jej zakup. Książkę możesz też śmiało kupić swojemu dziecku. Napisana jest bardzo fajnym i przyjaznym językiem. Po jej lekturze masz wrażenie, że spotkałeś się z Dalajlamą świata komputerów. Serdecznie wszystkim polecam tę książkę.

Masakra - Rirko

pfornalski

Na piątkowy, przedweekendowy relaks polecam zajrzenie na stronę firmową www.riko.com.pl

Ciągle wiele firm myśli, że oryginalny pomysł zrobi sam reklamę. Jak widać masakra potrafi dorobić się nawet wpisu na blog, a może i na Wykopie.

Inny ciekawy kwiatek to e-m.net.pl Oba sklepy polecam znudzonym pięknymi designami i Web 2.0

Boo.com - przerażająca historia i recencja książki "boo hoo" by Ernst Malmstem

pfornalski
Mimo iż dzisiaj musiałem wstać na 8:00 na trening hokeja, nie mogłem się powstrzymać aby do późna w nocy czytać książkę Ernsta Malmstena, CEO Boo.com pt. „boo hoo". W zasadzie książka nie powinna trzymać aż w takim napięciu, bo historia jest znana i już się wydarzyła, dobrych 8 lat temu. Zresztą już we wstępie dowiadujemy się jak się skończyła. Mi historia boo.com nie była bliżej znana aż do czasu przeczytania tej książki. Co więcej, kontestuję to co np. napisał Wojtek Kyciak na swoim blogu na temat historii tego sklepu.

Boo hoo - Ernst Malmsten - recenzjaKsiążka na 380 stronach opowiada krok po kroku, jak firma powstaje, cofając się do 2 poprzednich przedsięwzięć duetu założycieli Ernsta i Kajsa. Ponieważ książkę napisał jeden z założycieli, świetnie się ją czyta, ze względu na narrację w pierwszej osobie. Mimo osobistego stosunku do firmy, nie zostajemy uraczeni nadmierną ilością sentymentalnych bzdetów. W zamian jesteśmy wprowadzeni w najdrobniejsze arkana przedsięwzięcia i otrzymujemy mnóstwo rad i wniosków z tego co działo się w firmie.

Sam pomysł biznesowy nie wydaje się na pierwszy rzut oka bardzo oryginalny. Para chce założyć sklep internetowy z odzieżą. Widz cały polega na tym, że ma to być największy i najfajniejszy sklep internetowy, sprzedający nie tylko w USA, ale przede wszystkim w Europie i na reszcie kontynentów. Nie ma to być przedsięwzięcie zaplanowane na lata, ale na rok, maksymalnie dwa. Brzmi to prawdopodobnie znajomo dla większości osób, które chcą założyć lub niedawno założyli sklep internetowy. Jeżeli przeczytasz książkę „boo hoo" przestaniesz myśleć, że nie ma w tym niczego oryginalnego. Założyciele zgromadzili 135 milinów dolarów, wszystko spalając na gwałtowny wzrost. Nie wydali tego jednak na konie czy kobiety i pracowali przy tym jak woły. Ostatecznie, mimo iż przedsięwzięcie było na dobrej drodze, upadło. Czy komukolwiek uda się zrobić to samo i nie upaść? Po lekturze ostatniego rozdziału, wątpię. Dlaczego? Nie będę psuł zabawy i pozwolę Ci samodzielnie wypracować własną opinię.

Wybrałem 2 najciekawsze fragmenty książki w kontekście moich wcześniejszych postów na temat outsourcingu, które świetnie wpisują się w niedawny upadek Hoopli:

I couldn't help feeling that if only I had known what I knew now when we first set out, we would have launched much earlier and have had successful IPO some time ago. A huge amount had been achieved but the sheer pace of events meant that many mistakes had been made too. We should never have tried to manage the development of the technology platform ourselves; it caused massive disruption to our efforts to focus on becoming the retailer we actually were.

I drugi:

We have been to visionary", I said, „We wanted everything to be perfect, and we have not had control of costs. My mistake has been not to have a counterpart who was a strong financial controller.

Dlaczego postanowiłem zrecenzować właśnie tę książkę, a wielu innych z tego roku nie? Historia sklepu Boo.com to doskonałe case study dla wszystkich tych, którzy myślą o swoim sklepie internetowym w kontekście wielkiej firmy, sprzedających na rynkach międzynarodowych. Książka powinna stać się pozycją obowiązkową dla wszystkich zafascynowanych start-upami, zwłaszcza jeżeli wywodzą się z Europy, chcą budować firmę w oparciu o cudzy kapitał. Mimo iż sam buduję swoją firmę od 9 lat, wierz mi lub nie, ale po przeczytaniu ostatniej strony powiedziałem do siebie „Ja pierd....!".

Godny następca?

pfornalski
Z pewną dozą nieśmiałości obserwowałem poczynania Krzysztofa Bartnika, który jest moim klientem i postanowił założyć swojego bloga dotyczącego swojej wizji eCommerce. Ponieważ z reguły blog tym lepszy im dłużej i bardziej systematycznie jest prowadzony, z natury nie polecam tutaj stron, które dopiero co powstały. Niemniej Krzysztof odwala kawał dobrej roboty i czas zareklamować Wam nieco nowy blog w polskiej e-biznes sferze.

Szukaj John Battelle - recenzja książki

pfornalski

Właśnie skończyłem czytać ksiązkę Szukaj (tytuł oryginalny "The Search") John Batelle o podtytule "Jak Google i konkurencja wywołali biznesową i kulturową rewolucję". Książka na pierwszysch stronach strasznie się ciągnie, lecz po kilkunastu stronach staje się całkiem znośna, by pod koniec osoby z branży eCommerce całkiem mocno już podkręcić.

O czym właściwie jest ta książka? Według mnie to miks historii Google i kilku innych wyszukiwarek takich jak Overture, Altavista, anegdot ze świata krzemowej doliny i dużej ilości filozoficznego wypełniacza. Czy polecam tę ksiązkę? Pewnie, zwłaszcza wszystkim tym, którzy na wieść o wypuszczeniu kolejnego legalnego trojana firmowanego marką Google robi się mokro ... pod pachami, i w podnieceniu rozsyłają na lewo i prawo linki, myśląc że leci manna z nieba. Autor w pełni oddaje szacunek geniuszom Page'owi i Brinowi, ale nie szczędzi krytycznych uwag po ich adresem jak i CEO Google Erick Schmidt.

Szczególnie ciekawa jest końcówka książki w której autor pozwolił sobie na spekulacje jak dalej potoczy się rozwój rynku wyszukiwania. Z pewnością wiele osób poczuje się znudzonych i zblazowanych takimi dywagacjami. Mi jednak bardzo przypadły one do gustu, ponieważ każdy po ich przeczytaniu kto poważnie myśli na temat przewidywania przyszłości, poczuje się silnie pobudzonym do własnych przemyśleń na ten temat.

Z pewnością w książce nie znajdziesz porad z dziedziny SEO. Niemniej zrozumienie innych opracowań w tematyce pozycjonowania stanie się dużo prostsze, po zrozumieniu motywacji autorów genialnego algorytmu PageRank.

Książkę wydało wydawnictwo PWN w tym roku, jednak oryginał ukazał się już w 2005 roku. Jej ISBN to 978-83-01-14826-3.

Pamela - moja krótkonoga sekretarka

pfornalski
Często pytacie w mailach czego używam w swojej pracy, aby pracować wydajniej. Dzisiaj zdradzę jeden z moich ulubionych programów. Program nazywa się wdzięcznie Pamela. Jest ona dodatkiem do Skype, która dodaje wszystko to o czym programiści Skype zapomnieli, albo nie dodali aby nie komplikować jego obsługi. Narzędzie to polecam absolutnie wszystkim tym, którzy prowadzą duże ilości rozmów i uzgodnień z klientami.

Jeżeli jesteś konsultantem wiesz, że często odsyła się klienta do napisania e-maila po to, aby mieć czarno na białym co z klientem zostało uzgodnione. Dzięki Pameli nie jest to niezbędne. Ma ona jedną właściwość, która jest dla mnie Killer-App a mianowicie nagrywanie wszystkich prowadzonych przez Skype rozmów. Brzmi to trochę jak pamiętniki Michnika, ale nic bardziej złudnego. Nagrywam wszystkie rozmowy przez Skype dla wygody swojej i klientów. Czasami zapominam co było uzgadniane, a czasami jest to wręcz niezbędne aby ustalić kto jest winny zamieszania. Nie chcę przecież wmówić klientowi, że uzgodniliśmy coś innego, podczas gdy nie mam racji. W obecnej wersji Pamela nagrywa wszystkie rozmowy w formacie MP3 i gromadzi je w folderze. Dodatkowo z programu możemy szybko wyszukiwać według różnych kryteriów nagrane rozmowy. Dodatkową zaletą jest zapisywanie wszystkich rozmów tekstowych. Przyznam, że dla mnie to jest największą wadą Skype i dlatego zazwyczaj używam Tlena do rejestracji rozmów IM. Pamela nadrabia to.

