Jestem Paweł Fornalski i założyłem IAI S.A., spółkę notowaną obecnie na NewConnect. Oprócz zarządzania firmą jako CEO, jestem głównym architektem IAI-Shop.com, największej platformy do prowadzenia sklepu internetowego w Polsce. Inni mogą mnie znać również z jeszcze dawniejszych czasów, Portalu Hip-Hop.pl i innych portali społecznościowych. Na tym blogu, nie reprezentuję IAI tylko siebie i przedstawiam moje skrajnie subiektywne opinie na tematy związane z polskim e-commerce, e-business i nowoczesnym prowadzeniem firmy. W przypadku pytań służę pomocą na pawel at fornalski.pl
Paweł Fornalski | Create your badge
Blog > Komentarze do wpisu
Crime story

W marcu pisałem o tym, że ktoś stłukł mi szybę w samochodzie. Chciałem opowiedzieć co działo się w tej sprawie przez 2 następne miesiące. Historia ma wątek kryminalny więc dzisiaj coś lekkiego dla odmiany, ale jak zwykle u mnie - z morałem na końcu.

Po tym zdarzeniu, uczucie, że wstanę rano i znajdę jeszcze bardziej zniszczony samochód po prostu rozwalała mnie emocjonalnie. Wiedziałem jak mniej więcej ten wandal wygląda, bo nagrał się na monitoring. Na filmie było widać, że ten człowiek nie wybił tej szyby, żeby coś ukraść, tym bardziej, że nigdy nie trzymam w samochodzie nawet papierka, tylko rzucił cegłą w szybę i spokojnie sobie odszedł. Jego zuchwałość była olbrzymia, bo zanim rzucił cegłą spojrzał w kamerę monitoringu i nie przeszkadzało mu to jednak rzucić, czuł się bezkarnie. Zupełnie jak by samo zniszczenie było już celem samym w sobie.

Napiszę jeszcze, że przez ostatnich kilka lat jak tu mieszkam, ciągle coś działo się na mojej ulicy. Regularnie tydzień w tydzień były powywalane kosze na śmieci, powyrywane znaki, poniszczone drzea albo w okolicy powybijane szyby na przystankach. Jednak jakoś specjalnie nie zwracałem na to uwagi, uznając że to normalne, że jacyś debile niszczą to wszystko. Jednak pewnie tak jak i ty teraz, czytając tego posta, stwierdziłem że za wiele nie da się z tym zrobić.

Pięć dni po wybiciu szyby, w piątek wieczorem, słyszę na ulicy głuche uderzenie. Mógłbym to zignorować tak jak każdy inny sąsiad na ulicy, jednak widzę 2 osoby przy samochodzie sąsiada więc wychodzę przed dom sprawdzić o co chodzi. Widzę dwóch młodych chłopaków, a lusterko samochodu sąsiada, zaparkowanego na przeciwko mojego okna leży sobie na ziemi. Chłopacy w tym czasie idą sobie dalej spokojnie ulicą. Ponieważ byłem już pidżamie szybko się ubrałem i wybiegam z bokenem za nimi. Do pomocy zawołałem ojca i biegnę. Nawet nie musiałem daleko biec, bo tuż za rogiem obaj zatrzymali się, aby zdemolować jeszcze ogrodzenie robót drogowych. A ponieważ byli bardzo sumienni w swoim niszczeniu spędzili na tym tyle czasu, że zdążyłem ich dopaść. Zaczęli uciekać w ciemną uliczkę, która jest równoległa do tej na której mieszkam. Biegłem ostrożnie bo wiedziałem, że uliczka jest ślepa, więc prędzej czy później muszę się na nich natknąć. Oczywiście krzyczałem przy tym „Policja! Niech ktoś wezwie policję!". Jakieś było moje zdziwienie, kiedy zauważyłem że są w tej uliczce tajne przejścia o których nie wiedziałem mieszkając tam 7 lat. Zauważyłem chłopaka przechodzącego już przez płot sąsiada, z drugiej strony. Przeszedłem przez podwórko sąsiada i już ich nie widziałem. Nie słyszałem też ucieczki, więc nie wiedziałem w którą stronę dalej biec. Chłopak musiał być przyczajony tuż za rogiem, ale w tym momencie o tym nie wiedziałem. Zauważyłem jednak dalsze zniszczenia. W tej części ulicy powyrywali i rzucili na jezdnię wszystkie znaki drogowe jakie napotkali.

Wracam zatem do domu sąsiada, była około pierwsza w nocy. Dzwonię do niego ale nikt nie otwiera. Dzwonię i dzwonię i w tym momencie zauważam ledwie widoczną postać skradającą się ciemną uliczką, która była na tyłach domu sąsiada. Znowu biegnę przez podwórko sąsiada i wbiegam w tę samą ciemną uliczkę. Gonię go do końca uliczki i widzę że chłopak nerwowo otwiera drzwi kluczem. Wszystko stało się jasne, on tu mieszka, więc musiał wrócić, bo nie miał dokąd uciec. A ponieważ mieszka, zna przejścia. Do tej pory nie rozumiem tylko po co niszczył ogrodzenie robót drogowych pod swoim własnym oknem. Przecież trzeba być ostrym czubem aby niszczyć to na co się codziennie patrzy. Mojemu ojcu, który obstawiał moją ulicę udało się wreszcie wezwać policję. Czekamy pod domem, żeby nigdzie nie uciekł. Po kilku minutach wraca druga postać i wchodzi jak gdyby nic do domu.

Po kilku minutach przyjeżdżają policjanci. Mówimy im co zaszło i idą do tego domu. Dzwonią do drzwi, otwiera jakaś staruszka. Pytają się „Syn jest w domu?". A ona „Tak, ale śpi już dawno". Przepychają więc panią na bok i pakują się do domu. Znikają mi na 5 minut z oczu i wychodzą, prowadząc 2 chłopaków w kajdankach. Byłem mocno zdziwiony, bo myślałem że będzie jakaś jeszcze pyskówka w której zaprzeczą, a tu od razu kajdanki i do radiowozu. Policjanci znaleźli w domu więcej skradzionych lusterek i części samochodowe, więc nie musieli się szczypać i od razu ich zatrzymali. Wszystko to pewnie przygotowali sobie na giełdę samochodową, która w Szczecinie odbywa się w niedzielę.

Wracamy w tym momencie do domu sąsiada i budzę go. Po dłuższej chwili udaje się wreszcie sąsiada obudzić, policjanci tłumaczą mu co zaszło i pytają się czy będzie składał skargę. Chwilę myśli i mówi, że tak. Chłopacy byli pełnoletni i wcześniej notowani, któryś miał nawet wyrok w zawieszeniu. Siedzą teraz pewnie w ciupie.

O samych sąsiadach dowiedziałem się następnego dnia, kiedy właściciel samochodu przyszedł przynosząc w podziękowaniu flaszkę Absoluta. Wyznał, że wszyscy sąsiedzi wiedzieli, że ci 2 chłopacy niszczą wszystko w okolicy. Jemu samemu kilka razy wybili szybę albo ukradli lusterka. Inny sąsiad kiedyś wyjechał i zostawił samochód na podjeździe. Zaprosili kolegów i skakali po dachu tak, że się wbił do poziomu drzwi. Jednym słowem, totalni wandale. Sąsiad przez te wszystkie lata miał nadzieję, że wyrosną, potem że się wyprowadzą, albo że im przejdzie. Ponieważ ja ich złapałem, stwierdził że w takim razie się przełamie i złożył obszerne zeznania pogrążające ich. Składając moje zeznania na policji przypomniałem im o nagraniu z monitoringu, na którym widać jak chłopak wybija mi szybę. Tym razem potraktowali to serio i zabezpieczyli go mimo niedzieli. Moje wcześniejszego zawiadomienia widocznie nie potraktowali zbyt poważnie. Kilkanaście dni później otrzymałem pismo z prokuratury, że rozpoczęto formalne postępowanie przeciwko osobie podejrzanej o wybicie szyby. Nie otrzymałem personaliów, ale jako osoba poszkodowana mam prawo bycia informowanym. Będę zatem wiedział jaki jest finał tej sprawy.

To co nastąpiło jednak później zdumiało mnie bardziej. Przez dwa ostatnie miesiące nie została wybita ani jedna szyba na przystanku, ani jeden znak nie został wyrwany. Nie znajduję już swojego kosza na śmieci dla dowcipu wywalonego na środek jezdni. Jednym zdaniem, ktoś kto by przyjechał z daleka, powiedziałby że w okolicy panuje ład i porządek, zero wandali. Zacząłem się nad tym głębiej zastanawiać i doszedłem do wniosku, że jedna czy dwie takie osoby, niszczące powiedzmy 5 rzeczy co tydzień, wracając z imprezy, powodują około 300 zniszczeń. To może spowodować przekonanie, że żyje dookoła nas 300 wandali. Żaden normalny człowiek nie zniszczy przystanku na którym stoi, czy nie wyrwie znaku drogowego. Trzeba być zdrowym osłem aby to zrobić. Prawdopodobnie większość zniszczeń przez lata było powodowanych tylko przez tych chłopaków. Następnej nocy na szlaku z miasta do mojej dzielnicy widziałem powybijane szyby na przystankach, tylko na tych które były na kursie. Wtedy pomyślałem, że przecież to też mogli być ci chłopacy. Żeby było śmieszniej, ten przystanek, który jest 2 kilometry dalej, od tej pory nie był już niszczony

 

Jaki stąd morał? Często zakładamy, że coś jest złe i przyzwyczajamy się do tego. Wmawiamy sobie, że żyjemy w złym kraju, że ludzie w Polsce są bezmyślni, skorumpowani, leniwi, głupi, że są wandalami. Prawda jest jednak inna. 99% ludzi jest normalnych, może większość z nich jest nisko umotywowanych i wyedukowanych, ale to nie są źli ludzie. Tylko mała część jest zła i szkodzi innym. Obowiązkiem młodych mężczyzn żyjących w dawnych czasach była ochrona kobiet, dzieci, starców przed bandytami. Nie było wtedy policji i telefonów. Za szybko zapomnieliśmy o czymś co było podstawowym prawem przez tysiące lat. System funkcjonował lepiej niż teraz. Każdy młody facet powinien czuć się w obowiązku dbać o porządek na swojej ulicy, albo nie powinien mówić o sobie facet. Sąsiad, który przyniósł mi flaszkę jest młodym mężczyzną, któremu niszczyliby samochód jeszcze przez 10 następnych lat. Jakież to musiało być destruktywne dla jego psychiki wiedząc że za tydzień będzie musiał naprawiać lusterko za 600zł tylko po to, aby jego sąsiad mógł sprzedać wkład do lusterka za 30zł.

A żeby było jasne, to nie była pierwsza taka akcja. Parę lat temu otrzymałem zegarek od prezydenta miasta z gratulacjami, po tym jak złapałem bandytę, który napadł na 20 kobiet w okolicy. Jak to zrobiłem? Nie jestem Rutkowskim, po prostu napadł na kobietę pod moim domem. Usłyszałem jej krzyk, wybiegłem na ulicę, widzę pełno ludzi idzie ulicą od tramwaju, nikt nie reaguje. Pytam co się dzieje, a ta mówi, że tamten facet zabrał jej torebkę. Zapamiętałem wygląd, wsiadłem do samochodu i razem z bratem ruszyliśmy w pościg. Po kilku minutach spotkaliśmy go. Historii takich mam bez liku. Każda z nich kończy się tak samo. Zły element z lokalnego społeczeństwa zostaje wyeliminowany. Myślę, że taki jest porządek rzeczy - młodzi faceci powinni brać sprawy w swoje ręce. Tak jak w moim przypadku należy wykonać część pracy samemu, a policja niech dokończy sprawę zatrzymując. Jeżeli ktoś się boi, wystarczy często zadzwonić tylko na policję, albo na anonimową infolinię. Nie mówię, że trzeba od razu biegać bokenem, bo nie każdy lubi takie ryzyko bezpośredniej konfrontacji. Nic nie usprawiedliwia jednak sąsiadów, którzy nie zawołali policji, kiedy ja ganiałem i odwalałem za nich brudną robotę. Mieli szczęście, że ja im pomogłem, inaczej przez 20 następnych lat mówili by, że w Polsce wszyscy niszczą, kradną a policja nic z nimi nie robi.

