Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

100% skuteczna metoda na uniknięcie wpadek na fanpejdżach znanych marek

pfornalski

Impulsem do napisania tego posta był przeczytany dzisiaj w Wirtualnemedia.pl artykuł „Nikon, Palikot i Orange też „wpadli” na Facebooku. Jak temu zapobiegać?”. Moja odpowiedź na zadane w tytule artykułu pytanie jest prosta – nie prowadzić Fanpage.

Zrzut ekranowy z artykułu w WirtualneMedia.pl

Zrzut ekranowy z artykułu w WirtualneMedia.pl na temat rzekomo strasznej wpadki na fanpge serków Bieluch.

Osobiście nie cierpię „fanpejdży wszelakich maści brandów”. Większość z nich ma jeden cel – podtrzymanie mojej opinii, że dorośli to dzieci, tylko starsze. Większość fanpejdży stara się naśladować stylem infantylną przedszkolankę zabawiającą 3-latki. I gdyby nie podłączony respirator w postaci zniżek, kubków, koszulek i innego wszelakiego rozdawnictwa ssanego przez łowców gadżetów i ludzi żyjących z prowadzenia dla innych firm takich stron, dawno byśmy przeszli do następnej rewolucyjnej formy reklamy.

Nie uważam przy tym, aby social media nie miały zastosowania w e-commerce w ogóle. Uważam, że jest w nim mnóstwo potencjału. Ale nie na fanpejdżach. Np. będąc na konferencji E-nnovation usłyszałem jeden z fajniejszych pomysłów na e-commerce ostatniego czasu, wysyłanie przez Facebook prezentów znajomym, którzy mają np. urodziny. Nie chodzi tu o wysyłanie ikonek, ale np. realnych, realnie pachnących kwiatów czy butelki szkockiej. Ten akurat pomysł jest testowany w USA. Jak ktoś chce przetestować to zgłaszam się jako ochotnik do obdarowania.

Wracając do Fanpejdży, totalnie nie rozumiem po co firmy takie jak opisane w w/w artykule wynajmują agencje, które piszą im głupoty na ich fanpejdżach. Nudna i obłudny styl rodem z CB radio zacina się gdy pada „jaki byłby twój wymarzony posiłek gdy czekasz na karę śmierci” (patrz case serków Bieluch z artykułu)? Czy to jest aż takie straszne, że trzeba o tym artykuły pisać? A może powinniśmy zwolnić wszystkich z telewizji gdy w filmie pada „Zabiję cię sukinsynu”. Dlaczego marketerzy oczekują, że to co piszą jest to czego pożądają ich klienci?

Zrzut ekranowy z topu Fanpage Serka Bieluch

Zrzut ekranowy z topu Fanpage Serka Bieluch.

Jak widać na powyższym zrzucie ekranowym z Facebookowego Fanpage serka Bieluch, „fanów” mają aż 2721. Ilość osób aktywowanych do komentowania to już tylko 160. Odliczając fake-konta agencji prowadzącej stronę, zapewne liczba spada do około 120-130 czyli mniej niż osób mieszka w przeciętnym, polskim 11-piętrowcu. A gdzie reszta całego kraju w którym serek Bieluch się sprzedaje? Czy menedżerowie z tytułem MBA są za głupi na to, aby domyślić się, że posty w rodzaju (dodane tylko dzisiaj, cytat za Fanpejdżem serka Bieluch):

  • Pogoda dzisiaj nie rozpieszcza - przynajmniej u mnie. 12 stopni, słońca brak, mgła i kropi. A jak jest u Was?

  • To ja chyba jeszcze podrzemię...

i tak codziennie (oprócz weekendów) co parę godzin, nie mają sensu, a wręcz obrażają klientów tego serka? Oczywiście ten serek to tylko przykład, bo padł w artykule i używam go tylko jako ilustracji do tego, że po prostu nie warto tego wszystkiego robić i środkiem zapobiegawczym będze zamknięcie tego Fanpejdża lub ograniczenie go do samej strony, po to aby klienci mogli dać znać, że lubią ten serek. Ja chciałbym po prostu zaznaczyć na Facebooku, że lubię serek Bieluch. Ale skoro w zmian za to, mam otrzymywać co parę godzin głupawe tekścioszki, podziękuję, zwiększając szansę łowcom gadżetów.