Nagrane rozmowy w Pameli

Pamela wnosi jeszcze kilka radosnych rozszerzeń jak np. automatyczne przypominanie o urodzinach, na podstawie profili Skype, przełącza statusy podczas rozmowy głosowej i ustawia uprzejme wiadomośći. Fajną funkcją jest darmowa poczta głosowa, czyli jeżeli masz włączony komputer a akurat odszedłeś od komputera, dzwoniąca lub pisząca osoba zostaną o tym poinformowane i mogą zostawić wiadomość. Opcji jest sporo i w gruncie rzeczy wszystkie potrzebne.

Nagrania z poczty głosowej

Pamela oferowana jest w 4 wersjach, w tym jedna freeware. Basic jest wersją darmową, ale oferuje mimo to 2 najważniejsze funkcje, opisane przeze mnie. Jak podaje producent wersja Basic nagrywa do 15 minut rozmów głosowych. Nie stwierdziłem jednak takiego ograniczenia i nagrywałem wersją Basic nawet 90 minutowe rozmowy. Pozostałe wersje wnoszą dodatkowe funkcje a ich cena jest bardzo rozsądna.

Zdecydowanie polecam wszystkim ten program, zwłaszcza, że za darmo mogą się przekonać jak pomocna potrafi być ubrana na różowo, osobista sekretarka Pamela, która co wspaniałe, potrafi również mówić po Polsku. Używam jej od ponad roku i bardzo ją sobie chwalę. Aby pobrać Pamelę udaj się na stronę www.pamela-systems.com

Recenzja książki "Founders at work"

pfornalski
Okładka książki

Każdy, kto chciałby otworzyć firmę informatyczną (ang. startup) powinien jak najwięcej uczyć się na przykładzie ludzi, którzy osiągnęli w tej branży sukces. Dlatego mogę śmiało polecić wszystkim książkę, która ukazała się parę miesięcy temu w Stanach „Founders at work” autorstwa Jessici Livingston. Najprawdopodobniej książka ta nigdy nie ukaże się w Polsce, jednak nic nie stoi na przeszkodzie aby zamówić ją sobie z Amazona za około 25$ z przesyłką do Polski. Ja na szczęście dostałem egzemplarz od mojej ukochanej Martusi na urodziny.

Książka „Founders at work”czyli tłumacząc na język polski „Założyciele przy pracy” jest zbiorem 32 bardzo dobrze poprowadzonych wywiadów, każdy na około 10 stron ze śmietanką amerykańskiego snu o krzemowej dolinie. Więcej na temat książki, która stała się w USA bestsellerem możesz dowiedzieć się po wysłuchaniu wywiadu z autorką.

W książce znajdziesz wywiady z następującymi osobami:

  1. Max Levchin (PayPal)
  2. Sabeer Bhatia (Hotmail)
  3. Steve Wozniak (Apple)
  4. Joe Kraus (Excite)
  5. Dan Bricklin (Software Arts)
  6. Mitchel Kapor (Lotus Development)
  7. Ray Ozzie (Iris Associates, Groove Networks)
  8. Evan Williams (blogger.com, Pyra Labs)
  9. Tim Brady (Yahoo)
  10. Mike Lizarids (Research In Motion)
  11. Arthur Van Hoff (Marimba)
  12. Paul Buchheit (Gmail)
  13. Steve Perlman (WebTV)
  14. Mike Ramsay (TiVo)
  15. Paul Graham (Viaweb)
  16. JoshuaSchachter (del.icio.us)
  17. Mark Fletcher (ONElist, Bloglines)
  18. Craig Newmark (craiglist)
  19. Caterina Fake (Flickr)
  20. Brewster Kahle (WAIS Internet Archive, Alexa Internet)
  21. Charles Geschke (Adobe Systems)
  22. Ann Winblad (Open Systems, Hummer Winblad)
  23. David Heinemeier Hansson (37signals)
  24. Philip Greenspun (ArsDigita)
  25. Joel Spolsky (Fog Creek Software)
  26. Stephen Kaufer (Trip Advisor)
  27. James Hong (HOT or NOT)
  28. James Currier (Tickle)
  29. Blake Ross (Firefox)
  30. Mena Trott (Six Apart)
  31. Bob Davis (Lycos)
  32. Ron Gruner (Alliant Computer Systems, Shareholder.com)

Każda z osób jest innej narodowości. Kiedy startowali mieli różną ilość pieniędzy, wykształcenia, umiejętności i wykrystalizowany pomysł. Po przeczytaniu tej książki nabierzesz większego respektu do tego co osiągnęli. Część z powyższych firm jest mało znana, została wchłonięta przez kogoś większego lub przeszła do legendy mimo że zniknęła. Wszystkie wywiady są świeże i dlatego dają również chłodny osąd na to co poszło nie tak, co było słuszne z perspektywy czasu, a co nie. Ludzie z którymi rozmawia autorka to założyciele tych firm. A ponieważ nie będziemy już pierwsi w pomysłach takich jak webmail, płatności internetowe, wyszukiwarka czy komputer osobisty, możemy być mądrzejsi o ich wiedzę.

Ilustrowana historia komputerów

pfornalski

 Mam takie hobby, że w niedzielne przedpołudnia buszuję po sieci w poszukiwaniu ciekawych zdjęć starych komputerów. Ostatnio dostałem z tej okazji świetny prezent, przywiezioną przez moją dziewczynę z Anglii, książkę „The Computer. An Illustrated History", autorstwa Christian Wurster ISBN 3-8228-1293-5). Dla kogoś takiego jak ja, książka ta jest czymś w rodzaju biblii, którą czyta się przynajmniej raz w tygodniu. Na około 330 stronach umieszczono około 250 świetnej jakości fotografii starych komputerów. Znajdują się tam praktycznie wszystkie rodzaje maszyn, od klasyków w rodzaju Eniaca, poprzez Univaca, PDP, Tulipy, IBMy, Altair 8800, Sinclar ZX80 i ZX81, Comodore, po Alto i Apple. Są tam przedstawione nawet takie wynalazki jak Zuse, Cray, komputery binarne, Amdahl'e, Apple Newton i wiele innych. Przyznam, że ponad połowę zdjęć widziałem po raz pierwszy w życiu, mimo że kolekcjonuję wiele zdjęć. Z pewnością książkę mogę polecić wszystkim dla których komputer to coś więcej niż Windows i Gadu-Gadu. Zdjęcia są na prawdę fenomenalnej jakości, całość okraszają krótkie teksty. Wszystkie zdjęcia są skatalogowane i opisane, poukładane tematycznie. Idealna pozycja na popołudniowe kartkowanie. Całość jest genialnie wydana, w twardej, tłoczonej okładce i wydrukowana na świetnym papierze. Szkoda tylko, że sporo informacji mija się z prawdą, ale jeżeli chodzi o zdjęcia, to z pewnością rekompensują one drobne wpadki.

Z tego co wiem, książka jest już na wyczerpaniu zapasów. Na Amazonie już jej nie ma. Udało mi się znaleźć formularz zamawiania na stronie wydawnictwa (http://www.taschen.com/pages/en/catalogue/books/design/all/facts/02976.htm). Na stronie tej znajdziesz też kilka przykładowych stron. Jeżeli zatem ktoś chciałby zdobyć ten cudowny fetysz, każdego geeka - polecam z czystym sumieniem. Cena około 30$

ImageResizer - przydatne i darmowe narzędzie dla każdego

pfornalski

ImageResizer do darmowa aplikacja produkcji Microsoft, dzieki której można znacznie przyśpieszyć wgrywanie np. zdjęć produktów. Jest to małe rozszerzenie do menedżera plików dla Windows XP (link bezpośredni do programu). Po zainstalowaniu w standardowym menedżeże plików wystarczy zaznaczyć jedno lub wszystkie oprazki (Ctrl+A) a następnie kliknąć prawym przyciskiem i wybrać opcję która się pojawi po zainstalowaniu programu „Resize Pictures”. Po wybraniu, że chcemy je pomniejszyć np. do rozmiaru 800x600 obrazki zostaną pomniejszone. Możemy utworzyć ich kopie lub nadpisać istniejące pliki.


Wgrywanie tak przygotowanych obrazów będzie znacznie szybsze, gdyż aparat cyfrowy zapisuje zdjęcia w ogromnych rozmiarach. Również późniejsze otwarcie w programie do retuszu będzie dużo szybsze, a składowanie zdjęć w rozdzielczości 800x600 tańsze i w pełni wystarczające.

Więcej na temat programu można znaleźć na stronie Microsoft

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci