Menu

Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą

Nazywam się Paweł Fornalski. Jestem założycielem i prezesem IAI S.A., dostawcy rozwiązań e-commerce dla sklepów internetowych i rezerwacji noclegów dla właścicieli apartamentów i hoteli. Na tym blogu piszę, w oderwaniu od oficjalnych poglądów innych właścicieli i pracowników IAI o tym co mnie prywatnie porusza. Gdybyś chciał się skontaktować pisz na pawel(a)fornalski.pl

Startup.com - cz.1 - nie musisz mieć nic poza wolą

pfornalski
Kiedy patrzę w przyszłość, codzienne zdarzenia wydają się nie mieć znaczenia. To co dzieje się każdego dnia wydaje się nic nie znaczącym bełkotem, nic nie znaczącymi, chaotycznie umieszczanymi na linii czasu zdarzeniami. Kiedy patrzy się na te wydarzenia układają się w jeden, sensowny ciąg. Ale można to zrobić dopiero po latach, z odpowiedniej perspektywy. Tak jak obiecałem w kilku postach opowiem Wam jak to wszystko się zaczęło, a za kilka lat opowiem co robię teraz.

Ze względu na to, że nie jest to książka, a jedynie wypełniam 20 minut pozostałych do pierwszej w nocy, o której to godzinie zazwyczaj zaczynam się zbierać do spania, opiszę tylko jak to wszystko się zaczęło.

Otóż w styczniu 2000 roku, Sebastian Muliński, mój obecny wspólnik zaproponował mi pewien prosty i jak się mu wydawało genialny interes. Wypatrzył, że wolna jest domena „hip-hop.pl". Wpadł na pomysł aby sprzedawać ludziom konta e-mail w tej domenie. Wystarczyło wynająć serwer. Pieniądze na serwer miał wyłożyć jego kolega Emil, któremu rodzice dali na drogę w dorosłość sporą ilość gotówki. Ponieważ znam się z Sebastianem od dzieciństwa i od zawsze przejawiałem smykałkę do interesu, a do tego studiowałem informatykę, zaproponował właśnie mi udział w tym przedsięwzięciu. W tym okresie jednak nie przebywaliśmy zbyt często ze sobą. Po naradzie, którą zrobiliśmy w pubie przy piwie plan był gotowy. Teraz mieliśmy spotkać się z Emilem. Niestety Emil się spóźnił na spotkanie prawie 60 minut. Ponieważ w tym czasie byłem bardzo „profesjonalny", po przeczytaniu wielu książek z radami typu „myśl jak milioner" postanowiłem ostentacyjnie wyjść po wypiciu piwa, mimo iż pojawił się właśnie z Sebastianem na progu. Mój temperament kazał mi powiedzieć coś na tyle przekreślającego możliwość dalszej współpracy iż oczywiście dalsza spółka z Emilem nie wchodziła w grę.

Spotkaliśmy się ponownie z Sebastianem i ponieważ nie mieliśmy inwestora, musieliśmy opracować plan B. Nie chciałem zawieść Sebastiana więc zaczęliśmy myśleć dalej. W tym czasie pisywałem do gazety internetowej (e-zine'a) Wirtu@l. Bardzo spodobał mi się pomysł e-zina i stwierdziłem że chcę czymś takim zarządzać. W związku z tym postanowiliśmy, że zaczniemy wydawać e-zine aby móc na to przyciągnąć jakiegoś sponsora, który pokryje koszty serwera. Przypomnę, że w roku 2000 szczytem marzeń był Polpak-T 1Mbit, który kosztował miesięcznie ze 2 średnie krajowe. Oczywiście mieliśmy zarabiać na sprzedaży kont e-mail. Plan wydawał się genialny i wkrótce rozpoczęliśmy jego realizację. Ja zacząłem tworzyć w C++ stronę. Sebastian zaczął pozyskiwać ludzi, którzy mieli nam pomóc merytorycznie w pisaniu artykułów i redagowaniu E-zine Hip-Hop.pl. Byli to ludzie znani w kulturze Hip-Hop.

O ile temat strony Hip-Hop.pl i e-zine zostawię w tym momencie na boku, o tyle skupię się na wydarzeniu najważniejszym dla naszej dalszej egzystencji, czyli serwerze. W skrócie - nadal go nie mieliśmy, mimo iż kwiecień był już w kalendarzach. Czasami sam, czasami z Sebastianem, udawaliśmy się do kolejnych firm. Byłem gotowy zrobić dla firmy, która udostępni nam pasmo wszystko. Gdyby kazali mi napisać dla nich własny system operacyjny, zrobiłbym to. Tak bardzo byłem zdeterminowany. Po około 50 odmowach zacząłem wątpić. Zaczynałem powoli godzić się z tym, że nici z genialnego pomysłu na biznes. W końcu, niemal przypadkiem mój tata zadzwonił do swojego dawnego znajomego ze studiów, Pana Łyczakowskiego, prezesa szczecińskiego Optimusa z pytaniem czy nie zna kogoś kto mógłby mi pomóc. Poprosił abym się u niego stawił. Przedstawiłem mu pomysł. Nie wydawał się nim zachwycony. Pamiętam jak szedłem przez most długi w Szczecinie do tramwaju przekonany, że czas dać sobie spokój. Los uśmiechnął się jednak do mnie i parę dni później dostałem telefon - „Damy Ci serwer i podłączymy go do naszego Polpaka. Przyjedź za tydzień po komputer". Miałem własny serwer i własne łącze. Czułem się jak kosiarz umysłów, bóg cyberprzestrzeni. Mogłem sam ustalić temat strony, jej zawartość i wpompować to wszystko do sieci, bez żadnych ograniczeń. Problem polegał na tym, że jednym z punktów umowy było to że nie mogłem sprzedawać kont e-mail na sponsorowanym sprzęcie. W tym momencie jednak to mi nie przeszkadzało.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Shirou] *.sileman.net.pl

    Trochę na końcu artykuł wygląda jakby był ucięty w połowie i nie dokończony...

  • pfornalski

    Rzeczywiście, zabrakło linka do drugiej części którą można znaleźć na fornalski.blox.pl/2007/08/Startupcom-cz2.html

© Polski e-commerce i zarządzanie e-firmą
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci