|
Blog > Komentarze do wpisu
Synu czemu piszesz do mnie e-mail?
Ostatnio zostałem wyśmiany przez moich rodziców. Powodem było to, że nowy numer telefonu do biura, wysłałem im e-mailem. Byli wręcz oburzeni i wszystkim znajomym opowiadają, jakim to zboczeńcem jestem, że widząc się z nimi codziennie, wysyłam im e-mail zawierający tak prostą informację. Kiedy usłyszałem, że od tygodnia nabijają się ze swoimi rodzicami ze mnie, dla odmiany to ja się oburzyłem. O co im właściwie chodzi, kto tu jest dziwny? Jeżeli jako definicję dziwności przyjmiemy odmienność, to rzeczywiście kultura pracy w mojej firmie jest dziwna. Jeżeli natomiast przyjmiemy skuteczność, wtedy to wszyscy inni są dziwni. Rzeczą, która jest przedmiotem wydziwaczenia jest kultura pisania e-maili. W skrócie metoda polega na tym, że kiedy mamy sobie coś do zakomunikowania, wtedy nie chodzimy do siebie, mimo że nasze biura to tylko 140 metrów kwadratowych plus toalety i korytarz. Po raz pierwszy o czymś podobny przeczytałem w książce jednego z moich idoli biznesowych Billa Gatesa pt. Business @ The Speed of Light. Oczywiście to przyszło z czasem (po około 2 latach), jednak dopiero ten incydent z rodzicami uświadomił mi, że to się właśnie stało i z nami. Skąd pomysł że to działa? Jak to działa? On: Cześć Znasz to prawda? W przypadku e-maila, każdy od razu pisze co ma do napisania, ponieważ wie, że odpowiedź nadejdzie za jakiś czas. Oczywiście równie ważne jest wyrobienie nawyku, który spowoduje, że pracownicy w pewnym przewidywalnym i skończonym czasie odbiorą wiadomość. Kwestią wyczucia jest wyrobienie odpowiedniego rytmu i wiary, że w pewnej chwili nadejdzie długo wyczekiwana odpowiedź. Po pewnym czasie zresztą sam wpadasz w ... Rytm pracy Zazwyczaj szereguję swoje e-maile na te które wymagają przemyślenia lub przygotowania odpowiedzi, oraz te które nie wymagają przemyślenia. Te, które nie wymagają przemyślenia są natychmiast odsyłane. Te, które wymagają odpowiedzi w ciągu paru godzin oznaczam na kolor niebieski w Thunderbirdzie (klawisz 4). Te na które odpowiem w trakcie 24h oznaczam na kolor fioletowy (klawisz 5). W ten sposób kiedy pracowałem dopiero godzinę i nie znudziłem się moim obecnym zadaniem, nie odpowiadam na e-maile, które wymagają np. pół godziny myślenia. Na te listy odpowiadam na początku, w połowie i pod koniec dnia pracy.
Zyski są zatem kuszące. Metoda prosta i nic nie kosztująca. Kto zatem jest dziwny? Mój tata, który od tygodnia zapomina powiedzieć mi czegoś istotnego, ale ilekroć mnie widzi akurat o tym nie pamięta czy ja, który wysyłam telefon do biura e-mailem? środa, 09 sierpnia 2006, pfornalski
Komentarze
2006/08/10 11:48:42
Ciekawa metoda. Zastanawiam się tylko czy maile, które sobie wysyłacie "z biurka od biurka" trafiają do Internetu, czy jedynie krążą w LAN? W pierwszym przypadku niepotrzebnie obciążacie sieć, z której korzystamy wszyscy :)
2006/08/10 13:20:21
Ja... no to jestes ekstra robotem i pol zycia spedzasz w swoim stanie Alfa... gratulacje i tak trzymac, nie ma to jak wydajnosc...
Co do tekstu to jest nienajlepiej napisany i niezbyt milo sie go czyta, a opisana metoda pewnie przydaje sie takim ludziom jak ty do wkrecania podatnych ludzi w twoje filozofie... Wiem, wiem sama niekonstruktywna krytyka, ale odkad to przeczytalem to, mimo ze Cie nie znam, to Cie nielubie... Pozdrawiam 2006/08/10 16:41:18
Niezły tekst, w dużej części popieram.
@s0kol: wyrwanie np. programisty z "transu", może mu rozwalić cały dzień pracy. Wszystko zależy od tego czym firma się zajmuje. Chyba każdy tak czasem ma, że ktoś przerywa mu prace w najmniej odpowiednim momencie. Jeśli sam nigdy tego nie doświadczyłeś, jesteś wielkim szczęściarzem lub masz po prostu pracę nie wymagającą wiele skupienia. 2006/08/10 20:38:07
To zależy od pracy jaką się wykonuje...
U mnie w pracy to wygląda tak, że mail i telefon to właściwie te same urządzenia (no, nie dosłownie oczywiście) - na maile odpowiada się od razu (prawie - w zależności od treści i tego ile zajmuje np. sprawdzenie, poszukanie czy zmiana czegoś), tak samo jak od razu odbiera się telefony. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy czytam maile raz na godzinę i nie reaguję natychmiast, kiedy agencja podsyła projekty do akceptacji, trzeba przekazać im swoje uwagi, rozesłać po innych, zebrać uwagi innych, przekazać do agencji... Odpisać przesyłając logo lub odpowiednie zdjęcie, pogonić (mailem lub telefonem - telefon lepiej się sprawdza). A wszystko to dzieje się w obrębie 3-4 projektów toczących się równolegle (zależnych od innych projektów robionych przez tą samą agencję, ale z innymi ludźmi w moim dziale ;-). Oczywiście wszystkie projekty powinny być zamknięte wczoraj. 2006/08/10 21:44:36
Lemur. Zauważ, że nie wszyscy potrzebują stanu Alfa do pracy. Co innego programista czy projektant, a co innego osoba z działu obsługi klienta. To są 2 różne zajęcia, jedno wymaga skupienia, drugie natychmiastowej dostępności. Te dwa pojęcia jednak nie idą w parze.
2006/08/10 23:08:41
pfornalski: jasne, ale chyba nieco źle mnie odczytałeś - pracuję w marketingu, przy "obsłudze" wszystkiego co związane z internetem. Tutaj też trzeba być skupionym (może nie tyle na jednej konkretnej czynnośći) - trzeba pamiętać co było przed 3 egzekucjami tego samego layoutu i ew. do tego wrócić, a do tego "standard" typu spójność z innymi formami (np. reklamy), czy logo jest takie czy inne, rozmiary tego czy tamtego itd itp. Przy jednym projekcie to jest ok, ale jak w projekcie pojawia się potrzeba przebudowania portalu, sprawy związane z bezpieczeństwem tego portalu, danymi osobowymi i milionem innych spraw (prozaiczne prawo autorskie do zdjęć), a projektów jednocześnie jest kilka to jednak jest nad czym panować.
Programista skupia się na jednym określonym zadaniu i w jakimś tam czasie tego się trzyma i przy tym dłubie. Tutaj stan skupienia jest "rozproszony" na kilka zadań jednocześnie. dobra, późno, a ja już bredzę... a tu jeszcze serwis do przetestowaia ;) |
"Skąd pomysł że to działa?"
to jest cos takiego jak Quality of Service czy Grade of Service - czyli wlasnie przywilejowanie jednych pakietow nad innymi - tak dziala na przyklad wiekszosc sieci telekomunikacyjnych - bez tego bylby niezly balagan i nic by raczej nie dzialalo. Tylko ze QoS jest ustalane na serwerze a nie przez klientow (w uproszczeniu oczywiscie).
Ale tekst fajny, popieram w 100%