@edit 2007-06-29: Właśnie przyszedl listonosz z poleconym z prokuratury. Jako poszkodowany zostałem poinformowany, ze przeciwko wszystkim osobom które złapałem do sądu akrt oskarżenia (Art. 278 par. 1 K.K.). A więc chyba będzie z nimi porządek na długo.

niedziela, 27 maja 2007, pfornalski
Komentarze
2007/05/27 15:09:02
Świetna postawa! Aż dodałem na wykop, co by dać przykład innym.
-
2007/05/27 15:54:16
Doskonała postawa! Gratuluję! Prawdziwie rycerski kodeks w najlepszym tego słowa znaczeniu :)

Sam też mam skormną historię dla dodania odwagi innym. Otóz wracając kiedyś w zimmie (tuż przed świętami) wieczorem z treningu z walkmanem na uszach, usłyszałem jakieś dziwne dźwięki. Zdjąłem szybko słuchawki i zobaczyłem krzyczącą kobietę, a jakieś 20m przed Nią, 2 gości gnało przed siebie. Sytuacja była jasna, więc bez zastanowienia ruszyłem za nimi, także wołając "Stać, Policja" itp. tuż przed przejściem przez 4-pasmówkę dopadłem wolniejszego z nich, ten spanikowany zaczął się tłumaczyć że też goni tamtego, puściłem go na moment, bo musiałem sam złapać oddech, a ten w nogi przez ulicę, mało co pod koła nie wpadł. Nie miałem siły biec dalej, więc wróciłem do kobiety, po drodze szukając też swojej torby treningowej, którą zrzuciłem aby móc biec szybciej. Niestety wtedy jeszcze nie miałem swojej komórki, ale po chwili w okolicy pojawił się samochód straży miejskiej, więc zatrzymaliśmy ich i opowiedzieliśmy całą historię, a następnie ruszyliśmy razem samochodem w stronę bloków w kierunku których uciekali Ci goście. Dość szybko natrafiliśmy na nich, ja potwierdziłem że jeden z nich to ten którego zdołałemna chwilę zatrzymać, i w ten sposób złapano obu, a ja poszedłem do domu. Jakiś miesiąc później dostałem wezwanie na przesłuchanie w tej sprawie, więc poszedłem i opisałem całą sprawę. Policjant podziękował mi za pomoc i dowiedziałem się przy okazji, że w torebce z uwagi na bliskie święta była cała wypłata + bonus tej kobiety, a goście gdy mnie usłyszeli rzucili torebkę w krzaki, ale po tym jak poszedłem, straż miejska ją odnalazła.

Morał z tego taki, że czasem aby dużo pomóc wystarczy zawołać, przyczynić się do zrobienia zamieszania i jeżeli można wezwać policję.
-
Gość: , delta.ds3.agh.edu.pl
2007/05/27 17:21:03
ła ła łi ła - zaimponowałeś mi ... i tchnąłeś trochę nadzieji na lepsze jutro - dzięki.
-
Gość: , rakowiec.spray.net.pl
2007/05/27 17:41:36
Brawo!
-
2007/05/27 18:29:35
Z czymś takim to chyba musiało być dużo łatwiejsze :-))
-
Gość: , acqy102.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/27 18:48:06
, rozejrzałem się i po chwili zobaczyłem biegnącego młodego faceta z damską torebką a za nim biegnącego ochroniarza z pobliskiego centrum handlowego. nie zastanawiając się dużo pobiegłem by przeciać mu drogę i 'dorwałem go gdy przebiegał rzez ulicę'(mogę w ty momecie potwierdzić że goniac kogoś wystarczy tylko praktycznie popchnąc lekko uciekającego a osoba ta w większosci przypadków wywróci się i nie bedzie miała checi dalej uciekac- tak było i ty razem.) po wywróceniu uciekajacego, wyrwałem mu nóz z dłoni i odrzuciłem w bok(był trochę skołowany całym zajsciem wiec nie było to trudne - ale to ważny krok by jesli uciekający napastnik ma przy sobie coś , zaraz wyrwac mu to z reki i odrzucic- zanim przyjdzie mu coś do głowy.) . Pomogłem jesczze ochroniarzowi odprowadzić tego pana do 'sklepowej izolatki' gdzie poczekał sobie na patrol policji. - Zadziwiającym jest fakt że napastnik juz w sklepie(a jest to dośc duży market + duzo tzw. boxów) wyrwał jakiejs kobiecie torbe, dał radę wybiec ze sklepu, przebiec przez cały dośc duży parking i nikt oprócz ochroniarza ze sklepu go nie gonił. :/ powinnismy pamietac ze my dajemy się okradac bo nie spodziewamy sie ze ktos nas napadnie a napastnicy daja sie zlapac bo nie spodziewaja sie oporu.
-
Gość: , acqy102.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/27 18:49:24
widze ze obcieło mój komentarz :/ poczatek w sumie nie byl ciekawy ;)
-
2007/05/27 19:37:11
Najważniejszy i tak nie jest początek, a sama idea. Gratuluję wszystkim odważnym! Ja jeszcze nie miałem okazji sprawdzić, czy postąpiłbym tak jak szanowni przedmówcy.
-
Gość: tor-anonim, 2.9.354a.static.theplanet.com
2007/05/27 22:43:03
Więcej dobrych, a mniej złych ludzi i świat będzie lepszy, a życie prostsze. Gratuluje odwagi. Sam nie wiem jak bym się zachował w takiej sytuacji ale nie miałem jeszcze okazji sprawdzić.

ps. Po co publikować czyjś IP? Jak już to polecam hash..
-
2007/05/27 23:18:31
Prawie jak anarchokapitalizm.
-
Gość: , cec170.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/28 08:38:56
Gratulacje!!! Z drugiej strony znam goscia, ktory wyladowal w szpitalu z powodu tego, ze sie zainterweniowal. W Waszym przypadku Panowie trafiliscie na smarkaczy. Znajomy spotkal sie z troche starszymi ludzi (po 20-tce) uzbrojonych w noze (o czym nie wiedzial moj znajomy). Przezyl choc mial kilkanascie szwow na ciele, a sprawcow nie zlapano z tego co mi wiadomo.
-
Gość: FlasH, 217.153.60.8*
2007/05/28 09:24:36
Niestety, obawiam się, że przeciętni ludzi i tak mają to w dupie.
W dużych miastach ignorancja to standard. W mniejszych miasteczkach, albo na wsi jest trochę lepiej - ludzie się znają, mają świadomość, że miejsce w którym mieszkają należy do nich. W dużych miastach ludzie zazwyczaj ograniczają "swoją przestrzeń" do swojego mieszkania, czasami podwórka. Cała reszta ich nie obchodzi. "To nie moje, co się będę narażał?"
-
Gość: GDR!, 83.168.124.19*
2007/05/28 14:52:09
Wszystko byloby piekne, gdyby zawsze sie tak konczylo. Gdyby zaczeli sie stawiac, ty bys siedzial za przekroczenie granic obrony koniecznej (w koncu to ty ich goniles, a poza tym miales buken). Dlatego ludzie boja sie sami interweniowac.
-
2007/05/28 20:17:52
Super, super i jeszcze raz super.
Fajnie, że został dostrzeżony przez autora destruktywny wpływ takich rzeczy na psychikę człowieka. Sam bym chciał pisać o tym długo i długo, ale niezbyt to by się pokrywało z powyższym wpisem. Co do tych miast - święta racja. Ludzie w dużych miastach są tak zjebani, że ja w ogóle nie wiem kiedy oni tak się zmienili. Żyję w stosunkowo małym mieście ~60 tys. i jakby co to o rozgłos nietrudno, ale w ogóle ta mentalność... hm właśnie jaka, mentalność polaków? Osób, które przez obcokrajowców są uważane za przyjacielskie i miłe? Heh, chodzące ciała, zero duszy.
Osobiście wybito mi dwie szyby w tygodniowym odstępie czasu. Sytuacja podobna jak z samochodami. Człowiek zasypia - wszystko OK. Wstaje - brak szyby. Różne myśli przelatywały mi wtedy przez głowę, zresztą jeszcze nieraz przed snem przelatują... Do czego zmierzam? Do gratulacji dla wszystkich, którzy zmazali nieprzyjemną plamę ze swojej psychiki. Pozdrawiam.
-
Gość: sagat, pc-203.ha.tuniv.szczecin.pl
2007/05/31 11:24:31
Znowu zwyciężyło dobro, w nawiasie Ciocia ;)
-
Gość: heh, systemy79.toya.net.pl
2010/01/16 11:24:51
konfidencji...