Życie to nie wesele, na którym wszyscy na parę godzin stają się fanami disco polo. Niestety, w przeciwieństwie do wesela, dni powszednie musimy znosić trzeźwi. A w takich okolicznościach i disco polo i głupawe fanpejdże stają się nie do zniesienia.

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Krzysiek Dróżdż] *.com

    Ja to widzę troszkę inaczej.

    Masz firmy, które gdzieś tam usłyszały, że trzeba być na Facebooku. Ktoś w firmie zrobił "risercz" i wyszło mu, że jest kilka agencji, które będą prowadzić FanPage za grubą kasę, że można to zlecić Pani Basi, która i tak ma trochę wolnego, ale nie zna się na "tym całym Fejsie". Udało się też na szczęście znaleźć agencje, które robią to za parę stówek miesięcznie (oferia.pl/zlecenie/item329493-prowadzenie-fanpage-na-facebooku).

    Bez namysłu wybierana jest wersja ostatnia (a że nikt z decyzyjnych z FB nie korzystał, to i trudno mu ocenić, co się tam wyprawia za jego pieniądze).

    A co się może tam dziać? Jeśli zarabiamy po 200/mc za fanpage, to żeby zarobić na pensję jednego pracownika (średnia krajowa) potrzebujemy około 4,5 tys. zł/mc, czyli ze 20-25 klientów. Jeśli na każdym FanPage'u ma się znaleźć jeden wpis dziennie, to mamy około 19 minut na wygenerowanie wpisu. Trudno się dziwić, że wpisy te nie są zbyt kreatywne... A nie zapominajmy, że w powyższych obliczeniach nie ma w ogóle uwzględnionego zysku "agencji".

    I chyba nie ma się co dziwić, że tak wygląda sytuacja, bo chyba ze wszystkim tak przez pewien czas było. Masz nową technologię, w zakresie której świadomość klientów jest niska (lub bardzo niska), ale jednocześnie technologia ta jest modna (a tym samym pożądana). Jeśli dorzucisz do tego chęć "zaoszczędzenia", to tak to właśnie się kończy.

    Mnie tylko zawsze dziwi to, że nikt z tych firm-klientów nie zastanawia się nad tym, jak niby "agencja" zarabia na takiej usłudze i co de facto kupują za te 200 zł/mc. (Szczególnie, że w tym przypadku oddają w ręce "niewiadomokogo" swoich klientów).

  • Gość: [dewu] *.globalconnect.pl

    Porównanie do discopolo świetnie, majstersztyk ;).

  • Gość: [Michał] *.internetdsl.tpnet.pl

    Nie dziwię się tym ludziom, ostatnio usłyszałem jak jedna z agencji przekonywała że jak firmy nie ma na fejsie, to tak jak by jej dzisiaj nie było :) Najgorsze ze firma sobie świetnie radzi, ale postanowiła się rozwijać i zatrudni kogoś takiego do budowania swojego wizerunku w sieci...

  • Gość: [Piotr] *.warszawa.mm.pl

    Tak, weselny koniec wspanialy!

  • Gość: [marcin_k] *.anfa.net.pl

    Wnioskuje o wieksza ilosc porownan zwiazanych z Disco Polo :)

  • Gość: [meble-gama] *.net-partner.pl

    Bardzo czesto poszczególni "fani" są po prostu podstawieni, albo "fake-owi" co chyba może być najgorsze. Kupowanie fanów....

  • Gość: [podreczniki] *.marsoft.net

    kupowanie zawsze miało miejsce, za kiełbaskę , marchewkę ... a czasami pieniądze ...

  • Gość: [finansier] *.232.252.14.atman.pl

    "Skoro inni już mają fanpage na fejsie to i ja muszę mieć" - ile osób wpada w pułapkę podobnego myślenia, nie zadając sobie najważniejszego pytania: "ale w sumie... po co?"

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci